Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 19 marca 2011
Julie Daniels, "Start lines and impulse control games"

Zmarnowawszy właśnie 1,5 godziny swojego życia popełniam recenzję ostrzegawczą :twisted:. Bez żadnej przesady, jest to najgorsze dvd szkoleniowe, jakie widziałam w życiu, a widziałam ich parę. Dvd jest zapisem jakiegoś wykładu czy konferencji, co mogłoby powiedzmy uzasadniać sporą ilość dygresji i pewien nieład wypowiedzi - wiadomo, jak się coś prowadzi na żywo, ludzie zadają pytania etc, to może się to zdarzyć. Niestety prowadząca tak poza tym sprawia wrażenie, że o konieczności wygłoszenia jakiegoś wykładu dowiedziała się 5 minut wcześniej i że nie ma pojęcia, co właściwie chce powiedzieć. Jej sposób mówienia, bardzo głośny śmiech i miotanie się dookoła ("I'm a Border Collie, I can't stay still!") wywołuje też wrażenie, jakby chlapnęła sobie coś dla kurażu.

Nie pokazuje absolutnie żadnych ćwiczeń ze swoim psem, które byłyby warte wypróbowania (w ogóle szczerze mówiąc nie pokazuje żadnych ćwiczeń, poza najbardziej mglistą optyczną komendą zwalniającą jaką widziałam w życiu i przeciąganiem się z psem szarpakiem). Dla okraszenia wykładu szczyptą humoru stwierdza również, śmiejąc się cokolwiek maniakalnie, że jej pies bardzo lubi być kopany w głowę (zabawowo... ). Dodatkowy smaczek jest taki, że jak usiłuje zademonstrować ze swoim psem zostawanie, to ten pies nie zostaje, czemu zresztą w świetle zaprezentowanych przez nią metod trudno się dziwić.

Dla zaoszczędzenia czasu Szanownym Czytelnikom streszczę teraz jedyną sensowną uwagę, jaka padła podczas tej półtorej godziny: pracować nad zostawaniem należy wtedy, gdy pies jest "nakręcony" ("in drive"). Jeśli ćwiczymy z nim w sytuacji, gdy jest wyciszony, zgaszony, tudzież po prostu ma to gdzieś, to nic dziwnego, że w sytuacji pobudzenia na zawodach nam nie zostaje, bo jest to dla niego całkiem inna sytuacja.

To taka w sumie oczywista oczywistość, ale bardzo chciałam z tego dvd wyciągnąć COKOLWIEK.

09:25, orvokki , Lektury
Link
niedziela, 21 grudnia 2008
Susan Salo, Foundation jumping

Zostałam pokarana za swoją notkę o spacerach, bo przez trzy dni lało, wiało, okolica tonie w błocie i spacery, które z wielkim samozaparciem odbędniam, są katorgą, a nie przyjemnością i oczywiscie się na nich zaziębiłam. Tak więc wychodźmy z psami na 5 minut najwyżej, zdrowiej i w ogóle.

 Na pociechę prezent choinkowy dotarł szybciej niż się spodziewałam i ostatnie dwa dni spędziłam na oglądaniu i robieniu notatek z dvd Susan Salo, "Foundation Jumping". Susan twierdzi, że skakanie jest najbardziej zaniedbaną spośród psich umiejętności w agility, a przecież większość przeszkód na torze to właśnie hopki. W jeździectwie każdy zły skok konia jeździec odczuwa na własnej skórze, w agility to, że pies źle skacze, często umyka uwagi właściciela, chyba, że pies strasznie kosi tyczki. Niestety, zły styl skoku to i strata czasu i nadmierne fizyczne obciążenie dla psa.

 Susan Salo proponuje więc zestaw ćwiczeń, które mają psa nauczyć poprawnego wykonywania wszystkich elementów skoku  (obierania właściwej drogi, poprawnego odczytywania dystansu, wybór miejsca wybicia, przenoszenia ciężaru ciała na tylne łapy, dobór kąta wybicia i wreszcie wysokości). Dla psa skoczenie na odpowiednią wysokość jest najłatwiejszym elementem skoku, zwłaszcza jeśli potrafi sobie poradzić z wszystkimi elementami. Tymczasem ludzie ucząc psa skakania koncentrują się właściwie tylko na wysokości tyczek. Większość ćwiczeń proponowanych przez Susan Salo robi się na wysokościach dużo niższych niż te, na których zwykle pies skacze.

Ćwiczenia te można (i należy jej zdaniem), wykonywać z psem zanim zacznie od swoją przygodę z agility, jak również przez całą jego karierę agilitową ok. 2-3 razy w tygodniu przez parę minut. Są to też dobre ćwiczenia przy rehabilitacji, dla starszych psów, by dać im zajęcie i utrzymać w dobrej formie etc.

Wszystkie ćwiczenia początkowo wykonuje się, gdy przewodnik jest nieruchomy - tak więc albo wysyła się psa do wyraźnie widocznego targetu na ziemi (chodzi o to, by pies skacząc cały czas był skoncentrowany na miejscu, do którego ma dotrzeć, a dodatkowo, by trzymał głowę nisko), albo się przywołuje psa - przy czym przewodnik stoi nieco z boku, nie na samej linii hopek i pies i tak ma biec nie do przewodnika, tylko do targetu. 

Płyty zawierają bardzo szczegółowy instruktaż, jak to wszystko ustawiać i jak ćwiczyć plus nagranie wszystkich ćwiczeń z 4 różnymi psami. Susan mówi jednak, że tak naprawdę trzeba się trochę tych skoków napatrzeć, żeby nauczyć się to oceniać. Docelowo jednak uzyskujemy psa, który:

- jest skoncentrowany na zadaniu, potrafi sam odczytywać informacje, przez co nie ogląda się przez cały czas na człowieka,

- potrafi dobrze oceniać odległości i miejsce wybicia, odpowiednio wydłużając lub skracając krok, dzięki czemu nie robi tych kroków zbyt wiele (podobno każdy zbędny krok psa to strata 0,3 sekundy) i biegnie w sposób najbardziej efektywny,

- jest mniej narażony na urazy i dłużej w dobrej formie. 

Kiedyś mi się wydawało, że uczenie każdego psa w ten sposób skakania to ogólnie przesada i niepotrzebne zawracanie głowy, teraz przestało mi się tak wydawać. 

Ciąg dalszy nastąpi, bo pewnie coś będę z moimi psami nagrywać :) i wtedy omawiać dokładniej.

20:47, orvokki , Lektury
Link
czwartek, 13 listopada 2008
Konrad Lorenz, I tak człowiek trafił na psa

Konrad Lorenz był zoologiem i ornitologiem, prekursorem współczesnej etologii, laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycia związane ze wzorcami zachowań. A poza tym był miłośnikiem psów...

Książka "I tak człowiek trafił na psa" pod względem naukowym nieco się gdzieniegdzie zdezaktualizowała (na przykład autor rozpisuje się o różnicach zachowania u psów pochodzących od wilka i u psów pochodzących od szakala, a do tych ostatnich według niego zaliczała się większość ras. Dziś, dzięki badaniom DNA wiemy już, że przodkiem wszystkich psów był właśnie wilk). Wciąż jednak mnóstwo u Lorenza trafnych spostrzeżeń, poczynionych podczas wielu dziesięcioleci obcowania z psami. Przede wszystkim jednak uderza ta książeczka miłością do psów, jest zapisem przyjemności z obcowania z psami, hołdem złożonym cudownej, złożonej naturze tych najbliższych człowiekowi zwierząt, ich fantazji, zabawom, wybrykom. Jest to lektura po prostu urocza, a jej wdzięk podkreśla i piękna polszczyzna przekładu Anny Marii Linke i zabawne rysunki autora. Zachwycił mnie rozdział o letniej wyprawie autora z suczką Susi nad rzekę, kiedy to Lorenz pisze:

"Kiedy już "ma się potąd" pracy umysłowej, kiedy się ma po dziurki w nosie rozsądnych słów i grzeczności, kiedy nieprzezwyciężony wstęt ogarnia człowieka na sam widok maszyny do pisania - które to objawy zwykły występować pod koniec semestru letniego - wówczas to "schodzę na psy", czy dokładniej mówiąc "na zwierzę". Wycofuję się od ludzi i szukam towarzystwa zwierząt, a to dlatego, że nie znam człowieka tak leniwego duchowo, by mógł mi w tym nastroju dotrzymać kompanii".

Pięknie też pisze Konrad Lorenz o zobowiązaniu człowieka wobec zwierzęcia:

"Wierność psa jest cennym podarunkiem, który nakłada nie mniejsze zobowiązania aniżeli przyjaźń człowieka! Związek z wiernym psem jest tak "wieczny", jak w ogóle mogą być trwałe związki istot żywych na tej ziemi. Niechaj pamięta o tym każdy, kto bierze sobie psa".

Lektura obowiązkowa!

20:15, orvokki , Lektury
Link
czwartek, 09 października 2008
Susan Garrett, "Ruff Love" Ted Kerasote, "Życie z Merlen"

Zestawienie dwóch powyższych książek może się wydawać nieco zaskakujące. Pierwsza, zgodnie ze swoim podtytułem, to opis programu budowania relacji z psem, druga to sfabularyzowana opowieść o pewnym człowieku, pewnym psie i ich wspólnym życiu. Powodem, dla którego zdecydowałam się napisać o nich razem jest to, że przedstawiają one skrajnie odmienne poglądy na to, jak może i powinna wyglądać nasza relacja z psem.

Książka Teda Kerasote, oprócz wspomnień o Merlu zawiera też przemyślenia autora na temat naszego życia z psami i naszego prawa do bycia ich panami: decydowania o tym, kiedy jedzą, gdzie śpią, kiedy wychodzą na spacer, spotykają inne psy, co robią. Stanowi również zapis tego, jak może wyglądać  więź z psem, którego nikt do niczego nie zmusza, którego nie trzymają żadne drzwi, smycze ani płoty. Merle chodził gdzie chciał, wracając do domu na posiłki, jak również chętnie towarzysząc Tedowi podczas polowań czy spacerów. Nie wahał się polować na własną łapę, za to nie zniżał się do aportowania czegokolwiek. Ted Kerasote opowiada się za naturalnością, twierdząc, że dorastający w środowisku pełnym różnorodnych bodźców pies może rozwinąć w sobie inteligencję, samodzielność, umiejętność rozwiązywania problemów, oceny sytuacji i emocjonalne opanowanie (tak, Merle był chodzącym psim ideałem). Gdy Merle był już stary i bardzo schorowany, Ted odmówił uśpienia go, do końca karmiąc go z ręki i myjąc kilka razy dziennie, gdy pies załatwiał się pod siebie (szczerze mówiąc dla mnie jest to najbardziej kontrowersyjny fragment tej książki). Ted Kerasote polemizuje między innymi z teorią, jakoby domowa klatka była dla psa odpowiednikiem nory i spanie w niej było dla psa naturalne i miłe. 

Dla odmiany program Susan Garrett opiera się na kontrolowaniu środowiska psa do tego stopnia, by wszystko, co dobre, pochodziło jedynie od właściciela. Podczas pierwszego etapu programu, który w przypadku dorosłych psów trwa co najmniej 7 tygodni, a w przypadku szczeniąt do 7 miesiąca życia, pies przebywa w klatce zawsze, o ile nie pracuje z właścicielem, poza klatką zawsze ma na sobie halter i smycz lub długą linkę, karmiony jest głównie z ręki, nie wolno mu się bawić z innymi psami ani samodzielnie biegać w ogrodzie, nie ma żadnych zabawek poza gryzakami etc. Właściciel wielkokrotnie w ciągu dnia pracuje i bawi się z psem, wyrabiając motywację i budując relację z psem. Innymi słowy zabiera się psu wszystkie przywileje, które stopniowo, podczas kolejnych 3 etapów są mu oddawane. Podczas ostatniego etapu (który wedle rekomendacji rozpoczyna się mniej wiecej po 15-17 tygodniach trwania programu) klatka stoi już dla psa otworem, może z niej korzystać jeśli chce, nie nosi już haltera, wolno mu się bawić z innymi psami i zabawkami itd. Tak czy siak, dla mnie ten program jest zdecydowanie zbyt radykalny, a w przypadku szczeniąt wydaje mi się co najmniej ryzykowny. Szczerze mówiąc, pomysł, żeby motywować psa do pracy z nami nie dając mu możliwości żadnego innego zajęcia, wydaje mi się straszliwym nadużyciem naszej władzy. I z dwojga złego wolę mieć psa, któremu od czasu do czasu zdarzy się zeżreć kapcia, nabrudzić w domu czy pogonić za bażantem, niż zrobić psu coś takiego, nawet jeśli tylko czasowo. Nie wiem, może w niektórych przypadkach (na przykład psach po przejściach, agresywnych, etc) tego typu program miałby sens, ale dla normalnego psa czy szczeniaka wydaje mi się niepotrzebny - w końcu moje psy nie trzymane godzinami w klatce i tak kochają ze mną pracować, a taki kochający bażanty spaniel nie pobiegnie za ptakiem, jeśli akurat bawi się ze mną piłką. 

Z drugiej strony taki "naturalny" program Teda Kerasote też mi się nie podoba, glównie dlatego, że w dzisiejszym świecie pies biegający całymi dniami luzem narażony jest na niebezpieczeństwo, jak również sam takie niebezpieczeństwo potencjalnie może stanowić. No cóż, nie każdy z nas ma szczęście mieszkać na jakimś amerykańskim pustkowiu, gdzie w promieniu wielu kilometrów nie ma żadnej ruchliwej drogi ani placu zabaw dla dzieci :). Aczkolwiek fakt faktem, że mieliśmy taki drobny przedsmak takiego trybu życia podczas ubiegłorocznych wakacji, gdzie psy miały do dyspozycji ogromny teren, po którym mogły sobie hasać do woli, przez co faktycznie same regulowały sobie aktywność, były wybiegane, szczęśliwe i wyluzowane. Na ogół jednak decydując się na posiadanie psa, zwłaszcza w mieście, musimy go szkolić, musimy nałożyć mu pewne ograniczenia i musimy z nim coś robić, inaczej nasz nieszczęsny czworonóg, nie mogąc się cieszyć taką wolnością i bogactwem świata jak Merle, oszaleje z nudów, lub stanie się smutny i apatyczny.

Krótko mówiąc, opowiadałabym się za jakimś złotym środkiem :) (jakoś tak podejście Susanne Clothier czy Leslie McDewitt mi bardziej leży...).

14:42, orvokki , Lektury
Link Komentarze (2) »
środa, 08 października 2008
Control Unleashed, Leslie McDewitt

Na tę książkę dość długo czekałam, w międzyczasie słysząc o niej same dobre rzeczy. No i wreszcie nie wytrzymałam, niechcący w sposób nieuprawniony robiąc sobie debet na koncie i kupiłam. I z radością oznajmiam, że był to absolutny strzał w dziesiątkę, a może nawet w piętnastkę :) Przeczytałam i zaraz przeczytam po raz drugi, bo zamierzam wiele rzeczy zastosować.

Książka stanowi zapis planu zajęć Control Unleashed prowadzonych przez autorkę dla psów (oraz oczywiście ich właścicieli), które nie są w stanie poradzić sobie na grupowych zajęciach agility albo na zawodach, ponieważ z różnych względów jest to dla nich tak stresujące, że albo zamykają się w sobie, albo dosłownie wychodzą ze skóry, nie są w stanie myśleć ani się skupić. CU można traktować jako instruktaż prowadzenia tego typu zajęć, a można też wiele rzeczy zastosować do pracy z własnym psem indywidualnie, przy czym celem nadrzędnym jest sprawienie, by pies był rozluźniony, szczęśliwy i chętny do pracy z nami, a dodatkowym bonusem może być możliwość startu w zawodach. 

Zajęcia zaczynają się od ćwiczeń relaksacyjnych (m.in. protokołu relaksacyjnego dr Overall), masażu, nauki rozluźniania się na posłaniu, potem są opisane różne ćwiczenia, które mają nauczyć psa samokontroli, potem zwiększanie motywacji, odwrażliwianie na rozpraszające bodźce typu inne psy. Metoda pracy oparta jest na pozytywnych wzmocnieniach. Niby te teoretyczne podstawy były mi już znane, ale ich niektóre praktyczne zachowania nie przyszły mi do głowy. Podobnie niektóre opisane przez McDewitt ćwiczenia mają w sobie taki drobny smaczek odmienności, który nagle całość ustawia w nieco innej perpektywie.

Przykład: wielu szkoleniowców pisze, że powinniśmy tak wyszkolić psa, żeby spokojnie siadał i czekał na przykład na pozwolenie przejścia przez drzwi, zamiast się przez nie wyrywać na oślep. Większość radzi, żeby nauczyć psa komendy "siad-zostań" i po prostu ją w tej sytuacji wykorzystać. Leslie pochodzi do tematu odrobinę odmiennie: sugeruje, żeby nagradzać psa za samorzutne siadanie i patrzenie na nas do momentu, aż będzie on oferował to zachowanie, ilekroć będzie czegoś od nas chciał. Innymi słowy ten siad ma się stać swego rodzaju zachowaniem wymuszającym i domyślnym. Gdy już osiągniemy ten etap, idziemy sobie z psem do drzwi i zaczynamy je powoli otwierać. Gdy pies usiłuje przez nie się przecisnąć, spokojnie drzwi przymykamy. Pies w końcu zaoferuje nam ten siad (bo był za to nagradzany), wtedy otwieramy drzwi, dajemy mu komendę zwalniającą i pozwalamy przez nie wyjść. Z kolei po przejściu przez drzwi Leslie sugeruje, żeby zatrzymać się i poczekać. Pies najprawdopodobniej obejrzy się, dlaczego nie idziemy, może wróci do nas i usiądzie - klik/smakołyk i idziemy na spacer. W ten sposób uczymy psa, żeby po przejściu przez drzwi zwracał się do nas i czekał na dalsze wskazówki (jeśli pies ma z tym problem, można użyć smyczy, by psa zatrzymać po przejściu przez drzwi).

Jaka jest różnica? Kiedy wydajemy komendę, kontrola pochodzi od nas i pies czeka później na pozwolenie ruszenia się, po czym wypada niczym pocisk z katapulty. Sposób opisany przez Leslie wymaga kontroli od psa - innymi słowy,  musi on się nauczyć opanowywać emocje.

W książce jest też wiele innych fajnych pomysłów na to, jak unikać generowania u psa konfliktu pomiędzy tym, czego chce on, a czego my chcemy od niego. Na przykład gdy pies bardzo chce sobie wąchać trawkę, stosujemy zasadę Premacka (czyli jeśli chcesz coś dostać, najpierw daj mi to, czego ja chcę). Prosimy psa o jakieś zachowanie lub czekamy, aż nam je zaoferuje, a następnie wysyłamy go wąchać trawkę (początkowo pracujemy w otoczeniu wolnym od rozproszeń lub na ograniczonym terenie). Potem czekamy, aż pies znowu zwróci na nas uwagę, nagradzamy go za to i znowu odsyłamy wąchać trawkę. W ten sposób wartość pracy z nami wzrasta, a atrakcyjność trawki spada :)

I tak dalej, nie będę tu opisywać wszystkich ćwiczeń, ale naprawdę bardzo polecam tę książkę. Dla mnie była szalenie inspirująca, z siadaniem przed przejściami idzie nam coraz lepiej, a jak manewruję wózkiem i 3 psami to dla mnie naprawdę ważne. Oczywiście podstawą do całego programu jest też odpowiednie motywowanie psa, bo żeby pies w końcu chciał wybrać pracę z nami, to musimy być dla niego atrakcyjni i interesujący.

19:21, orvokki , Lektury
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 września 2008
Greg Derrett, Agility Foundation Training

Nadrobiłam wreszcie swój poprzedni błąd i kupiłam sobie pierwsze dvd Grega Derretta, "Agility Foundation Training". Bardzo mi się podobało, aczkolwiek uważam, że pomiędzy tą płytą, a "Great dog, shame about the handler" powinna się znaleźć jeszcze jedna, ponieważ aczkolwiek ta jest bardzo interesująca, to słowa w niej nie ma na temat nauki pokonywania poszczególnych przeszkód, a zwłaszcza najbardziej mnie interesującej kładki. A co jest na tej płycie? Jak sama nazwa wskazuje, podstawy pracy z psem, czyli co należy zrobić, zanim jeszcze przystąpimy do nauki przeszkód. Czyli nakręcanie na zabawkę, nauka zostawania, nauka komend kierunkowych, nauka czytania naszego języka ciała, czyli zmiany na sucho i to wszystko w różnych miejscach i przy różnorakich bodźcach rozpraszających. Rzecz cała wyłuszczona w sposób prosty, logiczny i uporządkowany. Tak na marginesie płytka jest zrealizowana w taki słodko amatorski sposób z nawiązaniem do starych dokumentów BBC i można pooglądać słynnego Grega Derreta w kuchni w skarpetkach ;).

Wszystko to są naprawdę fajne pomysły na to, czym się zająć ze szczeniakiem, zanim wpuści się go na przeszkody. Rzecz jasna, ze starszym psem też to można wszystko porobić. Bardzo użyteczna płytka i polecam.  

21:51, orvokki , Lektury
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 lipca 2008
Melissa Alexander, "Click for joy"
Co tu kryć, to jest najlepsza książka o szkoleniu jaką czytałam. Jest po prostu super i jakby ktoś mi kazał wybrać jedną jedyną książkę o szkoleniu psów (to byłoby STRASZNE), to wybrałabym właśnię tę.
 
Zalety:
 
Ma bardzo przejrzystą formę pytań i odpowiedzi, fajnie uszeregowany materiał, mnóstwo odsyłaczy do pokrewnych zagadnień wewnątrz książki. Napisana jest zrozumiale i prosto, ale bez nadmiernych uproszczeń. Czytelnik znajdzie w niej wyczerpujące omówienie podstaw teoretycznych szkolenia pozytywnego, mnóstwo praktycznych instrukcji "jak nauczyć psa" i na dodatek historyjki "z życia wzięte", które często dostarczają fajnego materiału do przemyśleń. Autorka ma naprawdę wyjątkowy dar syntezy i jasnego podawania nawet skomplikowanych zagadnień. Można powiedzieć, że książka jest wyczerpująca, ponieważ nawet jeśli nie ma w niej opisu nauki jakiejś komendy czy sztuczki, to po jej przeczytaniu mamy potrzebną wiedzę, by samemu wymyśleć, jak się zabrać do rzeczy.
 
Wady:
Jest póki co tylko po angielsku. Niech czyta, kto umie, niech nauczy się, kto nie umie :) 
22:46, orvokki , Lektury
Link
 
1 , 2 , 3