Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Happy New Year :)

10:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 grudnia 2011
Jeden palec mniej

Brava tydzień temu złamała sobie wilczy pazur w przedniej łapie, po raz trzeci. Pierwsze dwa razy dostawała głupiego jasia, wet obcinał pazur do zera i było po sprawie, do czasu aż sobie odrósł i złamała go znowu. Tym razem postanowiłam więc po licznych konsultacjach rozwiązać problem radykalnie, bo jakoś mi się nie podobało, że dostaje tego głupiego jasia co parę miesięcy i Bravie został obcięty cały ten paluszek, żeby pazur już nie odrastał. Z tego powodu nie wystartowała w Mistrzostwach Polski zresztą.

Brava zniosła zabieg świetnie, nie licząc tego, że od razu nauczyła się ściągać kołnierz, jak również reagowała stuporem na każdy opatrunek na łapie, zastygając na środku pokoju z miną "Maaaaamo! Urwało mi łapkę i nie umiem chodzić!!!". W każdym razie nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby na trzeci dzień po było nie było amputacji wbić mi się z rozpędu przednimi łapami w brzuch ;). Wojtek skonstruował jej kaganiec oblepiony lasotaśmą, żeby sobie tego nie rozlizywała i nie wyjęła szwów, udało się ją upilnować przez całe 6 dni, po czym 7 przysnęło mi się na chwilę i Brava uwolniła się od jednego ze szwów :P. Mimo wszystko wygląda, że jest ok, staram się, żeby drugi donosiła do planowego zdjęcia w poniedziałek.

21:08, orvokki , News
Link
środa, 14 grudnia 2011
Najbardziej wyluzowane Mistrzostwa Polski Agility w historii świata :)

W tym roku MPA były wyjątkowe. W wyjątkowym miejscu, czyli Ściegnach k. Karpacza, w miasteczku rodem z Dzikiego Zachodu, wśród bajkowych górskich widoków (niezapomniany widok pierwszego promyka słońca odbijającego się rano od obserwatorium na Śnieżce), na pięknej jasnej hali (strasznie żałuję, że nie wzięłam aparatu...) w towarzystwie najukochańszych wariatów na świecie i z sędzią, który omal nie pokonał wszystkich zawodników swoimi torami ;). Słowem, pięknie było. Zimno jak czort, ale szybkie torki i emocje rozgrzewały :). 

Moje suczyska co prawda postanowiły nieco mnie zaskoczyć, na przykład tak:

Erinia też mnie nieco zaskoczyła, bo w pierwszy dzień bardzo usilnie przeskakiwała strefy wejściowe i to na palisadzie tak po prostu z pół metra ;), a w drugi dzień wykonała modelowego flyersa na huśtawce, być może dlatego, że jej nie powiedziałam komendy na huśtawkę (ale nie zawsze mówię...) i tak to właśnie moje dziewczynki nie wygrały Mistrzostw Polski ;).

Miło mi jednak donieść, że po raz kolejny Mistrzem Polski Agility została Bravkowa mamunia Oxa (ostatnio nam rodzice spuszczają łomot, najpierw Sky wygrał openy w sobotnim Amadeuszu, a teraz Oxa MP) ;).

Aby się zrehabilitować, to udało mi się pobiec ładne jumpingi, na przykład z Erisią tak:

Nie było tak całkiem bez sukcesów, bo spaniel w sobotę wygrał openy, a Eri miała 3 miejsce w LA3. Poza tym Vigo z Katką wybiegali sobie 3. nóżkę do A2 :) Idą jak burza.

Udało nam się też tym razem załapać na kilka absolutnie bajecznych zdjęć, za które dziękuję Pauli i JiMom :).

19:05, orvokki , News
Link
czwartek, 08 grudnia 2011
Amadeus Agility Worldcup

Jak na totalnych freaków przystało, w ubiegły weekend machnęliśmy się jedyne 1000 km w jedną stronę do Salzburga, żeby spotkać się z innymi freakami i trochę sobie pobiegać. Spotkania wypaliły idealnie, bieganie trochę gorzej, ale wyjazd obfitował w rozrywki i przyjemności dodatkowe, więc i tak był in plus.

Ponieważ zawody te miały obrzydliwie drogie startowe, zgłosiłam tylko Bravę. Na miejscu widząc stawkę small pożałowałam mocno, że nie zgłosiłam Sunday, bo miałaby tam wszelkie szanse zawalczyć. Vigo pojechał do towarzystwa i tym sposobem mieliśmy w fajnym mieszkaniu, które wynajmowaliśmy, w sumie 5 pyrków. Nie tylko wygląda to fajnie, ale też żadne żarcie się nie zmarnuje. Włącznie z takim, które wcale się nie miało zmarnować, tylko ktoś się od niego odwrócił na 3 sekundy.

Jak zwykle nie udało się prawie nic pozwiedzać w Salzburgu (mogę sobie stworzyć taką listę miejsc, których nie zwiedziłam, będąc w nich na zawodach), ale przynajmniej tym razem oprócz psów na tej samej wypaśnej hali można sobie było pooglądać też konie, odbywał się tam bowiem Pappas Amadeus Horse Indoors, czyli chyba jakieś prestiżowe zawody w skokach przez przeszkody, sądząc z tego, że wśród nagród były jakieś mercedesy i inne takie ;). Na hali było też mnóstwo stoisk z bardzo ekskluzywnymi artykułami głównie dla koni, ale też można było nacieszyć oko Harleyami, mercedesami i super skórzanymi kurtkami (wpadła mi w oko taka za 500 euro...).

Zawody były w ogóle bardzo rodzinne, ponieważ biegało tam dwóch braci Bravy (Evo i Eyt) a także ich tatuś Sky. Sky jest strasznie sympatycznym pieskiem, na żywo jest bardzo ładny, fajnie biega i wygrał w sobotę openy i naprawdę zrobił na mnie świetne wrażenie. Mamy rodzinną foteczkę:

W kwestii biegania to w piątek zebrałam dwa disy, w sobotę jumping z jednym błędem na slalomie i dis w agility, jakimś cudem dzięki temu jumpingowi znalazłam się w niedzielnym finale, który był dość specyficzny, mianowicie były dwa identyczne tory i biegło się w parach - jeden pies jeden torek, drugi drugi, a potem zamiana i lepszy przechodził dalej. Błąd i odmowa były liczone jako plus 2 sekundy do czasu, detka poprawiona jako plus 6 sekund. Z jakiegoś tajemniczego powodu na jednym z tych torów Brava nie wchodziła w slalom, tzn. wchodziła za 2 tyczką. Za pierwszym razem mimo tego była szybsza od drugiego psa i przeszła dalej, za drugim razem już się nie udało. A szkoda, bo do wygrania było 2000 euro w złocie plus jeszcze bony za 800 euro do zrealizowania na stoiskach (kurteczka...). Na otarcie łez w finale znalazła się Page z naszym ulubionym Rollim :) - ostatecznie zajęła 2 miejsce.

Filmik z dość ładną naszą detką:

A tutaj finał, akurat lepiej widać tego drugiego niż Bravę i to dlaczego źle wchodzi w slalom, chociaż normalnie to takie wejścia robi z palcem w nosie (plus palisadka kamikadze):

20:39, orvokki , News
Link
sobota, 26 listopada 2011
Smutny piesek wersja Erisiowa

czyli (dzięki Aniu R.) o tym jak porażkę przekuć w sukces :)

21:53, orvokki , News
Link
piątek, 25 listopada 2011

Vigo w zeszłym tygodniu był z Katką na treningu z Terką Kralovą i tak sobie razem pięknie śmigali:

Normalnie jak na niego sobie tak z boku patrzę, to aż sama bym takiego chciała mieć ;).

Niestety zaraz potem Vigo zaczął cherlać i tak do tej pory się z tym cherlaniem bujamy. Niby chłopak gorączki nie ma, czuje się dobrze, ale kaszle i kaszle. Leci już drugi antybiotyk, jak ten też nie pomoże, to w przyszłym tygodniu rtg klatki piersiowej nas czeka, bez czego naprawdę na przełomie listopada i grudnia mogłabym się obyć...

Tymczasem obiecana sztuczka "Smutne pyrki". Brava trochę oszukuje (ja nie wiem, czego te psy się tak cieszą jak durne, jak uczyłam "zdechł pies" to miałam ten sam problem, że ogon nie chciał zdechnąć ;)).

Z Eri póki co udało mi się osiągnąć wariant tej sztuki pt. "Pogięło cie?", co też niebawem nagram :). A ze spanielem, hmmm, teges. Kształtowanie statycznej sztuczki to nie jest mocna strona Sunday, więc na razie mamy różnorakie warianty miotania się i piszczenia, przerywane od czasu do czasu kładzeniem się i przykładaniem mordy do podłoża na jakiś ułamek sekundy :F.

22:15, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 listopada 2011

Czteropak ostatnio się rozdziela na zajęcia w podgrupach ;). Wojtek zaczął od czasu do czasu zabierać Eri do pracy oraz na spacerki socjalizacyjne, bo na naszym wygwizdowie się psom zapomina, jak się pies wielkomiejski zachować powinien.

Pozostałe czipsy wymieniają się w obowiązku przyprowadzania Sergiusza z przedszkola, co też daje szanse na indywidualną pracę - ostatnio na tapecie szarpanie się szarpaczkiem z Vigo na przystanku (z cyklu nigdy nie mów nigdy, czyli jak to się coś udaje odpracować po latach...).

Poza tym obejrzałam ostatnio uroczy filmik - nota bene ten piesek wywołuje u mnie totalną szczeniaczkozę ;) i strasznie mi się spodobała sztuczka "Are you sad?", więc teraz ją sobie klikamy. Jak zwykle pyry okazały się ponadprzeciętnie bystre i już właściwie umieją, Eri wymyśliła wersję z targetowaniem nosem prostopadle podłogi względnie wersję drugą pt. pełzanie, walenie łapami i ogólna frustracja, a spaniel klikany w porze kolacji traci rozum i zapomina o dobrych manierach, usiłując mi wydzierać smaczki z ręki pazurami i zębami, drąc mordę i oczywiście ciesząc się jak głupi do sera :). Ale w drugiej sesji nawet parę razy jak się opamiętała, to zrobiła co trzeba, więc dojdziemy do tego.

W przerwach pomiędzy tymi wszystkimi zajęciami cieszymy się oczywiście spacerami, korzystając z trwającej jeszcze chwilę najbardziej fotogenicznej pory roku:

A na jesienne chłodne wieczory przytulaki:

Strasznie mnie to rozczula :).

21:28, orvokki , News
Link Komentarze (1) »