Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 29 października 2011
The journey

Ostatnia notka zrodziła w niektórych Czytelnikach różne wątpliwości w rodzaju tych, ile jednak warto czekać i czy zawsze warto, i że może czekanie w nieskończoność na efekty pracy lub na nawiązanie więzi jest bezcelowym marnowaniem czasu, że może czasem warto się rozstać...

Nie wiem. Życie pisze tak nieprawdopodobne scenariusze, że każde uogólnienie jest obciążone ryzykiem błędu. Nie powiem więc nikomu, że zawsze warto czekać, albo że nigdy nie można psa oddać, albo że zawsze w końcu będą efekty naszej pracy, albo że z każdym psem się da... Bywają różne skrajne sytuacje. Mogę opowiedzieć swoją historię. I mogę poradzić, żeby zawsze przed podjęciem jakiejś decyzji przypomnieć sobie ten filmik:

Pokusiłam się o przekład dla nieanglojęzycznych, aczkolwiek to jakby nie to ;) - KLIK.

Utkwiło mi w pamięci zdanie księdza z Historii miłosnych, który porzucając stan kapłański, by zająć się swoją córką powiedział: "Wybieram to, co bardziej bezbronne".

I aby mieć pewność, że nie zaślepia nas próżna ambicja, egoizm, wygodnictwo, aby dostrzec te lekcje, które życie podsuwa nam czasem w bardzo nieoczekiwany sposób, aby się rozwinąć, też musimy czasem opowiedzieć się po stronie tego, co bardziej bezbronne, czyli w przypadku relacji pies-człowiek zwykle po stronie psa. To my podejmujemy decyzję, bierzemy na barki odpowiedzialność, to my zrzucamy na psa ciężar naszych oczekiwań, a nie odwrotnie.

(z góry zastrzegam, że raczej mam tu na myśli sytuacje w rodzaju "oddam psa kupionego z myślą o sporcie, ponieważ się nie sprawdził" niż dramaty w rodzaju "wielki agresywny pies, pozostawiony mi przez odbywającego aktualnie karę pozbawienia wolności ojczyma, zagraża życiu i zdrowiu mojej dwuletniej córeczki oraz schorowanej babuni")

Może być właśnie tak, że pies, który miał być naszym mistrzem świata i okolic albo Interchampionem nigdy nim nie zostanie. Może być tak, że jakimś zrządzeniem losu trafi do nas pies trudny - nadpobudliwy, lękliwy, mało zmotywowany, agresywny itd. Może się tak zdarzyć, że z powodu tych problemów nigdy nie osiągniemy tego, co sobie pierwotnie zamierzyliśmy. Możemy widzieć to, czego chcieliśmy, ocenić, że to, co dostaliśmy, zupełnie do tego nie przystaje i zrezygnować, ale możemy też otworzyć oczy nieco szerzej, dostrzec w psie jego samego, a nie cel, któremu miał posłużyć i wyruszyć w podróż, której nie planowaliśmy,  z nadzieją, że znajdziemy w niej coś więcej niż to, o czym marzyliśmy na początku.

12:30, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 października 2011
Czas

O czasie pisali najwięksi, z Proustem i Mannem na czele, na czas narzekamy każdego dnia, że nam coraz szybciej płynie, albo że się dłuży, albo że go nie mamy, albo że mija jak z bicza trzasł. A ja sobie ostatnio rozmyślam o tym, jak ważny jest czas w szkoleniu psów i dla naszej więzi z psem.

Większość ludzi z natury jest niecierpliwa, chce widzieć efekty swoich działań już zaraz, za chwilę. Odbija się to na naszym stosunku do psów na różnych poziomach. Coraz to się ogół zachłystuje jakąś nową teorią szkoleniową, która zwykle ma to do siebie, że w miejsce cierpliwej, długotrwałej pracy z psem proponuje magię ("Jedz przed psem", "Przechodź pierwszy przez drzwi", "Nie rzucaj psu piłki na spacerach"). Przychodzi Kowalski na szkolenie z psem (to już i tak Kowalski światły, bo w ogóle przychodzi) i oczekuje, że efekty będą natychmiastowe i że dla ich osiągnięcia wystarczy sama praca na placu pod okiem szkoleniowca, bez żadnych zadań domowych. Inny ktoś niby pełen chęci i zapału też zniecierpliwia się zbyt łatwo, albo większe ambicje pchają go do tego, żeby szybciej, po łebkach, za wcześnie...

I ten czas, na który tak wyrzekamy, staje się tu naszym najlepszym nauczycielem. Ani mi się śniło parę lat temu, że będę w stanie rozłożyć na parę miesięcy proces uczenia psa czegoś, żeby ten końcowy efekt był taki, jak mi się wymarzyło. W życiu bym nie wpadła na to, że przyjdzie taki moment, w którym poświęcanie 5 minut dziennie na różnego rodzaju zabawy spod znaku motywacji, kontroli i przywołania wyda mi się równie zabawne i fascynujące co przebiegnięcie z psem toru.

Mijający czas pokazuje nam w zupełnie nowym świetle nasze postępowanie, naszą wiedzę, weryfikuje, co było dobre, co było mądre, a co wręcz przeciwnie.

Rzeka czasu nanosi kolejne warstwy, pogłębia, ubogaca naszą więź z psem.Oglądamy się za siebie i w perspektywie przemijania widzimy, że ten rozkoszny szczeniak, który chodził za nami krok w krok i podnosił rozpaczliwy lament, ilekroć zniknęliśmy mu z pola widzenia wcale nam jeszcze wtedy nie ufał na tyle, by oddać kontrolę w nasze ręce i w chwili potencjalnego zagrożenia podejmował samodzielnie decyzję "wiać czy wlać". Zdawało nam się, że jesteśmy całym jego światem, że jesteśmy dla siebie stworzeni - a jeszcze nie wiedzieliśmy, co nam jutro przyniesie. Albo wręcz przeciwnie - darliśmy włosy z głowy, pluliśmy sobie w brodę i zastanawialiśmy się, czy popełniliśmy największy błąd w życiu akurat tego psa biorąc sobie na głowę - po to by po latach błogosławić dzień, który rozpoczął naszą drogę do wiedzy i rozwoju i dziwować się tym, co mamy, co przed laty nawet nam się nie śniło, że jest możliwe.

Nie nazywaj kogoś przyjacielem po jednym dniu, tygodniu, miesiącu... nie mów o więzi z psem w wiośnie Waszego wspólnego życia. Poczekaj, aż przyjdzie pełnia lata, poczekaj na owoce jesieni. Niech błogosławiony będzie czas.

22:20, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 października 2011
Mam foty :)

Dziękuję Amelie Delcroix za zdjęcia moich dziewczynek :)

12:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
środa, 12 października 2011
MŚA 2011 Lievin

Wróciłam i zaczynam się powoli otrząsać z pomistrzostwowego szoku :). Ale opaskę-wejściówkę ciągle mam na ręku ;).

Zapamiętam na długo i te poranki spędzone w korku przed bramą stadionu, po to by dowiedzieć się, że mimo wjazdówki wydanej przez organizatorów nie ma dla mojego auteczka miejsca na parkingu przy stadionie i tę złość, gdy piętrzono przed nami idiotyczne trudności w stylu niemożność zjedzenia w ludzkich warunkach (z jakiegoś tajemniczego powodu na teren hali nie można było wnosić frytek, które można było kupić przed wejściem) czy sprzedawanie napojów bez zakrętek (wszak zakręcona butelka z wodą bronią masowego rażenia jest) i własne oszołomienie, gdy widziałam swoje nazwisko na tablicy wyników wśród największych agilitowego świata i te niezwykłe chwile sportowych emocji, jak wtedy gdy Nice trzy przeszkody przed końcem fantastycznego biegu przewróciła element skoku w dal, albo gdy Hoss zrzucił pierwszą tyczkę w torze, a Lisa Frick pobiegła dalej robiąc wielkie show, dziękując publiczności i pokazując, że czy się wygrywa czy przegrywa, agility pozostaje świetną zabawą i symfonią radosnego porozumienia z psem i radość naszych polskich kibiców, którzy urządzili mi owację na trubynach i w kulisach :) i wiele ciepłych słów od zarówno znanych i podziwianych przeze mnie zawodników, jak też od zupełnie mi nieznanych, wspaniałych i życzliwych ludzi wśród publiczności.

Jestem strasznie dumna i strasznie szczęśliwa z powodu tego, że tyle różnych elementów zagrało idealnie we właściwym momencie. Walczyliśmy i daliśmy z siebie wszystko, dwa razy o włos mijając się z podium - naszej drużynie small, w której jak w zeszłym roku pobiegła Iwona Kalisz z Pipi, Patrycja Tucholska z Kimi i ja z Sunday, udało się zająć 5. miejsce i tylko ta jedna nieszczęsna spadnięta tyczka przeszkodziła nam w zdobyciu podium (ale jako że się pniemy z roku na rok coraz wyżej, to w przyszłym roku to podium już być musi), no a Brava jak wiadomo ostatecznie znalazła się na 4. miejscu w klasyfikacji indywidualnej.

Z Bravy jestem w ogóle przeokrutnie dumna - spaniel to wiadomo, stary wyjadacz, na Mistrzostwach Świata to już nawet jak się okazało ma swój fan club :D, ale moje malutkie pyrzątko ledwo co ze szczenięctwa wyrosłe miało cztery czyste biegi, wszystkie zdaje się w pierwszej dziesiatce, a jeden to nawet z 2. lokatą :D, zachwyciło publikę zbieganymi strefami, pokazało swoje prawdziwie waleczne serce i ogólnie jak zawsze było po prostu Perfekcyjną Pyrą od czubka poczochranego łebka po koniec kręcącego młynki ogona.

Strasznie się cieszę i strasznie jestem dumna z wyników innych polskich zawodników - Iwona Kalisz z Pipi (też z klubu Extreme Dog) zdobyły 6. miejsce indywidualnie w klasie small, Nina Bekasiewicz z Salsą 8. miejsce w klasie large - to najlepsze wyniki w historii polskich startów na Mistrzostwach Świata. Trochę nam szczęście nie dopisało, że nasza drużyna large nie mogła pobiec z powodu kontuzji jednego z psów i dość niefortunnych przepisów uniemożliwiających wstawienie na to miejsce psa rezerwowego - niemniej jednak naprawdę na tych mistrzostwach z dumą można było nosić polską koszulkę, bo pokazaliśmy, że potrafimy nawiązać równą walkę ze światową czołówką :).

Dość gadania, czas na filmiki. Nasze cudowne smalliki, w tym spaniel, który ślizga się na wykładzinie jak wściekły, leci na pysk, depcze sobie po uszach, ale drze ryja i prze do przodu:

Jumping drużynowy spaniela:

Zdisowany jumping indywidualny spaniela, kroczek za dużo bokiem zrobiłam, a prawie było pięknie:

Agility indywidualne Sunday:


Filmiki z przebiegów Bravy (w tych nagrywanych z polskiej trybuny reakcje kibiców bezcenne - dzięki :D):

Jumping team medium - no cóż, fuksnęło mi się, że mi sędzia nie policzył błędu lub wręcz dyskwalifikacji za wypchnięcie psa kolankiem za hopkę :) - zagapiłam się z komendą, trochę źle się ustawiłam, ale reszta biegu zgodnie z planem:

Brava agility team medium, 2 miejsce:



No i wreszcie wielki finał, czyli indiwidualne agility Bravy. No jakby tak ten łuk przed tunelem ścieśnić... ;):


To samo z innej perspektywy i wyposażone w cudowne efekty dźwiękowe :D, kocham naszych kibiców :D:

23:01, orvokki , News
Link Komentarze (9) »
środa, 05 października 2011
Pozdrawiamy z Francji :)

Po 1200-kilometrowej podróży dotarłyśmy do Francji, która powitała nas tchnieniem dawnych czasów, czyli wyrywkową kontrolą na granicy ;). Jutro mamy kontrolę weterynaryjną i trening, pojutrze zaczynają się Mistrzostwa Świata Agility, które odbędą się  w Lievin.

 

Brava, Sunday i ja pozdrawiamy i prosimy o kciuki dla polskiej ekipy :).

21:06, orvokki , News
Link Komentarze (11) »
niedziela, 02 października 2011
Kto powiedział, że pyrek nie może być elegancki?

Pyrek jak wiadomo to jest taki francuski kundel do owiec i w odróżnieniu od spaniela, który niezależnie od wszystkiego wygląda szlachetnie i arystokratycznie, oraz od Eri, która przynajmniej wygląda rasowo, pyr zawsze wygląda jak sympatyczny rozczochrany mieszaniec (BTW, oby tak zostało, patrząc na to, co się stało z innymi rasami, które swego czasu wyglądały jak miłe wiejskie rozczochrańce, a teraz wyglądają jak nie powiem co, ale na pewno nie pies):

 

Pyrek może też wyglądać na "jakieś zwierzątko":

Niemniej jednak dziewczyny w Łodzi zupełnie nieoczekiwanie odkryły potencjał pyry w roli modnego dodatku:

Do futrzanych kozaczków jak znalazł!

10:10, orvokki , News
Link Komentarze (3) »