Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 30 października 2010
Carpe diem

Matko, jak ja nie mam na nic czasu.

Spanielowy ogon miewa się lepiej, tzn. noszony i merdany jest całkiem normalnie, tylko jakieś zostało na nim zgrubienie, być może od tego, że sobie spaniel przy nim coś gmerał ustawicznie, więc na razie czekamy, czy się samo zagoi, a jak nie, to będziemy prześwietlać. Poza tym spaniel zachowuje swojego stałego bzika piłkowo-żarciowego, więc można uznać, że jest git.

Pozostałe zwierzęta również miewają się dobrze, znaczy pyra ma potwornego pyrkowego bzika jak zawsze, Vigo jest bardzo grzecznym pińdziusiem mamusi, a Eryczek ostatnio na treningu odmóżdżył się zupełnie jak nie przymierzając border :P. I oczywiście zbyt wcześnie się cieszyłam, że jej się slalom poprawia :P.

Ja za to zrobiłam sobie test swoich różnych umiejętności psychologicznych przydatnych w uprawianiu sportu i wyszło mi, że jeszcze mi dużo brakuje tu i tam, a w szczególności w zakresie planowania i przygotowania mentalnego. Jak również radzenia sobie w obliczu przeciwności. Patrząc na sprawę optymistycznie, mamy tu pole do ulepszeń, a jak ulepszę, to ho ho. Patrząc pesymistycznie, póki co nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Przy okazji odwiedzając stronę pewnego kanadyjskiego psychologa sportowego tudzież trenera dowiedziałam się, że się niektórzy ludzie specjalizują w psychologii sportowej dla zawodników agility. Tu przeżyłam mały szok kulturowy, bo przypuszczam, że psycholodzy sportowi w Polsce jeszcze się nie dowiedzieli, co to jest agility i trudno im się dziwić, zważywszy tłumy zwolenników tego sportu w naszym kraju.

A poniżej dokumentacja, że jesień to piękna pora roku jest i basta. Strasznie lubię jesień, tylko zatruwa mi ją świadomość nadchodzących ciemności, zimna, błota etc. Normalnie jak Sowizdrzał, co jak szedł pod górę, to się cieszył, że zaraz będzie schodził, a jak schodził, to płakał, że zaraz znowu będzie się musiał wspinać. Carpe diem zatem (to chyba jedna z tych umiejętności, których mogłyby nas nauczyć nasze psy).

19:54, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 października 2010
Potworna Pyra

Wykrakałam sobie tą Perfekcyjną Pyrą. Pyra zmienia się w potwora. To, że ściąga ze stołu, blatu, ławy etc wszystkie jadalne rzeczy, to zupełna normalka. To, że jak odwrócę się na pięć sekund, to wskakuje na parapet i wyżera żarcie kotom w sumie też. Jak również podszczypywanie Eriśki w tyłek przy każdej nadarzającej się okazji. Niemniej jednak Potworna Pyra przechodzi ostatnio samą siebie i nie zawsze idzie to podciągnąć pod coś zabawnego.

Potworna pyra:

- wskakuje Sergiuszowi na głowę przy powitaniu,

- wskakuje mi na głowę przy byle okazji,

- przegryza smycz w pół sekundy,

- usiłuje przegryźć smycz przy każdym wyjściu na spacer, tak z czystej rozpierającej ją radości (i tak, zrobiła psiakrew zadziorka na smyczy Eriśki),

- wskakuje do pokoju z kuchni ponad powierzchnią blatu, zmiatając przy tym wszystko, co na nim stoi,

- przebiega Wojtkowi po laptopie w drodze z kanapy lub na kanapę,

- gryzie mnie w łydkę na torze,

- wypyszcza się na inne psy makabrycznie. I to ostatnie zdecydowanie nie jest śmieszne, zwłaszcza, że już było spoko i na przykład w Rieden witała się z dziesiątkami psów całkiem normalnie. Teraz nastąpiła jakaś cofka totalna i mam ochotę urwać jej łeb. Może jej cieczka idzie (co samo w sobie napawa mnie chęcią urwania jej łba :P miałam takie życzenie, żeby miała te cieczki tak powiedzmy raz do roku, to byłoby do zniesienia).

Pomijając fakt, że Perfekcyjna Pyra zmieniła się w Potworną Pyrę, to pracujemy sobie dzielnie. Obecnie szlifujemy palisadę, która nie wygląda tak całkiem idealnie, jakbym chciała oraz zdecydowanie wykonywanie jej nie jest tak niezależne, jakbym sobie życzyła.

W kwestii ogona spanielowego, po tonach leków, trzech wizytach u weta, dalej wisi. Ale dzisiaj jakby trochę mniej, więc może zaczyna jej mijać. Spanielowi w ogóle to nie przeszkadza, jest zupełnie zadowolona z życia, mimo że okazuje to zaledwie połową ogona.

23:12, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 października 2010

Jeszcze garstka miłych wspomnień. Z podziękowaniami dla fotografa, Thomasa Seemana za pozwolenie wykorzystania zdjęć na stronie. Jego fantastyczny fotoreportaż z mistrzostw można obejrzeć na jego stronie internetowej.

09:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 października 2010
Agilitowy koniec sezonu ;)

W miniony weekend wybraliśmy się na zawody do Gliwic - finał Pucharu Polski Agility 2010. Organizatorzy byli bardzo dzielni i nie ustąpili mimo wszelkich przeciwności (jeden sędzia się rozchorował, drugi ugrzązł na lotniskach) i dobrze, bo impreza całkiem się udała. NIE PADAŁO. Nie było też ciepło, ale w obliczu tego, że nie padało, wszystko inne dało się znieść.

Dla mnie zawody były średnio udane pod względem biegania, aczkolwiek całkiem udane pod względem wyników :) Tak też się zdarza czasem. W sobotę miałam z Sunday i Vigo trzecie miejsce w klasyfikacji łącznej, w niedzielę z Sunday 2.  w łącznej, 2. w końcowej klasyfikacji Pucharu Polski Agility 2010 i 3. w PPA z Vigusiem. Wyniki te mają szansę mile się przełożyć na zawartość mojego portfela w przyszłym roku, ponieważ nagrodą za 2. miejsce jest 40 złotych zniżki od każdego startowego w przyszłorocznym PPA, a za 3. 30 złotych :).

A jeśli chodzi o samo bieganie, to albo ja byłam nieprzytomna i źle prowadziłam psa, albo moim zwykle nie zrzucającym psom zdarzały się zrzutki, albo mojej zwykle zaliczającej wszystkie strefy pyrze zdarzyło się skoczyć strefę na palisadzie (i tak to znowu nie mamy nóżki do A2...), a to Viguś tradycyjnie się odmóżdżał, robił dzikie susy z huśtawki, a na hasło "Stój" na kładce dostawał dodatkowego przyspieszenia... Tak naprawdę byłam zadowolona z dwóch biegów, w tym jednego z detką ;). W tym jednym poza detką udały mi się bowiem wszystkie zaplanowane manewry w rodzaju zostawienia psa na slalomie i zrobienia dużo dalej serpentine position. A drugi udany bieg to było niedzielne agility open, które naprawdę całkiem ładnie nam wyszło ze spanielem.

W kwestii pyry chyba potrzebuję kogoś, żeby tak na mnie spojrzał z boku i podpowiedział mi to i owo. Obiektywnie rzecz biorąc uważam, że pyra jest całkiem zarąbista i naprawdę fajnie biega. No tylko że jakoś odkąd przeszliśmy do openów, to troszeczku nam nie idzie, mówiąc łagodnie. Za to książeczka startowa Bravy wygląda już zupełnie, ale to zupełnie normalnie, czyli na stronie 3 są prawie same DISy. Ech.

Na dokładkę przeżyłam nocleg w wyjątkowej mordowni, w której w środku nocy ktoś lał kogoś po mordzie pod samym moim oknem i w której tak cuchnęło papierochami, że spałam przez całą noc z otwartym oknem i w czapce na głowie dla ochrony zatok ;).

Spaniel w niedzielę rano wstał z połową ogona zwisającą pod jakimś dziwnym kątem i bezwładną, co zupełnie nie popsuło jej humoru, za to mnie nieźle nastraszyło. Weterynarz na zawodach stwierdził, że to jakiś problem z nerwami i strzelił jej zastrzyk przeciwzapalny i przeciwbólowy, potem ktoś mi podpowiedział, że może to gruczoły okołoodbytowe, więc dzisiaj spaniel odbył wizytę u weta, który owszem, z jednej zatoki coś wycisnął, ale Sunday dalej ma pół ogona niemrawe... więc chyba to jeszcze nie koniec biegania po weterynarzach.

20:49, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 października 2010
Lans, rock i pyra

Sensowność wypaśnych akcesoriów dla psów długowłosych, czyli coś tam błyska na niebiesko ;).


A tu zaległe zdjęcie Sunday w biało-czerwonej galowej startówce:

Wszystko rzecz jasna marki ActivDog B-)

Pierwsze zdjęcie przy okazji dokumentuje, że Eri żyje ;). Więcej na jej temat chwilowo nie będzie, bo w weekend się wybieram na zawody bez niej (kolej Vigusia, khe khe). Eri awansowawszy do trójek trenuje teraz pilnie, żeby udowodnić, że się naprawdę do nich nadaje ;-).

22:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
środa, 13 października 2010

Są takie rzeczy, za które trochę można lubić jesień. Ostatnie kąpiele:

Kolory:

Najbardziej niebieskie niebo:

Niebieskość mgły w powietrzu (i wysoko latające pyry, ale to przez cały rok):

Wieczory na kanapie. Ze spanielami:

22:09, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 października 2010
Zdjęcia, zdjęcia :)


Zdjęcie z czwartkowego treningu. Wszystkie foty autorstwa Iztoka Noca - więcej świetnych zdjęć z MŚA można obejrzeć na jego stronie. Fajne na treningu było to, że na jednym z trzech ringów, na które podzielony był ring główny, można było używać smakołyków, mogłam więc sobie nagrodzić spanielucha na kładce.

Widać tu też wpadkę organizatorów, polegającą na tym, że boki strefówki nie są pomalowane - ale do następnego dnia poprawili.

Sunday w ogóle zarówno na treningu, jak i potem na ringu rozgrzewkowym każdego dnia biegała w ogóle jak szalona, kompletnie bez kontaktu, coś tam sobie skakała, co widziała, wybierała tunel zamiast strefówki lub odwrotnie, widać musiała dać ujście emocjom, żeby na torze biegać już grzecznie ;).

Drużynowe agility (i tak stałam z tym palcem przez całe pięć sekund, LOL):

Super Spaniel, nic dodać nic ująć:

Powyższe dwa zdjęcia są z indywidualnego agility. Biegałam ten tor wczoraj na treningu i powiem tak: na MŚA wydawał mi się on w miarę łatwy tzn. całkiem do zrobienia. Okazało się, że owszem, bardzo łatwy, ze spanielem. Z Bravą była zupełnie inna inszość ;). Przy okazji odkryłam różne rzeczy, których Brava nie umie. Umiała za to to wejście w slalom po tunelu, nawet na obie ręce :).

21:16, orvokki , News
Link
 
1 , 2