Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 29 września 2010
Z ostatniej chwili

Zaraz ruszamy na Mistrzostwa Świata Agility 2010 w Rieden.

No, znaczy trzymajcie mocno kciuki, relacja po powrocie ;).

Oficjalna strona Mistrzostw: TUTAJ . Jest tam też link do strony Agility Vision, gdzie można sobie wykupić podgląd na żywo.

 

PAAA!

09:24, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 września 2010
Wystawa CACIB Wrocław

Dzisiaj się wystawialiśmy na wystawie 5 minut od domu, międzynarodówce ;). Pyra się szykowała od wczoraj. Wzięła kąpiel:

A dzisiaj na porannym spacerze postanowiła sprawdzić, jak bardzo można się ubrudzić w ciągu godziny i czy uda się jej przemalować na czarno. Udało jej się dolną połowę uczernić za pomocą gęstego błotka, niestety pańcia popsuła ten chytry plan i wsadziła w domu psa do wanny na szybki prysznic.

Sędziowała pani Gabriela Ridarcikova, opis dostałyśmy następujący:

"Suka o dobrym wzroście, ładnie zbudowana, głowa z dobrym wyrazem. Dobra górna linia. Prawidłowa głębokość klatki piersiowej. Dobre kątowanie kończyn i ruch".

Ocena doskonała, CWC, CACIB, BOB (no, BOB to z definicji poniekąd, jak się jest jedynym reprezentantem rasy na wystawie ;)).

Trafiliśmy też na pokazy na ringu głównym, gdzie pyra dzielnie zademonstrowała Vigusiowy układ sztuczkowy, połapała trochę frisbee i pościgała się na minitorku agility ;). Perfekcyjna pyra, piękna jest i mądra.

Wzięliśmy też udział w wyborach BOG I, ale tradycyjnie sędzia nie raczył nas nawet spojrzeć. Co uważam za trochę nie fair, tzn. rozumiem, że może sobie wybrać coś innego niż francuskiego kundla, niemniej jednak wypadałoby każdemu psu wchodzącemu na ring poświęcić tyle samo uwagi, a nie mijając paskudztwa typu mudik, kelpik i pyra obrócić się na pięcie całkiem w drugą stronę.

23:58, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
sobota, 18 września 2010

Łysy spaniel prezentuje full wypas obróżkę. Wszystkie moje psy mają full wypas osprzęt typu obroże lub szelki plus smycze STĄD. Szczerze polecam, aczkolwiek należy zachować ostrożność, bo ciągle się pojawiają jakieś nowe śliczne tasiemki i polarki i człowiek chciałby więcej i więcej ;).

Na spanielowej obroży są drzewka i ptaszki, czyli obroża symbolizuje miłość do ganiania po krzaczorach za bażantami.

Viguś w swojej wypaśnej obroży. Obroża jest w czachy i serducha i ma napisy PUNK, więc generalnie stanowi spełnienie marzeń, w każdym razie moich, chociaż sądzę, że Vigo też chciałby wyrażać swoją duszę poprzez stosowny strój ;).

Eri jako czarny koń polskiego agility nie mogłaby nie mieć szelek, które nazywają się black horse, co nie?

 

Brava - sport. Ale zaczynam myśleć nad czymś bardziej słitaśnym, względnie bardziej szalonym. Na przykład taka taśma You rock jest. No przecież nie ma wątpliwości, że Brava rocks :).

Czteropak. Tia, na krótkowłosych bajeranckie akcesoria się lepiej prezentują:

Dobra, dość tych statycznych fot, mam tylko nadzieję, że głupi blox nie powie zaraz, że treść wpisu za długa (blox w ogóle odmawia formatowania tekstu w żądanej czcionce i rozmiarze ostatnio...).

 

21:04, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 września 2010
Z perspektywy czasu...

Czas wszystko zmienia, zaciera pamięć o trudnościach, łagodzi zadrażnienia, pozwala spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy. Bardzo trudno różne rzeczy ocenić właściwie na gorąco, pod wpływem chwili.

Rozmyślając o tym, jak dobrze mi się teraz biega z Sunday, jak bardzo mogę jej zaufać na torze, jak dobrze potrafię przewidzieć również te jej głupie pomysły, przypomniałam sobie, jak to kiedyś bywało. Jak Sunday potrafiła nie chcieć biegać z powodu ciąży urojonej, jak potrafiła walnąć kupę na torze, jak zdarzało jej się skoczyć strefę, mieć problem z nietypową przeszkodą (co jest zresztą typowe dla większości niedoświadczonych psów). Wprawdzie w pierwszym sezonie swoich startów zrobiła A3 i pojechała na Mistrzostwa Świata, ale wcale nie znaczy to, że zawsze było różowo, chociaż teraz miłosierny czas pokrył już większość tych kłopotów zasłoną niepamięci.

I myślałam sobie o Vigo, o wielkich nadziejach z nim związanych z jednej strony, a z drugiej strony o tym, jakim był obłędnie trudnym szczeniakiem, o jego nadpobudliwości, histerii z byle powodu, lękach w okresie dojrzewania, okropnej szczekliwości, o chwilach, w których zastanawiałam się, czy to w ogóle był dobry pomysł mieć pyrka, o czarnych momentach, w których załamana myślałam, że może ja się po prostu nie nadaję na właściciela dla takiego psa (i o tych, w których myślalam, że z drugiej strony kto inny już by go dawno ukatrupił ;)), że zmarnowałam jego potencjał. I teraz patrzę sobie na te nasze wspólne lata, na to, jak dobrze nam na co dzień, jaki jest mi bliski, jak bardzo się zmienił, ile dla mnie zrobił i ile mnie nauczył... i wiem, że chociaż Vigo A3 robił 5 sezonów, a nie jeden, to i tak warto było i bez niego nie byłabym tym, kim jestem.

I patrzę sobie na Eri, nie-mojego-psa-nie-do-agility, która na początku była strasznym patatajem, a teraz nie tylko zrobiła trójeczki w pół roku od debiutu w openach, ale na dodatek zdarza jej się stawać na podium na całkiem poważnych zawodach z całkiem liczną konkurencją :).

I myślę sobie, że nie ma się co frustrować tym, że Brava jeszcze nie ma żadnej nóżki do A2, bo na co dzień jest najcudowniejszą pyrą na świecie, a w końcu jest jeszcze smarkata i kto wie, co nam przyszłość przyniesie...

21:07, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 września 2010


Mistrzyni jak widać ma z lekka zblazowaną minę, w końcu nie takie zawody się wygrywało, nie?

21:37, orvokki , News
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 13 września 2010
Super spaniel Mistrzem Polski Agility 2010!

(czyli ja to nie umiem robić suspensu, bo zdradzam happy end już na samym początku ;o)).


Za nami zawody agility i Mistrzostwa Polski Agility 2010 w Warszawie. Wyjazd powiedziałabym bardzo udany, zrealizowałam swój plan wyjazdowy w sumie w 100%, chociaż jak to bywa, trzeba swoje życzenia do losu bardziej precyzyjnie czasem artykułować. Mój plan wyjazdowy mianowicie zakładał 1 nóżkę i jedno Mistrzostwo Polski ;), taki skromny sobie planik na zawody z trzema suczami, no. Pierwszą część planu udało się zrealizować w sobotę, gdy Eri w konkurencji ponad 20 psów zajęła pierwsze miejsce w LA2 i tym samym zdobyła trzecią nóżkę do A3. Eri jest robotem - trzy występy w A2 i trzy nóżki do A3. Wyrównała tym samym rekord spaniela, co jak sądziłam się nie zdarzy. Nie udało mi się za to skończyć biegu MA1 z Bravą i w ogóle w sobotę akurat był to nasz najbardziej kaszaniasty bieg.

Spaniel w sobotę też był bardzo dzielny, zajęła pierwsze miejsce w jumping open, drugie miejsce w SA3, drugie miejsce w agility open i pierwsze miejsce w łącznej klasyfikacji agility plus jumping open :).

Eri poza tym wyczesała open jumping i to niełatwy, zajmując 3 miejsce na 60 psów, co uważam za super wynik dla psa nie do agility ;). Bardzo jestem z tego dumna. Ładnie pobiegła też open agility, tylko jakoś się jakby poślizgnęła przez przedostatnią hopką, w którą się następnie wrypała z całym rozpędem, co nas kosztowało podium w łącznej jak się zdaje.

W niedziele przebiegi zaczynaliśmy od egzaminów. Sunday w SA3 cofnęłam na kładkę, bo widziałam, że z przebiegu na przebieg opuszcza ją coraz szybciej i szybciej ;). Z Bravą miałam bardzo fajny bieg, strefki zaliczone, ładne wejście w slalom, po czym wywaliliśmy się na przedostatniej przeszkodzie, tzn. Brava ją najpierw ominęła, a potem skoczyła do mnie z powrotem :(. Ogólnie rzecz biorąc trochę zaczyna mnie uwierać fakt, że na swoich 7 egzaminów jak do tej pory, Brava miała 6 bardzo ładnych biegów, i nie ma ani jednej nóżki (bo a to tyczka spadnie, a to się suce odwidzi miękki tunel, a to coś). Widzę, że mamy jakiś problem, ale nie bardzo go umiem sobie zdefiniować i zadecydować, co z tym zrobić. Eri egzamin pobiegła ładnie, tyle że miała jedną zrzutkę.

No a potem przyszedł czas na łączne. Dla smalli i mediumów sędzia ustawił jakiś po prostu straszliwy torek, wykorzystując jedynie połowę dostępnego miejsca. Poprosiłam organizatorów, żebym mogła biec pierwsza w small, bo równolegle na drugim torze miałam za chwilę biec z Eri, a chciałam mieć czas dla każdej z suk. Sunday pobiegła na czysto, chociaż może tu i tam łuczki mogłyby być mniejsze ;). Brava zresztą ten sam torek pobiegła też bardzo ładnie, tyle, że źle weszła w slalom, ale z samymi kombinacjami poradziła sobie super i pruła jak szatan. Jumping largowy był bardzo interesujący, ten typ torów, które lubię, bardzo szybki, z niełatwymi kątami i ciekawymi zagadnieniami technicznymi, niestety się na nim z Eri zdetkowałam.

W agility open z Eri też zrobiłam detkę, coś jej się slalom nie spodobał i skoczyła sobie hopkę zamiast tego, Brava wypruła mi po kładce na wprost (z serii skutek uboczny zbieganej strefy ;) no i wreszcie przyszedł czas na agility open small. Z Sunday biegłam jako ostatnia, bo biegliśmy w odwrotnej kolejności do zajmowanych miejsc (z cyklu no pressure). Biegłam trochę nerwowo, jednak dobry spaniel zrobił wszystko tak jak trzeba i skończył bieg na czysto :). I tak to spaniel został Mistrzem Polski Agility 2010 :). Bardzo się z tego cieszę, myślę, że to miłe ukoronowanie jej kariery :). Świetnie się biega z Sunday, można jej zaufać, że zrobi to co do niej należy, nie muszę się zamartwiać, czy mi przypadkiem nie skoczy strefy na palisadzie, albo czy na pewno wejdzie w slalom, dobry Sundayek na pewno wszystko zrobi tak jak trzeba :). Good old shoes :).

Wróciliśmy obsypani nagrodami, zmęczeni i bardzo zadowoleni :). Zawody były świetnie zorganizowane, atmosfera fantastyczna, fajne nagrody, no ogólnie miodzio :). Ciekawe, że dla mnie niektóre miejsca są sprzyjające, w zeszłym roku w Warszawie też mi super poszło :).

08:50, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
sobota, 04 września 2010
Dobry spacer


Ile psów i ich właścicieli, tyle koncepcji dobrego spaceru. Jeden zarzeka się, że jego pupil ma mnóstwo spacerów, bo czasem to i piętnaście minut z nim chodzi, inny twierdzi, że jak się nie ma czterech godzin dziennie na ćwiczenie z psem, to w ogóle lepiej psa nie mieć. Jeden cały spacer idzie pogrążony we własnych myślach, podczas gdy pies zajmuje się swoimi sprawami: wącha kupy na trawniku, szuka odpadków lub goni gołębie, drugi nieustannie wynajduje zwierzakowi rozrywki, rzuca piłkę, ćwiczy posłuszeństwo, układa tropy itd., trzeci rozpaczliwie wygląda innych psiarzy, by pozwolić się psu wybiegać z innymi czworonogami, czwarty cieszy się, jak mu pies pójdzie za sarną w pole, bo przynajmniej się wreszcie zmęczy (autentyk). W popularnym psim miesięczniku pewna pani zaleca wolne spacery na szelkach i długiej smyczy w różne miejsca (te różne miejsca to jak dla mnie jedyne sensowne zalecenie w tym artykule "ekspertki"), podczas których pies wyszukuje rozrzucone na ziemi smakołyki i wącha listy od psich kolegów (uwielbiam zalecenie o rozrzucaniu smakołyków na ziemi, zwłaszcza w kontekście polskich trawniczków osiedlowych, gdzie można znaleźć i trutkę na szczury, i kiełbaskę nadzianą szkłem i wyrzuconą przez okno podpleśniałą kanapeczkę, czy też sałatkę, której pani domu za dużo na święta zrobiła).

Kiedyś modne było hasłe "Dobry pies to zmęczony pies", teraz się nagle okazuje, że pies zmęczony, to pies fizycznie zestresowany, który na dodatek zagrożony jest poważnie nadpobudliwością, a od aportowania się dostaje nerwicy i chorób serca.

Nie ukrywam, że na teorie w tym duchu dostaję piany na pysku.

Zwłaszcza, że żyjemy w kraju, w którym znaczna część czworonogów żyje na łańcuchu, albo wychodzi na trzy okrążenia dziennie wokół bloku, niczym przestępcy skazani za ciężkie zbrodnie względem ludzkości, a pobiegać swobodnie może, jak uda im się łeb z obroży wysunąć.

I bardzo proszę nie machać mi tu przed oczami kwestią tego, że jak pies jest nadpobudliwy, to zmęczyć się go nie da i im bardziej się będzie próbowało, tym bardziej pies będzie biegał po ścianach, podczas gdy spokojne eksploracyjne spacery na smyczy uczynią z niego aniołka, bo żyję z psem nadpobudliwym od przeszło pięciu lat i owszem, nadmierne zmęczenie powoduje u niego bieganie po ścianach, za to brak ruchu i stymulacji intelektualnej bieganie po suficie oraz cały katalog przykrych kompulsji.

Stara to prawda, że z niczym nie należy przeginać, miast tego poszukiwać zaś niestudzenie złotego środka. Druga stara prawda jest taka, że jako ludzie, tak i psy są różne, wzdłużne i podłużne. W związku z tym należy opracować metodę taką, żeby nam i psu było dobrze. W kwestii tego, jak poznać, że psu dobrze polecam się zapoznać z podstawowymi teoriami na temat psiej mowy ciała, nie ograniczając się przy tym li i jedynie do sygnałów uspokajających.

Mam swoje grzechy na sumieniu, bo zdarzało mi się niegdyś chodzić na spacery, przez które od początku do końca rzucałam psu piłkę, aż mi się biceps wyrobił jak u jakiego Pudziana czy innego tam atlety. Przyznaję, że to przegięcie było, aczkolwiek moje psy zniosły to jakoś bez poważnych uszczerbków na psychice tudzież zdrowiu, znaczy wbrew modnym teoriom nie siadło im serce, płuca nie wyskoczyły uszami, ani nie zaczęły przejawiać od tego zachowań kompulsywno-obsesyjnych. Po jakimś czasie poszłam po rozum do głowy i opracowałam nieco odmienną formułę. Na własny użytek, więc PT Czytelnicy mogą sobie wymyślić lepszą z uwględnieniem wieku, rasy i kondycji fizycznej swojego czworonoga.

Moja złota formuła głosi, że:

1. Dla zdrowego, normalnie zbudowanego psa (znaczy nie mówimy tu na przykład o dwunastoletnich mopsach w upał) absolutnym minimum spacerowym jest jeden godzinny spacer dziennie plus odpowiednia ilość krótszych spacerów na załatwienie potrzeb fizjologicznych. (Istotny punkt stanowi tu założenie, przy którym będę się upierać, że minimum jednak istnieje. Zdrowe zwierzę jak zdrowy człowiek, musi się trochę ruszać. I jak ma tego ruchu za mało, to spowoduje to problemy i fizyczne i psychiczne, tak samo, jak jeśli będzie tego ruchu za dużo. W kwestii górnej granicy nie będę się wypowiadać, bo to naprawdę zależy od osobnika i trzeba uważnie swojego psa obserwować, żeby wiedzieć, ile dla niego to za dużo. Górna granica oczywiście też istnieje, tyle że w przypadku większości ludzi znajduje się ona bliżej niż w przypadku większości psów, więc problem jej przekroczenia nie zdarza się tak znowu często.

2. Podczas spaceru pies powinien mieć czas na spokojne załatwienie potrzeb fizjologicznych (piszę o tym dlatego, że Eri zajęta powiedzmy aportowaniem tudzież inną jakąś pracą zleconą o własnych potrzebach fizjologicznych skłonna jest zapomnieć i odłożyć je na jakiś spokojniejszy moment).

3. Pies powinien się co nieco rozgrzać, zanim pozwolimy, żeby latał jak wariat. W przypadku moich psów oznacza to pierwsze pięć minut spaceru na smyczy, potem parę lub paręnaście minut na zajęcia własne bez smyczy, a potem dopiero jakieś tam aporty i inne bardziej wymagające fizycznie zajęcia

4. Spacery powinny być zróżnicowane, znaczy dobrze nie chodzić zawsze tą samą trasą i dobrze czasem zaliczyć jakiś spacer socjalizacyjny w miejsce odmienne od tego, gdzie zwykle bywamy, przewieźć psa tramwajem czy co coś ;). Ale bez przegięć, psie życie to nie lunapark, niech zwierzak ma czas ochłonąć po atrakcjach.

5. Spacer powinien obejmować jakąś tam pracę z właścicielem. Jak mam leniwy dzień, to sprowadza się to do ćwiczenia przywołania, jak mam lepszy, to wymyślam różne ćwiczenia (typu trzy warują, ćwicząc zostawanie, jeden ćwiczy posłuszeństwo, potem wymianka).

6. Spacer kończy się wyciszeniem, czyli znowu chwila na wąchanie trawki i sama końcówka na smyczy.

Od powyższego schematu oczywiście zdarzają się odstępstwa, zwłaszcza w kwestii proporcji poszczególnych części, czasem sobie po prostu z psami idę i jest nam dobrze, czasem spacer jest krótszy, za to więcej ma rozrywek w sobie. Od czasu do czasu moje psy idą na grzeczny smyczowy spacer przy ulicy, co jest sprzężone z tym, że Sergiusz lubi oglądać auta ;), czasem idą na spacer pojedynczo. Jakbym miała jednego psa, to pewnie bym się starała, żeby spotykał inne psy.

21:33, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2