Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 30 września 2009
Brutalny powrót do rzeczywistości
Po MŚA zapadłam w letarg, z którego się powoli wydobywam, mam nadzieję.

Pyra ma już 8 miesięcy i mam nadzieję, że skończyła rosnąć - spróbuję ją zmierzyć w najbliższy weekend w Warszawie (chwila trwogi...), powoli się zaczynam przymierzać do solidniejszej pracy z nią. Na razie odświeżam sobie różne źródła, np. obejrzałam sobie znowu "Success with one jump" Susan Garrett (to jest takie dvd, które w połowie poświęcone jest nauce zostawania :P, a w drugiej połowie temu jak nauczyć psa czytania naszych różnych sygnałów na torze za pomocą ćwiczeń na sucho oraz na jednej hopce. Dość fajne, acz bez rewelacji), chyba też czas znowu obejrzeć Grega Derreta.

Zostawanie na starcie niewątpliwie człowiekowi może życie ułatwić i są takie tory, które bez tego trudno zrobić. Poza tym jest to element nauki samokontroli, co też się psu przydaje, ogólnie w życiu, nie tylko w agility. Jeśli chodzi o agility to u Vigo jest taka bardzo wyraźna zależność - jeśli uda nam się obojgu wytrzymać zostawanie na starcie (obojgu, bo mnie się zdarza dać mu komendę zwalniającą zanim dojdę do tego miejsca na torze w którym planowałam się znaleźć), to później bieg jest zwykle ładny, z dobrym kontaktem i vice versa - jeśli Vigo mi zerwie zostawanie to już zwykle leci przed siebie i skacze co popadnie, włącznie ze strefami rzecz jasna.

W związku z tym ostatnio ćwiczę z Eri i z pyrą zostawanie i gnębię je różnymi rozproszeniami typu moje dziwne ruchy i dźwięki, rzucanie zabawek, sadystyczne ćwiczenie z jedną, podczas gdy druga ma zostać (pyra tego nie jest w stanie na razie zrobić, co tu kryć... zostawanie nie jest ogólnie najmocniejszą stroną pyr).

Jeśli chodzi o kwestie strefowe, to aż do dzisiaj borykałam się z okrutną tendencją Bravy, żeby gapić się na mnie. Ona potrafi biegać z głową odwróconą do tyłu. Robiłam z nią target na desce, deska pod kątem już - wysyłanie okay, przywoływanie okay, a jak tylko zaczynałam się ruszać razem z nią, to Bravie się głowa przekrecała tył naprzód i albo spadała z deski w bok, albo przeskakiwała target. Nieco lepiej było, jak kładłam parę metrów dalej zabawkę na trawie - ale takie rozwiązanie mnie nie zachwycało, bo Brava się sama nagradzała niezależnie od tego, czy zrobiła dobrze, czy nie (niewątpliwie psy Susan Garrett byłyby odwoływalne od zabawki w tej sytuacji, no ale ja nie jestem wybitnym szkoleniowcem, moje psy są rozpuszczone jak dziadowskie bicze i Bravy się nie da odwołać :oP). Niby można nagrodę stopniować - jak zrobi dobrze, to pochwały wylewne plus dodatkowe szarpanie zabawką, ale mimo wszystko ten sposób mi nie leżał.
A co się zdarzyło dzisiaj? Dzisiaj pojechałam na trening i zastałam na placu maksymalnie obniżoną kładkę (nooo, mamy nową fikuśną regulowaną), więc pomyślałam sobie "a co tam". Zrobiłam taki szybki backchaining (wskakiwanie na target z boku, wskakiwanie na rampę trochę powyżej targetu i zaliczenie targetu, wskakiwanie trochę wyżej na rampę i jw., wskakiwanie na poziomą rampę i jw. etc) - szybko nam poszło i zaczęłam z nią robić całą kładkę... i nagle zrobiło się dużo dużo lepiej. Nie wiem z czego to wynika - Brava wprawdzie sobie na mnie zerkała (a ja się przyłapałam, że zwalniam albo wręcz się zatrzymuję jak ona dobiega do targetu i musiałam się zmusić, żeby jednak biec tym samym tempem dalej), ale nie sprawiało to, że spadała z kładki albo przeskakiwała target. Biegnie sobie po tej kładce w takim stylu jak Eri, tzn. takim miarowym galopkiem, ale target zaliczała jak trzeba praktycznie za każdym razem. Ciekawa jestem, czy kolejne sesje będą wyglądać równie dobrze, bo w tej chwili jestem pełna entuzjazmu :).

Z Vigo natomiast zrezygnowałam z tej metody, bo jemu przy pochyleniu deski od razu włącza się opcja 2o2o lub "grzejemy przed siebie nie pamiętając o targecie" - ewidentnie nie ma więc już co mu mieszać bardziej. Zostajemy przy 2o2o, nagradzanych sowicie na treningach (i muszę jakieś różne wyzwania strefowe dla niego opracować, żeby wzmocnić jego umiejętność robienia tego w różnych rozproszeniach) i bieganiu na zawodach z założeniem, że co będzie to będzie - czyli skupiamy się na innych elementach toru.

Eri debiutuje w najbliższy weekend w Warszawie. Za to Sunday nie jedzie, bo nie byłam pewna co będzie z jej łapą i na wszelki wypadek jej nie zgłaszałam. Nie wiem, jak ona to przeżyje. Ale mam nadzieję, że więcej jej tego nie zrobię.
22:58, orvokki , News
Link
czwartek, 24 września 2009
Mistrzostwa Świata Agility - niedziela, dzień trzeci i ostatni
 Niedzielna pobudka nastąpiła jeszcze wcześniej niż w poprzednie dni, bo przecież trzeba się było spakować. Śniadaniu towarzyszyła już lekka nutka nostalgii - czekał nas dzień pełen wrażeń, ale nie dało się uciec od myśli, że to już ostatni dzień naszej wycieczki.
Niedziela to tradycyjnie biegi indywidualne agility we wszystkich kategoriach i wyłonienie indywidualnych mistrzów świata.
Rozpoczynały smalliki, tor ustawił Bernd Huppe - znowu tunel zaraz za zejściem z kładki, na dodatek tunel również pod wejściem na kładkę, przez co ciężko było psa wyprzedzić, by pilnować strefy zejściowej i zakrętu po kładce. Dość nieprzyjemne wejście w slalom i na koniec kuszący miękki tunel  (przeszkoda 19) widoczny po przeszkodzie nr 17. Ogólnie jednak tor szybki i dość przyjemny. Z Sunday udało mi się ładnie przebiec początek, niestety nie zatrzymała się na strefie zejściowej na kładce ("zbiegana strefka", khe khe) i oczywiście władowała się w ten tunel - DIS. Ania z Melisą również się zdetkowała, po tunelu 15 Melisa weszła przednimi łapami na kładkę. Kejti pobiegła na czysto, zajmując w ostatecznej klasyfikacji bardzo wysokie 12 miejsce - to najwyższe jak dotąd miejsce zdobyte przez polskiego indywidualnego zawodnika! Z wielkimi nerwami oczekiwaliśmy przebiegu Iwony z Pipi - Pipi ma zbiegane strefy, tak więc najbardziej obawialiśmy się początku, ten jednak dziewczyny pobiegły świetnie, za to potem złe wejście w slalom zakończyło marzenia o wysokiej lokacie. Wielka szkoda, bo była szansa na miejsce w pierwszej dziesiątce, a może i piątce... Jak zwykle wśród zawodników z czołówki nerwy były największe, a przez to duży odsetek błędów i dyskwalifikacji (sprawiedliwość dziejowa nie przestała też nękać Francuzów) i ostatecznie na podium w small stanęli, zaczynając od trzeciego miejsca: Belg Ronald Flemincx z Calimero , Słowenka Ursa Krenk z pudlem Lu i Finka Carolina Pelikka z sheltie Kerttu.





Przebieg medium odbywał się na torze ustawionym przez Manuela Alffa - znowu mnóstwo hopek skakanych od dziwnej strony i ostra nawrotka po kładce (chociaż akurat ten fragment tory wyglądał nieco przyjemniej w naturze niż na planie) - ogólnie tory raczej nie sprzyjały psom z bieganymi strefami. Zawsze pies, który ma strefę zatrzymywaną jest w stanie zakręcić ciaśniej po strefówce, niż taki, który ją przebiega w pełnym pędzie. Ania Sajkowska z Bezą miała jedną odmowę, ale bieg udało się im ukończyć i znalazły się na 22 pozycji w ogólnej klasyfikacji. Bardzo ładny bieg miał sheltie Nitro z Kanady prowadzony przez Lucie Dessureault (2. miejsce w agility), moje ulubione pyrki dwa zdetkowały się w tym samym miejscu - zarówno La, jak i Alma śmignęły w tunel zamiast na palisadę. Z pierwszej dziesiątki, o dziwo zdominowanej przez rasy inne niż sheltie (a może jest jakieś ziarnko prawdy w tym, że trochę w tych mediumach biega psów większych niż 43 cm i to one wygrywają, bo są większe i szybsze?) Anton Zurcher (nerwy ze stali) z bc Witch pobiegli na czysto, Ashley Deacon wybrał inny niż wszyscy sposób poprowadzenia psa na początku toru, co niestety skończyło się odmową na 2 przeszkodzie. Wszyscy z wielkim napięciem oczekiwali przebiegu Natashy Wise z Dizzy - zawodniczka ta w zeszłym roku otarła się o podium, jednak w agility dostała wątpliwą w opinii niektórych odmowę. Tym razem jednak wszystko było jak trzeba i para ta bezdyskusyjnie wygrała klasę medium (wygrane obydwa biegi!). Na drugim miejscu znalazł się również pies rasy border collie, czyli wspomniana już Witch z Antonem Zurcherem, a na trzecim Johahn Vos i sheltie Birko.
I wreszcie przyszedł czas na rywalizację w klasie large - wiadomo było, że walka będzie bardzo zacięta, a na wyłonienie zwycięzcy czekać będziemy do ostatniej sekundy! Konkurencja największa, poziom niezwykle wysoki - jednym słowem wielkie sportowe emocje. Tor ponownie ustawił Bernd Huppe - i znowu mieliśmy tunel naprzeciw kładki, gdzie tymczasem trzeba było ostro zakręcić na koło. Fragment od 7 do 10 wymagał pozostawienia psa na palisadzie (innymi słowy niezależnych stref), po to by móc zrobić zmianę pomiędzy 8 a 9. Niektórym psom trudność sprawiała też bliskość wejścia na huśtawkę i kładki. Obserwowaliśmy dużo zrzutek na murku - być może dlatego, że przewodnicy po wysłaniu psów na tę przeszkodę biegli już, by dobrze poprowadzić je za tunelem na ostatnią przeszkodę. Większość zawodników dobrze poradziła sobie z nawrotką po kładce - nie widzieliśmy tu tylu dyskwalifikacji, jak to miało miejsce przy podobnym układzie w klasie small, zapewne dlatego, że większość largowych psów ma jednak zatrzymywane strefy. Najwięcej trudności sprawiał środkowy fragment toru - wiele psów po przeszkodzie 9 wbiegało do tunelu, źle skakało skok w dal, zrzucało przeszkodę nr 10 lub skakało ją pod prąd (to był jeden z tych momentów, w których nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że psy się przyzwyczaiły do ustawicznego skakania hopek od drugiej strony i skakały tak same z siebie). Maczek Magdy Ziółkowskiej zrzucił murek i znalazł się na 38 miejscu, najwyżej ze wszystkich psów. Marta Kordos z Kryśką zajęły miejsce 48 (czyste agility), a Iwona Kalisz z Cirem 53 z dwoma błędami ogółem. Silvia Trkman z Bu pobiegły na czysto, udało im się dość ładnie poradzić sobie z zakrętem po kładce (a już gotowa byłam się zakładać, że Bu wparuje w tunel), aczkolwiek strefa zaliczona była bardzo wysoko.Świetnie pobiegł Markus Topps z Juice (2. miejsce w agility i 2. miejsce w łącznej klasyfikacji). Encore Susan Garrett zrzuciła hopkę nr 5 i widać było, że w tym momencie przewodniczka sobie odpuściła i przez resztę toru nawet nie starała się dobiec gdzie trzeba , co skończyło się dyskwalifikacją. Bardzo ładny przebieg miał Francuz Gregory Bielle-Biedalot z Cayenne (3. miejsce w agility), jak również Czech Radovan Liska z Lakym (5. miejsce a agility). Zajmujący pierwsze miejsce po jumpingu Hiszpan Ricardo Santolaya Cruz zdołał wprawdzie ukończyć bieg, jednak bieg szalenie nerwowo, przez co stracił wiele czasu na łukach i nie udało mu się obronić podium. Ostatecznie po najwyższe trofeum sięgnęła Austriaczka Lisa Friz i pies  Hoss von Firsthemp of Devil, na drugim miejscu znalazł się Markus Topps z Juice (to wielkie osiągnięcie znaleźć się na podium w kategorii large drugi rok z rzędu, a sukces tym większy, że Juice ma już 9 lat!), a na trzecim również przedstawicielka gospodarzy o swojsko brzmiącym nazwisku Novak z suczką Minn.
Po radosnych tańcach, śpiewach i wymienianiu się koszulkami przyszła kolej na oficjalną ceremonię zakończenia. Stanowczo organizatorzy kolejnych mistrzostw (które nota bene nie wiadomo, gdzie się odbędą... ) powinni przemyśleć formułę zakończenia. Rokrocznie wygląda to tak, że poza samą dekoracją zwycięzców nic nie da się zrozumieć, co jakiś czas do mikrofonu podchodzi jakiś oficjel i coś tam niewyraźnie gada po niemiecku, angielsku lub francusku, co nigdy nie jest tłumaczone na którykolwiek z pozostałych języków. W tym czasie zgromadzeni wokół ringu zawodnicy usiłują ustać na nogach (wyraźna prośba organizatorów, by nie rozsiadać się na wykładzinie) i nie zasnąć, psy szczekają z nudów lub zaczynają się kłócić i w ogóle jest smętnie i męcząco.
A potem jeszcze ostatnie pożegnania i wsiadamy do busika, by wyruszyć w długą i męczącą podróż do Polski. Po drodze zgarnia nas policja i prosi o dokumenty. Okazuje się, że jedna osoba ich nie posiada... chwila zgrozy, ale po chwili gorączkowo wymienianych uwag okazuje się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wśród dowiezionych nam do busika książeczek pracy znalazł się też paszport córki zapominalskich. Szybki instruktaż po polsku "Nazywasz się teraz tak i tak"... i jakoś udaje się wszystkim przejść kontrolę i możemy jechać dalej.Rano jestem już we Wrocławiu...

Jakie były te mistrzostwa? Jak zwykle świetne, jeśli chodzi o wrażenia, poziom zawodników, zawierane znajomości. Dla mnie osobiście, jeśli chodzi o starty, niestety niezbyt udane - ale przynajmniej mam motywację, żeby znowu starać się zakwafilikować za rok (o ile nie okaże się, że MŚA 2010 odbędą się na przykład w jakiejś Brazylii...). Organizacyjnie takie sobie, choć mimo wszystko chyba mniej rzeczy mi doskwierało, niż w zeszłym roku w Helsinkach. Naładowałam trochę baterie, popodglądalam najlepszych i znowu jestem pełna zapału do pracy nad swoimi psami i prowadzeniem ich po torze.

Za zdjęcia jeszcze raz dziękuję Iztokowi Noc - jego album z MŚ można obejrzeć TUTAJ.

Fantastyczne zdjęcia Ursuli Urban oraz wszystkie plany parkurów można znaleźć na TEJ STRONIE.

Szczegółowe wyniki TUTAJ.
20:41, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
środa, 23 września 2009
Mistrzostwa Świata Agility - sobota, dzień drugi
Znowu o szóstej rozdzwoniły się budziki, nieco niemrawo wygrzebaliśmy się z łóżek (nocne pogaduchy nie nastrajają do wczesnych pobudek zbyt życzliwie) znowu zjedliśmy pyszne śniadanie i znowu granatowy busik powiózł nas o tej nieludzkiej porze na halę.
W sobotę czekało nas aż pięć przebiegów, indywidualne jumpingi we wszystkich kategoriach i rozstrzygnięcie rozgrywek drużynowych w kategoriach medium i small.
Zaczęło się od jumpingu indywidualnego dla smalików. Tor ułożył Manuel Alff. Jak dla mnie największą trudność stanowiła przeszkoda numer 4, zupełnie niewidoczna dla psa wychodzącego ze slalomu i ustawiona w niewielkiej odległości od przeszkody numer 7. Pół kroku za daleko w którąkolwiek stronę i pies albo skakał ją od złej strony, albo lądował na przeszkodzie numer 7. Nieprzyjemna była też kombinacja 10-12 z uwagi na niewielkie odległości między przeszkodami, za to końcówka stanowiła "prostą do domu", czyli coś, na czym szybkie psy mogły się wykazać.
Miałam trochę pecha z Sunday na tych MŚ, bo jakoś tak zawsze przed naszym przebiegiem następowała awaria fotokomórki, przez co albo musiałyśmy schodzić ze startu, albo sterczałyśmy na nim strasznie długo przy akompaniamencie ryków widowni, co spaniela strasznie nakręcało. W każdym razie w tym przebiegu zdetkowałyśmy się na 4, którą Sunday skoczyła od niewłaściwej strony i reszta przebiegu oczywiście już cacy.
Iwonie z Pipi miała czysty przebieg i 21 miejsce, Ania z Kejti również na czysto i 34. miejsce, Melisa miała jedną zrzutkę i wylądowała na 41. miejscu. Ubiegłoroczna mistrzyni świata Marcy Mantell również miała dyskwalifikację (zawsze to jakaś pociecha, że jest się w dobrym towarzystwie). Wielokrotnie stający na podium Martin Eberle z Pebbles tym razem wylądowali na miejscu 13, za nim uplasował się Belg Ronald Vlemincx (bardzo charakterystyczny, bo kieruje psem gwiżdżąc) z sheltie Calimero, Słowenka Urska Krenk z pudliczką Lu (czyżby imię sugerowało, w jakiej stajni biega?) zajęła miejsce 16, a pierwsze trzy pozycje obsadzili odpowiednio: Włoszka Nicola Giraudi z PRT Twisterem, Brazylijczyk Alexander Schcolnik  z sheltie Skipperem i Angielka Nicola Garrett z sheltie Indianą. Czwarte miejsce zajął Francuz Christophe Dalmat z pudlem Theo.

Przebiegi mediumowe rozgrywały się na torze Bernarda Huppego, który wydawał się dość przyjemny, jednak miał parę pułapek. Sporo psów po trzeciej przeszkodzie namierzało tunel, a po przeszkodzie nr 15 (tenże prosty tunel) biegło na wprost, miast skręcić na 16. Dla mnie przebiegi mediumowe są bardzo emocjonujące, bo w tej kategorii biegają owczarki pirenejskie, które generalnie mnie nie zawiodły: Luka prowadzona przez Amerykanina Ashleya Deacona miała ładny bieg i zajęła w jumpingu 4. miejsce (a jeszcze niektóre łuki można by jej ścieśnić). Fajnie też pobiegła hiszpańska ALMA de Loubajac, zajmując miejsce 12. Silvia niestety zbyt mocno odwołała La po tunelu, przez co ta wbiegła jej pomiędzy 16 i 17, zarabiając odmowę. Przebieg wygrała Natasha Wise z bc Dizzy po świetnym przebiegu, bardzo ładnie i spokojnie poprowadzonym (ale i tak wolałabym, żeby bordery biegały wyłącznie w large), drugie miejsce zajęła mudiczka Safi z Czech, prowadzona przez Barę Sajdokovą, a trzecie również mudiczka, tym razem ze Szwajcarii, z przewodniczką Letizią Pellegrini. Ania Sajkowska z Bezą miały czysty przebieg i zajęły w nim 34. miejsce.
Na mistrzostwach świata wszystko dzieje się szybko i emocje stale rosną, wkrótce przyszedł więc czas na przebieg jumping individual large. Ta kategoria zdecydowanie zdominowana jest przez bordery. Główne trudności toru Manuela Alffa to slalom kuszący psy po przeszkodzie nr 7 i dość nieprzyjemna końcówka. Sporo psów miało też problemy ze skokiem w dal i albo skakało go po skosie, albo przewracało elementy, próbując zaraz za nim ciasno zakręcić. Ogólnie jednak poziom był szalenie wysoki, tor ukończyło aż 90 zawodników, z czego 65 na czysto. Widać więc było, że ostateczna rozgrywka rozegra się pomiędzy najszybszymi - nie można było mieć nadziei, że pies "wolny, lecz dokładny" wywalczy cokolwiek w pierwszej dwudziestce. Obejrzeliśmy wiele fenomenalnych przebiegów i generalnie nie zawiedli faworyci: Susan Garrett z Encore zajęła drugie miejsce z doskonałym czasem, pokonał ją jedynie Hiszpan Ricardo Santolaya Cruz z Topazem. Trzecie miejsce zajął Szwajcar Luigi Cavallo z Wayą. Świetnie pobiegł też ubiegłoroczny mistrz świata Markus Topps z Juice, zajmujac 9. miejsce. Bardzo podobały mi się przebiegi Francuzów: na 7. miejscu znalazł się Jacquemin Sylvain z Van's, ale na mnie większe wrażenie zrobił chyba Gregory Bielle-Bidalot, który jako przewodnik sprawiał wrażenie, że biega na przycisku fast forward. Czysty bieg miała Magda Ziółkowska z Maczkiem, zajmując po jumpingu 25. pozycję. Iwona z Cirem miała odmowę, Marta z Kryśką i Agnieszka z Tolą po jednym błędzie. Silvia Trkman z Bu zapomniała toru (jak widać zdarza się nawet najlepszym), co zaskutkowało odmową (ciekawe, że jedne psy w takiej sytuacji grzeją przed siebie i skaczą co bądź, a inne czekają jednak na wskazówki...) - wielka szkoda, bo przebieg do tego momentu był ładny, a Bu wyraźnie jest psem, który nawet na poziomie mistrzowskim może walczyć o pudło.
Ledwo chwilkę odsapnęliśmy, a już zaczęły się przebiegi agility drużynowe, najpierw medium, potem small. Tor dla mediumów ustawił Bernd Huppe: tunel na wprost po kładce (sporo detek), potem podwójna na zakręcie  (tu z kolei dużo zrzutek) i nieprzyjemna kombinacja po miękkim tunelu (wiele psów po 16 skakało 3 pod prąd). Ku mojej radości ładnie pobiegli Amerykanie (a wśród nich Ashley Deacon i Luka, zajmując ostatecznie drugie miejsce, ładnie też Słowenki, chociaż La skoczyła strefę na palisadzie - trzecie miejsce drużynowo (i tym sposobem na podium ogółem znalazły się trzy pyrki... Pyrki górą!). Prowadzących po jumpingu Francuzów dosięgła sprawiedliwość dziejowa (nie żebyśmy im źle życzyli, ale symbole narodowe jak również cudze mienie należy szanować) - dwie detki i spadek na 18. pozycję. Finowie wytrzymali presję i w rezultacie z trzeciego miejsca wskoczyli na pierwsze.
Nasza drużyna nieco podskoczyła w rankingu (Beza czysty przebieg, Ziutek jeden błąd, Oxa detka)  zajmując ostatecznie 23 miejsce /26.
Chwila radości dla zwycięzców i wreszcie ostatni przebieg tego dnia - agility team small, ustawiane przez Manuela Alffa. Pomijając karkołomną zawrotkę po kładce i ciasno ustawione przeszkody po palisadzie tor całkiem, całkiem. Sunday przeskoczyła strefę na kładce (no, ogółem jakoś się nie popisała na tych MŚ), ale jak dotarłam do slalomu, to stwierdziłam, że teraz już z górki i faktycznie resztę biegu miałyśmy na czysto. Iwona z Pipi i Ania z Melisą miały czyste przebiegi, co pozwoliło nam zająć 6. miejsce w drużynowym agility i wskoczyć z 21. pozycji zajmowanej po jumpingu na 11. ogółem. Dość przyzwoicie, ale męczy mnie to, że jakby nie ta moja detka w jumpingu, to byłoby jeszcze fajniej...




Utkwił mi w pamięci taki bloopersik: jeden zawodnik zostawił psa na stole, odczekał te przepisowe 5 sekund, po czym pobiegł dalej i dopiero przy następnej przeszkodzie zorientował się, że pies nie biegnie za nim, tylko dalej siedzi na tym stole :). W ogólnej klasyfikacji na trzecim miejscu znaleźli się Włosi, na drugim Szwedzi, na pierwszym Rosjanie, którzy wskoczyli tam z trzeciej pozycji. Pierwsi po jumpingu Francuzi nie uniknęli dyskwalifikacji ("To za flagę" popłynął mściwy głos z polskich trybun) i spadli na czwartą pozycję.
Sobota zakończyła się tańcami na ringu - Mistrzostwa Świata mają swoje stałe przeboje, wśród których nie może zabraknąć Macareny i YMCA. Organizatorzy zapewnili trzy panie wodzirejki, które pokazywały kroki, a reszta je naśladowała - wyszaleliśmy się i było ekstra :).
O, coś w tym stylu - tylko na filmiku są balety w przerwie na ustawianie toru, a po zakończeniu przebiegów przeniosły się na całą płytę:



W dobrych humorach wróciliśmy do hotelu, a po drodze busik rozbrzmiewał repertuarem biesiadno-turystycznym (Hej, sokoły!).
23:32, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
Mistrzostwa Świata Agility - piątek, dzień pierwszy
W piątek o szóstej rano zadzwoniły budziki, zawodnicy wdziali gustowne, acz mega sztuczne i potliwe dresiki w barwach narodowych, o szóstej trzydzieści raźno zbiegliśmy wszyscy na śniadanko, a tuż po siódmej ruszyliśmy busikiem, by zdążyć na ceremonię rozpoczęcia MŚ.








Zawodnicy z psami zbierali się na środku hali, gdzie były boksy dla psów, grupując się przy osobie trzymającej tabliczkę z nazwą danego kraju. W kluczowym momencie okazało się, że w tym roku organizator nie zapewnił drzewca do flagi, oczekując zdaje się, że każdy ze sobą przywiezie trzymetrowy drąg. Jako że Polak potrafi, zostałam wydelegowana na ochotnika do pobliskiego supermarketu celem zakupienia odpowiedniej długości kija do szczotki. Kije zakupiłam nawet dwa na wszelki wypadek, ale i tak na wejście naszej drużyny się spóźniłam i ceremonię oglądałam sobie z trybun wraz z polskimi kibicami, którzy jeszcze nie mogli się pozbierać po nieprzyjemnym incydencie z Francuzami.
I uwaga, teraz publicznie obsmaruję kibiców francuskich.
Mianowicie w czwartek zajęliśmy sobie parę ławeczek na trybunach. Zawiesiliśmy polską flagę, a same ławeczki zostały oznaczone kartkami z napisem "Poland". W piątek rano z owych ławeczek brutalnie wysiudali nas  (oraz jeszcze inne dość nielicznie reprezentowane nacje) kibice francuscy, którzy posunęli się do aktów bezpośredniej przemocy typu zerwanie flagi, zrzucenie torby z aparatem z ławki, darcie się do uszu naszym kibicom usiłującym rozpocząć pertraktacje, wymachiwanie im przed twarzami różnymi przedmiotami etc. Dzięki interwencji organizatorów dostaliśmy miejsca w sektorze austriackim, ale niesmak pozostał. I tak, wiem, że za ten niemiły epizod odpowiadało parę czarnych owiec, a nie wszyscy Francuzi jako naród, niemniej jednak do tej pory na MŚ bywało tak, że kibice bawili się wszyscy razem i dopingowali zarówno swoich, jak i zawodników z innych krajów i przykro, że najwyraźniej te czasy już się skończyły. Aczkolwiek oliwa sprawiedliwa, o czym jeszcze będzie.
Ceremonia jak to ceremonia, nudna była i dużo ple ple, którego i tak nie dało się zrozumieć, ale MŚ zostały oficjalnie otwarte i zaraz potem rozpoczęło się ustawianie toru jumping team large. Wszystkie drużyny otrzymywały chwilę wcześniej plan parkuru, tak więc zawodnicy wraz z kapitanami drużyn wisieli nad ringiem na barierkach planując sposób prowadzenia psa i obserwując na ile to, co powstaje na parkurze różni się od tego, co mają na kartkach. Potem nastąpiło zapoznanie z torem odbywające się w trzech turach. Gwoli informacji - na zapoznaniu z torem na Mistrzostwach Świata można sobie podreptać w dzikim tłumie od przeszkody do przeszkody i tyle. Absolutnie nie da się całego toru na raz przebiec, co sprawia, że elementy toru ma się wprawdzie przećwiczone, ale fragmentarycznie i w nieco innym tempie, niż to się potem odbywa podczas biegu. Niektórym to przeszkadza, na przykład mnie :P.
Niestety strona organizatora nieco lipna jest i póki co nie ma na niej planów parkurów, co mam nadzieję niebawem się zmieni.  Zdjęcie planu parkuru. Wydaje się w miarę przyjemny, ale dużo psów się detkowało przede wszystkim na kombinacji 8-9, po której skakały 18, sporo psów miało problemy z trafieniem w hopkę po miękkim tunelu, o dziwo też całkiem sporo wysypało się na niewinnie wyglądającym układzie12-13, a po prostym tunelu 15 wiele psów zahaczało o skok w dal pod prąd. Detki sypały się gęsto. Z polskiej drużyny Maczek ominął tunel miękki, Kryśka zdetkowała się skacząc przeszkodę nr 2 drugi raz po zawrotce, Cirek miał jedną zrzutkę. Niecierpliwie czekałam na przebieg Silvii z Bu - i nie zawiodłam się, przebieg był bardzo ładny, czysty, płynny, zakręty miodzio i ostatecznie ze wszystkich psów biegnących w tej konkurencji Bu zajęła 2 miejsce, za ubiegłorocznym indywidualnym mistrzem świata Markusem Toppsem z Juice. Najlepszy czas miała wprawdzie Anna Eifert z Nevian, ale za to dwa błędy. Jeśli chodzi o wyniki drużynowe to pierwsze miejsce zajęli Niemcy, drugie Rosjanie, a trzecie Hiszpanie. Polska po jumpingu uplasowała się na 21. miejscu na 28 drużyn.
Potem jumping drużynowy medium i straszny torek Manuela Alfa.
Ogólnie mistrzostwa mistrzostwami, ale trochę facet przesadzał z tym skakaniem hopek od drugiej strony, na trzeci dzień widać było, że psy się przyzwyczaiły i miały tendencję, żeby same z siebie skakać hopki pod prąd. W polskiej drużynie niestety dwie detki, czysty przebieg Sajko z Bezą i ostatecznie przedostatnie miejsce. Jeśli chodzi o pojedyncze przebiegi, to tym razem Silvia i La nie zawiodły i wykręciły najlepszy czas. W klasyfikacji drużynowej na prowadzenie wyszli Francuzi, na drugim miejscu Szwajcaria, na trzecim Finlandia.
Jumping drużynowy small - tor ustawiał Bernard Huppe, więc było dość przyjemnie, pomijając kawałki po tunelach. Bałam się, że Sunday po 8 skoczy mi 18, bo ostatnio na treningach miewała takie tendencję. W efekcie odwołałam ją za mocno, weszła pomiędzy 8 i 9 i skoczyła 9 od złej strony :(. Reszta biegu zupełnie przyjemna. Melisa miała jedną zrzutkę, Pipi błąd na slalomie i punkty karne za czas - ostatecznie smallikowa drużyna znalazła się na 21. miejscu / 27. Wygrali Francuzi, na drugim miejscu Szwajcaria, na trzecim Rosja.





W piątek rozstrzygały się wyniki drużynowe large. Tor ustawił Manuel Alff, więc znowu było wesoło. Znakomita większość psów po 4 wpadała do tunelu (12), a te, które dały się odwołać, albo wbiegały na palisadę, albo potem wpadały w ten tunel po palisadzie, miast iść na slalom. Tym, co przetrwali te dwa zdradliwe miejsca, zwykle udawało się już jakoś dotrzeć do końca. Znowu ładny bieg miała Silvia z Bu, chociaż Bu zrzuciła przedostatnią tyczkę, jednak miała najlepszy czas ze wszystkich psów. Z polskiej drużyny Cir dał się odwołać za pierwszym razem od tunelu (chociaż dyskutował zawzięcie), za to potem zrobił go po palisadzie. Maczek i Kryśka miały po jednym błędzie, ale ogólnie polska drużyna wwindowała się z 21. miejsca na 13. Zajmującym pierwszą pozycję po jumpingu Niemcom nie udało się jej utrzymać, i ostatecznie w klasyfikacji drużynowej wygrali Rosjanie (trzeba przyznać, że sposób, w jaki Svetlana Tumanowa rozwiązała fragment 4-5-6 zasługiwał na oklaski, wysłała psa na tunel z dużej odległości najwyraźniej zupełnie nie obawiając się, że omyłkowo wejdzie na palisadę, po czym spokojniutko zrobiła sobie ślepą zmianę przy wyjściu z tegoż tunelu. Mniodzio), na drugim miejscu znaleźli się Włosi, na trzecim Anglicy.
Po przebiegach przyszedł czas na chwilę radości, piosenkę "Stand up for the champions", owacje na stojąco i inne balety i tak to pierwszy pełen emocji dzień Mistrzostw Świata dobiegł końca.

Za zdjęcia z toru dziękuję przemiłemu Iztokowi Noc :).
10:42, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 września 2009
Relacja
Muszę przyznać, że domaganie się przez Czytelników bloga relacji jest dla mnie bardzo miłe :o).

Zasiadam więc do pisania...

W podróż na MŚ wyruszyliśmy busikiem w środę nad ranem. Zaraz jak ruszyliśmy, okazało się, że ktoś zapomniał książeczek pracy i trzeba poczekać, aż je miły inny ktoś dowiezie (szczęściem zapomniane książeczki znajdowały się we Wrocławiu, a nie w Warszawie, skąd busik wyruszał). Podróż tak całkiem szczerze była koszmarna:



dojechałam na miejsce wygnieciona, połamana, zgrzana i spocona, za to widok, który się ukazał moim oczom po opuszczeniu niewygodnego pojazdu wiele mi wynagrodził, a krótki spacer pozwolił zregenerować nerwy i  siły:



W środę  miało miejsce zebranie dla kapitanów, tak więc wieczorem zgromadziliśmy się w hotelowym holu, by posłuchać o zasadach, jakie miały panować na treningu i podczas przebiegów (na treningu nie można było nagradzać żarciem na wykładzinie, ale można było poza nią na betonie, można oczywiście było mieć zabawki, przy starcie zostawiało się zabawki i smakołyki w specjalnym kubełku, ale można było się szarpać smyczą podczas oczekiwania na start i można było mieć smycz uplecioną z polaru, czyli de facto taki szarpaczek z karabińczykiem. Podczas startów przed pierwszą hopką stał steward, który odsłaniał ją dopiero po gwizdku sędziego, pozwalającym na start).
Następnego dnia w hotelu zjedliśmy pyszne śniadanko (hotelik w ogóle full wypas, widok z okna, jedzonko i internet w recepcji ;o) i wyruszyliśmy, by już od rana oglądać inne trenujące drużyny. Nasza kontrola weterynaryjna zaczynała się przed pierwszą, trening godzinę potem, jednak byliśmy w hali już od ósmej.
W tym roku organizatorzy zapewnili osobną halę na trzymanie psów, podzieloną na boksy dla poszczególnych krajów. Dzięki temu psy miały ciszę i spokój, a wejścia do hali od piątku czujnie strzegli ochroniarze, którzy nie pozwalali tam wejść nikomu poza osobami z identyfikatorami.
Sama hala, w której toczyć się miały zawody, nieco nas rozczarowała. Po pierwsze była niezbyt duża. Po drugie za siedzenia służyły tam drewniane ławki bez oparć - a że spędzaliśmy na nich około 10-12 godzin dziennie, to mój kręgosłup cierpi do dziś. Po trzecie nie była zwentylowana i z każdym dniem było w niej bardziej duszno i gorąco. Po czwarte była mizernie oświetlona, co niestety utrudniło życie fotografom.
Za to znajdowała się w bardzo przyjemnej okolicy, dzięki czemu jadący na MŚ towarzysko Viguś nie spędził czterech dni wyłącznie w klatce i na smyczy, ale mógł sobie trochę pobiegać.







Obserwacja treningów innych drużyn pozwoliła nam na jakiś czas zapomnieć o niewygodach i stresie przed naszą kontrolą weterynaryjną. Chwilami wprawdzie człowiek dostawał zeza rozbieżnego, bo tacy na przykład Hiszpanie mieli w mediumach zarąbistą pyrę (ALMA de Loubajac) i largach równie zarąbistą borderkę Angie, zwaną przez nas czule "Glistą" (kto ją widział, wie, dlaczego). Ring treningowy podzielony był na trzy części i na każdej części ćwiczyła inna wielkość psów i jakoś Alma z Angie zawsze równocześnie. Poza tym obserwowaliśmy znanych i lubianych, takich jak Silvia Trkman (która startowała w tym roku z La i borderką Bu, debiutującą na MŚ), Susan Garrett czy Marcus Topps. Ja jak zwykle starałam się wyławiać pirenejczyki, poza wspomnianą już suczką z Hiszpanii było ich jeszcze kilka, m.in. dwa z RPA, jeden z Francji, który niestety był tylko rezerwowy i w samych zawodach nie startował,
w reprezentacji USA świetna Luka de la Brise, która w zeszłym roku była trzecia w indywidualnym jumpingu (i biega z roku na rok szybciej, strach się bać, co będzie jak skończy 10 lat), jednym słowem uczta dla oczu. Nie sposób tu wymienić wszystkich psów, które mi się spodobały. Zabawne było to, że sporo psów przebiegało przez kartonowe trójkątne "tunele", którymi poprzedzialny był ring.
Wreszcie przyszedł czas na naszą kontrolę weterynaryjną, która była dość zabawna, bo psom zaglądano w uszy, w zęby i pod ogon, jak również przeczesywano sierść grzebykiem w poszukiwaniu pcheł, ale w ogóle nie sprawdzano psów w ruchu. Szczęśliwie wszystkie polskie psy kontrolę przeszły, podobnie jak mierzenie. Mierzenie też było zabawne, bo sędziowie ustawili sobie miarki na maksymalną wysokość small i maksymalną wysokość medium, a potem sprawdzali, czy pies przypisany do danej kategorii się pod odpowiednią miarką mieści. Na trening mieliśmy 13 minut, które miały pozwolić psom zapoznać się z przeszkodami i wykładziną. Spaniel na treningu ćwiczył fajnie, Sunday bardzo lubi strefówki ze Smarta i taką na przykład palisadę zawsze robi lepiej niż naszą klubową. Raz mi tylko smyknęła z kładki bez zatrzymywania się do miękkiego tunelu - poprawiłam to, ale jakoś nie pomogło, jak się okazało w niedzielę :o(.













Ogólnie po treningu wszyscy zeszli w niezłych humorach, chociaż niektórzy żałowali, że jednak czasu nie było jeszcze więcej. Powróciliśmy zatem do podziwiania innych. Ja jeszcze zrobiłam szybką rundkę po stoiskach przed halą, okazało się bowiem, że z pewnych względów moje psy pilnie potrzebują nowego posłania do klatki - na szczęście udało mi się znaleźć coś w granicach moich niewielkich zasobów finansowych. Spotkałam też paru znajomych z poprzednich lat, co było szalenie sympatyczne.Treningi dzielnie oglądaliśmy do końca, do hotelu wróciliśmy więc tuż przed 19.
c.d.n.
15:21, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 września 2009
No to w drogę...
Dziś w nocy ruszamy na Mistrzostwa Świata Agility w Dornbirn, w Austrii.

Jak zwykle się denerwuję, jak zwykle czuję się totalnie nieprzygotowana, a tym razem dodatkowo doskwiera mi przeczucie, że spaniel zmierza ku końcowi swojej agilitowej kariery... oby końcówka była w wielkim stylu - trzymajcie kciuki za cztery czyste przebiegi! ;)


23:30, orvokki , News
Link Komentarze (9) »
piątek, 11 września 2009
Trening 10.09.09
Przebieg wczorajszego treningu przekonał mnie, że:
- Sunday się na żadne Mistrzostwa Świata nie nadaje ;o). Skakała wczoraj, co popadnie i w ogóle miała jakieś dziwne pomysły. BTW, mój cel na te Mistrzostwa, niewątpliwie osiągalny dla spaniela, chociaż nie wiem, czy w takiej formie, w jakiej jest teraz, to cztery czyste biegi. Za dwa czyste w jednej kwalifikacji (drużynowe lub indywidualne) funduję spanielowi kurczaka z rożna :). Za cztery czyste dwa kurczaki.

- Vigo na Mistrzostwa Świata nie nada się nigdy :o). Ćwiczenia z targetem przeniesione na deskę ustawioną choćby pod minimalnym kątem automatycznie sprawiają, że zapomina o targecie. W pierwszej sesji próbował robić 2o2o, w kolejnych grzał przed siebie kompletnie nie zważając na target i zwykle przeskakując i target, i strefę. Chyba jednak będę musiała sobie odpuścić i trzymać się tych nieszczęsnych 2o2o... albo już sama nie wiem, co.

- Brava jest niesłychanie zajebiaszcza oczywiście. Jej akurat z targetem idzie całkiem nieźle, już nawet zaczyna się ładnie wysyłać i przestała się bezustannie gapić na mnie :). I umie już trzy hopki po prostej i wysłać się do tunelu. I w ogóle jest super.

- a Eri... no właśnie, o Eri wypadałoby napisać na jej blogu, który coraz bardziej nieporęcznie mi się prowadzi i chyba w końcu zaadoptuję ją na tego bloga na stałe, a tamtego porzucę, zwłaszcza, że blogspot mnie wnerwia szczególnie w kwestii wielkości zdjęć. No w każdym razie z Eri ćwiczę strefę na palisadzie z targetem, brakuje mi czterech oczek łańcucha do pełnej wysokości i na razie idzie bardzo ładnie, tzn. robi tę palisadę nawet w kombinacjach. Za to wczoraj z uporem maniaka wchodziła od złej strony w slalom, co ciekawe im trudniejsze wejście, tym lepiej wchodziła, a najgorzej było przy tych prostych wejściach. Składam to na karb takiego przejściowego ogłupienia, które się psom zdarza, Sunday tez mi tak na jednym treningu kiedyś robiła. Poza tym Eri też jest zajebiaszcza.
23:50, orvokki , News
Link
 
1 , 2