Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 26 lipca 2010
Tośmy wrócili

... z podkulonymi ogonami, khe khe.

Ale po kolei.

EO było mile blisko, bo w Libercu, znaczy przynajmniej podróż szybka, pomijając taki moment, kiedy to  złapała nas burza i przez dłuższą chwilę na pustej autostradzie jechałam z zawrotną szybkością 60 km/h modląc się, by to coś majaczące w strugach deszczu przed maską to jednak ciągle był mój pas "Droga?! Jesteś tam?".. Potem jeszcze odcinek czeskich dróg - Czesi bardzo skutecznie rozwiązali problem ewentualnej nadmiernej prędkości - nie znajdzie się u nich odcinka prostej dłuższego niż 100 m, a jakby się przypadkiem znalazł, to walną na nim ze trzy ronda tak na wszelki wypadek.

Za to na miejscu przyjemny camping, całkiem przyjemne sanitariaty i fajne gadżety na powitanie. Ogólnie wesołe agilitowe miasteczko. Potem trening, gdzie jeszcze też było w miarę nieźle.

Wieczorem zaczęło lać i lało do wieczora następnego dnia, przy czym przez lało należy rozumieć ścianę wody. Oraz uroczy dodatek w postaci lodowatego wiatru. Generalnie deszcz rozwalił całe sobotnie zawody, bo prześliczna zielona murawka, nad którą organizatorzy trzęśli się jak kwoka nad jajkiem, błyskawicznie zamieniła się w błoto po kostki. Z tego względu w pewnym momencie przerwano przebiegi, coś tam usiłowano przysypywać piachem, co niewiele pomogło, finały indywidualne large przesunęły się na niedzielę i w ogóle jakaś ogólna katastrofa. Do tego wszyscy uczestnicy najpierw wyglądali jak szpiedzy z Krainy Deszczowców i nie sposób było ich od siebie poodróżniać, gdy tak przemykali w swoich płaszczpałatkach od stadionu do namiotu lub spod trybun do baru na coś rozgrzewającego - element towarzyski imprezy mocno przez to okulał. Pod koniec dnia z kolei wszyscy wyglądali, jakby ich końmi przewłóczono po błotnistym majdanie i też byli nierozpoznawalni. Moim celem w sobotę było nie przemoczyć jedynej bluzy z długim rękawem, jaką ze sobą zabrałam.

Na domiar złego organizatorzy wydrukowali wypaśny kompletnie bezużyteczny katalog, w którym nie było ani numerów, ani list startowych. Listy startowe i wyniki wywieszane były według jakiegoś niepojętego klucza w różnych punktach ogromnego stadionu, za kazdym razem w innym absurdalnym miejscu typu drzwi od tyłu budynku gospodarczego albo jakaś płyta ze sklejki oparta o krzesełko, istny bieg na orientację. Skutkiem tego ani nie mogłam wykumać gdzie i kiedy biegną ci, których bym sobie życzyła obejrzeć, ani widząc jakiegoś fajnego psa z numerem pińcet sto dziwińcet na torze nie miałam jak sprawdzić, co to właściwie za zwierzątko. Tym pięknym sposobem element "Patrz i ucz się" związany z obecnością na prestiżowych zawodach, gdzie się zbiera europejska śmietanka też poszedł się rąbać. Już nie wspomnę o drobiazgach typu: wywieszenie planu godzinowego przebiegów, następnie poinformowanie w ostatniej chwili kapitanów drużyn, że będą pół godziny wcześniej, a następnie tak dla zmyły rozpoczęcie ich 40 minut wcześniej, albo fakt, że notorycznie miałam dwa zapoznania równocześnie na dwóch róznych torach, tak jakby nie można było zalecić, żeby się nie pokrywały.

Trzeci element, czyli moje własne przebiegi, poszedł się rąbać już wyłącznie z mojej winy (tak żeby wszystkim dostało się po równo: Opatrzności za pogodę, organizatorom za wybitny burdel i mnie za to, że mi mózg rozmiękł w deszczu). Fakt, że uczyłam się toru w momencie, w którym lało tak, że ledwo widziałam przeszkody i w takiż warunkach go biegłam.   Fakt, że miałam dwa zapoznania z torem jednocześnie, czyli moją ulubioną sytuację pt. nauczyć się toru numer 1, nauczyć się toru numer 2 (zapominając 1.), pobiec tor numer 1 (zapominając toru nr 2), pobiec tor nr 2. No ale ostatecznie nikt mnie nie zmuszał, żeby biegać z więcej niż jednym psem ;). Fakt, że odczuwany fizyczny dyskomfort "ZIMNO! MOKRO!" wypierał z mojej głowy wszelkie myśli poza marzeniami o gorącym prysznicu. Niemniej jednak nawet biorąc to pod uwagę słabe widzę dla siebie wytłumaczenie tego, że przegapiłam wszystkie co bardziej oczywiste pułapki na torze i zdetkowałam się z każdym z moich psów w 3 z 4 biegów. Nie bardzo też potrafię sobei wybaczyć to, że całkowicie przeoczyłam fakt, że sędzia ustawił w indywidualnym agility mega niebezpieczny nabieg na palisadzie, który jeszcze mojemu psu utrudniłam, w wyniku czego Vigo spadł z samego czubka, na szczęście lądując na 4 łapy. Vigo odmóżdżył się w 2 z 4 biegów, ale trudno mu się dziwić w tych pięknych okolicznościach przyrody. Ogólnie rzecz biorąc w sobotę wieczorem przepraszałam swoje psy, za to, że je tam przywlokłam i biegałam z nimi w takich warunkach i jeszcze na dodatek prowadząc je jak idiotka. Ujmując sprawę delikatnie, "nieco" mi jeszcze do europejskiej czołówki brakuje - i umiejętności i dyscypliny wewnętrznej i tego pazura, żeby się nie dać zmóc warunkom różnorakim.

Z pozytywów: poćwiczyłam sobie w niedzielę, jak już pogoda trochę lepsza była na ringu przygotowawczym z moją perfekcyjną pyrą, która była perfekcyjna jak to pyra.  Znaczy za rok wbijamy na EO do Austrii :P.

Oraz zrobiłam parę zdjęć Zorką pięć i można je obejrzeć w albumie na FB, o TU.

A tak aby dać pojęcie o atmosferze:

(filmik slow motion, na który się tak chciałam załapać, ale że biegałam jak nie powiem co, to się nie załapałam :P).

21:20, orvokki , News
Link Komentarze (8) »
czwartek, 22 lipca 2010
Wybywamy na EO

Dla tych, co nie wiedzą: full wypas wielgachne zawody, Otwarte Mistrzostwa Europy Agility. No.

Proszę ładnie o kciuki, żeby nam się udało zakwalifikować do finału, bo jak się zakwalifikujemy to może nas nakręcą w slow motion :).

Startuję z Vigo i Sunday, bardzo żałuję, że Brava jeszcze za smarkata. Eri uznałam, że jeszcze trochę nie dorosła do bardzo trudnych torów, może za rok?

Bravę niemniej jednak biorę ze sobą, bo mam lęk separacyjny i nie umiem się bez niej ruszyć z domu.

22:40, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 lipca 2010
W temacie obcinania psom różnych rzeczy...

To Brava wykonała numer niemożliwy i ściągnęła sobie całkowicie "pochewkę" z pierwszego pazura u prawej łapy. Nie wiem, jak tego dokonała, w każdym razie zdjęła sobie osłonkę i została sama czerwona miazga. Brrr. Właśnie wróciłam z nią od weta po uchlastaniu całej reszty pazura. Brava po głupim jasiu, łapa zapryskana na srerbno, a ja walczę z pokusą chlapnięcia sobie czegoś mocniejszego po przejściach.

12:14, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 lipca 2010
Dlaczego jestem przeciwko kopiowaniu ogonów?

Najkrócej mówiąc, bo mam psa z takim ogonem. Pierwszy i ostatni raz w życiu.

Kopiowanie ogonów jest tak naprawdę uwarunkowane tradycją. Kiedyś się to robiło na przykład po to, by uniknąć płacenia podatku za psa, jak również by zapobiegać urazom ogona u ras pasterskich i pracujących. Obecnie jako uzasadnienie kopiowania ogonów podaje się:

1. Zapobieganie urazom ogona u dorosłych psów, które potencjalnie są bardzo bolesne i trudne do wyleczenia. Warto tu zwrócić uwagę na szalony brak konsekwencji: kopiuje się na przykład ogony wyżłom i spanielom, nie kopiuje seterom, labradorom. Kopiuje się terierom, nie kopiuje jamnikom. Nie kopiuje się ogonów również w rasach, które są bardziej niż inne podatne na urazy ogona ze względu na swoje rozmiary lub temperament: na przykład dogom, czy whippetom. Co więcej, większość psów ras myśliwskich i pasterskich nie poluje, ani nie pasie, lecz głównie towarzyszy człowiekowi w codziennym życiu, zwykle w miastach.

2. Zapobieganie brudzeniu ogonów psów długowłosych odchodami i rozwojowi ewentualnych związanych z tym problemów higienicznych.  Znowu robi się to doskonale niekonsekwentnie: kopiowało się ogony bobtailom, czy ponom, a na przykład shih tzu czy bearded collie nie. Nie wspominając już o tym, że jeśli pies rzeczywiście brudzi się kałem podczas wypróżniania, to można mu wyciąć futro wokół odbytu. Nota bene, pies z długim, sprawnym ogonem podnosi go do góry podczas wypróżniania się - tak więc jeśli konsystencja kału jest prawidłowa, sierść nie brudzi się. Ani Brava, ani Sunday nigdy nie miały takich problemów. Miewa je natomiast Vigo, którego ogon jest kopiowany i przez to niezdolny do normalnego poruszania się.

3. Ujednolicenie wyglądu ras, u których naturalnie pojawia się skrócony bądź szczątkowy ogon, innymi słowy względy czysto estetyczne.

Czy kopiowanie ogona rzeczywiście zapobiega jego urazom? No jasne, nie sposób się walnąć w coś, czego się nie ma. Niemniej jednak statystyki urazów ogonów u dorosłych psów są takie, że obcina się ogon 500 psom, by zapobiec 1 urazowi, i to jeśli pominiemy konieczność interwencji weterynarza po zabiegu kopiowania z powodu infekcji, krwawienia etc. Większość urazów ogona u dorosłych psów daje się bez większego problemu wyleczyć bez konieczności przeprowadzania amputacji.

Zwolennicy kopiowania ogonów twierdzą, że szczenię podczas tego zabiegu nie ma jeszcze w pełni rozwiniętego układu nerwowego, więc procedura ta jest zupełnie niebolesna. Są tacy, którzy z tym się nie zgadzają, definitywnej odpowiedzi zapewne nie uzyskamy, biorąc pod uwagę, że psy z uchlastanymi ogonami nam o tym nie opowiedzą. Zupełnie inną kwestią jest to, czy zabieg taki mija zupełnie bez żadnych konsekwencji w późniejszym życiu psa.

Do czego psu potrzebny jest ogon:

- mięśnie ogona powiązane są z mięśniami odbytu i miednicy, w związku z czym podejrzewa się, że mają one u psów związek z wypróżnianiem się oraz prawidłowym opróżnianiem zatok okołoodbytowych,

- ogon pomaga psu zachować równowagę podczas skakania, przechodzenia po wąskich powierzchniach, skręcania etc. Osobiście widzę OGROMNĄ różnicę w sposobie poruszania się psów tej samej rasy o długich ogonach i tych z krótkimi ogonami. W broszurce Hints on Dog Management napisanej w latach '20 XX wieku przez Jocelyna Lucasa, weterynarza, podane jest następujące historyczne uzasadnienie kopiowania:

Docking is not merely a fashion, for it has a practical origin. All running dogs such as Hounds, Greyhounds and Retrievers - animals used to catch as well as pursue game, have their tails left long, so that they can twist and turn, using their tails as "rudders." Dogs such as the Spaniel used for hunting out game but not for catching it, formerly had their tails cut to impede them. Thus the bobtailed Sheepdog was originally docked to prevent him catching hares."

Kopiowanie nie jest tylko wynikiem mody, ma swoje praktyczne uzasadnienie. Wszystkie psy, które miały biegać i doścignąć zwierzynę, takie jak charty, psy gończe czy retrievery, mają długie ogony, by potrafiły dobrze skręcać, używając ogonów podobnie jak steru. Psy takie jak spaniele, używane do wypłaszania zwierzyny, lecz nie do jej bezpośredniego łapania, miały kopiowane ogony, by je spowolnić. Podobnie kopiowano ogony u niektórych owczarków, by uniemożliwić im chwytanie zajęcy.

- ogon jest istotnym narzędziem komunikacji z innymi psami. Psy używają ogona do sygnalizowania swoich uczuć i zamiarów (radości, podekscytowania, strachu, dominacji, podporządkowania etc). Według badania przeprowadzonego przez biologa Toma Reimchena wraz ze Stevenem Leaverem, psy inaczej reagują na przedstawicieli swojego gatunku, jeśli mają długie ogony, a inaczej jeśli pies ma jedynie sztywny uniesiony w górę kikut. W konsekwencji pies z kopiowanym ogonem może mieć mniej pozytywne doświadczenia ze swoimi pobratymcami, co może prowadzić do rozwoju agresji. Z uwagi na brak ogona może mieć też problemy z wyrażaniem swoich emocji w odpowiedni sposób, co również może prowadzić do niewłaściwych zachowań.

Jakie negatywne konsekwencje może mieć kopiowanie ogona:

- ból towarzyszący zabiegowi może według Roberta Wansbrougha powodować nieprawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego w przyszłości, pojawienie się długotrwałych patologicznych dolegliwości bólowych, pojawienie się bólów fantomowych

- zwiększa prawdopodobieństwo zaburzeń wypróżniania się, jak również nietrzymania moczu u suk

- negatywnie wpływa na komunikację z innymi psami, co może prowadzić do zaburzeń zachowania

- specjaliści od masażu TellingtonTouch twierdzą, że ponieważ kopiowany ogon porusza się inaczej niż ogon naturalny, powoduje to powstawanie napięć mięśni wokół kręgosłupa, co z kolei może się przyczyniać do problemów behawioralnych z uwagi na odczuwany przez zwierzę dyskomfort.

Przed kupnem Vigo niezbyt się nad tym zastanawiałam, przyznaję bez bicia, że podobał mi się wygląd niektórych kopiowanych ras (m.in. właśnie kopiowanych owczarków pirenejskich). Gdy skontaktowałam się z hodowczynią Vigo, szczeniaki jeszcze miały ogony - miały przejść zabieg kopiowania następnego dnia. Ponieważ zależało mi, by mieć wybór z miotu, zgodziłam się na ucięcie ogona (innymi słowy nie zastrzegłam, by pozostawiono dla mnie w miocie szczeniaka z ogonem), czego przyszło mi później pożałować wielokrotnie.

Vigo jak do nas trafił miał kikut ogona sztywny jak kołek. Nawet w dotyku sprawiało to coś dziwne wrażenie jakby martwej części ciała, Vigo też wyraźnie nie lubił, by dotykać kikuta ogona. Nigdy nim nie ruszał. Za to od czasu do czasu ni stąd ni zowąd potrafił wrzasnąć i zacząć gonić za kikutem. Po paru miesiącach Vigo zaczął lekko poruszać ogonem w niewielkim zakresie, stopniowo coraz większym, teraz potrafi czasem nim nawet jakby merdać, chociaż nigdy nie jest to taka żywa akcja ogona, jak się czasem widuje u innych kopiowanych psów. Wciąż zdarza mu się wrzeszczeć i gonić za ogonem - konsultowałam sprawę z paroma weterynarzami, którzy potwierdzili możliwość występowania u niego bóli fantomowych. Vigo ma też problemy w kontaktach z innymi psami, jest też psem mocno nadpobudliwym. Oczywiście nie powiem, że wszystko to jest sprawą ciętego ogona - bo na pewno sprawa jest bardziej złożona, jednak podejrzewam, że nieszczęsny kikutek też odgrywa w tym swoją rolę.

Artykuły o konswekwencjach kopiowania ogonów:

- artykuł Roberta Wanbrough z Australian Veterinary Jorunal Vol 74, No. 1, July 1996 - w języku angielskim

- artykuł na temat psiej komunikacji, w tym znaczenia ogona dla tejże - w języku angielskim

- polski artykuł "Kopiowanie sprzyja agresji" na temat badań Toma Reimchena i Steve'a Leavera.

22:52, orvokki , News
Link Komentarze (15) »
środa, 14 lipca 2010
Spanielowo-hienowy sposób na upał

Strażak Sergiusz gasi pożar ("Mamusiu, pali się pożar!") ku uciesze niektórych czworonożnych:

(zdjęcia robione z podpierdółki zza winkla, bo szalejący pożar, znaczy przepraszam, szalejący strażak z wężem z wodą pod dużym ciśnieniem to niezbyt bezpieczna sytuacja dla sprzętu foto).

Wzięliśmy się za ćwiczenie przywołania, zgodnie z zaleceniem Susan Garret robimy dużo restraint recalls (czyli jedna osoba trzyma psa, druga woła i ucieka ile sił w nogach). Nie wiem, czy to taki dobry pomysł robić to w obecnych temperaturach, spociłam się jak mysz. No cóż, przywołanie z przytrzymania robią tak, że aż się kurzy, ale do odwoływania od kaczuszek to jeszcze długa droga :).

23:08, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
wtorek, 13 lipca 2010
Psy nas uczą pokory

Po zarąbistych uniesieniach w stylu wygrywamy zawody w Kozłowie czas zejść na ziemię. Moje psy absolutnie uwsteczniły się w zakresie ogólnej grzeczności i przywołania. Może fakt, że od paru tygodni nieustannie mamy trzysta stopni w cieniu i w związku z tym spacery są leniwe i pozbawione ćwiczeń i wyzwań je tak nastroił, w każdym razie dzisiaj całe stado poszło mi za kaczuszkami wzdłuż kanału Odra-Widawa i wróciło upieprzone od czubków nosów po końcówki ogonów w śmierdzącym mule.

Nie był to koniec dzisiejszych osiągnięć pod tytułem doprowadzamy pańcię do białej gorączki, Brava chytrze wykrzystała chwilę, gdy siedziałam na kibelku, by zwinąć z blatu kości po kurczaku :P, a na koniec dzisiejszych występów Sunday z Bravą się o coś pokłóciły. Sunday zaczęła, jednakowoż pyra się tak rozsierdziła, że jak wzięłam Sunday za frak celem odprowadzenia jej karnie do domu, to z pewnym zdziwieniem odkryłam, że targam również pyrę, wczepioną zębiskami w spanielowy zadek.

W każdym razie z psami jest tak, że nigdy żadna umiejętność nie jest opanowana raz na zawsze. Jeśli pies coś umie, to świetnie, ale nie oznacza to, że możemy usiąść na laurach i uznać sprawę za załatwioną. Dotyczy to niestety wszystkiego: świetnych stref, wejść w slalom, przywołania, siad-zostań i innych potrzebnych życiowo umiejętności.

Ech, czas zakasać rękawy i zabrać się do roboty.

Szczęśliwie Susan Garret przygotowuje dvd na temat przywołania.

W kwestii Susan Garret - nieodmiennie mnie wkurzają jej teksty w stylu "pies powinien umieć to i tamto, a jak chcesz go tego nauczyć to kup moje świetne DVD", niemniej jednak z pokorą przyznaję - Susan Garret ma zawsze rację. Jeśli nawet Susan Garret nie ma racji, to patrz punkt pierwszy.

Co prawda moim niespełnionym marzeniem jest, aby Susan wydała płytę na temat nauki stref, ale może i tego się doczekam :).

23:25, orvokki , News
Link
poniedziałek, 12 lipca 2010
Jak NIE wybierać psa do sportu :)

Obłędny upał sprawia, że zarówno psy, jak i ja przez większość dnia leżymy ciężko dysząc i nie mając ochoty machnąć ani rąsią ani nózią. Może z tego względu zebrało mi się na chwilę wspomnień pt. jak NIE wybierać psa do sportu ;).

Jako że zawody agility zobaczyłam jeszcze zanim marzenia o psie przybrały choć trochę bardziej realne kształty i od razu powstanowiłam, że to jest coś, co chcę kiedyś robić z moim przyszłym psem, więc można powiedzieć, że już pierwszego psa wybieraliśmy do sportu. Wszystkie kolejne poniekąd tym bardziej, oto więc krótki instruktaż, jak NIE należy wybierać psa do sportu.

Część I - pod tytułem głupi ma szczęście :).

1. Należy wybrać rasę, której nikt w tym sporcie nie widział - typu springer spaniel angielski do agility, wbrew radom doświadczonego szkoleniowca ;).

2. Następnie należy wybrać jedną z dwóch hodowli w Polsce na podstawie takiego kryterium, że akurat tam ma być miot w interesującym nas terminie.

3. Gdy się okaże, że szczeniaków urodziło się zbyt mało w stosunku do liczby zamawiających, należy ad hoc zmienić rasę na bardziej popularną, czyli na przykład cocker spaniela angielskiego.

4. Następnie należy udać się do kiosku po popularne czasopismo o psach i wytypować na podstawie numeru kierunkowego najbliższą hodowlę rzeczonej rasy.

5. Zadzwonić do hodowli i umówić się na oglądanie, kończąc rozmowę telefoniczną pytaniem zdradzającym głęboką wiedzę o rasie, mianowicie "a cocker spaniel angielski kolorowy to znaczy, że jaki one właściwie mają kolor?".

6. Rozbić świnkę skarbonkę i pozyskaną w ten sposób zaliczką udać się do hodowli oglądać szczeniaczki. Po przybyciu na miejsce należy udać się prosto do kojca ze szczeniakami i bez zbędnych ceregieli wybrać szczeniaka, kierując się najładniejszym rozkładem łatek: "Ta!".

7. Po wymizianiu wszystkich szczeniaków oraz załatwieniu wszelkich formalności zabrać upatrzonego szczeniaka do domu, gdzie odkrywa się ku swojemu zadowoleniu, że szczeniak niczego się nie boi i w wieku ośmiu tygodni aportuje piłkę do ręki :).

Część II - coś nam dzwoni, ale nie do końca wiemy w którym kościele, czyli kupujemy rasę z predyspozycjami

1. Po ujrzeniu na zawodach agility piesków, które biegają trochę szybciej od naszego spaniela należy postawić współdomownika przed ultimatum "albo pudel albo owczarek pirenejski", na co ten przyparty do muru stwierdza, dobra, to niech już będzie ten owczarek.

2. Należy znaleźć hodowlę, kierując się kryteriami: mają miot, rodzice biegają w agility, są mali i hodowca twierdzi, że są zdrowi i fajni. Nie zawracać sobie głowy poznawaniem rodziców, bo hodowla jest daleko.

3. Po wymianie licznych maili ze zdjęciami, filmikami i opisami szczeniąt należy zgodnie z sugestią hodowcy wybrać szczeniaka.

4. Należy udać się 900 km po szczeniaka, na miejscu stwierdzić, że ten wybrany zgodnie z sugestiami hodowcy w ogóle nam się nie podoba i w ogóle nie chce być nasz i wziąć tego drugiego, nie przejmując się różnymi drobiazgami w stylu matka nie daje się pogłaskać, a szczeniak drze ryja w odpowiedzi na najmniejszy bodziec z otoczenia. :o))).

Część III - postanawiamy dla odmiany kupić psa nie do agility

1. Wybrać hodowlę i rodziców z osiągnięciami (typu matka Interchampion, ojciec IPO 3).

2. Szczegółowo opisać hodowcy swoje oczekiwania oraz sytuację życiową.

3. Pojechać z zaprzyjaźnionym szkoleniowcem testować szczeniaki w wieku 7 tygodni oraz obejrzeć rodziców szczeniąt, nie bacząc na odległość.

4. Odebrać szczeniaka ku swojej wielkiej satysfakcji :P.

O Bravie nie piszę, bo właściwie wszystko było tak jak trzeba: znam bardzo dobrze mamusię, poznałam rodzeństwo tatusia, krycie było skonsultowane z autorytetami pyrkowymi :), rodzice przebadani pod kątem dysplazji i z osiągnięciami w agility, hodowca bardzo zaufany, doskonały odchów szczeniąt w hodowli, pierwszy wybór z miotu i właściwie jedyne, co zrobiłam dziwnego, to wzięłam innego szczeniaka, niż doradzał hodowca. Cóż, nieustannie od dnia, w którym Brava do mnie trafiła uważam, że jest zarąbista i w ogóle jest Perfekcyjną Pyrą, więc trzeba się też trochę w takich sprawach kierować uczuciem :).

23:44, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2