Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 21 lipca 2007
Lepiej późno niż później
Dostałam filmiki z Wiednia - drużynowy jumping, obydwa moje psiaki bezbłędnie, aczkolwiek widzę pewne niedociągnięcia :P Można sobie porównać odmienny sposób prowadzenia Sunday i Vigo...

Bieg Sunday

Bieg Vigo


22:21, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 lipca 2007
Doggie zen

Wspominałam, że jako podstawę do nauczenia psów nie kradnięcia w przyszłości różnych pyszności dziecku z rączki zamierzam poćwiczyć z nimi Doggie Zen.

Czym jest Doggie Zen? Mówiąc najprościej, nauką samokontroli. Aby dostać smakołyk, pies musi zrezygnować ze smakołyka.

Pierwszy stopień nauki jest taki, że bierzemy w łapę coś pysznego, pokazujemy to psu, po czym zaciskamy rękę w pięść, tak aby pies nie mógł się dobrać do smakołyka. Czysty sadyzm innymi słowy. Pies może drapać, lizać, trącać rękę nosem - nic z tego. Sezam pozostaje zamknięty. Aż do momentu, gdy pies choćby na chwilę zrezygnuje i popatrzy w inną stronę. Wtedy pochwała (lub klik) i dajemy psu smakołyk. Niektóre źródła sugerują, że lepiej smakołyk rzucić na ziemię niż podawać z ręki, żeby psu nie mącić w głowie, że raz może, a raz nie może. W każdym razie kiedy pies załapie o co chodzi (czyli będzie się odsuwał od ręki ze smakołykiem), możemy poprzedzić to komendą na przykład "zostaw" i popracować nad odsuwaniem się psa na większą odległość, jak również wydłużaniem czasu, gdy pies nie patrzy na smakołyk. Potem całość zabawy przenosimy na stolik do kawy: na wysokości psiego nosa układamy smakołyk i przykrywamy go dłonią. Dalej zasada ta sama, aż wypracujemy sobie taką sytuację, kiedy nie przykryty niczym smakołyk leży sobie na stoliku, a pies intensywnie patrzy GDZIE indziej. Potem pracujemy ze smakołykami w różnych innych miejscach, aż wreszcie przychodzi czas na pomocnika, który trzyma smakołyk, różnych pomocników, dużo dużo różnych pomocników (w tym obcych psu). Oczywiście już po wprowadzeniu komendy na późniejszych etapach możemy się nią posługiwać.

Zamiast czytać to co powyżej właściwie prościej obejrzeć filmik Marty i Wiki, gdzie demonstrują doggie zen :o)

Tyle pięknej teorii. W praktyce jeszcze nie zaszliśmy zbyt daleko i pieski wczoraj ukradły z blatu masło i zjadły. Mądre pieski, głupia pańcia. NIE ZOSTAWIA SIĘ MASŁA NA BLACIE W KUCHNI, JAK SIĘ WYCHODZI DO PRACY.

14:15, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 lipca 2007
Tempus fugit, czyli czas się zabrać do roboty
Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w październiku zawita do nas niemowlę płci męskiej najprawdopodobniej. Ergo czas zacząć psy do tego faktu jakoś przygotowywać, coby proces przystosowawczy przebiegł w miarę bezboleśnie dla zainteresowanych stron.

Ściąga ze strony klikerowej
http://www.dogs.gd.pl/kliker/sprawozdania/pies_dziecko.html

Artykuł Bogusława Górnego na serwisie owczarek.pl
http://www.owczarek.pl/teksty/tekst.asp?id=42&idd=2

Hmmm, generalnie nie jest najgorzej. Chodzenie na luźnej smyczy opanowane (ja w ogóle nie znoszę prowadzić psów na smyczy, a jakby jeszcze pies miał mnie na tej smyczy holować, to chyba bym się wściekła). Jako że umieją na luźnej smyczy poruszać się również przy rowerze, to przypuszczam, że i z wózkiem problemu nie bedzie. W miskach można im grzebać. Zabawki oddają. Z kanapy schodzą bez problemów. Znają komendę "do budy" "siad/waruj zostań". Umieją sztuczki zabawy, które pozwolą nam się zmęczyć bez długiego spaceru w czasie 10 minutowej drzemki niemowlaka :o). Długi spacer, o ile pogoda pozwoli, odpracujemy z niemowlakiem.
Co nie znaczy, że nie mamy nic do roboty.
Obszary problemowe:
- skakanie z łapami. Sama tak wyuczyłam, bo nie lubię się schylać, ale jak tak skoczą na dziecko, to mogą przewrócić lub podrapać, ergo lepiej to wyeliminować. Vigo już nawet trochę kuma.
- kradzenie żarcia - zwłaszcza u Sunday. Sunday kradnie namiętnie. Z toreb, dzieciom z rączek (akurat na wysokości spanielowego nosa) i w ogóle skąd się da. Rozpoczęłam uczenie komendy "zostaw", znowu z Vigo idzie lepiej.
- Vigockiego pobudliwość - Vigo pozwala na wszystko, pod warunkiem, że jest o tym uprzedzony. Można go dotykać, zaglądać w zęby, uszy, kropic oczy, czesać etc., natomiast dotknięcie go gdy śpi, skutkuje tym, że pies podskakuje niczym oparzony i burczy. To samo zresztą dotyczy innych bodźców: jak może je przewidzieć, to jest okay - nie przejmuje się hałasem, ruchem etc. Natomiast jak coś wyskakuje nagle (np. nagle ktoś się zbliży, gwałtownie poruszy, wyjdzie zza winkla), to jest nieprzewidywalny. W sumie trochę go rozumiem :o) No cóż, pomysł na to mam prosty: założenie paru bramek w strategicznych miejscach plus wykorzystanie klatki, którą na szczęście psy znają i lubią, dopóki dziecko nie nabierze rozumu na tyle, żeby móc mu wytłumaczyć, że śpiącego psa się nie tyka, a tak w ogóle to niekoniecznie należy mu wkładać paluszek w oczko albo ciągnąć za kudły. Pies ma prawo do świętego spokoju, a dziecko do bezpieczeństwa, nie oczekuję cudów od silnie pobudliwego, wrażliwego psa.
Last but not least, należy wykopać (z bólem serca) psy z wyrka. Ale planuję z tym poczekać na koniec remontu sypialni i zakup nowego łóżka - mam wrażenie, że łatwiej będzie to wtedy psom zrozumieć: nowe okoliczności, nowe zasady.
Do szczekania Vigo dzieciak mam nadzieję przyzwyczai się jeszcze w okresie prenatalnym :o).
22:21, orvokki , News
Link Komentarze (7) »