Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
niedziela, 31 lipca 2005
I seminarium frisbee
Wróciliśmy :o) BARDZO zmęczeni, ale zadowoleni i pełni nowych wrażeń. Trochę się bałam jak Vigo przyjmie spanie w namiocie, zwłaszcza że na miejscu okazało się, że na campingu kwitnie bujne życie towarzyskie. Jednak był bardzo grzeczny i pozwolił się wyspać innym. Ci, którzy się nie wyspali, to nie przez niego, tylko przez dość hałaśliwe towarzystwo imprezowiczów, grrrr. W nocy z soboty na niedzielę przeżyliśmy wichurę i ulewę, nasz namiocik trząsł się, furkotał i o mało co nie odleciał - Vigo był trochę niespokojny, ale pozwolił się utulić i zasnął :o)

Image Hosted by ImageShack.us

W piątek i sobotę było obrzydliwie gorąco, do tego stopnia, że Vigo nie tylko zdecydował się popływać, ale nawet zaczął aportować piłkę z wody i nie chciał przestać!

Image Hosted by ImageShack.us

Z seminarium jestem bardzo zadowolona z wielu względów. Dowiedziałam się, jak pracować nad motywacją Vigo - i to jest nasze zadanie na najbliższych kilka tygodni. Przede wszystkim koniec ze smakołykami za przynoszenie frisbee - nagrodą jest zabawa DRUGIM frisbee, przeciąganie się nim, lub pogoń za szybko turlającym się frisbee. Na razie zupełnie odpuszczamy sobie rzucanie - Vigo nie powinien jeszcze wysoko skakać, a z kolei rzucanie mu płaskich backhandów może spowodować, że w ogóle się skakania oduczy.
Nauczyłam się też dużo o bezpieczeństwie: kluczowa jest oczywiście rozgrzewka, poza tym trzeba dbać o to, żeby pies lądował albo na cztery łapy (wtedy ciężar jest równo rozłożony) albo na przednie, co z kolei jest naturalne. Najgorsza opcja to lądowanie tylko na tylnych łapach i trzeba tego unikać, w odpowiedni sposób ucząc psa skakania i ewentualnie stosując inne techniki rzutów.
Poza tym wreszcie nauczyłam się rzucać :o). No, może z tym "nauczyłam się" to przesada, bo jak wiadomo, trening czyni mistrza, ale poznałam różne techniki rzutów.

Do innych seminaryjnych bonusów zaliczam miłe pogawędki przy wieczornych ogniskach (oczywiście dominował temat psi), no i przede wszystkim pokazy mistrzów, na które można się było napatrzeć do syta :o)

Sabine i Crazy:

Image Hosted by ImageShack.us

Sabine i Y:

Image Hosted by ImageShack.us

Chyba Cassie:

Image Hosted by ImageShack.us

A to nie wiem kto:

Image Hosted by ImageShack.us

Ulfi:

Image Hosted by ImageShack.us

Mój ulubiony border czyli Viva!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us
21:08, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 lipca 2005
A co to za rasa?
Wczoraj pieski grillowały. Były miłe i zabrały nas ze sobą, tak więc przy tej okazji w sympatycznym i całkowicie zapsionym towarzystwie (nie wiem, ile w sumie tych psów było, ale po wyciągnięciu ręki w dowolnym kierunku wskazywało się na jakiegoś psa i najczęściej był to spaniel) powspominaliśmy różne uliczne komentarze na temat ras naszych ulubieńców.

Sunday posądzono, że jest bassetem. Jej braciszka Lilo określono raz jako mieszańca beagle i cocker spaniela (w końcu wiadomo, że cocker spaniel jest złoty i ma krótki ogon, więc jakieś takie łaciate i ogoniaste to na pewno coś innego... te różnice jednak doskonale tłumaczy przymiotnik "angielski" jak się okazało, bo jedna pani usłyszawszy ode mnie rasę Sunday, wykrzyknęła najwyraźniej kończąc tym jakąś uprzednią wymianę zdań ze swoim towarzyszem "ach, no widzisz, bo to jest cocker spaniel ANGIELSKI!"). Springery to już w ogóle się łapią na przeróżne określenia "spring cocker spaniel", "przerośnięte spaniele", "jakieś mieszańce setera", a nawet uwaga! postrzegane są jako szczenięta berneńczyków lub bernardynów! :o)

Vigo podszywał się już pod przedstawiciela ras: polski owczarek nizinny (blisko blisko), shih tzu... jednak najczęściej pod najpopularniejszą ze wszystkich ras - cundelbury :o).
09:59, orvokki , News
Link
wtorek, 26 lipca 2005
Duży jest....
Image Hosted by ImageShack.us

    Cholender, rośnie i rośnie.
  
   Wszystko zawsze na odwrót. Swego czasu zależało mi, żeby Sunday była trochę większa, oczywiście każdy kto ją widział rzucał komentarz w stylu "Ale to jeszcze szczeniaczek, prawda?" (a ona miała na przykład 1,5 roku) albo "Ale ona jest z tych MAŁYCH SPANIELI*, prawda?". Teraz z kolei chciałabym, żeby Vigo nie był większy niż 43 cm w kłębie, bo wolałabym, żeby biegał w medium, a nie w large (bo oczywiście jak przerośnie to o jakiś głupi centymetr i będzie mu trudno skakać). Więc każdy na widok Vigo mówi "Ale on urósł!" albo "Ale on duży jest!". Eeeeech.

* Raz i na zawsze: NIE ISTNIEJĄ TE MAŁE COCKER SPANIELE, czy też cocker spaniele miniaturowe. Cocker spaniel angielski występuje w jednym rozmiarze, wg wzorca mieszczącym się pomiędzy 38 a 42 cm w kłębie. Jeśli jakiś spaniel jest większy lub mniejszy, to albo jest to jakaś inna rasa spaniela (i wtedy różni się również innymi cechami, nie tylko wzrostem) albo po prostu, tak jak Sunday, od wzorca w tym zakresie z jakiegoś powodu odstaje.

10:17, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
I wreszcie...
    nastąpił historyczny dzień edycja trzecia. Vigo robi już cały slalom! Szybko robi, starcza mi jednego wydechu na wydawanie z siebie komendy podtrzymującej czyli "żżżżżżżżż" :o)
   
    W ten sposób jedyną przeszkodą, której Vigo jeszcze nie zna, jest hustawka, ale tę z uwagi na duże przeciążenia zostawiamy sobie na koniec i jeszcze parę miesięcy poczekamy (no, Vigo oczywiście parę razy już się na nią wpakował, ale na szczęście zdążyłam ją złapać i opuścić  powoli). Stref oczywiście też jeszcze nie umie.

   
Zauważyłam, że chyba trochę przesadziłam z wyuczeniem Vigo "naprzód" na slalomie, bo w efekcie ilekroć się z nim zrównam, to Vigo ze slalomu wypada, muszę być za nim. Jest to oczywiście do odpracowania i stopniowo to odręcimy. Śmiesznych rzeczy pies się uczy, których wcale nie mieliśmy na myśli...

(tu mała dygresja - oczywiście takie uczenie czasem następuje o wiele szybciej i o wiele trudniej tego oduczyć. Zdarzyło mi się kiedyś w jednym miejscu przebiec z Vigo przez ulicę i teraz za każdym razem Vigo dostaje tam kręćka i wyrywa do przodu).

   


09:56, orvokki , News
Link
Psie przyjaźnie
    Pisałam kiedyś o "narzeczonej" Vigo, czyli Funi. Psiaki się uwielbiają i ostatnio ustaliłyśmy z panią Funi, że kiedy wychodzimy na wieczorny spacer, dzwonię do niej domofonem, ona schodzi z Funią i psy mogą się wyszaleć. Wczoraj zadzwoniłam, ale coś długo nie schodzili (potem się okazało, że pani Funi akurat gotowała jajka), wreszcie na balkonie rozległo się szczekanie zniecierpliwionej Funi. W tym momencie w Vigo jakby piorun strzelił. Stanął jak wryty na trawniku i rozgląda się, skąd jego dziewczyna tak nawołuje (swoją drogą, są siebie warci, jedno i drugie okropnie jazgotliwe... i oboje bardzo szybko biegają). Wreszcie wykombinował i poleciał do bramy, w której Funia mieszka i tam na nią czekał :o))).
09:51, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 lipca 2005
Czy to frisbee jest takie ważne?
   Zapytuje nasza wierna Czytelniczka (no zawsze, ale to zawsze chciałam tak napisać, padło na Izunię).

    A bo ja wiem. Nie takie ważne, jak kwestia pokoju na świecie, załatanie dziury budżetowej albo odpowiedź na odwieczne pytanie o życie, Wszechświat i całą resztę.

    Ale... frisbee jest FAJOWE. Jak fajowe, można obejrzeć sobie na przykład tu:
http://www.crazyflyndogs.de./english/video.htm

    Mam dwa walnięte pieski, dla których zwykły spacer, nawet dłuuuuuugi, nie wystarcza. Nie zapomnę Sunday w Beskidach, gdzie po całodziennej wędrówce my padaliśmy półżywi na karimatki, a Sunday jeszcze musiała obiec kilkadziesiąt razy namiot dookoła, odwiedzić wszystkich innych obozowiczów (może ktoś ma coś do zjedzenia i zechce się podzielić?), wlecieć do strumyka, pogonić jakieś głupie ptaszki etc.  Po ponad godzinnym biegu przy rowerze moje psy spuszczone ze smyczy postanawiają dla odmiany trochę pobiegać, tylko nie tym głupim truchtem, przecież można na łeb na szyję i jeszcze przez rowy poskakać...
   
    Psy kochają pracować. Niestety to, do czego je wyhodowano, czyli polowanie (Sunday) czy pasienie owiec (Vigo) w dzisiejszym świecie właściwie nie jest potrzebne. A jakoś tę energię, tę inteligencję trzeba spożytkować. Stąd agility, stąd zabawy w tropienie, stąd frisbee wreszcie (jak ja marzę o tej chwili, gdy ja sobie będę tak stać i rzucać, a młody będzie biegał i w ten sposób się zmęczy i potem w domu da mi trochę spokoju...).

    Druga sprawa - wszelkie tego typu zabawy bardzo wzmacniają więź i porozumienie między przewodnikiem i psem, sprawiają, że przewodnik staje się dla psa alfą i omegą, dostarczycielem wszystkich tych cudownych rozrywek. Co tam inne psy, co tam inni ludzie, przecież pani ma piłeczkę! Będziemy się bawić!

    No więc tak, frisbee jest ważne.
23:04, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 lipca 2005
Pety u weta
    Dzisiaj Sunday miała zdjęte szwy znad oka. Pojechaliśmy do weterynarza rowerem (psy powinny powiedzieć, że kto jechał, ten jechał...), musieliśmy trochę czekać w kolejce, więc ćwiczyliśmy grzeczne leżenie w poczekalni. Psy oczywiście co jakiś czas próbowały wstawać, więc dostawały z powrotem komendę "leżeć", liczyłam w myślach do 50 i jak nikt nie wstawał, zaliczały smakołyk. Przy którymś liczeniu z kolei przysnęły :o) Wszystko szło bardzo fajnie, dopóki jakaś pani nie zaczęła pukać w drzwi sklepiku zoologicznego, do którego wchodzi się z poczekalni. Vigo natychmiast doszedł do wniosku, że skoro ktoś puka, to trzeba szczekać, co tam, że to nie jego drzwi i że widzi tego, kto puka. Grrr. Chyba powinnam w domu zrobić jakieś odwrażliwianie, sama pukać albo co... (na pewno na moje stukanie nie zwróci uwagi, już nie raz zauważyłam, że na moje głupoty on już nie reaguje. Co wolno wojewodzie...).
    Sunday ma już dosyć weterynarzy, jak weszliśmy do gabinetu zaczęła się trząść jak galaretka i trzęsła się cały czas na stole. Nie wyrywała się, nie piszczała, tylko się trzęsła. Pani weterynarz zrobiło się jej żal i przyniosła ciasteczko, ale Sunday nie chciała ciasteczka, tylko chciała sobie stamtąd pójść. Ciasteczko z wielką chęcią spożyła za drzwiami.
    Na pociechę pojechaliśmy nad jeziorko, gdzie Sunday trochę poaportowała z wody, a Vigo trochę połapał frisbee (dzisiaj w sumie 2 razy udało nam się powtórzyć wczorajszy sukces... byłoby lepiej, gdyby głupia pańcia umiała rzucać).
20:15, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5