Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 27 czerwca 2012
Tyyyyyleeee się działo :)

Blog ledwie dycha (o ile dycha), tymczasem życie pędzi sobie z zawrotną prędkością. Od ostatniego czasu zaliczyliśmy podróże do Luksemburga, do Berlina, nad morze, do Czech i jeszcze parę pomniejszych - może kiedyś uda mi się do nich wrócić i opisać.

Luksemburg stanowczo zasługuje na notkę obszerną i zdjęciową, za to Berlin da się chyba opisać krócej. Na majowe zawody do Berlina pojechałam głównie po to, żeby poznać przyszłego ewentualnego męża Bravy. Potencjalny mąż nazywa się Bombadil Babou du Mourioche i jest zarąbisty. Szukałam pyra z tak fajnym charakterem jak Brava :D, czyli otwartego do ludzi, z fajnymi popędami, odważnego, nie przejmującego się nowymi miejscami, tłumem etc. Do tego oczywiście miał być mediumowy, poprawnie zbudowany i z potencjałem agilitowym najlepiej ;).

No i Babou właśnie taki jest i naprawdę robi super wrażenie na żywo. Na dodatek baaardzo był Bravą zainteresowany, wygląda więc na to, że uczucie ma szanse w przyszłości rozkwitnąć. Brava następnego dnia po ich spotkaniu dostała cieczki, jednak z uwagi na to, że ma wszelkie szanse zakwalifikować się w tym roku na MŚA oraz ze względu na to, że w przyszłym roku z kolei te MŚA będą tak daleko, że wcale nie chcemy tam lecieć :), zdecydowałam się przełożyć krycie na przyszły rok (prawdopodobnie w okolicach maja/ czerwca 2013).

W Berlinie tak poza tym udało nam się super pobiegać w sobotę (2 wygrane biegi i 1 miejsce w łącznej):

 

Biegał też ze mną naprawiony przez Katkę Vigo zostający na starcie i stający pięknie na strefach, nawet coś tam sobie wywalczył w którymś biegu:

A w niedzielę, hm. Moje niedzielne biegi rozpoczęły się od katastrofy:

Litościwie nie przedstawię zdjęcia mojej nogi po tym wypadku, powiem tyle: metalowe czy też aluminiowe hopki z metalowymi podpórkami pod tyczki SĄ NIEBEZPIECZNE. Dla człowieka (ta metalowa podpórka wbiła mi się w udo całkiem solidnie, miałam krwiaka, opuchliznę i siniaka w siedmiu kolorach tęczy przez 2 tygodnie) i dla psa (znam przypadek, że pies rozciął pachwinę o taką podpórkę).

W każdym razie resztę moich niedzielnych biegów można pominąć milczeniem, dostałam za to nagrodę w postaci pluszaka dla największego pechowca zawodów :). Oraz otoczono mnie troskliwą opieką, wezwano pomoc medyczną, dostarczono lód do okładów i tak dalej :).

18:12, orvokki , News
Link Komentarze (8) »