Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Z serii słodki puppy trick


Puppy ciągle jeszcze nieco koślawe i niezgrabne, ale już się trochę ogarnia z własnymi łapami i wszystkim, więc powoli zabieramy się do poważnej roboty - wprowadziłam jej już wczoraj deseczkę - targecik jako wstęp do przyszłych strefek. Pierwszy raz załuję, że czas tak szybko leci, dotychczas nie mogłam się doczekać, aż wreszcie te ohydne szczeniaki urosną i będzie można zacząć z nimi pracować, hopkować, rzucać im frisbee etc. A tu nagle czas zaczął lecieć zbyt szybko, Eri już skończyła rok (sic!), Brava z rozkosznego szczeniaka przekształciła się w nieproporcjonalnego podrostka... Sergiusz zaczyna wydawać z siebie dźwięki coraz bardziej przypominające mowę ludzką, a ja... mnie to oczywiście nie dotyczy :P.
22:40, orvokki , News
Link
piątek, 26 czerwca 2009
Siostrunie
Dzisiaj przyjechała do nas z wizytą Rachela z Vi, siostrą Bravy. Pierwsze wrażenie było takie, że Brava jest od Vi DUŻO większa. Jak to zwykle bywa, pierwsze wrażenia bywają mylne, bo jak ustawiłyśmy dziewczynki obok siebie, to się okazało, że są niemal tego samego wzrostu, za to Brava jest o parę cm dłuższa, bardziej kudłata, bardziej grubokoścista oraz kluskowata, co się przyczynia do tego wrażenia.
Doszłam do wniosku, że jednak coś jest w teorii psiego rasizmu, tzn. że psy bawią się najlepiej z przedstawicielami własnej rasy. Myślę, że to przez to, że mają taki sam styl zabawy i sposób komunikacji, przez co nie dochodzi do nieporozumień, jak na przykład z psami nadmiernie ekspresywnymi jak na gusta pyrków (labradory, boksery...). Z kolei pyrki dla innych psów są jednak za bardzo szczekliwe i narwane. W każdym razie siostrunie bawiły się przednio, Brava nauczyła Vi taplania się w kałużach z głową włącznie (odwieczne pytanie, dlaczego psy nigdy nie uczą się od siebie czegoś mądrego):

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Moje pyry:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Pyrki trzy:

Image and video hosting by TinyPic

Siostrzyczki:

Image and video hosting by TinyPic

23:33, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 czerwca 2009
Łoś odsłona druga
... czyli co można zrobić ze szczeniakiem w deszczowe dni:



(przeszukując mój kanał na youtube można znaleźć tę samą zabawę w wykonaniu Vigo...)
19:47, orvokki , News
Link
środa, 24 czerwca 2009
Pogoda paskudna. W przerwach pomiędzy mżawką, deszczykiem, ulewą, kapuśniaczkiem, dżdżem (?) i innymi opadami atmosferycznymi wymykamy się na spacery, podczas których Sunday gania za piłką nie zważając na kałuże, Brava i Eri z rozkoszą się w nich taplają, a Vigo i ja z obrzydzeniem je omijamy. Vigo na dokładkę łazi po drzewach, w odróżnieniu ode mnie:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Czy ktoś jeszcze uważa, że to inteligentny pies jest?

Image and video hosting by TinyPic

Pyry na słupku:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Słodziaki pospacerowe:

Image and video hosting by TinyPic
20:49, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 czerwca 2009
Image and video hosting by TinyPic

Pyra zasuwa, ogon jak chorągiew, jeszcze nie widziałam na żywo pyrka, który by nosił ogon w dół z haczykiem, jak to wzorzec stanowi. Na zdjęciu owszem widziałam, ale do zdjęcia to i Brava czasem tak stanie, ale jak ma dobry humor, czyli prawie zawsze, to ogon jest tak, jak na załączonym obrazku.

Pyra portretowa:

Image and video hosting by TinyPic

Starszaki piłkowe:
(kiepskie zdjęcie, ale znamienne):

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Pyra najlepszy przyjaciel małego człowieka - nota bene, słowo "Papi" (czyli Puppy, tak jak czasem młodą wołam), jest jednym z nielicznych, które Sergiusz mówi z sensem:

Image and video hosting by TinyPic

Pyra pływająca:

Image and video hosting by TinyPic

Pyra frizbowa:

Image and video hosting by TinyPic

Uczy się obiegania:

Image and video hosting by TinyPic

Puszczania na hasło:

Image and video hosting by TinyPic

Deptania po ludziach, co potrzebne jest do różnych skomplikowanych późniejszych elementów, do których i tak nigdy nie dojdziemy, bo są dla nas za trudne :P:

Image and video hosting by TinyPic

Pyr frizbowy (nieodmiennie żalem mnie napełnia fakt, że Vigo to frisbee lubi tak średnio i tylko wtedy, jak nie ma niczego ciekawszego do roboty, bo jak już się nim zainteresuje, to jest naprawdę zjawiskowy, łapie trzy metry nad ziemią, robi różne fikoły i w ogóle co tylko się chce):

Image and video hosting by TinyPic

Przywołanie nadal kuleje, ale aport niezły:

Image and video hosting by TinyPic
23:23, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
O psychologii tłumu, małych pieskach, średnich pieskach i dogach ;o)
Jak wiadomo psychologia tłumu działa w ten sposób, że nawet najrozsądniejszy człowiek może stracić rozum i zacząć się zachowywać jak półgłówek, uciekając w panice i depcząc wszystko po drodze, albo demolując wraz z kibolami samochody. W przypadku psów działa coś takiego jak mentalność stada, przez co nawet skądinąd najrozsądniejszy pies też zaczyna się zachowywać jak półgłówek i to jest główny powód, dla którego baaaardzo rzadko chodzę na spacer ze wszystkimi psami naraz.
Dzisiaj jednak popełniłam błąd - byłam z psami na placyku poćwiczyć, obok toczyły się zajęcia i wszystko było fajnie, dopóki ćwiczyłam sobie z pojedynczym psem swoim. One do innych nie podbiegają, jak jakiś inny podbiegał do nas to albo w przypadku Eri następowało płaszczenie się połączone z wiciem, co jest u niej wyrazem podporządkowania i zarazem zaproszeniem do do zabawy, albo w przypadku Vigo ostrzegawcze warknięcie i spokój. Przyszedł jednak czas, by się zbierać do domu i jakoś tak ponieważ wszystkie moje psy się zapoznały z obcymi psami i nie było konfliktów, to bezmyślnie wypuściłam je z klatki nie łapiąc na smycze. No i co? No i oczywiście tutaj nastąpił zmasowany atak Vigo i Eri na najbliższego psa. Vigo jak to Vigo, na darciu ryja się kończy, Eri jednakowoż zachowuje się naprawdę nieprzyjemnie. Szczęśliwie skończyło się na strachu, nikomu się krzywda nie stała, ja się tylko najadłam wstydu i musiałam przepraszać za swoją głupotę.

Coś widać dzisiaj wisi w powietrzu, bo nie była to ostatnia awantura - po południu na spacerze spotkaliśmy cztery dogi, z których jeden jest z odzysku i się resocjalizuje, niestety akurat uznał, że nie zamierza wracać na wołanie, tylko latał po krzakach i nagle wypadł na Eri i Bravę. Brava wrzask i w nogi, dog za nią, Eri za dogiem chyba na odsiecz, aczkolwiek jak się później okazało, sama skitrana była ostro.
Tutaj obserwacja pierwsza, dość istotna: jak mały pies ucieka i piszczy, wrzeszczy etc, to inne psy przestają go postrzegać jako psa, a zaczynają jako zwierzynę łowną i mózg im się wyłącza. Miałam okazję to zaobserwować parę razy, niestety, zwykle moje psy w występowały w roli zwierzyny łownej.
Na szczęście udało mi się Bravę złapać na ręce, co przerwało polowanie z nagonką i pozwoliło po chwili opanować sytuację, tj. złapać doga, złapać Eri, doga zwrócić właścicielkom i w ogóle skończyło się happy endem.

Obserwacja druga: dla psów przeciętnych rozmiarów dog chyba też wykracza już poza zjawisko psa. Jako że Eri miała trochę problemów w kontaktach z psami, więc się przyłożyliśmy do socjalizacji i ona generalnie z psami różnych rozmiarów i kształtów wita się przyjaźnie. Przy dogach była w histerii (nawet przy pozostałych, całkowicie spokojnych i grzecznych dogach...), darła gębę i kłapała zębami, jak któryś tylko spojrzał w jej kierunku, co trwało dłuższą chwilę, nim wreszcie się jako tako opanowała. 
21:28, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Międzynarodowy Puchar Ras 2009
Jak zwykle zamiast jak normalni ludzie w długi weekend odpoczywać, pojechałam na wielkie czterodniowe międzynarodowe zawody, znajdujące się w odległości 350 km od domu, co oznaczało 6 godzin jazdy po polskich dróżkach, następnie cztery dni zapylania z dwoma psami na trzech ringach i trzy noce spania w namiocie przy temperaturach w w okolicach pięciu stopni powyżej zera (dobrze, że miałam ze sobą trzy kaloryferki, bo Brava też pojechała do towarzystwa), a potem znowu te sześć godzin jazdy po polskich dróżkach. Jak zwykle też uznałam to wszystko w sumie za doskonałą zabawę, co też mnie od normalnych ludzi odróżnia.

Międzynarodowy Puchar Ras 2009 był największą imprezą agilitową jak do tej pory w Polsce i miło mi obwieścić, że organizatorzy spisali się na medal. Teren był świetny, równiuteńkie, dobrze zdrenowane boisko, niedaleko camping, świetna organizacja, dużo pomocników, fajne nagrody (i za każdy bieg!!!) - w tym śliczne rozetki (mam takie, hurra!) i kolorowe polarkowe sznureczki do przeciągania się z psem - rewelacja. Minusów prawie nie było. Przyjechało ponad 300 zawodników, głównie z Polski, ale też z Łotwy, Czech, Szwecji i Rosji. Rosjanie ogólnie rzecz biorąc wymiatali i wygrywali wszystko, co się dało, chodziły wprawdzie słuchy, że poza ringiem niezbyt mile się do psów odnoszą, ale nie wiem, czy to trochę nie było na zasadzie "a u was murzynów biją", bo to niestety dwie polskie zawodniczki zostały zdyskwalifikowane za brutalne potraktowanie psów.

Co do sukcesów i porażek - wszystko mi się trochę w głowie miesza - w sumie miałam na tych zawodach 24 biegi, więc nie dziwota chyba. Sunday przez pierwsze dwa dni z rzędu w sporej stawce miała CZWARTE miejsce w SA3, w sobotę wreszcie udało się jej zająć drugie i stanąć na pudle, a w niedzielę skoczyła strefę na kładce. Poza tym wygrała jakiś openowy jumping, osiągając jakąś dziką prędkość i miała bardzo śliczny bieg w drużynowym agility, co niewiele nam dało, bo reszta drużyny, w tym Vigo, się w nim zdetkowała. Drużynowy jumping biega się tak, że wszystkie psy w drużynie biegną bezpośrednio po sobie, więc miałam bieg z Vigo (detka) i zaraz potem z Sunday - mimo zadyszki zaczęłam nieźle, a potem coś mi się odległości pokiełbasiły i fiknęłam bardzo ślicznego kozła przez prosty tunel, wyglebujac się na plecki. Potem nie mogłam się do końca przebiegu przestać śmiać, bo wyglądać to musiało przednio.
Z Vigo biegało nam się ze zmiennym szczęściem, w czwartek na klaskach straszliwie mi zerwał zostawanie i był na czwartej przeszkodzie zanim ja zdążyłam ruszyć spod pierwszej, cały bieg kompletnie bez kontaktu. W związku z tym w piątek z premedytacją nagrodziłam go na ringu żarciem za zostawanie specjalnie się z tym nie kryjąc, sędzia przeoczył, ale jakaś życzliwa dusza i tak mnie podkablowała - sędzia jednak uznał, że skoro on tego nie widział, to się nie liczy i tylko mi pogroził palcem. Za to w kolejnym biegu z kieszeni wypadł mi kawałek chlebka (okazało się, że wcześniej któryś piesek mi w tejże kieszeni wygryzł dziurkę, zapewne pragnąc się dobrać do jakiejś zapomnianej granulki karmy), Tonda po biegu podszedł do mnie i zapytał, czy to moje. Własnego pieczywa pełnoziarnistego wypierać się nie zamierzałam, tak więc po ładnym biegu dostałam detkę za wniesienie żarcia na tor. Wyciągam wniosek na przyszłość  z tego taki, że sprawię sobie pojemniczek na smakołyki i będę go zostawiać poza ringiem, tak jak Sunday zostawiam piłkę, do której ona biegnie. Z innych biegów z Vigo udało nam się jeszcze zająć drugie miejsce w jakimś jumpingu i skaszanić kilka innych przebiegów w sposób lepszy lub gorszy (sposób gorszy to Vigo biegający bez kontaktu i skaczący co popadnie, sposób lepszy to mój brak koncentracji i błędy w prowadzeniu psa przy skądinąd ładnym biegu). W niedzielę naszym ostatnim biegiem był znowu egzamin MA2, oboje byliśmy zmęczeni straszliwie, tor był potwornie trudny, aż mi się chwilami nie chciało go biec, ale jakoś się zmobilizowaliśmy... kładka - strefy zaliczone, palisada strefy zaliczone, jakieś hopki skakane od odwrotnej strony, niżby człowiek przypuszczał zaliczone, po czym odmowa na huśtawce - jakiś mój błąd ewidentnie... było tak blisko nóżki do A3, a tu znowu kiszka. Po biegu aż się rozpłakałam z takiego zmęczenia, rozczarowania i nie wiem jeszcze czego, bo pies swoje zrobił dobrze przecież. Mimo wszystko Vigo ten bieg wygrał, bo nikt go nie skończył na czysto, co świadczy o tym, jaki to był torek.

Ogólnie jestem ze swoich psów zadowolona, biegały fajnie, szybko, ze strefami było nie najgorzej - nie bez znaczenia był fakt, że na ringu przygotowawczym stały strefówki, co dawało unikalną zgoła okazję poćwiczenia ich w atmosferze zawodów.

Brava biedactwo trochę się nasiedziała w klatce, ale trochę też poznała nowych ludzi i psów (nawet się bawiła z jednym pyrkowym szczeniakiem z Rosji). Leciała do wszytkich ludzi ciesząc się straszliwie, a już jak ktoś siedział na trawie to w ogóle oznaczało, że na pewno czeka tam na to, żeby go jakaś pyra wylizała po twarzy, aż się załapałam na pytanie od jednej Szwedki, czy przypadkiem owczarki pirenejskie nie powinny być nieufne w stosunku do ludzi. Pyrków w ogóle trochę było, większej ich części udało się nawet strzelić zbiorczą fotkę (brakuje Daisy z Rosji, Eyta, braciszka Bravy i tego rosyjskiego szczeniaka, bo nie mogliśmy ich wtedy znaleźć):

Image and video hosting by TinyPic

Ponoć kiedyś mam dostać płytkę z zarąbistymi zdjęciami z moimi psami, bo zawody miały profesjonalną obsługę foto, więc jak dostanę, to pewnie coś powstawiam więcej :P.
21:22, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2