Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010
Mamy Talent ;)

W sobotę wzięłam z Vigo udział w castingu do programu Mam talent :). Vigo był bardzo dzielny, pokazał, co miał pokazać (podniósł wprawdzie nie te dwie nogi, o które mi chodziło, ale nikt poza mną się nie zorientował ;)), a pańcia zapomniała 1/3 z dwuminutowego przygotowanego występu. Komisja uśmiechnęła się nawet raz i drugi, na koniec jednak zachowała kamienne twarze i udzieliła mi ojcowskiego pouczenia, że przydałby się jakiś delikatny podkład muzyczny i poinformowała, że o tym, czy przeszłam do następnego etapu zostanę powiadomiona wkrótce.

Potem okazało się, że idziemy do parku nagrywać wywiad oraz nagrywać scenki rodzajowe pt. "spacer z psem". Oczywiście zyliard sztuczek zyliardem sztuczek, spokojne leżenie pod ławką jak pani udziela wywiadu, a obok szura jakaś straszna styropianowa tablica do odbijania światła to jest dopiero rzecz trudna.

Dzisiaj się dowiedziałam, że przeszliśmy do następnego etapu. W przyszłym tygodniu przyjdzie nam wystąpić przed publicznością w Operze Wrocławskiej. O matulu. Po co nam to było. Aaaaa.

21:13, orvokki , News
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 24 maja 2010
W czasie powodzi pieski się nudzą

(Chyba) przetrwaliśmy, w sensie w domu sucho. Psy już od czwartku chodziły podminowane, nie wiem, czy czując moje zdenerwowanie, czy też psim swędem wyczuwając, co się święci. Zestaw podminowane cztery psy plus podenerwowana z rozmaitych powodów właścicielka to nie jest dobra kombinacja.

W piątek przed południem część naszych zwykłych terenów spacerowych nad Odrą zniknęła pod wodą:

W piątek wieczorem zaczęło się robić bardziej groźnie:

powodz 2

I to dosłownie z minuty na minutę:

powódz 3

Piątkowy wieczór spędziliśmy więc poznając bliżej naszych dzielnych sąsiadów przy spólnej akcji sypania worków i układaniu z nich podwyższenia wału. W sobotę rano, po niespokojnej nocy oczom naszym ukazał się taki widok:

I to jest widok z naszego okna, na teren znajdujący się za wałem, przy którym stoi nasz dom. A tu widoczek z drugiego okna:

Dla psów sytuacja potwornie trudna. Po pierwsze pod naszym płotem zawiązał się samozwańczy sąsiedzki sztab kryzysowy (dużo by można na ten temat, krótko rzecz ujmując: jak zwykle dzielni wrocławianie własną piersią bronili miasta, w niektórych przypadkach, na przykład na pobliskich Bartoszowicach, pracując bardzo ciężko przez kilka dni i nocy). Po drugie od soboty zaczęły się tłumne wycieczki rozpoznawcze po wale (+obowiązkowe zdjęcie z małżonką i dziećmi na tle powodzi). Po trzecie, całkowicie ale to całkowicie nie ma gdzie pójść na spacer. Tzn. można pójść na coś w rodzaju spaceru w tłumie głównym deptakiem miejskim, ale nie jest to coś, co zaspokajałoby potrzeby ruchliwych, aktywnych psów.

Na domiar złego nawet nie bardzo mogę z nimi teraz pojechać gdziekolwiek, bo w piątek na naszą Mazdę (ze mną w roli kierowcy i psami w roli pasażerów w środku) wjechała ciężarówa i zepchnęła ją z pasa. Wszyscy cali i zdrowi, oprócz Mazdy :(.

Po czwarte, dom jest przewrócony do góry nogami, bo wszystko z parteru wynosiliśmy na piętro.

Ja, po kolizji z ciężarówą i nieco nerwowym weekendzie też nie jestem wymarzonym przewodnikiem psów...

Nic to, jeszcze parę dni... woda powoli opada, auto przychodzi w środę oglądać rzeczoznawca, powoli nasz świat wraca do normy - mam nadzieję.

Z cyklu głębokich mądrości życiowych: wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.

Jest sporo jasnych stron w tym wszystkim - to, że wielu naszych Przyjaciół dzwoniło z troską i ofertą pomocy (przenocowania nas, pomocy przy noszeniu majdanu etc), to, że jednak woda jest pięć metrów od naszego domu a nie W naszym domu (w '97 to osiedle było zalane, w naszym obecnym lokum stało ok. 80 cm wody), to że mamy bieżącą wodę i prąd... Tak więc pilnie zliczam jasne strony i pełną piersią wyrażam za nie wdzięczność.

Ech, ale na jakiś porządny spacer to by się poszło..., a to jeszcze nieprędko.

19:16, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 maja 2010

Uprzedzając pytania, na razie nas nie zalewa. Karma dla psów wniesiona na piętro. Teraz trzymamy kciuki za wały.

Póki możemy, chodzimy na błotno-wodne spacery.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Dwie twarze Erisi:

Image and video hosting by TinyPic

A tu sierotka Erisia ssąca kocyk przed zaśnięciem:

Image and video hosting by TinyPic

22:13, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 maja 2010
Crate games

Tym razem weekend spędzaliśmy w domu na różnych pożytecznych zajęciach. Typu praca ("Nowa wędzarnia autora - widok z przodu"...) oraz nauka rzeczy niezbyt może efektownych, za to pożytecznych. "Crate games" ("Gry klatkowe") to wymyślone przez Susan Garrett ćwiczenia z wykorzystaniem klatki, które pozwalają psu pokochać klatkę (rzecz przydatna szczególnie na zawodach, ale czasem i w domu), ale przede wszystkim stanowią świetne podstawy pod naukę samokontroli. To, że "Crate games" w niesamowity sposób zmieniają nastawienie psa do klatki widoczne jest już po paru sesjach. Może cały trik polega na tym, że nagradza się DOBROWOLNE pozostawanie psa w klatce przy otwartych drzwiczkach, może na tym, że stosuje się wyjątkowo atrakcyjne nagrody (typu tuńczyk :P).

Po raz pierwszy przeniosłam Crate games z domu do ogródka, w najbliższy weekend zamierzam popróbować na zawodach :).

Poniżej filmiki z Vigo i z Bravą:


O dobrodziejstwach płynących z nauczenia psa spokojnego zostawania psa w klatce napisano już mnóstwo, chyba nie ma sensu powtarzanie tego. U nas w domu klatki stoją w przedpokoju otwarte, psy sobie w nich śpią (przy czym Eri notorycznie wybiera nie zakupiony dla siebie pałac, czyli klatkę w rozmiarze V, tylko rozmiar III...), od czasu do czasu zamykamy je w nich, gdy na przykład przychodzą goście, którym chcemy pozwolić zdjąć buty bez dodatkowych atrakcji w postaci 4 szalonych czworonogów skaczących im po głowie albo gdy nasi ulubieńcy wracają ze spaceru w stanie takim jak dzisiaj i trzeba im pozwolić trochę obeschnąć, nim się je wpuści na kanapę ;).



Ilekroć zastanawiam się nad swoją burzliwą i trudną relacją z Vigo, a robię to często, jedną z refleksji jest, jak bardzo innym psem Vigo mógłby być, gdybym te 5,5 roku temu znała Crate games i od tego z nim zaczęła. Jest kwestią doświadczenia i wiedzy, których wtedy mi brakowało jeszcze bardziej niż teraz, od czego zacząć z danym psem, na jakich umiejętnościach się skupić. Błędy niestety dostrzegamy dopiero z perspektywy czasu. Teraz wiem, że nauczyć psa robić slalom czy kładkę można właściwie zawsze, za to im szybciej nauczymy go myślenia i opanowania, tym lepiej.

Vigo w tym roku kończy 6 lat, co jakoś tak pozwoliło mi się rozstać z nadzieją, że "kiedyś dojrzeje", "młode psy tak mają", "to rasa długodojrzewająca". Z różnych względów - tego, co dostałam w pakiecie i tego, co sama namieszałam, Vigo jest jaki jest i taki już pewnie pozostanie. Niemniej jednak po okresie lekkiego zniechęcenia postanowiłam wykorzystać narzuconą sobie przerwę w startowaniu z nim w zawodach na pozytywne myślenie i szlifowanie umiejętności, które być może pozwolą nam się lepiej dogadywać. Vigo jest psem, który bardzo silnie koduje pewne sytuacje, więc obawiam się, że bite 4 lata tracenia rozumu na zawodach niełatwo będzie odkręcić, ale kombinuję nad jakimiś zmianami w naszej procedurze startowej, które nam to ułatwią. Oglądam sobie nasze udane biegi, wspominam sytuacje, gdy reagował na komendy na torze tak jak trzeba, zostawał na starcie jak złoto etc, co mu się czasem zdarzało mimo wszystko. Chcę doprowadzić do tego, że na starcie obydwoje będziemy skoncentrowani na swoim zadaniu, bez żadnych głupich myśli, bez stresowego tracenia rozumu itd. W lipcu w Kozłowie nastąpi kolejny debiut Vigo ;).

18:20, orvokki , News
Link
czwartek, 13 maja 2010
Dlaczego tylko niektóre psy tarzają się w świństwach?

Dziękuję za inspirację M.P., dzięki której przypomniały mi się co bardziej pamiętne tarzania moich psów.

Sunday, która jest ideałem (dobry spaniel, jak dobre wino, z wiekiem coraz lepszy i coraz bardziej ją doceniam, mimo jej wybiórczej głuchoty, ganiania bażantów i upodobania do kradzieży artykułów spożywczych), tarza się wyłącznie w pachnącej trawie. No, raz się jej zdarzyło wytarzać w nieżywym kreciku, ale krecik był świeżutki, bo nawet nie musiałam jej kąpać. Raz też jakiś pies ją przestraszył, podbiegając znienacka i usiadła prosto w kupę, ale była z tego powodu przerażona bardziej niż ja.

Vigo za to uwielbia się tarzać we wszystkim, a im bardziej to coś śmierdzące, tym lepiej. Wyjątkowo wysoko na jego liście zapachowych hitów plasują się rybie łuski oraz wnętrzności, znajdowane w krzakach nad Odrą (lubimy wędkarzy, jak powtarzam po wielokroć... ). Dwa jego tarzania są dla mnie szczególnie pamiętne. Pierwsze - w krowim łajnie - odbyło się przy okazji ostatniego siku przed wyjazdem z Warszawy, gdzie byliśmy na seminarium z Carlem de Rouck. Seminarium odbywało się w miejscu bez bieżącej wody i sanitariatów. Vigo jechał na tylnym siedzeniu w rozłożonej klatce, a my z przodu z otwartymi oknami aż do Wrocławia. Drugie pamiętne tarzanie, a właściwie nawet nie tarzanie, tylko takie "przeciągięcie" się głową i bokiem po padlinie zaliczył Vigo tuż przy domu przy okazji ostatniego siku przed wsiądnięciem do auta i pojechaniem na trening. Jako że moje treningi uzależnione są od obecności osoby trzeciej, która w tym czasie zajmuje się Sergiuszem, to szkoda mi było czasu na kąpanie, stwierdziłam, że zrobię to powrocie... po czym wrypałam się w korek na Grunwaldzkim.

Pyra, niestety, przy wszelkich swoich zaletach, też uwielbia się tarzać i też im coś bardziej cuchnące, tym lepsze. Raz się wytarzała w strasznej kupie, chyba ludzkiej i spacerowicze na wałach nad Odrą mogli oglądać OKRUTNĄ WŁAŚCICIELKĘ PSA, która chyba usiłowała zwierzę utopić, wrzucając je raz po raz za frak do Odry... zwierzę ciągle jednak wyłaziło, po czym było przechwytywane i wrzucane z powrotem, aż się wypłukało na tyle, by dało się je prowadzić na smyczy nie zatykając przy tym nosa i bez obaw o odzież.

Eri, jakoś szczęśliwie się nie tarza, za to konsumuje, co też jest ohydne, ale chyba dla właściciela mimo wszystko mniej uciążliwe...

No i właśnie - niechęć Sunday do tarzania się w świństwach nie ma nic wspólnego z wychowaniem. Sunday jest arystokratką i świństw się brzydzi, autentycznie. Pyry tymczasem żadnych oporów, najmniejszych....

22:42, orvokki , News
Link Komentarze (6) »
środa, 12 maja 2010
Ramkowa porażka :)

Obejrzałam sobie płytę Rachel Sanders o uczeniu zbieganej palisady i zachciało mi się spróbować z Eri i być może też z Vigo, bo generalnie zatrzymywana palisada to nie jest coś, co mnie zachwyca, z uwagi na obciążenia stawów. Zatrzymywana kładka może mieć swoje zalety, jeśli się psa dobrze wyszkoli (tzn. tak, żeby robił to niezależnie od naszej pozycji i ruchu i w miarę szybko), w zatrzymywanej palisadzie zalet nie widzę żadnych - poza oczywistą, lepsza zatrzymywana, niż fruwanie z czubka :D. Dla stawów również.

W tej metodzie wykorzystuje się ramkę z rurek pcv, uczy się psa przez nią przebiegać w odpowiedni sposób (tzn. wszystkie 4 łapy mają się znaleźć w środku, pies nie ma zawadzać o ramkę), potem się robi różne fajne ćwiczenia na płaskim, a potem się całość elegancko przenosi na palisadę, ujmując rzecz w pewnym skrócie. Teoretycznie wszystko wygląda fajnie, ALE...

...chyba okazałam się jakimś totalnym cieniasem szkoleniowym, bo od czterech dni nie mogę wytłumaczyć Eri o co chodzi. Pies wie, że ma wleźć do ramki, robi to z różnych odległości i kątów. Nie ma w tym jednak żadnej mojej zasługi, jak się moim psom postawi przed nosem coś nowego, to spróbują coś z tym zrobić, zwykle wlezą do tego, albo na to  :).

Za to nijak, ale nijak nie mogę tej suce wytłumaczyć, że:

- nie należy się zatrzymywać w pozycji dwie tylne łapy w ramce, dwie na zewnątrz (mimo że ani razu nie nagrodziłam jej żarciem w ramce, tylko od początku piłką rzucaną za ramkę),

lub

- przebiegając przez ramkę nie należy jej rozwalać w drzazgi,

lub

- przebiegając przez ramkę należy umieścić w niej wszystkie cztery łapy, a nie tylko trzy.

Vigo za to nie mogę wytłumaczyć, że jak się trochę bardziej nakręci piłką, to nadal ma wskoczyć DO ramki, a nie przelecieć NAD nią. Tak czy siak, z nim łatwiej, bo jak już do niej wskakuje, to prawidłowo i niczego nie rozwala, więc czytelność kryteriów jest dla mnie bardziej oczywista niż "usłyszałam stuknięcie pazurka o pcv czy nie?", "czy przez ramkę przemknęły z prędkością światła wszystkie 4 łapy czy tylko 3?" (w pierwszym przypadku pomijam oczywiste niezaliczenie ćwiczenia, gdy elementy ramki fruwają po ogródku w promieniu kilku metrów).

A tak pięknie miało być. Muszę wywlec kamerkę, nagrywać, oglądać w slow motion etc, może dojdę do sedna problemu.

19:00, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 maja 2010

Zawody w Bydgoszczy miały też tę ogromną zaletę, że nazbierało się na nich mnóstwo cudownych fotografów. Jeszcze chyba kompletu tak wspaniałych zdjęć nigdy nie miałam:

Fot. Anna Skaja:

Fot. Anna Skaja:

21:56, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2