Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
niedziela, 28 maja 2006
Sundaykowe rozrywki
Jedna z tych umiejętności absolutnie do niczego nie potrzebnych:

Image Hosted by ImageShack.us
18:31, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
sobota, 27 maja 2006
Pokazy dla przedszkolaków (starszych i młodszych)
Dzisiaj Sunday i Vigo wraz z resztą extremalnej ekipy uczestniczyli w pokazach agility, posłuszeństwa i psiach sztuczek w przedszkolu przy ul. Inflanckiej. Bardzo było sympatycznie, przedszkolaki zadziwiająco zdyscyplinowane i dobrze wyedukowane w psich tematach, Sunday zrzuciła tyczkę (zaczyna mnie to martwić...), ale Vigo pobiegł po prostu idealnie! Troszkę może wolniej niż potrafi (tłum go onieśmielił), ale za to był bardzo na mnie skupiony. Myślę, że jego prędkość będzie się rozwijać wraz z nabieraniem pewności siebie.

Image Hosted by ImageShack.us

Na koniec jeszcze pokazaliśmy trochę sztuczek, z czego plecaczek zrobił furorę:

Image Hosted by ImageShack.us

*za zdjęcia kłaniamy się nisko Berenowym :o)
21:52, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 maja 2006
Wielka debata na temat dominacji
    Kupiłam sobie w Empiku gazetkę pt. Dog's Monthly, angielski miesięcznik poświęcony psim sprawom. Cena trochę odstrasza (29,90), ale zawartość dość ciekawa: dość obszerne sprawozdania z najważniejszej wystawy świata czyli Cruft's, omówienie ras: dalmatyńczyk i czarny terier rosyjski, a w tematach najbardziej mnie interesujących wkładka poświęcona dyskusji na temat dominacji. Temat ważny, bowiem początkujący Odpowiedzialny Właściciel, gnany słusznym głodem wiedzy, dostaje rychło oczopląsu i ogólnego pomieszania z poplątaniem. Na rynku mamy dostępnych kilkadziesiąt (a może i więcej?) pozycji na temat szkolenia, plus kilka psich periodyków, plus niepoliczone mrowie forów i stron internetowych poświęconych szkoleniu psów. Jedna bardzo znana książka przeczy drugiej równie znanej, obie przy tym twierdzą, że oto właśnie odkryły sekret idealnego porozumienia z psem. "Psie" czasopisma, stojące zresztą na bardzo różnym poziomie merytorycznym dokładają się do ogólnego bigosu, zamieszczając całkowicie sprzeczne ze sobą tezy czasem nawet w ramach jednego numeru, a Internet dopełnia dzieła, produkują się w nim bowiem z równą pewnoscią siebie zarówno fachowcy, jak i laicy (vide niniejszy blog :o))). Tu i ówdzie dowiedzieć się można, że niezależnie od tego, czy problemem jest ogólny brak posłuszeństwa, agresja czy nadmierna lękliwość - odpowiedzią bez wątpienia jest źle ustawiona hierarchia w domu. Pies mianowicie jest dominantem, hierarchię wystarczy przebudować za pomocą paru prostych sztuczek i wszyscy, z psem na czele będą szcześliwi. Z innej strony znowu usłyszymy, że pies to nie wilk i hierarchii nie tworzy, a już na pewno nie z człowiekiem, który wszak do innego gatunku należy, jednak zwierzę inteligentne, czyli pies, doskonale potrafi zrozumieć, co mu się opłaca. Ergo, jeśli jakieś zachowanie jest nagradzane, to będzie się ono pojawiać, jeśli nie jest, wygaśnie, łatwo więc przyjdzie nam przekonać naszego czworonoga do zachowywania się w określony sposób. Słowo dominacja zaś jest przestarzałe i politycznie niepoprawne.

    Dog's monthly przedstawia stanowiska jednej i drugiej strony, daleki przy tym będąc od ostatecznych rozstrzygnięć. Poniżej kilka uwag, które mnie osobiście się spodobały:
    Teoria dominacji wzięła się z obserwacji nie psów, a wilków, i to w dodatku w niewoli. Obserwacje zarówno psów, jak i wilków w naturalnym środowisku, wielu zjawisk nie potwierdziły. Na przykład słynna kolejność jedzenia: nie jest prawdą, jakoby para alfa pożywiała się zawsze i wszędzie pierwsza. Pierwsze są karmione szczeniaki, ponieważ od ich przeżycia zależy przyszłość stada.

    John Fisher, bodaj najbardziej popularny zwolennik ustanawiania hierarchii w stadzie ludzko-psim, w swojej ostatniej książce, napisanej przed przedwczesną śmiercią "Diary of a Dotty Dog Doctor" ("Dziennik postrzelonego psiego doktora" :o)) umieścił takie oto zdanie:

"The purpose of all these mental and physical gymnastics is to try and establish a dominance/submissive relationship between us and our dogs, with us being the more dominant. This is all fine, if this is how you want to live with your dogs, but I have news that is going to disappoint a lot of people who have striven to reach this Alpha status - all this means diddly squat to your dog".

"Celem tych wszystkich intelektualnych i fizycznych wygibasów jest ustalenie relacji dominacja/podporządkowanie pomiędzy nami i naszymi psami, przy czym my mamy być tymi dominującymi. Wszystko ładnie pięknie, jeśli tak właśnie wyobrażasz sobie swoje życie z psem, ale mam tu wiadomość, która rozczaruje całą masę ludzi, którzy walczyli o osiągnięcie tego słynnego statusu ALFA - wszystko to nie znaczy absolutnie nic dla Twojego psa".

    I wreszcie, odkładając na bok teoretyczne dywagacje: czy naprawdę mamy ochotę wygłupiać się, udając, że jemy z psiej miski, zanim mu ją podamy? Czy naprawdę chcemy zbierać milion kłaków, siadając na psim posłaniu, tylko po to, by udowodnić, że możemy? Czy naprawdę chcemy się pozbawić widoku psa, szalejącego z radości na nasz widok po powrocie do domu?

    Od siebie mogę powiedzieć tyle: kupując Sunday, byliśmy zafascynowani książkami Fishera i Fennel, jednak ponieważ marzyliśmy o szkoleniu i sporcie, od razu zaczęliśmy z nią pracować i ją szkolić. Trochę głupot wyperswadował nam z głowy szkoleniowiec "No przecież piesek musi wygrywać szarpanie się zabawką, jak inaczej go przekonać, że to fajna zabawa?", trochę nam się te zasady rozmyły, bo tak naprawdę to chociaż niby proste, to są one dość upierdliwe. Jeśli Sunday jest psem ogólnie uroczym i posłusznym, to w wyniku pracy szkoleniowej, a nie "ustalania hierarchii stada". Z Vigo skorzystaliśmy z rady nie żegnaniania się i nie witania się z psem, kiedy wystąpiły problemy z jego samotnym pozostawaniem w domu. Pomogło, w tej chwili witamy się z psami normalnie.*

    Człowiek, nie zawracając sobie głowy wydumanymi teoriami, powinien być w stanie uzyskać od swojego psa zachowanie, o jakie mu w danej chwili chodzi, tak samo jak powinien być w stanie zachowanie, które mu się nie podoba, przerwać. I do tego w praktyce sprowadza się bycie szefem dla swojego psa, niezależnie od tego, czy pies wchodzi na kanapę, czy nie wchodzi, czy wygrywa zabawę w przeciąganie i kiedy i jak przechodzi przez drzwi.

*Mała dygresja: Zofia Mrzewińska stanowczo odradza stosowanie tej metody, uważając, że szczenię ignorowane przez wracających z polowania członków stada, zapewne padło by z głodu. Zauważyła też, że psy, z którymi do tej pory normalnie się witano, po wprowadzeniu tej zasady popadają w depresję, nie chcą pracować z właścicielem, nie chcą się bawić. U nas rzeczywiście zjawisko takie wystąpiło i to u Sunday (siłą rzeczy nie witając się z Vigo, nie mogliśmy witać się również z Sunday). Jako, że problem zostawania w domu był zdecydowanie priorytetowy, kontynuowaliśmy przez kolejne dni. Gdzieś na trzeci dzień Sunday uznała nasze nowe zachowanie za normalne i przestała się nim przejmować, a Vigo nauczył się zostawać w ciszy.
19:22, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
środa, 24 maja 2006
Aporcik
W ramach wytrwałego dążenia do doskonałości (łech łech łech) Vigo poszerza swoje umiejętności o aport koziołka.

Problem:

Image Hosted by ImageShack.us

Rozwiązanie: trochę większy koziołek :o). Vigo spróbował złapać za kulkę, doszedł do wniosku, że jednak niewygodnie i złapał prawidłowo.

    Nauka aportowania: wariant dla leniwych (jak ja) przewiduje wybranie sobie szczeniaka z wrodzoną chęcią aportowania. Szczeniaki idealne (na przykład Sunday) biegną po zabawkę, łapią ją w zęby i samorzutnie wracają do człowieka, nie wypuszczając zdobyczy. Psy mniej idealne (Vigo) usiłują się wraz ze zdobyczą oddalić w siną dal, potrząsając nią w morderczych zamiarach. Psie gapy wracają radośnie do człowieka po drodze wypuszczając zdobycz. Trudniejsze przypadki w ogóle odmawiają biegania za aportem, jako będącego poniżej ich godności, względnie wzięcia przedmiotu do pyska (a fuj, przecież to leżało na ziemi). Pierwszą kategorię, czyli aportowych ideałów i prawie ideałów należy po prostu zachęcać do powrotu z aportem na przykład uciekając jak najprędzej i nagradzać oddanie przedmiotu (smakołykiem, wyrzuceniem kolejnej piłeczki, przeciąganiem się aportem, wspólnym noszeniem zdobyczy etc). Kategorię drugą należy najpierw za wszelką cenę aportem zainteresować. Wszystkie chwyty dozwolone: robienie z siebie idioty (jest to umiejętność zgoła niezbędna w szkoleniu psów), piejąc z zachwytu nad aportem, uciekanie wraz z zabawką przed psem, nagradzanie najmniejszego choćby śladu zainteresowania zabawką (np. choćby za dotknięcie nosem aportu pochwała i smakołyk). Zofia Mrzewińska wspomina zawijanie aportu w naleśnika (pies je uwielbiał), a następnie w ściereczkę, żeby tylko pies się zainteresował. Czego natomiast absolutnie nie robimy? Nie wpychamy w żadnym razie aportu na siłę do pyska oraz nie przeginamy. Jeśli pies ze słabą chęcią aportowania zaaportuje nam zabawkę raz, pochwalmy go pod niebiosa, szczodrze wynagrodźmy i skończmy trening.

Warto też rozróżnić aport formalny od aportu dla czystej przyjemności. Ten pierwszy wygląda tak (cyt. z regulaminu PT):

Na polecenie sędziego przewodnik wyrzuca przed siebie przedmiot (aport) na odległość około 10 kroków. Pies w tym czasie powinien siedzieć spokojnie bez smyczy przy nodze przewodnika. Na jednorazowy rozkaz słowny "aport" pies powinien szybko pobiec po wyrzucony przedmiot i podjąć go, na rozkaz "do mnie" natychmiast przynieść go i usiąść przed przewodnikiem. Po odebraniu aportu przez przewodnika na rozkaz "do nogi" pies powinien usiąść przy lewej nodze. W ćwiczeniu 4 należy zwracać uwagę na dokładne aportowanie, wytrzymywanie, a także na niedokładne i błędne zachowanie się jak zrywanie się, upuszczanie aportu na ziemię, bawienie się aportem, gryzienie aportu itp.

Ten drugi może wyglądać jak bądź, byle pies i przewodnik dobrze się przy tym bawili. Preferowany podział funkcji: człowiek rzuca aport, pies przynosi, aczkolwiek widywało się wersję: pies wynosi piłkę w krzaki, a człowiek jej szuka, względnie człowiek rzuca i człowiek przynosi, podczas gdy pies patrzy na niego z niekrywanym rozbawieniem.

Image Hosted by ImageShack.us

Ulubiony aport zabawowy Sunday wygląda tak, że Sunday przynosi piłkę, chwilę ją memła, po czym puszcza na ziemię, a ja ją kopię jak najdalej. Wariant udoskonalony: ja stoję na górce i kopię piłkę na dół, a Sunday aportuje pod górkę. Ulubiona wersja aportowa Vigo: idąc po prostej drodze przez pola rzucam piłkę za siebie, Vigo po nią biegnie, po czym mnie z nią goni. Vigo poza tym preferuje aporty z przeszkodami i to od dziecka: kiedy jeszcze miał kwarantannę i bawiliśmy się w domu, piłka wpadła przez dziurę w drzwiach do łazienki (dziurka jest dla kotów, które mają w łazience kuwety). 10 tygodniowy Vigo przepchnął się przez dziurkę i po chwili wylazł z łazienki z piłką w pysku.

23:57, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 maja 2006
Owczarek pirenejski face race vs. poil long
Owczarki pirenejskie występują w dwóch odmianach, z których jedna wygląda bardziej kundlowato od drugiej. Odmianą bardziej popularną jest owczarek pirenejski długowłosy (a poil long, zwany również museau normal). Wersja mniej spotykana to owczarek pirenejski face rase, czyli o krótkowłosym pysku. Te dwie odmiany są zarejestrowane pod oddzielnymi numerami w FCI, jednak czasami krzyżuje się je ze sobą, zdarza się również, że w miocie rodzą się szczeniaki obydwu odmian. Standard face rase podaje, że większość cech jest taka sama dla obu odmian, a podstawowe różnice to:
- dłuższa i bardziej szpiczasta niż u poil long kufa
- bardziej kwadratowa sylwetka
- bardziej prosty grzbiet (u poil long lędźwie powinny być lekko wysklepione)
- oczywiście krótki, prosty włos na kufie, w ogóle zresztą na całym ciele włos jest prosty i krótkszy niż u poil long, nieco dłuższy jest jedynie na uszach, karku, piersi i ogonie.
- stopy bardziej zwarte i mocniej wysklepione
- wyżej umieszczona pęcina, w ruchu nieco krótszy wykrok, słabsze kątowanie

Podobno też face rase ma nieco bardziej zrównoważony charakter i jest wersją nieco łatwiejszą w obsłudze :o).
Na stronie Pyrenean Shepherd Club of America znalazłam taką piękną prezentację pokazującą typowe cechy obydwu odmian, a tak dla przypomnienia zdjęcie z mojego archiwum ;o)))

Face rase EMMY Farma Stekot:

Image Hosted by ImageShack.us

Poil long VIGO de la Colline aux Marmottes:
Image Hosted by ImageShack.us

23:14, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 maja 2006
Całuski
Pasavera, czyli Iza , przysłała nam takie słodkości zdjęcie z grilla... czyż nie romantyczne?

Image Hosted by ImageShack.us

16:46, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
środa, 17 maja 2006
Marsze wiosenne oraz występy gościnne
   Dzisiaj rano okazało się, że Sunday jedzie z Pańciem do pracy, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, chociaż szanowny małżonek poinformował mnie o tym już w zeszłym tygodniu. Coś z moją pamięcią nie jest ostatnimi czasy najlepiej. Ano trudno, żeby Vigocki nie był pokrzywdzony, to zapakowałam jego miskę, trochę smakołyków, piłeczkę i też z nim poszłam do pracy. Słowo poszłam należy traktować dosłownie. Najpierw mieliśmy się troszeczkę tylko przespacerować, ale nabraliśmy rozpędu. Od nas do Rynku idzie się godzinę i pięć minut. Ja się trochę zmęczyłam, Vigocki wcale. Co było do przewidzenia, bo on chyba nie ma wbudowanej takiej funkcji. On ma tylko wbudowany wyłącznik czasowy, który na ogół jest ustawiony na godzinę mojego wyjścia do pracy (nuuudno, nie ma co robić, trzeba iść spać) i mniej więcej zsynchoronizowany z godziną naszego późnonocnego spoczynku (z wielkim wysiłkiem udało nam się go tak wyregulować, rezultat wciąż nie jest zachwycajacy, ponieważ Vigo w znakomitym humorze i z zapasem energii nieodmiennie budzi się za pięć szósta rano).
    W pracy mieliśmy dziś nietypowe zajęcie, mianowice zostaliśmy przedszkolankami. Naszej opiece powierzona została 5,5 letnia Jagódka. Oboje staraliśmy się ze wszystkich sił: Vigo zaprezentował cały arsenał swoich sztuczek i bez pudła znajdował chowaną w różnych przemyślnych miejscach piłeczkę, a ja narysowałam domek, bałwanka i dwa psy. Jagódka narysowała serię identycznych głowonogów, z których jeden był mamą, drugi Vigo, a trzeci rekinem. W każdym razie jako przedszkolanki odnieśliśmy wręcz nadmierny sukces, ponieważ kiedy w końcu mama Jagódki wyłoniła się z bardzo ważnego spotkania, odbywającego się w drugim gabinecie i radośnie oznajmiła "No to idziemy do domku", Jagódka zaprotestowała z dużą werwą i ostatecznie opuściła nasze biuro w akompaniamencie rozdzierajacych szlochów. Trochę za fajowi jesteśmy najwyraźniej.
    Może ktoś chciałby nas wynajmować na kinderbale?
18:38, orvokki , News
Link
 
1 , 2