Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
czwartek, 19 kwietnia 2012
Blogowo filmowo

Mam niezłe opóźnienie, bo prawie tygodniowe... W miniony weekend odbyły się drugie kwalifikacje do MŚA. Zawody poprzedziła mała aferka pt. ile właściwie w tym roku będzie kwalifikacji, bo jakoś brakowało chętnych do organizacji i bezpośrednio przed zawodami stanęło na tym, że jednak będą 2 a nie 3. W związku z powyższym opracowałam mega plan pt. bardzo się sprężyć i powymiatać :).

Realizacja planu szła zupełnie nieźle. Wprawdzie sobotni poranek rozpoczął się od całkowitego rozminięcia się w komunikacji z Eri w A3 i zarobienia pięknej detki, po której nastąpiła dalsza maniana, ale potem mogło być już ino lepiej :). Brava w A3 1 odmowa, spaniel na czysto i naprawdę był to bieg, w którym doceniłam głęboką mądrość i doświadczenie spaniela, bo zakręcała cud miód i w slalom poszła jak w dym :).

Potem był jumping open, w którym wprawdzie spaniel dla odmiany wyszedł ze slalomu, za to Eri i Brava miały na czysto i bardzo ładnie:

Brava na dodatek wykręciła najlepszy czas ze wszystkich kategorii:

W agility open spaniel na czysto:

 

Eri zdetkowałam tak głupio, że aż pisać chadko :P. Włączył mi się tryb "serpentyna" i uznałam, że muszą tam być trzy hopki w tej linii :). Znaczy: "O jeden most za daleko".

Bravie przed startem przydarzyła się niemiła przygoda, mianowicie pogryzł ją pies schodzący z toru. Trochę spanikowała, ktoś z widzów zaczął do mnie wołać, żebym z nią biegła na końcu, ale ja sprawdziwszy, że krew sie nie leje i Brava chodzi normalnie, postanowiłam biec od razu, żeby nie dać jej czasu na schizowanie. Początek toru pobiegła wyraźnie wolniej niż zwykle, ale potem się rozbujała, ostatecznie skończyła na czysto i wygrała łączną. A na drugim miejscu...

ta dam! Znalazł się nie kto inny tylko Vigo z Katką, którzy mieli w tym dniu TRZY CZYSTE BIEGI! :D.

Przez chwilę przyszło mi się więc pocieszyć, że awans mam właściwie w kieszeni, aż tu jednak się okazało, że jednak sprawa trzecich kwalifikacji jest wciąż otwarta i rano się odbędzie nad nią głosowanie.

Niedzielne przebiegi zaczynały się od jumpingu, w którym Brava zrobiła coś niebywałego, mianowicie wyszła ze slalomu i do tej pory nie wiem czemu. Spaniel za to pobiegł na czysto, Eri z jedną zrzutką, ale za to najlepszym czasem:

Przez cały weekend Brava i ja czekałyśmy na tor, który pozwoli nam zrobić zbieganą kładkę, a tu jak na złość były ciągle jakieś tam nawrotki po strefie i ogólnie Bravy strefka zatrzymywana dość paskudna była. Ale wreszcie nadeszła nasza chwila, bieg zawodów zdecydowanie:

Kamerzyście jak widać ręce się trzęsły z wrażenia, mi tchu zabrakło gdzieś tak koło przeszkody numer 18 i poważnie się zastanawiałam, czy dobiegnę do 22, ale jak widać udało się.

Spaniel też miał ten bieg na czysto, Eri znowu z jedną zrzutką, ale też bardzo ładnie:

Proszę docenić odmienność handlingu w stosunku do Bravy :).

Ogólnie zawody dla mnie bardzo udane, ogarnęłam swoją głowę, swoimi psami zachwycam się niebotycznie, bo taki spaniel na przykład cudowny jest i wszystko umie, a Brava pobiegła nawet tuż po tym, jak wpierdziel dostała, no i  czy one nie są doskonałe? Nawet holender dawał radę bardzo bardzo :). Brava na 5 czystych swoich openowych biegów w 4 miała najlepszy czas ze wszystkich kategorii, ogólnie ma zaliczonych 6 z 8 biegów, więc punktów trochę natrzaskała. Kolejne kwalifikacje dopiero w lipcu.

22:11, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 kwietnia 2012
A year has passed :).

A year has passed, weather has changed, but the Pyrsheps are just as funny and crazy :).

21:37, orvokki , News
Link
wtorek, 03 kwietnia 2012
Zimne Brno :).

W piątek pojechaliśmy w składzie pyrkowo-rodzinnym (Nina z Eytem, Romek z Evo i ja z Bravą) na trening u Martiny Klimesovej, którą lubię strasznie. Jako zawodniczkę, jako osobę i jako trenerkę już też. Martina zaczęła od tekstu: "Sukces w agility wykuwa się poza torem", co już mi się spodobało, potem zapodała nam trochę teorii na temat tego, co poza tym torem robić, pokazała parę gier, w których Brava sobie ładnie poradziła :), a potem w 5 minut nas zmasakrowała na prostej sekwencji, każąc biegać po cichu. I nagle się okazało, że moje psy nie reagują na mój handling i to do tego stopnia, że jak robiłam zmianę nie odzywając się, to Eri trzy razy z rzędu pruła sobie dziarsko na wprost nie bacząc na mnie :P.

Dostaliśmy trochę zadań domowych i mamy plan powrócić znowu, lepsi silniejsi i nie do zagięcia :P. (lubimy kusić los takimi tekstami, lubimy).

Po pysznym obiadku przygotowanym przez Carla poszliśmy na spacer wykonać dubel zeszłorocznej fotki pyrków na cebińskim kamyku (będzie, będzie, jeszcze się nie wzięłam za obrabianie, ale mam plan zrobić to wieczorem) i wyruszyliśmy do naszego hotelu, który znajdował się w niewielkiej miejscowości pod Brnem. Dotarcie do niego nie było takie proste (niedługo będę mogła napisać książkę o przygodach w znajdowaniu czeskich hoteli na uboczu :P), ponieważ rzeczona miejscowość miała może z 7 ulic, które podobno miały jakieś nazwy, ale nikt nie wiedział jakie ;) i numerowane były fantazyjnie w stylu 128, następny dom 19, kolejny za to 70. Zjeździliśmy chyba wszystkie te uliczki, niektóre nawet dwa razy przodem i tyłem, zapytaliśmy też o drogę parę osób, które co do sztuki okazywały się nietamtejsze i nie miały pojęcia, po czym wreszcie jeden życzliwy nie-tubylec skonsultował telefonicznie tubylca i wyrysował nam piękną mapkę, która umożliwiła nam dotarcie do celu. Okazało się przy tym, że jedyny w mieścince drogowskaz do hotelu wskazywał w niewłaściwym kierunku :D. Właściciel hotelu przeraził się strasznie, że psów jest więcej niż 1, tak więc zrobiliśmy mały nieładny szwindelek i oficjalnie przyznaliśmy się do posiadania 4, a nie 7 (wszystkie 4 płowe pyrki były tak naprawdę jednym pyrkiem), co wymagało pewnych zabiegów w kwestiach spacerowych, ale daliśmy radę :P.

Dalszą część weekendu spędziliśmy na zawodach Jarni Brno. Sędziował Kees Stoel, który z kolei nam przypomniał, że dawno nie ćwiczyliśmy serpentyn w 1000 odmian :). Dodatkowo na zmianę było zimno strasznie, albo przeraźliwie i wiało bardzo albo potwornie, za to nieustająco wiatrem prosto z lodowca. Poza tym na zmianę padał śnieg, grad albo deszcz. Na szczęście było gdzie się schować w ciepełku i można było w kanciapie spożyć całkiem zjadliwy rosół z wkładką mięsną o wyglądzie kozich bobków (a że koza tam chodziła, to kto wie, może rosół był tak naprawdę stosowny dla wegetarian). Eri poschizowała trochę, nie wiem na co, ale chyba na wiatr i łopoczące taśmy, biegała wolno, rozproszona bardzo była i ogólnie jakoś tak nie bardzo.

Z Bravą fajnie się biegało. Jumping open, 2 miejsce, zadowolona ze slalomu jestem i w ogólnie z całości za wyjatkiem mega łuku po 8, na którym straciłam strasznie dużo czasu. Początek filmiku jest śmiechowy, ponieważ posadziłam Bravę przed hopką nr 6, zamiast nr 1 (tak to jest, jak człowiek sobie wybiera punkt orientacyjny w postaci dwóch strączków na ziemi jako oznaczenie miejsca, gdzie trzeba posadzić psa) i Kees mnie poprawił :D. Lubimy życzliwych sędziów :D.

Agility z ładną detką (bo zapomniałam toru, tzn. wydawało mi się, że jestem hopkę dalej :P):

Drugi jumping w ekstremalnych warunkach pogodowych, czyli mój pies nie reaguje na mój handling:

Przyzwoite agility open Erisi:

W niedzielę było jeszcze zimniej :P, ale biegało się bardzo dobrze, nawet Eri się ogarnęła. Zaczęła od bardzo ładnego agility z bardzo głupią detką na ostatniej przeszkodzie:

Potem był za to bardzo ładny jumping z 1 miejscem, więc full wypas, bo konkurencja była liczna:

I bardzo przyzwoite agility ze zrzutką niestety:

Brava miała pierwsze miejsce w jumpingu:

Pierwsze miejsce w agility (i nie jestem zachwycona jej kładką tutaj i tym, że ją zwolniłam trochę za wcześnie, ale cały bieg bardzo ładny):

I potem głupie dis w drugim agility, przez lenistwo pańci, której się zachciało layerować hopkę nie wiadomo po co :P. 

Ogólnie po tym weekendzie mam dużo przemyśleń i mega plan nad czym jeszcze trzeba popracować, w paru rzeczach muszę się trochę cofnąć do poprzednich etapów pracy, jednym słowem owocnie bardzo było :).

12:08, orvokki , News
Link