Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 20 kwietnia 2011
Wybywam

Wybywam na wakacje bez psów - tak więc kolejna aktualizacja bloga nastąpi prawdopodobnie dopiero w maju.

Świąteczno-wiosenne uściski dla wszystkich Czytelników!

11:27, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 kwietnia 2011

I kolejny filmik, tym razem z Erisią w roli głównej:

Zgodzę się bez bicia, że nie są to mega fascynujące filmiki, dlatego nie katuję czytelników wszystkimi 4 psami ;). Dokumentuję głównie dla siebie, też po to, żeby mam nadzieję, zobaczyć za jakiś czas postępy, bo akurat Erisia mistrzem szybkiego warowania nie jest, w odróżnieniu od pyr (Brava za to nie umie siadać, sama się składa do warowania :P).

W temacie mentorów i ściągania tego, co dobre, dodam również krótką uwagę na temat drugiej strony medalu. Zawsze, zawsze, nawet jeśli bardzo kogoś podziwiamy, jeśli zachwycają nas efekty jego pracy, zastanówmy się, czy to jest coś, co jest dla nas i dla naszego psa, czy nam się to podoba i czy będziemy się z tym dobrze czuć.

Susan bardzo się upiera przy użyciu haltera. Szczerze mówiąc dla mnie najbliższą analogią do haltera jest takie kółko, co się bykom przez nos przekłada i szczęśliwie do tej pory wystarczały mi zwykła obroża i szelki. No więc póki nie zobaczę takiej konieczności absolutnej, halterowi mówimy nie ;).

10:44, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 kwietnia 2011

Susan-która-ma-zawsze-rację bardzo mocno zachęca do prowadzenia dziennika szkoleniowego i robienia notatek z sesji, jak również nagrywania tychże, jeśli to tylko możliwe. Prikaz robienia notatek potraktowałam jako znakomity pretekst do kupienia sobie kolejnego wybajerzonego zeszytu (ludzie mają różne fisie, niektórzy na przykład kupują ciuchy albo kosmetyki, albo płyty, a ja mam bzika na punkcie artykułów papierniczych i gadżetów psich). W kwestii korzyści bardziej duchowych, to faktycznie jak sobie zapisuję, to mi się trochę w głowie układa i wpadam na pomysł rozwiązania różnych problemów - nie wiem za to, jak mi się to sprawdzi w dłuższej perspektywie, czy będę na przykład do tego wracać. Jeśli zaś chodzi o nagrywanie, to Susan (co za zaskoczenie) ma rację, tylko czasem lenistwo wygrywa i mi się nie chce ustawiać statywu, nagrywać, potem oglądać tego nagranego (co bywa w ogóle bolesne z wielu względów), nie wspominając już o jakimś obrabianiu tego. Ale bez wątpienia jest to super pomoc, zwłaszcza jak człowiek pracuje sam i nikt mu na ręce nie patrzy. Nagle się okazuje, jakie głupoty się robi, że na przykład w ćwiczeniu, gdzie pies ma dociskać nos do dłoni ja dociskam dłoń do nosa ;), całkiem nieświadomie. Albo że mam smakołyki w niewłaściwej kieszeni, albo że nagradzam, jak pies ruszył łapami, a miał nie ruszać.

W każdym razie poniżej filmik z niektórymi zabawami, które teraz robimy: 1. targetowanie dłoni, 2. Szarpanie - Siad (oferowany przez psa) - Ucieczka i komenda zwalniająca - Szarpanie, 3. Nagradzanie pozycji przy nodze - pies zaczyna dostawiać się do nogi.

Tym razem w roli gwiazdy Vigo. Bardzo się chłopak stara i dzisiaj nawet raczył się postarać w całkiem nowym miejscu :).

22:26, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Dwie cebińskie królewny ;)


W takiej ślicznej okolicy spędziłam weekend :) Strasznie lubię małe czeskie miasteczka i tamtejsze krajobrazy. Na dodatek - dziwna sprawa - szlak turystyczny, a czysto. Żadnych butelek, papierków, puszek po piwie, szkła, kup po krzakach i tym podobnych rzeczy.

Jak nietrudno się domyślić, okolicę podziwiałam przy okazji zawodów agility - tym razem były to zawody Cebinsky kral 2011, które jak sama nazwa wskazuje odbywały się w Cebinie. Było przemiło - śliczna pogoda, fajny sędzia (Lee Gibson), życzliwi ludzie wokół i mnóstwo miejsca do spacerowania.

Sunday i Brava wykazywały równą formę przez cały weekend, więc na podium stawałyśmy często :) (w sobotę Sunday miała 1 miejsce za agility i 2 za jumping (lub odwrotnie), Brava 3 miejsce w MA2 (prawie idealny bieg z jedną zrzutką), w niedzielę Brava wygrała MA2 zdobywając pierwszą nóżkę do trójek, a Sunday wygrała SA3. Dzięki tym sukcesom udało mi się zakwalifikować z jedną i drugą do finału.

Lee Gibson ustawił bardzo fajny tor, umożliwiający rozwinięcie prędkości, ale i pozwalający się wykazać ciasnymi zakrętami czy samodzielnym slalomem - bardzo dobry tor na finał, bo był na tyle prosty, że wiadomo było, że sporo zawodników może go ukończyć, przez co trzeba było cisnąć na prędkość ;). No i żeby skrócić przydługą opowieść - udało mi się wygrać ten finałowy bieg zarówno z Sunday w klasie small, jak też i z Bravą w klasie medium :).

Mam trochę wniosków z tych zawodów, między innymi planuję popracować trochę nad tym, żeby pies startował mi na pełnej prędkości, a nie rozkręcał się dopiero po którejś przeszkodzie (podpatrzyłam u innych fajny sposób ;)). Zdecydowanie też powinnam popracować nad huśtawką Bravy - podsłuchałam u innych zawodników fajną komendę (Bum bum!) i myślę, że muszę wprowadzić inną komendę na huśtawkę, a inną na kładkę, żeby pies wiedział, czego się ma spodziewać.

Piękne okoliczności przyrody wyzwoliły we mnie radosnego pstrykacza, zrobiłam jakiś milion zdjęć (kto chętny - do pooglądania na fejsie - KLIK). Między innymi takie, z serii "Takich trzech, jak nas dwóch, to nie ma ani jednego", tudzież "Jeśli sądzisz, że jesteś normalny, nie kupuj pyrka":

23:37, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 kwietnia 2011
W poszukiwaniu równowagi

Dawno temu doszłam do wniosku, że przynajmniej dla mnie życie jest wiecznym poszukiwaniem równowagi:

- pomiędzy potrzebą samotności, by móc się wsłuchać w siebie a potrzebą bycia z innymi, by móc dawać i otrzymywać wszystko to, co ludzie mają do zaoferowania;

- pomiędzy nie przejmowaniem się opiniami innych, a słuchaniem mądrzejszych od siebie;

- pomiędzy planowaniem a spontanicznością;

- pomiędzy rozwojem intelektualnym a emocjonalnym;

- i tak można ciągnąć tę listę bez końca, wpisując pod nią wszystko, nawet wyzwania szkoleniowe typu "wysyłanie a ciasne skręty", "skupienie na przeszkodach a skupienie na przewodniku" w agility.

I naprawdę całe życie mam tak, że jak mi jedna szala wagi idzie w górę, to druga opada, potem z lekka się przeorganizowuję i znowu szukam tej równowagi i tak bez końca.

Ciekawe, że w momencie, w którym wkręcam się w susangarrettowe "positive is not permissive" i całą filozofię szkolenia, w której wszystko jest uporządkowane, logiczne, spójne, przesycone duchem wytrwałej pracy i żelaznej konsekwencji, każda sesja szkoleniowa ma być skrupulatnie przemyślana i zaplanowana, po sesji zrobione notatki i tak dalej, że właśnie teraz równie przeze mnie ulubiona Silvia Trkman publikuje taki artykuł, w którym mowa jest głównie o tym, że nie ma reguł dobrych dla wszystkich, że najbardziej trzeba słuchać swojego psa i patrzeć, czego może on nas nauczyć, a przy tym dobrze się bawić, a do sukcesów w agility wcale nie trzeba konsekwencji, dyscypliny i ciężkiej pracy.

Zabawne jest to, że te pod wieloma względami przeciwstawne filozofie szkolenia (no, może nie tak do końca przeciwstawne, bo w jednej i drugiej planowo nie używa się korekt czy też kar, pracuje przede wszystkim metodą pozytywnych wzmocnień i zakłada, że pies ma się w tym wszystkim dobrze bawić, bo tylko wtedy jest w stanie dać z siebie wszystko) głoszą dwie zawodniczki ze światowej czołówki, z których każda jest naprawdę wybitnym szkoleniowcem i osiąga świetne rezultaty zarówno w pracy z własnymi psami, jak i szkoląc innych.

Janusz Laska, mój bardzo mądry nauczyciel geografii  z podstawówki, postać kluczowa dla uformowania się wielu moich poglądów, a pewnie i w dużej mierze charakteru, wpajał nam między innymi następującą zasadę: "Ściągać co dobre". Jeśli widzimy jakieś fajne rozwiązanie, nie bójmy się go spróbować, jeśli okaże się, że działa, nie wahajmy się go wdrożyć na stałe (a przynajmniej do momentu, gdy natrafimy na coś lepszego).

Czasem to szukanie równowagi i dobrych sposobów naprawdę nie jest łatwe, biorąc pod uwagę ilość sprzecznych ze sobą rad i opinii, jakimi jesteśmy zasypywani ze wszystkich stron.

Psy niestety nie mówią ludzkim głosem nawet w Wigilię, musimy więc się domyślać, co tak naprawdę sądzą o naszych pomysłach i jak powinniśmy z nimi postępować (jasne, niemal każdy się zgodzi, że bicie psa to okrucieństwo i łatwo olać wujka dobrą radę, który wmawia nam, że trzeba czasem psa wytargać za skórę na karku, ale spotkamy i takich, którzy będą nas przekonywać, że rzucanie psu piłki skraca mu życie, agility to za duży stres, zawody to już czyste zło, bo to człowiek lubi wygrywać, a w tym przypadku robi to kosztem zwierzęcia, a do klatki to sobie możemy wsadzić własne dzieci).

Pozostaje nam więc nieustannie szukać równowagi, przywołując na pomoc intuicję, wiedzę i zdrowy rozsądek...

08:21, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Seminarium agility z Jenny Damm

W piątek zapakowałyśmy się z Irenką i 16 łapami w maździnkę (która podobno nie jest maździnką tylko fordem ze znaczkiem mazdy, ale postanowiłam tego faktu nie przyjmować do wiadomości :P) i ruszyłyśmy w okrutnie długą drogę do stolycy na seminarium z Jenny Damm. Dotarłyśmy na miejsce na styk, bo oczywiście pod Warszawą utknęłyśmy w korku. W piątek były zajęcia teoretyczne, na których była mowa o tym, jakie są najważniejsze elementy agility (relacja z psem, trening kondycyjny psa i człowieka, przygotowanie mentalne i trening w sensie nauki pokonywania przeszkód, szybkości etc), trochę o tym, jak wybrać najlepszą linię na torze (trzeba sobie wyobrazić, jakby to mała myszka biegła, a nie wielki psiur ;)), o tym, że górna połowa naszego ciała powinna pokazywać psu teraźniejszość, a dolna przyszłość i o tym, że wszystko trzeba sygnalizować psu odpowiednio wcześniej. Następnego dnia rano przyszedł czas przekuwać teorię w praktykę, co wiązało się ze sporą zadyszką i zakwasami :). Jenny bowiem nie pozwalała się obijać, raźno pokrzywała na uczestników "run, run, run, RUN!!!!" "turn, turn, TURN, I said it three times before you turned!!!" i wyciskała ze wszystkich siódme poty. Odkryłam, że się trochę rozleniwiłam ostatnio, zwłaszcza przez Erisię, która się wysyła pięknie, a na dodatek słucha co się do niej mówi i grzecznie zakręca na komendę. Jenny zmusiła mnie, żeby biegać bliżej niej, wyraźniej wszystko pokazywać i generalnie zapierdzielać :) i zaraz się okazało, że Erisia może szybciej, a Brava może ciaśniej :). Mam tylko wrażenie, że przydałaby mi się taka Jenny na co dzień, albo chociaż raz w tygodniu, żeby mnie wziąć do galopu :-) w sensie dosłownym.

Ogólnie było przefantastycznie, towarzystwo przemiłe, Freexy zapewniły również pyszną wyżerkę :-) i prawdziwie wiosenną pogodę, nocleg miałyśmy wprawdzie w drugim końcu Warszawy (a właściwie nawet trochę poza Warszawą), ale w równie przemiłym towarzystwie, w którym można sobie było pogadać na ulubiony temat :-)). Jednym słowem super było i szkoda, że już po...

Super Bravka strefkowa:


21:08, orvokki , News
Link