Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
czwartek, 29 marca 2012
Weave poles show off :)

Czyli lansik slalomowy :).

Żeby nie było, że to taka bułka z masłem, filmik pokazujący trudną drogę spaniela do sukcesu:

Za montaż wypaśnych filmików podziękowania dla Wspaniałego Małżonka :*.

19:12, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 marca 2012
1% dla Przyjaciela

Jeśli ktoś z szanownych Czytelników jeszcze nie rozporządził 1% swoich podatków, to serdecznie zachęcam do wsparcia Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Przyjaciel:

 

Więcej na temat działalności Fundacji przeczytasz na jej stronie internetowej.

18:52, orvokki , News
Link
Wiosna w Motesicach

Stanowczo w naszym agilitowym życiu nadchodzi czas na jakieś wiosenne porządki, sądząc z pasma, ekhm, umiarkowanych sukcesów na ostatnich zawodach. Wprawdzie tym razem konkurencję miałam naprawdę wyborową i nie wstyd byłoby przegrać w równej walce, sęk w tym, że w większości przypadków sama sobie strzelałam w kolano :P.

 

No cóż, skoro nie forma, to przynajmniej pogoda i towarzystwo (jak zawsze w Motesicach) dopisały i tak zawody można uznać za udane od tej strony. Jak zwykle były długie spacery po okolicy, wieczorne wyprawy na pizzę i pogaduchy nad piwkiem :). Były też rozrywki inne na wysokim intelektualnym poziomie:

Zdjęcie przedstawia pojedynek na śmierć i życie w rzucaniu kamykami do moich butów :P.

Jeśli chodzi o bieganie:

Super Spaniel wiecznie młody:

Piękny bieg Bravy na tym samym torze, żebym tak jeszcze nie zasnęła na hopce nr 18:

I drugie miejsce Bravy w MA3:

Ogólnie za brak sukcesów obwiniam:

- wiosnę, bo kto jest w stanie myśleć o czymkolwiek na wiosnę?

- buty, do których mi się nasypało piachu i które mnie w związku z tym obtarły w różnych dziwnych miejscach oraz przez które jakoś tak ciągle byłam w złym miejscu :P.

Za to udało mi się na jednym torze zrobić zmianę przed psem po jednej bardzo ładnej zbieganej kładce i NIE wpakować psa do niewłaściwej dziury tunelu :). Więc jakiś mini sukces był :).

18:47, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 marca 2012
W ramach reanimacji trupa ;)

Mam trochę pięknych zdjęć oraz filmik, zmontowany przez jedną z uczestniczek szwedzkiego semi :). Widać jakie cudowne psy były (między innymi normalnie zbudowany i normalnie mający w główce poukładany ONek):

A dzięki Animalmedia.pl i niezawodnej Pauli mam też garść przepięknych zdjęć z Sycowa:

18:48, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
wtorek, 06 marca 2012

Blog zdycha niestety. Jest to związane z jakimś tajemniczym zjawiskiem, o którym mówią obie moje babcie, że mianowicie im człowiek starszy, tym mu czas szybciej biegnie. Albo może to wina Tuska lub cyklistów. 

W każdym razie gdzie byliśmy w czasie, kiedy nas nie było?

Najpierw na zawodach kwalifikacyjnych w Sycowie. Już trochę nie pamiętam jak było, poza tym, że umierałam ze zmęczenia po ciężkim tygodniu, w związku z czym w niedzielę biegałam jakoś dziwnie. Miałam trochę fajnych biegów, między innymi wygrałam z Bravą jumping open w sobotę z najlepszym czasem (strzelając sobie przy okazji w kolano, bo Brava tak wyśrubowała ten czas, że spaniel się nie zmieścił w limicie, żeby załapać jakieś punkty kwalifikacyjne) i agility open w niedzielę, jw. Brava też pięknie pocisnęła taki dodatkowy jumping, który był w sobotę, dzięki czemu wygrałyśmy voucher na zniżkę 50% na offroadową wyprawę do Maroka :) z którą jeszcze nie wiemy, co zrobić :D

I nawet udało jej się ścignąć rodzonego brata o 0,03 s ;).

Eri zrobiła niespodziankę niemiłą, mianowicie głośnik puknął w sobotę i Eri powiedziała, że o nie, nie, w takich warunkach to ona się boi i ma w nosie. Potem się trochę laska rozbujała nawet, ale cóż. Fakt pozostaje faktem, u Eri w czwartym roku życia ujawniły się fobie dźwiękowe i do widzenia. Taki argument w dyskusji, czy lepiej sukę kryć wcześniej czy później (oraz czy każdy pies nadaje się do biegania w hali równie dobrze :P).

A po zawodach wysłałam pieski trzy do Wrocławia z Katką, a sama z Bravą zabrałam się z Martynką i Moniką do Warszawy, gdzie przenocowałam u Moniki (dzięki :)) a rano wsiadłam w samolot do Kopenhagi. Przerażona byłam niepomiernie faktem lotu z psem, snuły mi się straszne wizje po głowie pt. ja do Kopenhagi, a Brava do Amsterdamu albo Brava zamarzająca w luku bagażowym - szczęśliwie lęk nr 1 został rozwiany przez to, że na własne oczy widziałam, jak ją wkładają do samolotu, do którego właśnie wsiadałam, a lęk 2 dwa przez doświadczonych przyjaciół, co to już z psami latali i twierdzili, że jest im tam ciepło :) (jak wracałam to pani z odprawy przy mnie dzwoniła do obsługi samolotu, żeby włączyli ogrzewanie w luku bagażowym, więc prawda to jest). W Kopenhadze wsiadłam w pociąg do Szwecji (genialnie to tam mają zorganizowane: lotnisko, dworzec kolejowy i metro w jednym miejscu, nigdzie nie trzeba łazić z bagażem), gdzie na zaproszenie Jenny Damm miałam prowadzić seminarium... o strefach zbieganych. Zanim jednak semi się zaczęło spędziłyśmy miły relaksujący wtorek na spacerach nad morzem, pierwszym zapoznaniu Bravy z owcami (podobno sukces, mnie trudno orzec, moje zwierzę latało wokół owiec i darło ryja, rasowe znaczy) i oczywiście treningu agility :).

Samo semi z punktu widzenia prowadzącej bardzo fajne, miałam do czynienia z bardzo różnymi przewodnikami, ale wszyscy byli fajni, a psy po prostu RE-WE-LA-CY-JNE, tak więc pracowało mi się bardzo miło i mam wrażenie, że uczestnicy też chyba zadowoleni. Uwielbiam patrzeć, jak psy się uczą :).

Mieszkałyśmy sobie z Bravą w ślicznym małym drewnianym domku pomalowanym na czerwono i z białymi ościeżnicami, oświetlanym świecami, chodziłyśmy na spacery w urzekająco piękne miejsca (w niektóre z nich po nocy bo już po treningach, ale co tam, księżyc świecił), biegałyśmy po fajnej hali pod okiem zarąbistej trenerki, no żyć nie umierać.

Mimo wszystkich tych zalet, jak również dobrego jedzenia, postanowiłyśmy jednak wrócić do Polski, bo jakoś nam się tęskno robiło zwłaszcza późnym wieczorem, jak można było usiąść na chwilę w końcu ;) i w sobotę wyruszyłyśmy w sumie 14 godzinną podróż do domu (pociąg, samolot, pociąg Warszawa - Wro, który okazał się super luksusowy, szybki i żarcie z Warsa donosił miły pan, Ameryka). Bardzo żałuję, że nie zatargałam do Szwecji ze sobą aparatu, który waży tonę, mam mocne postanowienie sprawienia sobie w przyszłości jakiegoś kompakcika kamerko-aparatu z możliwością dzwonienia ;), tak więc fot właściwie nie ma :(.

19:05, orvokki , News
Link Komentarze (4) »