Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 30 marca 2011
Ciężka praca trwa ;)

Ciężka dla mnie przede wszystkim, bo dla psów ma być tak, że work=play=work ;). Ja za to się muszę ogarniać z mnóstwem rzeczy, przede wszystkim z gatunku "stwarzanie psu okazji, żeby się nagrodził za niewłaściwe zachowanie" (zostawianie otwartych drzwi do łazienki, gdzie stoi kocia kuweta, upuszczanie smaczków etc.). Ogólnie rzecz biorąc bardzo muszę popracować nad motoryką :).

Poniżej efekty owej ciężkiej pracy:

20:35, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 marca 2011

Ćwiczenia na dziś:

1. Łapanie za obrożę i jednoczesne wpychanie smaczka do dzioba. Celem ćwiczenia jest to, żeby na widok wyciągniętej ręki pies nam sam podstawiał szyję, żeby go złapać za obrożę (jak również unikanie sytuacji, że pies łapie smakołyk z ręki i ucieka - Brava mi tak robiła na początku i wtedy też z nią to ćwiczyłam).

2. "Call once" - wykorzystałam to, że dzisiaj Wojtek miał wolne. Na początku można to robić z przypiętą smyczą, którą pies ciągnie po ziemi. Zabawa polega na tym, że parę osób (np. wszyscy członkowie rodziny) staje w pewnej odległości od siebie i każdy po kolei przywołuje psa, wołając go TYLKO RAZ. Jak pies podejdzie, łapiemy za obrożę i dajemy smaczka. Jak psa coś rozproszy, podchodzimy, łapiemy smycz i odprowadzamy psa na kilka kroków od rozproszenia. Następnie wracamy na to miejsce, gdzie byliśmy najpierw i znowu wołamy psa. Gdy przyjdzie, chwalimy, ale NIE DAJEMY smaczka (chodzi o to, by nie dopuścić do stworzenia łańcucha zachowań: "Mogę iść i powąchać ten krzaczek, a potem przyjść i tak dostanę nagrodę"). Jeśli pies znowu wraca do rozproszenia, zwiększamy odległość. Cel ćwiczenia: wzmocnienie reakcji na imię.

3. It's yer choice.

A poza tą ciężką pracą ;) było latanie po mokrych łąkach:

19:13, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
środa, 23 marca 2011
Cieplejszy wieje wiatr...

Absolutnie uwielbiam ten moment w ciągu roku, kiedy się ma cudowną świadomość, że każdy kolejny dzień będzie lepszy: dłuższy, cieplejszy, bardziej wiosenny i tak dalej.

Dodatkową miłą stroną wiosny jest to, że zdecydowanie mamy większą ochotę siedzieć na dworze teraz, więc i psy się łapią na dłuższe spacery i bieganie po ogródku, przy okazji również na większą dawkę ćwiczeń :). Obecnie na topie mamy filmiki Susan Garrett zapowiadające kolejną edycję The 5 Minute Formula for Brilliant Recalls - są dostępne jeszcze przez parę dni TUTAJ, bardzo polecam (1. Susan Garrett ma zawsze rację. 2. Jeśli Susan Garrett nie ma racji, to patrzy punkt 1).

Jeden z filmików opowiada o robieniu przywołania z przytrzymania, również w wersji, gdy nie mamy drugiej osoby, żeby nam psa przytrzymała. Wtedy mianowicie oplatamy sobie smycz wokół słupka, trzymając jej koniec w ręce, nakręcamy psa, dajemy komendę na przywołanie i uciekamy. Dzisiaj przeprowadziłam próbę z moimi psami:

1. Vigo jest dość bystry, by wykminić, że należy obiec szybko słupek, żeby dostać się do pańci, która usiłuje go nakręcić :).

2. Spaniel jest rozkosznie durnowaty, szarpie się i wyrywa na smyczy, więc wszystko gicio. Opposition reflex jak ta lala, dużo napędu, to metoda dla niej.

3. Eri i Brava są bardzo grzecznymi dziewczynkami, które wiedzą, że na smyczy nie należy się miotać, zwłaszcza jak się jest przykutym do słupka. Więc zero opposition reflex, które można by wykorzystać. Jest szansa, że jakby z nimi robiła tego więcej, to by się nakręciły, ale nie wiem, czy na pewno tego chcę. Ogólnie rzecz biorąc dosyć mi się podoba to, że mają tak wryte w łebki, żeby się nie szarpać na smyczy :).

Jakimś dziwnym zrządzeniem losu coraz lepiej mi idzie szarpanie się z Vigo, który ni stąd ni zowąd w szóstej wiośnie życia pokochał sznureczki i polarowe szarpaczki <3.

W marcu nie umiem robić zdjęć:

20:35, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 marca 2011
2o2o czy zbiegane - jedne i drugie

Poniżej tłumaczenie artykułu Polony Bonac, zamieszczone za jej zgodą. Oryginał można przeczytać na jej stronie internetowej.

 

Strefy zbiegane czy 2o2o? Jedne i drugie.
Nie umiesz wybrać: strefy zbiegane czy 2o2o? Możesz mieć jedne i drugie.
Szczerze mówiąc, wcale nie planowałam uczyć Kišy obydwu. Zaczęłam od zbieganych, jednak podobnie jak w przypadku Šaj, zaczęłam mieć problemy, gdy zaczęłyśmy startować w zawodach. Starałam się to naprawić, jednak w pewnym momencie poddałam się i postanowiłam nauczyć ją 2o2o. Gdy już świetnie umiała to na desce i czas był przenieść to zachowanie na kładkę, zaczęłam to odkładać z tygodnia na tydzień. Patrzenie jak pies pędzi z pełną prędkością przez kładkę, zaliczając strefę zejściową, jest po prostu zbyt fajne, zwłaszcza, gdy włożyło się tyle wysiłku, by go tego nauczyć. W pewnym momencie pomyślałam sobie: skoro potrafię nauczyć psa dwóch sposobów skakania (w pełnym wyciągnięciu albo przy skróceniu skoku), to zapewne może też zrozumieć dwa różne zachowania na kładce. W ten sposób mogłabym korzystać ze stref zbieganych, gdy następna przeszkoda znajduje się na wprost lub pod kątem mniejszym niż 90 stopni, a z 2o2o w sytuacjach, gdy potrzebny byłby mi ciasny zakręt po kładce. Wypróbowałam ten pomysł i sprawdził się nawet lepiej niż przypuszczałam – zrozumienie pozycji 2o2o w jakiś sposób pomogło Kišy lepiej zrozumieć strefy zbiegane – od tego czasu jej zbiegane strefy także stały się dużo lepsze.
W niniejszym artykule staram się wyjaśnić ten proces. Myślę, że bardzo ważne, by dokładnie wiedzieć, co się robi i nie zaszkodzi też dobrze znać obydwie metody. Nie będę tu omawiać szczegółowo uczenia stref w obydwu tych metodach, lecz raczej to, jak je połączyć.
Jeśli zaczynasz całkiem od zera, to myślę, że lepiej zacząć od stref zbieganych. W ten sposób łatwiej można osiągnąć to, by pies biegł z maksymalną prędkością i z pewnością siebie, co jest potrzebne do dobrych stref zbieganych. Pies, który był nauczony zatrzymywania się na końcu kładki będzie potrzebował znacznie więcej czasu nim zapomni, czego wcześniej się nauczył, tym bardziej, że przecież będziesz kiedyś chciał z powrotem mieć to zachowanie. Oczywiście strefy zbiegane to znacznie więcej niż pozwolenie psu, by pędził po kładce, tak więc jeśli nie znasz tej metody, zachęcam do lektury KLIK.
W tym samym czasie, gdy zaczynasz psa uczyć biegania po desce, zaczynasz go uczyć rozumienia pozycji 2o2o – POZA przeszkodami agility. Osobiście preferuję kształtowanie, bo to daje mi pewność, że pies naprawdę dobrze rozumie pozycję. Gdy już go jej nauczę, wykorzystuję każdy schodek, krawężnik, walizkę, pieniek, by ją ćwiczyć. Pozwala to nauczyć psa wykonywania tego ćwiczenia przy różnej pozycji przewodnika, niezależności i oczywiście komendy zwalniającej.
Gdy pies potrafi już strefę zbieganą na całej kładce, można zacząć robić pozycję 2o2o na desce. Jeśli do tej pory prawidłowo nauczyłeś psa kolejnych etapów, to powinno być to łatwe. Gdy pies potrafi bez wahania wskoczyć na deskę i przyjąć właściwą pozycję – można zacząć backchaining. Jeśli na początku pies wskakiwał na koniec deski z ziemi, teraz można go postawić 4 łapami na desce i pozwolić mu zejść krok do pozycji 2o2o. Stopniowo dajemy go coraz dalej i dalej, aż do samego końca deski. W tym samym czasie, gdy uczymy psa 2o2o na desce, powinniśmy ćwiczyć strefy zbiegane na kładce.
Jeśli więc wszystko idzie zgodnie z planem, mamy 2o2o na desce i zbiegane na kładce. Teraz czas połączyć dwie metody, zaczynając od deski. Gdy znowu będziesz wymagać od psa, żeby zbiegał po desce, ważne by BARDZO wyraźnie mówić psu, jakiego zachowania w danym momencie oczekujesz. Chcesz by pies przypomniał sobie te wszystkie ćwiczenia na desce, które robił, zanim zacząłeś z nim ćwiczyć na niej pozycję 2o2o, musisz więc dać mu jak najwięcej wskazówek: biegnij z nim jak najszybciej, bądź przed nim, rzucaj szybko zabawkę do przodu albo połóż ją tak, by pies ją widział, powtarzaj „naprzód, naprzód” – rób to, co robiłeś, gdy zaczynałeś uczyć go zbieganych stref na desce. Ważne, by pies biegł z pełną prędkością. Jeśli pies oczekuje, że będzie miał się zatrzymać, zachęcaj go, aż zacznie znowu pędzić. Pies musi naprawdę rozumieć, że ma robić strefy zbiegane, a nie 2o2o z szybkim zwolnieniem, musisz więc ćwiczyć tak długo, aż osiągniesz pełną prędkość. Gdy Ci się to uda, możesz go znowu poprosić o 2o2o, dając bardzo wyraźną komendę i pomagając psu: zatrzymaj się razem z nim, odwróć górną część tułowia do psa albo połóż zaraz za deską nagrodę, tak by pies nie polegał jedynie na komendzie słownej. Nie ma sensu psu niczego utrudniać na tym etapie, tak więc Twój sposób prowadzenia psa powinien być wyraźnie odmienny.
Pomówmy teraz o możliwych błędach. Pies może robić dwa rodzaje błędów. Na początku może mylić te dwa zachowanie. Nie da się uniknąć tego problemu, można jednak ograniczyć liczbę pomyłek dzięki temu, jak prowadzimy psa. Dawanie psu naprawdę jasnych wskazówek na początku jest niezwykle istotne, ponieważ chcemy, by pies robił to wszystko z pewnością siebie. Tak więc jeśli pies popełni błąd, w ogóle tego nie komentuj, po prostu spróbuj znowu, jeszcze bardziej pomagając psu. Dobra wiadomość – ten problem sam zniknie z czasem, ponieważ pies coraz lepiej będzie rozumiał, czego od niego oczekujesz.
Drugi rodzaj błędów jest nieco subtelniejszy – pies dobrze rozumie, którego zachowania od niego oczekujesz, jednak albo przeskakuje strefę zbiegając albo nie zatrzymuje się w pozycji, mimo że zrozumiał komendę na 2o2o (pies zwalnia, ale nie zatrzymuje się). W takim przypadku mówię psu, że nie jestem zadowolona z tego, jak wykonał dane ćwiczenie (wystarczy spokojnie powiedzieć „nie” lub coś takiego). Gdy prosiłam Kišę o poprawienie błędu, często próbowała zachowania z drugiej metody. Nie myślała o błędzie, tylko dochodziła do wniosku, że chodziło mi o inne zachowanie. Aby uniknąć takich pomyłek, do każdego rodzaju błędu podchodziłam nieco inaczej. Jeśli przeskoczyła strefę zbiegając, kazałam jej wejść na kładkę i zbiec tylko po rampie zejściowej. Gdy zrobiła to dobrze, powtarzałam całą przeszkodę. Jeśli nie zatrzymała się w pozycji 2o2o, od razu wysyłałam ją, by powtórzyła całą przeszkodę. W ten sposób mogłam wprowadzić jasne rozróżnienie i ograniczałam pomyłki z jej strony.
Kluczem do sukcesu przy korzystaniu z tych dwóch metod jest jasne rozróżnienie ich. Przy odpowiedniej ilości ćwiczeń pies nabiera pewności siebie i nie potrzebuje aż tak dużej pomocy z naszej strony. Kišy w tej chwili wystarczają same komendy słowne, staram się jedynie by były zupełnie różne. Komendę daje jej przed kładką. W ten sposób ma dość czasu na przetworzenie tej informacji. Gdy chcę, by zatrzymała się w pozycji 2o2o, daje jej komendę gdy zbliża się do kładki, a potem nie mówię nic, dopóki nie zatrzyma się w pozycji 2o2o i nie będę mogła wydać jej komendy zwalniającej. Więc mam komendę na 2o2o i komendę zwalniającą i nic pomiędzy nimi. Jeśli chcę, by zrobiła strefę zbieganą, daję jej komendę, gdy zbliża się do kładki. Gdy biegnie po kładce, powtarzam „naprzód, naprzód”, aż znowu znajdzie się na ziemi. To „naprzód, naprzód” dodaje jej pewności siebie, więc zaczyna przyspieszać, by zrobić strefę zbieganą.
Poniżej film, który wyjaśni to, o czym piszę w tym artykule.

"Nie umiesz wybrać: strefy zbiegane czy 2o2o? Możesz mieć jedne i drugie.

Szczerze mówiąc, wcale nie planowałam uczyć Kišy obydwu. Zaczęłam od zbieganych, jednak podobnie jak w przypadku Šaj, zaczęłam mieć problemy, gdy zaczęłyśmy startować w zawodach. Starałam się to naprawić, jednak w pewnym momencie poddałam się i postanowiłam nauczyć ją 2o2o. Gdy już świetnie umiała 2o2o na desce i czas był przenieść to zachowanie na kładkę, zaczęłam to odkładać z tygodnia na tydzień. Patrzenie jak pies pędzi z pełną prędkością przez kładkę, zaliczając strefę zejściową, jest po prostu zbyt fajne, zwłaszcza, gdy włożyło się tyle wysiłku, by go tego nauczyć. W pewnym momencie pomyślałam sobie: skoro potrafię nauczyć psa dwóch sposobów skakania (w pełnym wyciągnięciu albo przy skróceniu wykroku), to zapewne może też zrozumieć dwa różne zachowania na kładce. W ten sposób mogłabym korzystać ze stref zbieganych, gdy następna przeszkoda znajduje się na wprost lub pod kątem mniejszym niż 90 stopni, a z 2o2o w sytuacjach, gdy potrzebny byłby mi ciasny zakręt po kładce. Wypróbowałam ten pomysł i sprawdził się nawet lepiej niż przypuszczałam – zrozumienie pozycji 2o2o w jakiś sposób pomogło Kišy lepiej zrozumieć strefy zbiegane – od tego czasu jej zbiegane strefy także stały się dużo lepsze.

W niniejszym artykule staram się wyjaśnić ten proces. Myślę, że bardzo ważne, by dokładnie wiedzieć, co się robi i nie zaszkodzi też dobrze znać obydwie metody. Nie będę tu omawiać szczegółowo uczenia stref w obydwu tych metodach, lecz raczej to, jak je połączyć.

Jeśli zaczynasz całkiem od zera, to myślę, że lepiej zacząć od stref zbieganych. W ten sposób łatwiej można osiągnąć to, by pies biegł z maksymalną prędkością i z pewnością siebie, co jest potrzebne do dobrych stref zbieganych. Pies, który był nauczony zatrzymywania się na końcu kładki będzie potrzebował znacznie więcej czasu nim zapomni, czego wcześniej się nauczył, tym bardziej, że przecież będziesz kiedyś chciał z powrotem mieć to zachowanie. Oczywiście strefy zbiegane to znacznie więcej niż pozwolenie psu, by pędził po kładce, tak więc jeśli nie znasz tej metody, zachęcam do lektury KLIK.

W tym samym czasie, gdy zaczynasz psa uczyć biegania po desce, zaczynasz go uczyć rozumienia pozycji 2o2o – POZA przeszkodami agility. Osobiście preferuję kształtowanie, bo to daje mi pewność, że pies naprawdę dobrze rozumie pozycję. Gdy już go jej nauczę, wykorzystuję każdy schodek, krawężnik, walizkę, pieniek, by ją ćwiczyć. Pozwala to nauczyć psa wykonywania tego ćwiczenia przy różnej pozycji przewodnika, niezależności i oczywiście komendy zwalniającej.

Gdy pies potrafi już strefę zbieganą na całej kładce, można zacząć robić pozycję 2o2o na desce. Jeśli do tej pory prawidłowo nauczyłeś psa kolejnych etapów, to powinno być to łatwe. Gdy pies potrafi bez wahania wskoczyć na deskę i przyjąć właściwą pozycję – można zacząć backchaining. Jeśli na początku pies wskakiwał na koniec deski z ziemi, teraz można go postawić 4 łapami na desce i pozwolić mu zejść krok do pozycji 2o2o. Stopniowo dajemy go coraz dalej i dalej, aż do samego końca deski. W tym samym czasie, gdy uczymy psa 2o2o na desce, powinniśmy ćwiczyć strefy zbiegane na kładce.

Jeśli więc wszystko idzie zgodnie z planem, mamy 2o2o na desce i zbiegane na kładce. Teraz czas połączyć dwie metody, zaczynając od deski. Gdy znowu będziesz wymagać od psa, żeby zbiegał po desce, ważne by BARDZO wyraźnie mówić psu, jakiego zachowania w danym momencie oczekujesz. Chcesz by pies przypomniał sobie te wszystkie ćwiczenia na desce, które robił, zanim zacząłeś z nim ćwiczyć na niej pozycję 2o2o, musisz więc dać mu jak najwięcej wskazówek: biegnij z nim jak najszybciej, bądź przed nim, rzucaj szybko zabawkę do przodu albo połóż ją tak, by pies ją widział, powtarzaj „naprzód, naprzód” – rób to, co robiłeś, gdy zaczynałeś uczyć go zbieganych stref na desce. Ważne, by pies biegł z pełną prędkością. Jeśli pies oczekuje, że będzie miał się zatrzymać, zachęcaj go, aż zacznie znowu pędzić. Pies musi naprawdę rozumieć, że ma robić strefy zbiegane, a nie 2o2o z szybkim zwolnieniem, musisz więc ćwiczyć tak długo, aż osiągniesz pełną prędkość. Gdy Ci się to uda, możesz go znowu poprosić o 2o2o, dając bardzo wyraźną komendę i pomagając psu: zatrzymaj się razem z nim, odwróć górną część tułowia do psa albo połóż zaraz za deską nagrodę, tak by pies nie polegał jedynie na komendzie słownej. Nie ma sensu psu niczego utrudniać na tym etapie, tak więc Twój sposób prowadzenia psa powinien być wyraźnie odmienny.

Pomówmy teraz o możliwych błędach. Pies może robić dwa rodzaje błędów. Na początku może mylić te dwa zachowanie. Nie da się uniknąć tego problemu, można jednak ograniczyć liczbę pomyłek dzięki temu, jak prowadzimy psa. Dawanie psu naprawdę jasnych wskazówek na początku jest niezwykle istotne, ponieważ chcemy, by pies robił to wszystko z pewnością siebie. Tak więc jeśli pies popełni błąd, w ogóle tego nie komentuj, po prostu spróbuj znowu, jeszcze bardziej pomagając psu. Dobra wiadomość – ten problem sam zniknie z czasem, ponieważ pies coraz lepiej będzie rozumiał, czego od niego oczekujesz.

Drugi rodzaj błędów jest nieco subtelniejszy – pies dobrze rozumie, którego zachowania od niego oczekujesz, jednak albo przeskakuje strefę zbiegając albo nie zatrzymuje się w pozycji, mimo że zrozumiał komendę na 2o2o (pies zwalnia, ale nie zatrzymuje się). W takim przypadku mówię psu, że nie jestem zadowolona z tego, jak wykonał dane ćwiczenie (wystarczy spokojnie powiedzieć „nie” lub coś takiego). Gdy prosiłam Kišę o poprawienie błędu, często próbowała zachowania z drugiej metody. Nie myślała o błędzie, tylko dochodziła do wniosku, że chodziło mi o inne zachowanie. Aby uniknąć takich pomyłek, do każdego rodzaju błędu podchodziłam nieco inaczej. Jeśli przeskoczyła strefę zbiegając, kazałam jej wejść na kładkę i zbiec tylko po rampie zejściowej. Gdy zrobiła to dobrze, powtarzałam całą przeszkodę. Jeśli nie zatrzymała się w pozycji 2o2o, od razu wysyłałam ją, by powtórzyła całą przeszkodę. W ten sposób mogłam wprowadzić jasne rozróżnienie i ograniczałam pomyłki z jej strony.

Kluczem do sukcesu przy korzystaniu z tych dwóch metod jest jasne rozróżnienie ich. Przy odpowiedniej ilości ćwiczeń pies nabiera pewności siebie i nie potrzebuje aż tak dużej pomocy z naszej strony. Kišy w tej chwili wystarczają same komendy słowne, staram się jedynie by były zupełnie różne. Komendę daje jej przed kładką. W ten sposób ma dość czasu na przetworzenie tej informacji. Gdy chcę, by zatrzymała się w pozycji 2o2o, daje jej komendę gdy zbliża się do kładki, a potem nie mówię nic, dopóki nie zatrzyma się w pozycji 2o2o i nie będę mogła wydać jej komendy zwalniającej. Więc mam komendę na 2o2o i komendę zwalniającą i nic pomiędzy nimi. Jeśli chcę, by zrobiła strefę zbieganą, daję jej komendę, gdy zbliża się do kładki. Gdy biegnie po kładce, powtarzam „naprzód, naprzód”, aż znowu znajdzie się na ziemi. To „naprzód, naprzód” dodaje jej pewności siebie, więc zaczyna przyspieszać, by zrobić strefę zbieganą.

Poniżej film, który wyjaśni to, o czym piszę w tym artykule.

 

18:01, orvokki , News
Link
piątek, 18 marca 2011
"Do large to tylko border collie"

W dyskusjach na temat ras predestynowanych do agility co i rusz powraca argument, że do klasy large to tylko border collie i nic więcej. Border collie są najlepsze i bezkonkurencyjne, border collie wygrywają Mistrzostwa Świata Agility, inne rasy nie mają szans.

Nie są to twierdzenia bezpodstawne, ale nie wyczerpują tematu.

Tak, border collie wygrywają Mistrzostwa Świata Agility i zapewne dalej będą wygrywać.

Popatrzmy sobie jednak na sprawę nieco szerzej.

Mistrzostwa Świata Agility są raz w roku. Biega na nich w klasie large jakieś powiedzmy 160 psów, po parę z każdego kraju. Z tego na podium stają trzy.

Statystycznie rzecz biorąc, większość ludzi, bawiących się w agility, w życiu nie wystartuje na Mistrzostwach Świata, nie mówiąc już o ich wygraniu. Wygranie Mistrzostw Świata zależy od mnóstwa czynników, poza posiadaniem border collie. Trzeba mieć naprawdę zajebistego border collie.  Trzeba mieć psa, który jest świetnie wyszkolony. Trzeba mieć psa, który jest świetnie zbudowany. Trzeba mieć psa, który bardzo szybki. Trzeba samemu mieć nerwy ze stali i duże umiejętności. Trzeba się zgrać ze swoim psem. Trzeba mieć dobry dzień i trochę szczęścia. Przeciętny przewodnik z przeciętnym border collie ma myślę tak samo mizerne szanse na wygranie Mistrzostw Świata Agility (lub choćby równą walkę o to mistrzostwo), jak przeciętny przewodnik z psem dowolnej innej rasy.

Wszystko to razem sprawia, że dobieranie sobie psa pod kątem Mistrzostw Świata Agility jest cokolwiek absurdalne.

Sukcesy sportowe biorą się w dużej mierze z więzi, jaką mamy z naszym psem, z naszego wzajemnego dogrania, porozumienia i znajomości siebie nawzajem. To wynika ze wspólnej codzienności, regularnych treningów, wspólnej pracy, startów na zawodach o różnej randzie i tak dalej. Jednym słowem, pies powinien nam pasować tak w ogóle, a nie tylko mieć świetne predyspozycje sportowe. Szukajmy psa, który będzie nas cieszył na co dzień, który da nam satysfakcję, z którym uda nam się doświadczyć cudownego uczucia porozumienia i jedności, które potrafi charakteryzować te najbardziej udane biegi agility, z którym będziemy mogli spędzać czas tak jak lubimy, który będzie nam się podobał - fizycznie i z charakteru... Jeśli uznamy, że wszystkie nasze oczekiwania spełnia właśnie border collie, zarąbiście, kupmy sobie border collie. Jeśli uznamy, że jakaś inna rasa - belg, mudik, ozik, holender, owczarek chorwacki, kelpik czy ten uroczy mieszaniec, którego wypatrzyliśmy w lokalnym schronisku - stanowi nasz ideał psa, to spokojnie możemy zapomnieć o haśle "border collie są najlepsze do sportu". Będziemy mieli frajdę z bycia z naszym psem... a i na zwykłych zawodach będziemy mieli zupełnie realne szanse na stawanie na podium, bo chociaż border collie wygrywają MŚA, to jednak nie jest tak, że TYLKO border collie wygrywają każde jedne zawody agility. A jakbyśmy nie byli zarąbiści, to takie zwykłe zawody stanowić będą znakomitą większość tych, w których przyjdzie nam w życiu startować.

16:04, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 marca 2011
CSI 2011 - Motesice

Pojechaliśmy sobie w weekend na zawody na Słowację organizowane przez skiperową ekipę - byliśmy tam w listopadzie i nam się spodobało, więc znowu przemierzyliśmy jakąś straszną liczbę kilometrów byle sobie pobiegać w miłym miejscu i wśród miłej ekipy :). Na tę szczególną okazję nawet reaktywowałam Vigusia, co jednakowoż nie było chyba najlepszym pomysłem :P. Vigo jeszcze w sobotę coś tam kontaktował i nawet strefy zaliczał przez dwa pierwsze biegi, bo w trzecim nastąpił powrót Vigo, jakiego znamy i teges, kochamy? Freexy co prawda twierdziły, że to moja wina, bo macham łapami, jakbym chciała płoszyć wrony z pola (tak, agility jest sportem dla neurotyków, jedną z głównych zasad jest bowiem to, że to niemal zawsze Twoja wina ;)), niemniej jednak ośmielę się twierdzić, że fakt nie nawiązania przez Vigo łączności z własnym rozumem (co zresztą nie udało mu się mimo starań już do końca pobytu, pewnie słaby zasięg był ;)) odegrał pewną rolę w naszej klęsce.

Spaniel się jakby trochę od niego zaraził, może przez to, że siedzieli w jednej klatce, bo co prawda biegał mega szybko, za to kaszanił strefy równo. Moja teoria na ten temat głosi, że próbuje mi dać w ten sposób do zrozumienia, że potrzebuje równie dużo treningów, co smarkateria.

A Brava... no cóż, Brava generalnie była bardzo blisko ideału cały czas, w sobotę miała drugie miejsce w jumpingu open, w niedzielę bardzo przyzwoity bieg MA2 z dwiema zrzutkami, prawie perfekcyjny bieg agility open z ominiętą ostatnią hopką i prawie idealny bieg jumping open z jedną małą dyskwalifikacją ;). Oj tam, oj tam.

Ja jakoś ogólnie chyba faktycznie nie byłam w najlepszej formie, z racji długiego terminu oczekiwania na wizytę u laryngologa samozdiagnozowałam u siebie zapalenie zatok (i jeśli ktoś myśli, że jak mu leci z nosa to jest strasznie, to zapewniam, że katar w formie ciekłej to przyjemność w porównaniu z glutem w postaci stałej...), każdego ranka czułam się z lekka jakby mnie walec przejechał i budziłam się gdzieś tak po trzech biegach mniej więcej. Mimo wszystko udało mi się parę razy władować na podium, w tym ze spanielem za jakąś kwalifikację ze wszystkich możliwych biegów w ciągu weekendu :). Tak więc nagrody przywieźlim na pocieszenie.

Dość ładny jumping Bravy z soboty:

Owo (prawie) idealne agility (i tego się trzymajmy: strefunie? Miodzio. Slalom? Miodzio. Zmiana za slalomem? Miodzio. Ogólnie bieg do przeszkody nr 19 włącznie? Miodzio. No). Nota bene znajoma na fejsie podsunęła mi idealne zgoła wytłumaczenie babola na przeszkodzie 20, mianowicie sędzia wrednie to ustawił.

Również prawie idealny bieg jumpingowy spaniela:

W ogóle to na zawodach się spotkało całe biegające rodzeństwo z Bravy miotu :D, tzn. jeszcze był Evoczek i Eytek. Nawet już się prawie podium udało zapchać w niedzielnym jumpingu open, niestety Brava się zdetkowała :P

19:25, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 marca 2011
Seminarium agility z Poloną Bonac

Mój mega plan na ten rok zakłada intensywne agilitowe dokształcanie się - w miniony weekend przystąpiłam do realizacji planu poprzez uczestnictwo w seminarium agility z Poloną Bonac (no dobra, tak naprawdę to do realizacji przystąpiłam wcześniej, bo byłam współorganizatorką tego seminarium).

Minus bycia współorganizatorem i zarazem tłumaczem seminarium był taki, że nie miałam jak na bieżąco robić notatek, a naprawdę morze wiedzy się tam na nas wylało :). Polona opowiadała o pracy z różnymi typami psów ("brainiac" vs. "maniac", czyli "mózgowiec" vs. "świrus", przetłumaczyłam to wprawdzie na gorąco jako "maniaka" odruchowo, ale świrus bardziej pasuje), o prawidłowym sposobie zabawy z psem, o rozbudzaniu popędów i budowaniu sobie możliwości różnego nagradzania psa, o wprowadzaniu psa w odpowiedni nastrój przed ćwiczeniami, co jest koniecznym warunkiem sensownej pracy, no i o takich zupełnie zwykłych rzeczach typu nauka 2o2o i sposoby zapoznawania się z torem na zawodach. Dużo się dowiedziałam nowych rzeczy, trochę sobie uporządkowałam takich, które już wiedziałam, trochę się utwierdziłam w swoich własnych różnych przemyśleniach.

Ogólnie naprawdę jestem bardzo zadowolona. Moje dziewczynki też się nieźle spisały, zwłaszcza Eri, która wyszła na bardzo dobrze wyszkolonego psa :). Braveczka też nieźle się starała, wciąż jescze sporo mamy do nauczenia, ale jest nieźle :). Ja byłam też strasznie dzielna, bo się przemogłam i porobiłam trochę ślepych zmian - ale jednak bieganie bez pojęcia co tam pies wyprawia jest dla mnie wysoce niekomfortowym doświadczeniem :).

Polona okazała się do tego też bardzo sympatyczną osobą, taką do pogadania, trochę miałyśmy podobnych przemyśleń w kwestii różnych relacji ze swoimi psami. W sumie świetny weekend spędziłam (i moje buty dały radę - zimno mi było w różne części ciała, ale nie w stopy :)).

22:21, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2