Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 31 marca 2010
Kilka zdjęć z Katowic. Śliczności Brava:

Image and video hosting by TinyPic

A do tego mądra i ładnie zostaje na starcie:

Image and video hosting by TinyPic

Śliczna i mądra, znaczy ideał :). 

Image and video hosting by TinyPic

Przystojniak Vigo. Żywa ilustracja przeczytanego onegdaj w gazecie pies twierdzenia, że dobrze zbudowany pies naturalnie staje w pozycji wystawowej:

Image and video hosting by TinyPic

No z rozumkiem różnie bywa (a ja mam śliczny buraczkowy kolor, wywołany zyliardem przebiegów z psami):

Image and video hosting by TinyPic

A tu jeszcze filmik z wystawiania się Bravy (coś jak w polskim kinie, nudy ;)).

00:07, orvokki , News
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 marca 2010
Wystawa CACIB Katowice
Znowu dzisiaj przyszło nam wstawać w środku nocy (jakiś złośliwiec ukradł nam godzinę!), ale warto było :). Wesoły autobus katalońsko-pirenejski plus cztery baby (każda w innym kolorze :P) plus Hołek, który rozbawiał nas tekstami: "Szukam sygnału GPS. Jak znajdę, to Ci powiem" i "Jesteś poza trasą. Nowa będzie lepsza" wyruszył bladym świtem do Katowic, doturlał się na miejsce akurat na czas, żeby z odległego parkingu dotachać na halę klatki (jeden z tych momentów, w których zastanawiam się, czy nie lepiej było trzymać się kotów i spędzać niedzielne poranki z książką w łóżku czy coś) i załatwić sprawy papierkowe i pognać z Bravą na ring, bo pyreczki wystawiały się jako pierwsze. 
Trafiła nam się wyjątkowa gratka jak na polskie wystawy, bo sędziował nas Salvatore Giannone, który sam hoduje owczarki pirenejskie z przydomkiem La Tuile Au Loup. Jednym słowem wreszcie ktoś, kto na widok pyrka nie pytał "A co to jest?" ani nie wykrzykiwał "O, owczarek pirenejski, bo do tej pory to tylko na zdjęciach widziałam!". Znaczy chyba mam opis, który jest coś wart:

Dobra wielkość, doskonała w typie, ładny kolor, doskonała struktura sierści, dobre kątowanie, troszkę za szczupła, typowy wyraz pyszczka (? trochę nieczytelne), uszy, ogon - dobrze noszone, poprawna w ruchu. 

Ocena doskonała, Zwycięzca Młodzieży.

Pan sędzia był poza tym bardzo miły, chciał zobaczyć rodowód naszych pyrek, porozmawiał ze mną przez chwilę o na temat problemów w hodowli owczarków pirenejskich, uzasadnił,dlaczego nasz braciszek Evo wygrał z nami rasę ("has more substance", znaczy Brava za chuda), co zawsze jest miłym gestem ze strony sędziego. Bardzo jestem zadowolona z wystawy.

Oprócz wystawiania się uczestniczyłam jeszcze z psiakami w pokazach agility. Zganiałam się jak pies :P 3 psy razy w sumie 4 przebiegi plus jeszcze jakieś bisy, bo na koniec był bieg równoległy i potem zwycięzca biegł ze zwycięzcą z innej pary... Straciłam rachubę. Ponoć szły jakieś zakłady, po którym kolejnym przebiegu Olga padnie ;P. Brava spisała się doskonale, zagubiła się wprawdzie w tunelu, ale poza tym bez problemów robiła obcą kładkę (trochę obniżoną) i slalom i ogólnie wymiatała. Reszta też dała radę, nawet Viguś biegał z jakimś rozumkiem, zrobił ładnie strefkę na kładce i dostał karkóweczki w nagrodę :). Bardzo udany dzień  w miłym towarzystwie :). Wielkie dzięki dla Magdy od katalończyków, Kasi i Kamili za miłe towarzystwo i transport na wystawę i z powrotem, a katowickiemu klubowi agility za zaproszenie do udziału w pokazach :).
22:40, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 marca 2010
Wiooosna!
Eri z Bravą przy swoim ulubionym zajęciu. Piękna sprawa, zalane wodą pola, psy, które zechcą wlecieć w tę wodę dowolną ilość razy i aparat :). Dzisiaj tylko dziwnie mam jakiś zakwasek od rzucania piłki... To się nazywa, że Brava jest WYKĄPANA przed wystawą. 

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

21:30, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
środa, 24 marca 2010
Strefki Bravowo-marcowe :)

No co ja mogę powiedzieć. Do wszystkich bóstw psio-agilitowych wielka prośba: niech jej tak zostanie :).
21:11, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 marca 2010
I kwalifikacje do MŚA, 20-21.03.2010
Pierwsze zawody kwalifikacyjne w tym roku mamy za sobą. Ciężka to była próba ;o). W ogóle agility jest ciężką próbą charakteru, nieraz sobie człowiek zadaje pytanie, po co mu to było, nawet jeśli summa summarum nie zamieniłby tego na nic innego w świecie. Jednakowoż pobudki o 3 w nocy, by na zawody dotrzeć, tudzież powroty o 2 w nocy do domu dają się co nieco we znaki, podobnie jak straszliwe niewyspanie na ogół przez cały czas trwania zawodów wszelakich (mam problemy z zasypianiem w nowych miejscach).

Wracając do ciężkiej próby, jak już dojechałyśmy z koleżanką Tajgową do Łącka z lekka nieprzytomne po pobudce w środku nocy i długiej podróży, to się okazało, że naszym pierwszym biegiem jest agility open (najważniejszy bieg, bo kwalifikacyjny i z obrzydliwymi strefówkami). Paulo Meroni ustawił jakiś tor w stylu total masakra hopkami skakanymi od złej strony :P i na dodatek zaczynały smalliki. 

Jak już jednak wiemy, spaniel jest genialny. Nic to nieprzespana noc, nic to półprzytomny przewodnik, nic to trzy hopki skakane od złej strony w jednym torze, spaniel i tak wymiata. W tym biegu zajęłyśmy 2. miejsce z drugim czasem ze wszystkich psów.
Potem sobie "zupełnie spokojnie" kompletnie skopałam ten torek z Vigo, ale o Vigo będzie potem.
Egzamin SA3 był w porównaniu openem zupełnie milusim torem, w związku z czym Sunday wygrała ten bieg. Bo spaniel jest genialny. Potem sobie do kompletu wygrała jeszcze jumping i openy łącznie, otrzymując 7,5 kg karmy (jest to jedyny pies, który w ciągu swojego życia całkiem nieźle na siebie zarabia).

Potem była ciężka noc, spędzona dzięki uprzejmości organizatorów na hali, za co im dzięki. Niemniej jednak uwaga mała do innych osób korzystających z owej uprzejmości, że jednak jak się śpi w jednym pomieszczeniu z kilkunastoma innymi osobami to nie należy głośno gadać do 2 w nocy, ani urządzać jakichś dzikich galopad po wykładzinie. Grrr. 

Niedziela mimo niewyspania przebiegała równie pięknie: Sunday zaczęła od wygrania agility open, następnie wygrała SA3 i na koniec zajęła drugie miejsce w jumpingu i drugie miejsce w łącznej (i tak to spaniel zarobił kolejne 7,5 kg karmy, czyli w sumie pożywienie dla całej bandy na jakieś trzy tygodnie).

Vigo tymczasem zaliczył jeden bieg z masą błędów, a resztę zdetkował. Co prawda zaliczalność jego stref poprawiła się znacznie, co potwierdza związek owej zaliczalności z moim stresem i wywieraną na niego presją (której bardzo się staram nie wywierać z niezłym skutkiem), co to ze startu frunął zanim dobrze zdążyłam mu ściągnąć obrożę nie mówiąc już o jakichś komendach, i na torze szalał jak potłuczony zajączek. A to w slalom nie wszedł, a to pańcię szczypnął w udko zostawiając siniaka, a to jeszcze inny jakiś numer wykręcił. Sędzia mi potem powiedział, że mój piesek jest "very nice, but totally crazy". Zdecydowanie. 

Niemniej jednak w tej chwili znaczna część problemu tkwi w moich nerwach, bo czuję, jak się spinam na samą myśl o bieganiu z nim. Nie jestem w stanie się porządnie skupić na prowadzeniu go na torze, bo się zastanawiam, co on mi znowu wykręci. A Vigo w odróżnieniu od Sunday żadnych błędów nie wybacza i na dodatek świetnie odczytuje moje emocje i nie wpływa to na niego dobrze. Mamy teraz całkowity communication breakdown... Na razie planuję krótką przerwę w startowaniu z nim (tzn. wystartujemy w Czeladzi, bo już go zgłosiłam, ale potem krótka przerwa) na ułożenie sobie paru spraw w głowie i opracowanie kolejnego planu B :o).

Zawody ogólnie były bardzo miłe i udane. Obok hali było ogrodzone boisko, gdzie można było psy bezpiecznie spuścić ze smyczy (co prawda pyry raz dwa wyłapały dziurę w płocie, a w przypadku Bravy również rów z wodą zaraz za płotem...). Organizatorzy zapewnili również chlebek ze smalcem, mniam mniam (moja wersja light i zdrowe odżywianie: chleb ze smalcem posypany kiełkami, LOL) i herbatę, więc żyć nie umierać. Jak zwykle spotkałam trochę dawno (a w niektórych przypadkach baaaardzo dawno) niewidzianych znajomych i mile sobie pogawędziliśmy. Jedyny minus polegał na tym, że przyjęto 140 zawodników i zawody kończyły się bardzo późno wieczorem.

W niedzielę rozdanie nagród skończyło się o 20:45 i o tejże godzinie wyruszyłyśmy w niemal 300-kilometrową drogę powrotną. W ogóle "Koszmarne drogi powrotne z zawodów" to jest temat na jakąś osobną notkę. Wszystko byłoby pięknie: fajne autko z automatyczną skrzynią biegów, przyzwoita pogoda i pusta szosa, gdyby nie dwie średnio przespane noce wcześniej... Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się prowadzić w takim stanie, na drodze z Ostrowa Wlkp. do Wrocławia miałam ochotę zaparkować się choćby pośrodku drogi i SPAĆ, a jako że się nie bardzo dało, to bawiłam się w traktor, pędząc z zawrotną prędkością 60 km/h, bo przy 70 byłam pewna, że nas właduję do rowu. Aby nie zasnąć, prowadziłyśmy z Asią konwersację, co chwilę gubiąc wątek :). Szczęśliwie udało nam się dojechać w jednym kawałku, dzięki czemu odespawszy się wreszcie mogę spisać tę relację. 
23:17, orvokki , News
Link
poniedziałek, 22 marca 2010
Krótkie sprawozdanie domowo-zdrowotne
Posterylkowa Eri w piątek wytworzyła sobie jakąś dziwną gulkę obok szwów, co we mnie wywołało atak paniki pt. "PRZEPUKLINA!", wyrzuty w stosunku do suczyska "Nie mogłaś spokojnie na tyłku siedzieć?!" i kurcgalopek do weta, który obmacawszy sukę gruntownie stwierdził, że to raczej na pewno nie przepuklina i mam się nie martwić tylko obserwować. Nie obserwowałam, bo mnie nie było (gdzie byłam o tym w kolejnej notce ale pewnie już jutro :P), po powrocie do domu zatem pierwszą wykonaną przeze mnie czynnością było obejrzenie i obmacanie Erisiowego brzucha. Gulka szczęśliwie zniknęła. Dzisiaj byliśmy na zdjęciu szwów, wszystko jest ok.
Przy okazji: wizyta z Sergiuszem i Eri u weta jest nieco mniej ekstremalna niż analogiczna wizyta z Sergiuszem i Vigo. Ciekawe dlaczego. Sergiusz tradycyjnie najpierw nie chciał do gabinetu wejść, a potem z kolei nie chciał z niego wyjść (może zostanie weterynarzem? Przydałby się jakiś w rodzinie...), ale to drobiazg, ponieważ ciągle jeszcze można go wziąć pod pachę :P. 
20:51, orvokki , News
Link
piątek, 19 marca 2010
Spacerek katalońsko-pirenejsko-spanielowy :)
Coś trochę nie mogłam się dogadać z ustawieniami balansu bieli dzisiaj (zresztą rokrocznie w marcu mam z tym problem. W marcu jest dziiiwne światło :P). Niemniej jednak wiosenność pogody mnie zachwyca. Spaniel bażanci, jak się tylko ją spuści z oka na chwilę, Brava dogadywała się z Mafiozem całkiem dobrze, dopóki Vigo nie próbował wtrącić swoich trzech groszy, bo wtedy oczywiście brała jego stronę. Vigo cały spacer starał się oduczyć Mafijnego przywołania, na szczęście mu się nie udało. Pyry z okazji wiosny tarzają się w czym popadnie, Vigo w ostatnich dniach zaliczył rybkę i końskie gówienko, Brava na szczęście wybiera mniej wonne specjały, ale i tak co chwilę podrywa mnie do ryku "BRAVA FEEEE!", bo nigdy nie wiem dokładnie jak bardzo wonne lub nie jest to, w czym się akurat tarza.
Swoją drogą, dlaczego jedne psy się tarzają a inne nie? Sunday tarza się jedynie w czystej trawie, Eri w ogóle jeszcze nie widziałam, żeby to robiła, a pyry to uwielbiają. 

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Wiosenna pyra błotna:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Vigo wyzdrowiał (uff). Eri miewa się świetnie, energia ją roznosi i dzisiaj przyprawiła mnie o palpitację serca, bo obok szycia wyskoczyła jej jakaś gulka. Poleciałam do weta, bojąc się, że to przepuklina, bo przecież sterylka czy nie, pręgowane na tyłku nie usiedzi. Szczęśliwie prawdopodobnie nie jest to przepuklina, tylko powiększony gruczoł mlekowy, może się jakoś podrażnił przy zabiegu, mam obserwować.
20:59, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2