Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
wtorek, 31 marca 2009
EXTREME BRAVEHEART Willa Mora, czyli BRAVA
No dobra, tajniaczyliśmy się długo, trochę żeby nie zapeszyć, trochę żeby odwlec w czasie moment, kiedy wszyscy znajomi na nasz widok zaczną sobie kręcić znacząco palcem kółko na czole, ale wreszcie czas przedstawić:

BRAVĘ, czyli EXTREME BRAVEHEART Willa Mora. Nowszy model pyrka znaczy.



Pojechałam oglądać maluchy dwa tygodnie temu. Generalnie zachwyciły mnie bezgranicznie, wszystkie przybiegły się witać, świetnie się bawiły, przeciągały sznureczkiem no i poza tym były urocze jak to wszystkie maluchy bywają:





Jednak jedna mała pyrania najmocniej chwyciła mój szalik i serce:







Decyzja więc została podjęta i pozostało tylko odliczać dni do godziny "zero". Odbiór pyranii pokrywał się z zawodami agility we Włocławku, dzięki uprzejmości agilitowych znajomych, którzy mi pyranię podwieźli z Bydgoszczy dostałam małą już w sobotę późną nocą. Całą niedzielę spędziła na zawodach, zachowując się super i ekstra: z ludźmi się witała, halę oglądała, po skończeniu zawodów nawet się tam pobawiła ze mną wygranym przez Vigo łosiem, po włożeniu do klatki z siostrą, która też była odbierana na zawodach od razu obie uderzały w kimę, no ogólnie super.

Podróż do domu zniosła też z grubsza bezproblemowo.

Ogółem jest świetna, w czym wielka zasługa jej hodowczyni Magdy Domańskiej, która zapraszała do siebie tabuny gości, żeby socjalizowali pyranię. Młoda niczego się nie boi, szarpie się zabawkami jak dzika, aportuje piłkę do ręki, sika i kupa głównie na dworze (naprawdę, przez dwa dni tylko jedna kupa w domu i dwa razy siusiu), śpi jak aniołek i drze gębę, jak tylko zniknę jej z pola widzenia, żeby nie było za różowo :o).

Reszta towarzystwa przyjęła ją z mieszanymi uczuciami:
- Sunday udaje, że pyrania nie istnieje i problemu nie ma. Jeśli problem się narzuca, jest goniony z zębami.
- Vigo się denerwuje, bo pyrania szuka u niego cycka, poza tym z zazdrości udaje ideał i że jest lepszym pyrkiem niż nowy pyrek: pierwszy leci po piłeczkę, przytula się słodko i w ogóle jest przymilny do bólu, więc go dopieszczam.
- Eri najpierw nie mogła się zdecydować, czy to pies, czy na przykład królik, ale jak już doszła do wniosku, że pies, to zaczęła proponować zabawę, na początku nieco zbyt brutalną, ale już doszły do porozumienia i dzisiaj wieczorem bawiły się w odryzanie sobie różnych części ciała, przy czym Eri celowała w głowę, a pyrania w łapy.
- Sergiusz zachwycony, że wreszcie jakiś piesek przed nim nie ucieka, tylko wręcz przeciwnie.

c.d.n.
20:46, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
czwartek, 26 marca 2009
Prośba do fan clubu hieny
Może ktoś z Czytelników będzie mógł pomóc? Bezdomna suka bardzo w typie owczarka holenderskiego urodziła 11 szczeniąt. Na szczęście znaleźli się dobrzy ludzie, którzy się towarzystwem zajęli - no ale wiadomo, taka gromadka to ogromne koszty i trzeba szukać domów dla wszystkich.

Wątek na dogomanii

Cegiełki na allegro

Może możecie wspomóc opiekunki tego towarzycha finansowo, a może ktoś byłby chętny na szczeniaka? Sunia ze szczeniakami znajdują się we Włocławku.

Ta suka nawet minę ma taką, jak Eri miewa... serce mi się kraje.
23:14, orvokki , News
Link
środa, 25 marca 2009
There's something about Vigo...

Vigo jest moim bardzo wyjątkowym i bardzo specyficznym pieskiem. Sprawiał mi wiele problemów, kosztował (i nadal czasem kosztuje) mnóstwo nerwów, sprowokował do popełnienia zyliarda błędów, dzięki czemu nauczyłam się przy nim tyle, co przy żadnym innym psie i w ogóle jest dla mnie kimś bardzo specjalnym. To chyba trochę tak jak z dziećmi, jak się ma ich kilkoro, każde się kocha, ale każde inaczej. Vigusia jako dziecko szczególnej troski kocham szczególnie :P

No więc Vigo:

Image and video hosting by TinyPic

jest niezwykle słodki...

Image and video hosting by TinyPic

... zwłaszcza jak robi coś niedozwolonego, na przykład buszuje po blatach w kuchni.

A poza tym jest absolutnym miszczuniem sztuczkowym na pokazach dla Dogolandii:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

To jest zdecydowanie Vigockiego nisza. Sunday jest talentem agilitowym, Vigo jest geniuszem sztuczkowym, a Eri jeszcze nie wiadomo czym, na razie jest paszczurem paskudnym w wieku dojrzewania:

Image and video hosting by TinyPic

17:23, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 marca 2009
Nowa zabawka

EDIT: ponieważ nowa zabawka spotkała się z wielkim zainteresowaniem PT Czytelników, zbiorczo odpowiadam na pytanie, gdzie sobie można coś takiego zamówić. Otóż u Leszka Kalisza, który się zajął produkcją przeszkód do agility, zatem potrafi też wykonać 1/3 przeszkody :) Tutaj LINK

 

Niedawno kupiłam pieskom i sobie nową zabawkę:

 Image and video hosting by TinyPic

Zabawka ma regulowaną wysokość i zakupiona została z myślą o pracy nad strefkami Vigo, hieny oraz wszelkich innych przyszłych zawodników :). Z Vigo mam problem z wysyłaniem na kładce, tzn. jeśli jestem przed nim, to on jeszcze się zatrzyma, ale jak jestem za nim, to albo zwolni bardzo i będzie czekał aż go dogonię, albo wręcz przeciwnie, wypruje do przodu ile fabryka dała. Chciałam więc z nim sobie na tej deseczce wypracować lepsze rozumienie pozycji 2o2o, a nie chciałam już do tego wprowadzać targetu, po pierwsze po to, żeby już mu bardziej nie mieszać, a po drugie dlatego, że musiałabym potem jakoś ten target wycofać. 

Po wstępnym zapoznaniu psów z zabawką, dzisiaj się wzięłam do poważnej pracy. Obniżyłam wysokość rampy, ustawiłam sobie przed nią hopkę, tak żeby Vigo miał rozpęd i zaczęłam ćwiczyć. Pierwsze dwa razy Vigo mi się tak rozpędził, że zatrzymał się dopiero za kładką, ale potem już zrozumiał o co chodzi i zaczął to robić bardzo ładnie, tzn. z bardzo dobrego tempa fajne zatrzymanie. Potem bez rozpędu poćwiczyłam wysyłanie: zostawiałam zabawkę kawałek przed strefą, stawałam jakiś krok za strefą obok rampy, Vigo wskakiwał z boku i miał zrobić krok do pozycji 2o2o i na komendę zwalniającą pobiec do zabawki. Z każdą powtórką odrobinę się cofałam, a potem stwierdziłam, że co tam, rzucimy się na głęboką wodę i zrobiłam z hopki, z rozpędu, ale w ten sposób, że byłam odrobinę za Vigo. No i bardzo fajnie to zrobił i to parę razy, więc nie przypadkiem! Hurra! Oprócz tego jeszcze udało mi się z nim trochę poszarpać na strefie, z czego też się cieszę, bo to dodatkowy sposób budowania u niego dobrych skojarzeń z tą pozycją. Ogólnie bardzo jestem zadowolona z dzisiejszego treningu i mam nadzieję, że jak to dobrze rozegram, to w końcu mi się to przełoży na szybsze i bardziej bezbłędne pokonywanie kładki przez Vigo. 

Ze spanielem też sobie trochę poćwiczyłam, chociaż ona wskakuję na tę rampę trochę z boku, ale zawsze jeszcze ma tam dwa kroczki do zrobienia, więc też coś tam to daje :). 

19:29, orvokki , News
Link Komentarze (6) »
środa, 11 marca 2009
Trochę prawie-wiosennych zdjęć

Że wiosna, można poznać po tym, że:

- Sergiusz nie ma kombinezonu,

- hiena pływa

- pyrek świruje:

Image and video hosting by TinyPic

 Image and video hosting by TinyPic

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image and video hosting by TinyPic

 Image Hosted by ImageShack.us

22:42, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 marca 2009
O nagradzaniu - elaboracik dla lajkoników

Przepraszam starych wyjadaczy wśród czytelników, dla których poniższe "prawdy objawione" są oczywistością do tego stopnia, że już w ogóle nie muszą nad tym się zastanawiać i robią pewne rzeczy odruchowo, ale tak sobie ostatnio pomyślałam rozglądając się po świecie, że może nie dla wszystkich jest to równie trywialne. Dla mnie to też okazja, żeby sobie pewne tematy uporządkować od czasu do czasu. 

W pewnym uproszczeniu szkolenie można sprowadzić co zasady, że zachowanie nagradzane będzie powtórzone, więc jeśli nagradzamy zachowania pożądane, to pies robi to, o co nam chodzi. Mimo tego mnóstwo ludzi ma problemy z nagradzaniem:

- niektórzy w ogóle odczuwają opór przed nagradzaniem psa za cokolwiek, bo przecież pies powinien pracować dlatego, że ich kocha, dlatego, że mu dają żarcie i dach nad głową, dlatego, że przecież są jego panami etc. Niestety, to nie działa w ten sposób. Przy wszystkich swoich zaletach psy są oportunistami i najchętniej pracują, jak mają w tym jakiś interes :). To, że pies zrobi cokolwiek tylko dlatego, że nas kocha, można raczej między bajki włożyć, podobnie jak to, że pies sam z siebie będzie wiedział, czego od niego oczekujemy.

- inni z kolei mają problem z tym, żeby nagrodę dać psu w odpowiednim momencie, przez co nagradzają nie to, co chcieliby nagradzać, na przykład dają psu smakołyk za siad w momencie, gdy ten już wstanie etc.

- jeszcze inni zamiast nagród stosują łapówy i przynęty, co skutkuje tym, że pies nie chce wykonywać poleceń, gdy mu się nie macha kiełbasą przed nosem. 

W związku z tym rodzi się pytanie, jak dobrze nagradzać?

Przede wszystkim nagroda musi być dla psa atrakcyjna i musi go interesować, bo inaczej nie jest nagrodą. Dobrze jest wypracować sobie różne sposoby nagradzania, czyli żeby pies lubił pracować zarówno za smakołyk, jak i za zabawę w przeciąganie, czy bieganie za aportem, przyda się nam to w różnych sytuacjach. Bardzo się też przydaje, jeśli mamy kontrolę nad wydawaniem psu nagrody, tzn. pies bierze zabawkę na komendę i na komendę puszcza, na komendę bierze smakołyk pozostawiony w jego zasięgu etc. To jest już jednak odrobinę wyższa szkoła jazdy. 

Po drugie, żeby dobrze psa nagradzać, musimy mieć jasne kryteria tego, jakie zachowania naszym zdaniem na to zasługują. Dobrze to sobie przemyśleć przez sesją szkoleniową - czy będziemy skupiać się nad tym, żeby pies w ogóle zrozumiał, że na komendę siad ma pacnąć tyłkiem o ziemię, czy może chcemy podwyższać poprzeczkę i nagradzać tylko siad, który trwa dłużej niż 5 sekund, a może tylko taki, kiedy pies siedzi równo i nie przekrzywia zadka na żadną stronę?

Po trzecie, nagradzamy szybko. Z czasem można sobie wprawdzie zbudować "most", czyli najpierw dać psu sygnał, że to co robi jest fajne, a nagrodzić chwilę potem, nigdy jednak ten moment nie może się odwlec zanadto.

Po czwarte, nagradzamy, przynajmniej na początku, często. Powinniśmy się starać, żeby pies w czasie sesji szkoleniowej miał wysoki współczynnik sukcesu. Błędy też są potrzebne, po to, żeby nasz pupil wiedział, jakich zachowań nie nagradzamy, jednak nie można dopuścić do sytuacji, że jest ich zbyt wiele, bo to powoduje frustrację i demotywację. Najczęściej przyjmuje się, że współczynnik sukcesu powinnien oscylować wokół 70-80%, jeśli spada poniżej 50% to zdecydowanie czas zastanowić się, czy nie wymagamy za wiele, albo czy dość jasno tłumaczymy psu, co ma zrobić. 

Po piąte, staramy się jak najszybciej wycofywać wszelkie naprowadzanie smakołykiem czy zabawką i w ogóle merdaniu psu przed nosem nagrodą mówimy stanowcze "nie". Można to ewentulanie stosować na początkowym etapie nauki niektórych komend, ale tylko przez krótki czas. Dobrze jest zaskakiwać trochę psa, czyli raz wyjąć nagrodę z kieszeni, innym razem z pojemnika na stole, czasem położyć ją tak, żeby pies ją widział, ale mógł wziąć dopiero na komendę etc. 

Kolejnym krokiem do tego, żeby nie uzależniać psa od nagrody jest wprowadzenie zmiennego schematu nagradzania: czyli nagradzamy tylko co któreś wykonanie, nagradzamy za wykonanie kilku komend pod rząd, przy czym dla większej atrakcyjności ćwiczenia nagroda powinna pojawiać się raz na przykład po trzeciej komendzie, raz już po pierwszej, a raz po powiedzmy czwartej.

Jednak zawsze trzeba pamiętać o tym, że nagrody trzeba i warto stosować i to właściwie zawsze, nawet gdy mamy do czynienia z dorosłym, wyszkolonym psem. Po pierwsze, pozwalają one zbudować motywację psa do pracy z nami, jak również wartość wykonywania naszych poleceń (tzn. pies zaczyna je lubić, ponieważ kojarzą mu się z nagrodą i przyjemnością). Po drugie, pozwalają bardzo jasno wytłumaczyć psu, czego od niego oczekujemy. Po trzecie, umacniają naszą pozycję: stajemy się szafarzami wszystkich fajnych rzeczy, znaczy bossami psiego świata.

Znalazłam świetny filmik o nagradzaniu na youtubie:

 

22:25, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 marca 2009
Ciężki weekend w Czechach ;)

Pojechałyśmy na zawody, które były daleko, jechało się na nie jakimiś okrutnie wąskimi, krętymi dróżkami w ciemnościach i w deszczu. Tak naprawdę to nawet pojechałyśmy na dwa różne zawody w dwóch różnych miejscach, przy czym pierwotnie nam się zdawało, że jedne zawody są od drugich niedaleko, a potem się okazało, że jednak daleko i wąskimi, krętymi dróżkami itd.

W każdym razie sobotnie zawody odbywały się w Stechovicach na krytej ujeżdżalni. Ujeżdżalnia była fajna, ale mieścił się na niej tylko ring, a pieski trzeba było trzymać gdzieś indziej i nie bardzo było gdzie, bo brakowało miejsca pod dachem, a było zimno. Ostatecznie siedziały w samochodzie, o ile nie chodziły na spacery, bo okolica okazała się bardzo ładna i było gdzie połazić. Zawody były śmieszne, nazywały się Dvojzkousky i jak sama nazwa wskazuje ;) polegały na tym, że najpierw były dwa przebiegi A1, potem dwa przebiegi A2 i potem dwa przebiegi A3. Vigo nie wykorzystał tej podwójnej szansy i dwa razy zdetkował, a spaniel raz zrobił śmieszną detkę w spanielowym stylu zaliczając wszystkie możliwe tunele po drodze :), a raz zajął pierwsze miejsce. 

Po zawodach, które skończyły się około 18, wyruszyłyśmy z Iwoną do Trebic, gdzie następnego dnia były kolejne zawody. Spędziłyśmy jakieś potwornie długie godziny podróżując wąskimi, krętymi... a tak, już to pisałam, ale generalnie po tym weekendzie mam wrażenie, że pół życia spędziłam w samochodzie na wąskich, krętych dróżkach w deszczu i ciemności. Straszna podróż. Uwieńczenie strasznej podróży stanowiło przybycie o godzinie 23:00 do pensjonatu, gdzie miałyśmy zarezerwowany nocleg i gdzie było zamknięte na głucho i nikt nie odbierał telefonu. Na szczęście udało nam się znaleźć nocleg tuż obok, gdzie właściciel wyraził zgodę na mgliście zadane pytanie, czy można z psem. Z psem można było, więc na wszelki wypadek wprowadziłyśmy nasze pięć psów pojedynczo, przy czym Vigo miał pysk zamknięty frotką, żeby nie szczekał. Patent prosty, acz skuteczny :). 

Same zawody następnego dnia były fajne, Vigo zaliczył kolejne dwie detki oraz wykręcił drugi czas ze wszystkich psów w jumpingu. Spaniel za to nie zawiódł i wygrał łącznie agility plus jumping, dostając w nagrodę 15 kg karmy i książkę o szkoleniu psów napisaną rzecz jasna po czesku :). Ten jumping, w którym Vigo tak pośmigał składał się wyłącznie z hopek i tuneli, nie było slalomu i Vigo miał czas 23, 38 :o). 

Co do Vigo zaczynam przechodzić jednak lekki kryzys. To, że na pięć biegów cztery razy zdetkował to jeszcze mogłabym mu wybaczyć :). Ale to, że nie zatrzymywał się na kładce, jednak mnie wnerwiło. Poprawiałam go za każdym razem. Za trzecim razem poprawiłam całą kładkę i za czwartym razem, jak byłam dużo przed nim i się wydarłam "STÓJ", to wreszcie stanął. Ale generalnie on na zawodach zachowuje się zupełnie inaczej, niż na treningu i po prostu juz nie wiem, co mam z tym zrobić. Na razie zapowiedziałam mu przy świadkach, że jak do końca roku nie zrobi A3, to idzie na wcześniejszą emeryturę :D. Moja teściowa na moje sprawozdanie "Sunday wygrała, a Vigo wymieniam na nowszy model" stwierdziła, że ona go sobie weźmie :). Hmm, kusząca propozycja... 

(nie, nie oddam tego durnia, bo go kocham, niemniej jednak trochę odechciewa mi się płacenia wysokich startowych za jego detki). 

20:55, orvokki , News
Link
 
1 , 2