Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 31 marca 2007
Vigo mały kombinator oraz piątkowe chwile strachu
Mamy drzwi z przodu i z tyłu, jedne normalne do domu, a drugie do kotłowni, w której Wojtek zrobił sobie warsztat i lutuje po całych dniach, ostatnio przy otwartych drzwiach z uwagi na to, że na świecie pięknie, a cyna śmierdzi.
Ostatnio chciałam sobie trochę z psami poćwiczyć w ogródku, najpierw zamknęłam w domu Sunday i poćwiczylam sztuczki z Vigo, potem zrobiłam wymianę piesków, zdążyłam Sunday raz rzucić piłeczkę, po czym odkryłam, że mam koło siebie dwa pieski :o) Vigo sprytnie pokombinował i wyszedł przez otwarte drzwi kotłowni.

A wczoraj spędziłam z psami upojny wieczór. Pieski mianowicie zaczęły wymiotować, na zmianę, jeden po drugim, a czasami jeszcze przy sprzątaniu i mnie się zbierało. Od razu oczywiście zaczęły mi się w głowie kotłować czarne scenariusze. Wojtek powiedział, że psy zjadły coś w OGRÓDKU, co od razu nasunęło mi myśl, że może ktoś chciał moje zwierzątka otruć. I tak sobie nerwowo łamałam głowę, czy już pędzić na ten nocny dyżur do weta, czy może jednak chwilę poczekać. W międzyczasie jednak atrakcje zaczęły występować z mniejszą częstotliwością, a potem Vigo wypił pół miski wody i ta woda w nim została, więc się uspokoiłam.
Po upojnym wieczorze noc minęła spokojnie, rano pieski miały dobry humor, oraz wilczy apetyt, więc zakończenie szczęśliwe. 
Co mnie natomiast zgięło zupełnie:
Vigo  za którymś razem pobiegł do łazienki i niemiłą czynność załatwił w wannie!


22:36, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
środa, 28 marca 2007
Górki i dołki

Czyli wzloty i upadki szkoleniowe.

Zaczniemy od dołka. Vigo przestał chcieć ćwiczyć na desce. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie spadł. Nie uderzył się. Ja też nie przypominam sobie, żebym zrobiła mu coś nieprzyjemnego (mam go ochotę czasami udusić, ale kończy się na deklaracjach, które z kolei padają na tyle często, że moje psy zupełnie na nie ogłuchły). Myślałam, że może deska się przekrzywiła albo coś i przebudowałam konstrukcję - bez skutku. W praktyce wygląda to tak, że biega po tej desce truchtem i wyłącznie za żarcie, czyli motywator numer 1 (szarpanie i piłeczki są okay, ale nie wtedy, jak się zestresuje).

Myślałam, że może ma to związek z dziwną kładką z Ostravy, ale na kładce jako takiej nie ma problemów, nawet czasem udaje się strefkę zaliczać :o) W niedzielę na treningu co prawda najpierw zarąbiście przebiegł torek, a potem zaczęłam z nim ćwiczyć nie całą kładkę, tylko rampę zejściową i też mi się na koniec zeschizował i potem już nawet tunel robił powoli. Najwidoczniej kładka skojarzyła mu się z deską, a nie odwrotnie.

Teraz pozytywy: w obliczu powyższego wzmogłam ilość nagród oraz chwalenia psa, że jest najmądrzejszym pyrkiem na świecie etc. Dzisiaj rano jednak jadąc na trening czułam się zeschizowana z kolei trochę ja, bo co, jak nie zechce biegać? Może chory (ale nie wygląda, żre, na spacerach biega, na przechodniów za płotem szczeka pilnując posesji, sztuczki wywija bez problemów,  jednym słowem wszystko w normie)?

Przewidująco zaczęłam trening od Sundaya, Vigockiego przywiązując przy drzewku, coby trochę pozazdrościł. Jak przyszła jego kolej, to za pierwszym razem trochę niemrawo pobiegł, ale nagrodziłam go po paru przeszkodach i za drugim razem się rozbujał. Kładkę poćwiczyliśmy raptem parę razy, ale nawet po niej biegał, a nie truchtał, a bałam się przegiąć, za to porobiłam kilka dzikich wejść w slalom :o).

Innymi słowy, ogólnie trening udany i mam nadzieję, że mi się piesek odschizuje.

14:26, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 marca 2007
Porządek musi być
Jak to słusznie zauważyła Marysia od Uny, urok uczenia sztuczek polega m.in. na tym, że jak nam przypadkiem wyjdzie coś innego, to też pięknie i nawet możemy udawać, że właśnie tak miało być.

Cel: Usiłowałam nauczyć chodzenia do kąta, a że jedyny jako tako dostępny kąt mam pomiędzy regałem i ścianą, to pomyślałam, że ukształtuję targetowanie nosem tego kąta.

Efekt: poniżej. Stwierdziłam, że to jest zabawniejsze ;o)

Porządek musi być




10:35, orvokki , News
Link Komentarze (6) »
środa, 21 marca 2007
Nowa sztuczka (jeszcze trochę w fazie tworzenia)
Docelowo mają to być ósemki wokół moich nóg tyłem. Na razie mamy to:

Koślawe ósemki

Strasznie lubię mojego śmiesznego psa.

Dla zainteresowanych: Sunday na razie jest na etapie dostawiania się do nogi lewej i prawej.
12:16, orvokki , News
Link
wtorek, 20 marca 2007
Zawody agility w Czeskich Budziejowicach 17-18.03.2007

Wbrew wszelkim przeszkodom, za to dzięki wsparciu Przyjaciół, pojechałam na zawody agility w Czeskich Budziejowicach. Warto było. W sobotę Vigo wygrał open jumping, z jednym błędem zaliczył przebieg MA1, zdobywając bodajże drugie miejsce, oraz z milionem błędów zaliczył przebieg open agility (niemniej jednak: ANI JEDNEJ DETKI!). Sunday natomiast na podium stawała aż trzy razy :o), tak więc ogólnie pan od wręczania dyplomów widząc mnie za którymś razem znowu na pudle powiedział w końcu: "Znowu Wy?".

W niedzielę nasze występy były już mniej spektakularne, ale jednak udało mi się z Sunday wygrać SA3, a z Vigo załapać się na 3. miejsce w open agility (naprawdę ładny przebieg nam wyszedł, chociaż bez strefki na kładce).

No i właśnie: źródłem mojego doskonałego humoru jest również fakt, że na 4 przebiegi Vigo dwa razy zaliczył strefę na kładce :o) Skuteczność nam rośnie. W dodatku miałam szansę w sobotę sobie trochę tę kładkę poćwiczyć na koniec, co mam nadzieję zostawiło jakiś ślad w łebku młodego :o)

I w ogóle, Vigocki nawet raczył patrzeć na swoją panią i słuchać co się do niego mówiło, ładnie ciasno zakręcał, ogólnie naprawdę jestem z niego dumna. Jeszcze będzie z niego zawodnik :o)

14:10, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Wczoraj razem z Madzią i Jarkiem oraz oczywiście w towarzystwie psiaków wybraliśmy się na spacerek na Ślężę. Psiaki przeszczęśliwe, buszowały w krzakach, właziły na kamulce, a Sunday dodatkowo sprzątała po turystach ogryzki, pokruszone paluszki etc. Ludzka kondycja po zimie nie była zachwycająca, jednak udało się wejść i zejść cało i z minimum stękania (pomijając zwykłe przy pierwszym podejściu uwagi w stylu: "To czyj to był pomysł?").

Image Hosted by ImageShack.us




Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us
20:47, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 marca 2007
Ostrawski Puchar Agility 2007
Tym razem do Ostrawy pojechaliśmy ekstremalnie dużą ekipą Ekstremalnych, dzięki czemu było jeszcze fajniej, niż zwykle w Ostrawie (tak, tak, to te zawody, które zawsze wychwalam pod niebiosa, że super organizacja, ekstra hala etc). W tym roku jeszcze na dodatkę był świetny sędzia, czyli Bernard Huppe. To naprawdę znakomitość, sędzia znany i poważany, sędziował na przykład Mistrzostwa Świata w 2005 roku, jednak nie to jest najważniejsze. Obserwowanie go przy sędziowaniu to sama przyjemność: bardzo czytelne sygnały, konsekwencja i spójność, ale przede wszystkim ogromna życzliwość i kultura wobec zawodników. Widać było, że jest to sędzia, który kibicuje biegnącym parom, przeżywa zarówno ich sukcesy, jak i porażki. Niezależnie od tego, czy zawodnik zrobił detkę na drugiej czy na przedostatniej przeszkodzie, sędzia zawsze do końca obserwował poczynania danego zespołu na torze, gotów służyć pomocą w razie czego. Jest to obowiązkiem sędziego, który powinien do końca czuwać nad bezpieczeństwem przebiegu, jednak widuje się sędziów, i to bardzo znanych, którzy po tym, jak zasygnalizują dyskwalifikację, odwracają się tyłem i maszerują w kierunku swojego kubka z kawą, co przeze mnie jest odbierane jako przykład jaskrawego lekceważenia zawodnika. Dodatkowo zwracał uwagę na humanitarne traktowanie psa, wspomniał w swoim krótkim przemówieniu na koniec zawodów, by zawodnicy dali czas młodym psom i nie złościli się na nie, gdy coś im na torze nie wychodzi, najważniejsze bowiem, by agility było świetną zabawą.
Hala w Ostravie ma tylko jedną jedyną wadę, mianowicie jest na niej zbyt ciemno, by dało się zrobić jakieś satysfakcjonujące zdjęcia. Wklejam więc tylko jedno, z serii uroczy detal - zawody organizował klub OSA VOSA OSTRAVA i na słupkach od fotokomórki widniały takie oto stworzonka:

Image Hosted by ImageShack.us

Z serii wrażeń różnych: mieszkaliśmy w hotelu, w którym w łazienkach o powierzchni mniej więcej 5 metrów kwadratowych zastosowano oszczędzające przestrzeń rozwiązanie, polegające na tym, że bateria umywalkowa była zarazem baterią prysznicową, kratka odpływowa znajdowała się w podłodze. Zero brodzika, czy chociażby zasłonki, kompletnie nie było zatem co zrobić z rzeczami.
A tak z konkretów: Sunday wygrała w sobotę jumping i zajęła drugie miejsce w SA3, w open agility 5 pkt karnych za strefę na kładce. W niedzielę znowu w open agility przeskoczyła strefę zejściową na kładce w najgorszy możliwy sposób, czyli zatrzymała się przed strefą, a potem skoczyła (grrrrrr, myślałam, że uduszę), więc przebieg SA3 poświęciłam na przypomnienie spanielowi, że strefki się robi na zawodach też i celowo zrobiłam detkę, a na pociechę wygrałyśmy sobie znowu jumping. Ładnie mój spaniel biega, nauczyła się skręcać i te przebiegi, które dały nam podium, były naprawdę bardzo ładne.
Pozwoliłam startować na tych zawodach również Vigo. Jeśli chodzi o kładkę, całkowita klęska, spowodowana kilkoma czynnikami: moją głupotą, bo ewidentnie było za wcześnie na start w zawodach, za mało ćwiczyłam na naszej kładce, a cóż dopiero mówić o cudzych, plus faktem, że ta kładka w ogóle wielu psom się nie podobała i Vigo też pierwsze dwa razy pokonywał ją z widocznym wahaniem, stąd też i cały rytm kroków do zbieganej strefki wziął w łeb. Zysk z tego wszystkiego taki, że jednak pod koniec nabrał co do niej trochę większej pewności. Pomijając ten fakt, jestem z niego zadowolona, dość ładnie się koncentrował, niektóre partie toru wychodziły nam naprawdę fajnie z ładnymi nawrotkami, zostawał dobrze na starcie.
Problemem jest to, że ja ciągle nie umiem z nim biegać. Vigo jest nieprzewidywalny, nie jestem pewna tego, co zrobi, często spóźniam się z komendami (taki mały kontrast między tempem Vigo a Sunday...), czasem z kolei on coś zrobi wolniej, niż się spodziewam i moja komenda jest za wcześnie. Vigo miewa problem z tym, że przeszkoda wygląda inaczej niż u nas, zdarzają mu się odmowy na strefówkach, na slalomie, czasem nawet na tunelach. Cóż, ciągle jest to pies z dużym potencjałem i nic więcej - mam nadzieję, że w końcu uda mi się go dobrze wyszkolić i coś razem osiągnąć. Niemało głupich błędów już popełniłam, może przy kolejnym psie będę mądrzejsza? (to takie złudzenie jest...).
19:55, orvokki , News
Link Komentarze (2) »