Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
czwartek, 31 marca 2005
Tor przeszkód i inne zabawy
Vigo przeszedł swój pierwszy tor przeszkód - wykorzystałam jego zamiłowanie do łażenia po meblach i zrobiłam tor przeszkód z użyciem dwóch krzeseł, deski i pufy, które to elementy łączyły klatkę z sofą. Bardzo mu się to podobało. Ale najbardziej lubi wskakiwać na krzesła i klatkę i tam sobie siedzieć. Nawet mi to odpowiada, nie muszę się schylać, żeby mu założyć obrożę :o)))
Dzisiaj dzień zabaw z psami - udało nam się spotkać kilka małych i sympatycznych kundelków i Vigo trochę sobie z nimi pobiegał, a z jedną sunią nawet wdał się w swoje pierwsze w życiu zapasy. Na koniec bez problemu dał się przywołać.
Próbowałam z nim dzisiaj trochę szukania - ale jak na razie nieszczególnie go to bawi i zdaje się nie bardzo jeszcze rozumie, o co mi chodzi. Chowałam mu piłkę w kuchni - oczywiście tak, by łatwo ją było znaleźć, więc najpierw za miskę, potem za lodówkę, potem w samym rogu przy szafkach i na koniec na półce przy samym wejściu do kuchni (zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Vigo za pierwszym razem owszem węszył, ale za każdym kolejnym razem zaczynał poszukiwania od tego miejsca, w którym piłka była poprzednio :o) Tak więc pamięć na pewno ma niezłą. No nic, zobaczymy, czy uda mi się w nim rozwinąć pasję czy nie - Sunday uwielbia szukać i bardzo szybko się tego nauczyła.
Ale za to Sunday zupełnie nie odpowiada "plecaczek", czyli wskakiwanie na moje plecy. Owszem, parę razy to zrobiła, ale zeskakiwała czym prędzej. Vigo natomiast to uwielbia, kładzie mi łapki na ramiona,ja go podpieram trochę pod tyłeczek i tak sobie jeździ na moich plecach :o))).
20:34, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
środa, 30 marca 2005
Gonieniu wiewióreczek stanowcze nie!
Wczoraj spędziłam z Sunday bardzo pracowitą godzinę w parku - chcę ją oduczyć gonienia wiewiórek, w którym nie wiedzieć kiedy zasmakowała. Ciężko było i duuuużo takich sesji trzeba będzie. Wzięłam z domu wielki worek smakołyczków i poszłyśmy. Sunday na smyczy - niestety w parku nie mogę jej na razie ufać :o( No i najpierw usiadłam na ławeczce i ćwiczyłam kontakt wzrokowy: smakołyk za każde spojrzenie na mnie. Potem chodzenie przy nodze i komendy (wydawane szeptem!) siad i leżeć w marszu, oczywiście wykonanie nagradzane smakołykiem. Parę razy dla relaksu "zgubiłam" piłeczkę. I na koniec na chwilę ją spuściłam ze smyczy i porzucałam piłeczkę. Innymi słowy, cały czas miała zajęcie, żeby nie miała czasu nawet pomyśleć o wiewiórkach... I tak to jest, jak się dopuści do powstania głupiego nawyku, potem się trzeba naorać, żeby to odwrócić (ha, zobaczymy, ile nam to zajmie).

Sunday dzisiaj na planie "Pierwszej miłości", więc Vigo poszedł ze mną do pracy. Pochodziliśmy zatłoczonymi ulicami, obejrzeliśmy fontannę i gołębie w Rynku - wszystko okay, lekkie tylko podekscytowanie, ale bez paniki. Za to w kancelarii wyciął dwa razy ten sam numer - przestraszył się najpierw Ani, a potem Bożeny, jak ubrały płaszcz! Oszczekał je najpierw, a dopiero potem zajarzył, że to wciąż te same osoby. Aaaa, i jeszcze w ramach nowych przeżyć zostawiłam go tam na chwilę samego i ładnie się zachowywał.
    Ha, ale przebieganie między dwiema tyczkami udaje się prawie za każdym razem!

18:25, orvokki , News
Link
wtorek, 29 marca 2005
Ile jeszcze pracy przed nami...
Na przykład - czas się wziąć za to oszczekiwanie innych psów i czasami ludzi. Na szczęście Vigo reaguje nawet wtedy na siad i udaje mi się skoncetrować jego uwagę na sobie, tak więc pozostaje mi po prostu do ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć (swoją drogą, ciekawe, jak u niego wracają te zachowania - już mi się wydawało po paru udanych psich spotkaniach, że się przyzwyczaił do psów, że przestał się ich bać, a tu masz, wczoraj wieczorem znowu wielki jazgot do spotkanej na spacerze amstaffki!).

Dla równowagi muszę sobie przypomnieć, co mój maluch już umie: aportować piłeczkę, siad, leżeć, stój, kulaj się, podaj łapkę, wskakiwać mi na ręce, chodzić przy nodze (na razie kilkadziesiąt metrów), no a przede wszystkim lubi ze mną pracować. Choć ostatnio niestety zauważyłam zwiększoną chęć do wąchania trawnika - pokłosie tego, że chciałam poświęcić trochę więcej uwagi Sunday. Kto mi powie, jak równocześnie skupiać na sobie uwagę dwóch psów i z dwoma się bawić, tak żeby żaden nie miał czasu na głupoty, czyli szukanie śmieci na trawniku?? Za jakiś czas może problem zniknie, kiedy Vigo na dobre zeświruje na punkcie aportowania. Już teraz zaczynam się ćwiczyć w symultanicznym rzucaniu piłeczek :o).




07:21, orvokki , News
Link
poniedziałek, 28 marca 2005
Święta...
Pieski odbębniają z nami świąteczne wizyty - nie obeszło się bez obciachu rzecz jasna. Sunday jak zwykle nadawała w autobusie przez całą drogę, Vigo na miejscu oszczekiwał szaleńczo Diunę, która nie pozostawała dłużna, a potem bardzo zasmakował w ściągniętym ze stołu torciku (na szczęście Diuna wcześniej wpadła na podobny pomysł i zjadła cztery z dziesięciu kawałków białej kiełbasy).

Znienawidzony przeze mnie Śmingus Dyngus przebiega jak na razie bardzo spokojnie, udało się bez żadnych przygód wyjść z psami na spacer. Poszliśmy poćwiczyć - strefy z Sunday (coś jej się odwidziała strefa zejściowa na kładce, wrrrr), tunele i slalom z Vigo. Mały robi już swoją pierwszą sekwencję przeszkód, czyli tunel otwarty z tunelem zawalonym (przy okazji rozwiązuje to problem rozbiegu do tegoż). Udało mu się dzisiaj przebiec kilka razy z rzędu między tyczkami tak jak trzeba, na jedną i na drugą rękę, więc chyba zaczyna coś chwytać. W ogóle muszę Vigo oddać sprawiedliwość, że praca z nim to prawdziwa przyjemność - widać, że sprawia mu to radość i przynosi niesamowite efekty. Vigo, który ma zajęcie, to pies idealny.

Z pewnym zaskoczeniem muszę przyznać, że z naszych dwóch psiaków to właśnie Vigo jest dużo bardziej zrównoważony. W nowych sytuacjach przez chwilę jest bardzo pobudzony, ale jeśli go się czymś zajmie, czyli na przykład wyda mu się kilka prostych poleceń, to się uspokaja i potem jest już okay. Sunday niestety na pewne sytuacje stale reaguje skomleniem i musi jakoś dać upust nadmiarowi emocji. Biorąc pod uwagę, że od szczeniaka jeździła z nami wszędzie, to nie jest chyba kwestia zbyt małej socjalizacji, a raczej cecha rodzinna (wzlędnie rasowa), zwłaszcza, że jej braciszek Lilo też to ma, w nieco mniejszym natężeniu. Na zawodach problem rozwiązała klatka, doprawdy błogosławiony to wynalazek, również w domu. Vigo już się z klatką zaprzyjaźnił - ucieka tam ze zdobyczą, nocami sam z siebie po buziaczkach na dobranoc chodzi do niej spać.






15:12, orvokki , News
Link
piątek, 25 marca 2005
W skrócie
Odpowiedzialny właściciel:

Dobrze przemyślał wprowadzenie psa do swojego życia - wie, że pies jest na zawsze, zdaje sobie sprawę z ogromu obowiązków, zastanowił się, jaki pies będzie dla niego odpowiedni, przygotował się na jego przybycie, ma dla niego czas.

Dba o potrzeby swojego psa - te najbardziej oczywiste (dobra karma, dostęp do świeżej wody do picia, opieka weterynaryjna) i te mniej oczywiste, ale równie ważne (szkolenie, zabawa, dużo miłości).

Nie pozwala, by jego pies przeszkadzał innym - jego pies jest wyszkolony i umie się zachować wobec innych ludzi i psów. Odpowiedzialny właściciel zawsze sprząta po swoim psie. Odpowiedzialny właściciel nie narzuca towarzystwa swojego psa innym ludziom, o ile ci wyraźnie nie okażą ochoty na zapoznanie się z nim.

Dba o bezpieczeństwo swojego psa. Pies chodzi na smyczy wszędzie tam, gdzie mógłby komuś przeszkadzać lub tam, gdzie istnieje zagrożenie dla niego. Kiedy jest spuszczony ze smyczy, nadal znajduje się POD KONTROLĄ właściciela (pies wraca na wołanie, a właściciel troszczy się o zapewnienie psu sensownego zajęcia typu aportowanie). Pies ma przy obroży tabliczkę ze swoim imieniem, adresem i telefonem właściciela. Może mieć również tatuaż lub mikrochip ułatwiający identyfikację.

Jest ambasadorem psiej sprawy -  zachowanie jego i psa stanowi dobry przykład dla innych. Przeciwstawia się złemu traktowaniu zwierząt.

23:30, orvokki , News
Link
Z kluczem do psa.
Zamówiłam sobie dzisiaj wreszcie w ramach Zajączka Wielkanocnego książkę Zofii Mrzewińskiej "Z kluczem do psa". Do tej pory czytałam "Psim zdaniem" i "Po obu końcach smyczy" i obydwie bardzo polecam. Uważam, że są dużo lepsze niż tak zachwalane i modne książki Fischera i Fennel (w tamtych oczywiście też można znaleźć trochę wartościowych rzeczy, ale Mrzewińska pisze bardzo konkretnie i naprawdę można z pomocą tych książek samodzielnie wyszkolić psa). Przy okazji odkryłam jej bloga, na którym opisuje szkolenie swojej maliniaczki Raszki - lektura arcyciekawa i pouczająca. Poniżej link:

http://www.owczarek.pl/zofia/journal/default.asp?PagePosition=1

Vigo już całkiem sam robi zawalony tunel - ale nie obywa się bez dyskusji. Mianowicie mały przebiega przez tunel, biegnie po piłeczkę, przynosi ją do mnie i niezwłocznie znowu ustawia się w samym wejściu tunelu. Ja tymczasem chcę, by wziął dobry rozpęd, tak żeby czasem się nie zaplątał. No i w tym problem, bo Vigo zupełnie nie rozumie, dlaczego musi się od tunelu oddalić, żeby znowu do niego wrócić ;o) Dyskutuje zawzięcie również przy slalomie - na razie uczę go przebiegania między dwoma tyczkami, ale Vigo bardziej patrzy na mnie niż na tyczki, więc rzadko udaje mu się trafić. Na co ja radośnie mówię "Jeszcze raz" i go zawracam, a on się kłóci (czyli zaczyna szczekać). Sto pociech.

Inny świeży numer Vigo - była taka reklama z PRT, który skakał w górę bez chwili wytchnienia. Vigo właśnie na to wpadł - dzisiaj podskoczył do mnie 7 razy z rzędu, mniej więcej na wysokość moich ramion, nie dotykając mnie przy tym. Druga super zabawa - zrobił to z dziesięć razy: biegł i wskakiwał mi na ręce, ja go chwilę tarmosiłam, stawiałam na ziemi, Vigo biegł do kuchni i z powrotem do mnie i wskakiwał mi na ręce (w tym przypadku zdawał się doceniać znaczenie dobrego rozbiegu :o))))).

Pieski dzisiaj zostały wykąpane: Sunday zmieniła kolor zupełnie (ciekawe, ile czasu minie zanim znowu stanie się szara), a Vigo... hmmm. Mokry Vigo zmniejsza swoją objętość mniej więcej o dwie trzecie. Przez chwilę obawiałam się, że w ogóle zniknie jak księżyc w nowiu.





Jak widać, mokry Vigo składa się niemal wyłącznie z nóg :o)))


22:55, orvokki , News
Link
czwartek, 24 marca 2005
Lustereczko, powiedz przecie...
Wczoraj w drodze na trening przydarzyło mi się coś zabawnego - przy torach pod wiaduktem siedziało sobie trzech panów, sącząc jakiś tani napój wysokooktanowy i przerzucając się niezbyt cenzuralnymi uwagami. Wtem jeden z nich zobaczył mnie i począł uciszać kolegów:
-Cicho, bo tu dziewczyna ładna idzie!
Na co drugi z zachwytem:
- Ale pieski jakie ładne!!!
Na co trzeci stanął w obronie mojego honoru tudzież walorów fizycznych:
- Nie, dziewucha ładniejsza...

:o)))
Obawiam się, że niestety nie wszyscy podzielają zdanie pana numer 3...
10:24, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3