Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 22 listopada 2010
Jeszcze nie do piachu....

mimo nieustającego kachu kachu :P.

Nawet się machnęliśmy na zawody na Słowację, takie całkiem porządne zawody z całkiem liczną konkurencją, fajnymi sędziami i w dość przyjemnej końskiej hali (tzn. hala była super, bo dwa ringi się mieściły i jeszcze zostawało miejsce dookoła, tylko podłoże trochę za miękkie). Zawody były sprawnie zorganizowane, organizatorzy wymyślili super patent z podglądem wyników na żywo na dwóch laptopach, na wyświetlaczu wyświetlały się numery startujących psów i naprawdę wszystko było przyjazne dla zawodnika bardzo.

Jako że nasze bieganie zaczynało się od egzaminu A1 z Bravą to się na dzień dobry bez sensu spięłam, bo oj, strasznie chciałabym mieć już tę nóżkę, chociaż jedną honorową. No i rzecz jasna nie wyszło, pyra wypruła tam, gdzie nie miała wypruć, ja się nieźle wnerwiłam, na tyle, że mi to wytknięto po przyjacielsku (i słusznie).

Potem sobie pobiegłam z Eri, i nie pamiętam, co zbaboliłam ;), ogólnie bieg był fajny, tylko z jakimś błędem.

A potem sobie siadłam i pomyślałam. Że jak biegam z Eri, to się tym bieganiem cieszę i testuję sobie różne rzeczy, w rodzaju czy suka mi ładnie zostanie na strefie, jak ja będę lecieć dalej do przodu, albo czy mi jakaś tam zmiana gdzieś tam wyjdzie etc. Ogólnie latający holender nie jest najszybszym psem świata, więc się jakoś szczególnie nie spinam, bo nawet jak ma czyste biegi, to się jej zdarza nie wygrać, bo są szybsi. Znaczy skupiam się na ładnym bieganiu, a nie na wyniku. Poza tym jakoś mi się w głowie zakodowało, że Erisia zwierzątko delikatne jest, więc do niej na torze tak dosyć ćwierkam.

A taka pyra, obiektywnie rzecz biorąc jest wyrąbista, popyla, wprawdzie jeszcze paru rzeczy nie umie tak dobrze, jakbym chciała, no ale wciąż smarkata jest. Nie gasi się choćby nie wiem co, nawet jak się durna durna durna pańcia wkurzy, jakby było o co. Jest zabawna w tym wszystkim straszliwie.

No i doszłam w tym momencie do wniosku, że zdecydowanie powinnam z Bravą biegać bardziej for fun i skupić się właśnie na tym, żeby się przy tym dobrze bawić.

Jak tylko tak pomyślałam, to od razu nam zaczęło lepiej iść, bo udało mi się z nią wygrać open jumping w całkiem ładnym stylu. Dwa zakręciki mogły być ciaśniejsze, ale naprawdę był to całkiem pozbierany bieg.

Potem wprawdzie jakoś totalnie nam się skaszaniło agility, ale za to wyszedł mi zakręt po kładce, więc ok.

Erisia bardzo dzielnie zajęła trzecie miejsce w open agility, pokonując całą masę całkiem szybkich borderów :D. Potem za to nie wyszedł nam jumping, a konkretnie wejście w slalom, które było absolutnie do zrobienia dla niej, no ale tak to czasem bywa.

Z soboty na niedzielę udało mi się całkiem przyzwoicie wyspać na łóżku, które było twarde w sam raz i w pościeli, która ładnie pachniała, więc już w ogóle humorek miałam znakomity. Wprawdzie znowu nie udało mi się z Bravą zaliczyć egzaminu, bo dla odmiany pyra NIE skoczyła hopki na wprost po kładce :P, ale biegło nam się przyjemnie i zachowałam pozytywne nastawienie ;). Brava za to pod koniec zrobiła numer w stylu ja w prawo ona w lewo i nie wiem czemu.

Eri zdetkowała się w LA3 na kombinacji tunel pod palisadą, ale cały bieg był poza tym bardzo fajny i całkiem holender zapruwał. Potem Eri pocisnęła bardzo elegancko open agility, znowu zajmując trzecie miejsce, a Brava zdetkowała jumping, tak sądząc z filmiku, całkowicie olewając moje wołanie i wybierając sobie tunel zamiast hopki. I to było takie miejsce w torze, które wydawało mi się zupełnie łatwe i bezproblemowe, za to wszystkie inne trudne miejsca wyszły nam bardzo ładnie.

Potem biegłam z Bravą open agility, które wprawdzie pobiegłyśmy w nienajlepszym stylu (strata czasu na huśtawce i małe nieporozumienie w stylu ja w prawo, ona w lewo w jednym miejscu, na szczęście odratowane, strefa na kładce na pazurek), ale które i tak wygrałyśmy. I tym pięknym sposobem udało mi się z nią wygrać dwa biegi na CAC Ag (wniosek na krajowego championa agility). I dostałam ten wniosek, aczkolwiek nie wiem, co się z nim robi i nie wiem, czy przypadkiem nie trzeba mieć trójek, żeby on się w ogóle liczył, ale co tam :).

Eri superowo pobiegła open jumping, nawet jakieś przyzwoite, acz niepodiumowe miejsce w nim zajmując i w ten sposób wwindowała się na drugie miejsce w łącznej klasyfikacji niedzielnej.

Słowem zawody bardzo miłe, udane i pouczające w kwestii wniosków na przyszłość. A poza tym fajne towarzystwo było, silna polska grupa wśród międzynarodowej ekipy i nawet jakieś polskie akcenty na podium :).

21:26, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 listopada 2010
Jak to piękne plany biorą w łeb

Poruszona miażdżącą krytyką mojej osoby, jaka wynikła mi ze wspomnianego poniżej testu, postanowiłam się wziąć za siebie i za burki i stworzyć PLAN (ha! jak mawiał kojot Wiluś). Plan był bardzo piękny, zakładał m.in. ćwiczenie pozycji 2o2o z Bravuchą na desce, dalsze ćwiczenie wejść w slalom z Erisią, crate games i przywołanie ze wszystkimi oraz moją ciężką pracę mentalną nad sobą. W kwestii 2o2o krótkie wyjaśnienie - doszłam do wniosku jakiś czas temu, że posiadanie z jednym psem stref zbieganych i zatrzymywanych jest rozwiązaniem idealnym w zależności od układu toru, a że Polonie Bonac się taka sztuka z jednym psem udała, postanowiłam spróbować z Bravą. Tym bardziej, że nagrany ostatnio filmik ujawnił boleśnie, że Brava ma niejaki problem z ciasnym zakrętem po strefówce względnie z prawidłowym zaliczeniem strefy przy ciasnym zakręcie.

Zdążyłam nawet przystąpić do realizacji planu w sobotę na dobry początek, po czym w niedzielny poranek obudziłam się z gorączką 39 stopni, która to trzyma mnie z przerwami do tej pory i tak to piękny plan wziął w łeb. Psy są drugi dzień z rzędu pozbawione uczciwego spaceru i tylko czekam, kiedy podniosą bunt. Na razie pełnią rolę termoforów, coś jak tutaj (przyznaję, że zerżnęłam z jednego znajomego na fejsie, ale pasuje jak ulał):

"It's a little chilly, so I've put an extra dog on your bed".

Jakby ktoś znał jakiś super skuteczny sposób na ból gardła, to proszę się podzielić, bo oszaleję.

20:32, orvokki , News
Link Komentarze (9) »