Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
środa, 30 listopada 2005
Pies leczy
Do poczytania:

http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3039542.html


(po głębszym namyślę doszłam do wniosku, że skopiuję tu ten artykuł, po gazeta po jakimś czasie blokuje dostęp, a temat ciekawy):

Zwierz dobry na serce i głowę
Wojciech Moskal, Tomasz Ulanowski, mark 29-11-2005, ostatnia aktualizacja 29-11-2005 18:16

Bliski kontakt ze zwierzętami może być doskonałą terapią wspomagającą leczenie również schorzeń kardiologicznych i psychiatrycznych - dowodzą kolejne badania naukowe

Psy uczestniczą już w leczeniu autyzmu, asystują też dzieciom w nauce chodzenia, a dorosłym obniżają ciśnienie krwi. Teraz lekarze z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles wykazali, że psie towarzystwo pomaga również ludziom cierpiącym na niewydolność krążenia. Warto podkreślić, że chodzi nie tylko o poprawę samopoczucia, ale także zdrowia fizycznego.

Dwanaście minut z psem

Badanie, którego wyniki przedstawiono na kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przeprowadzono w szpitalu na 76 pacjentach. Losowo podzielono ich na trzy grupy. Pacjenci z pierwszej grupy przez 12 minut gościli psa i towarzyszącego mu obcego człowieka. W tym czasie specjalnie przeszkolony czworonóg kładł się na łóżku badanego i pozwalał się głaskać. Drugą grupę pacjentów odwiedzali tylko obcy ludzie. Do pacjentów z trzeciej grupy w czasie testu nie przychodził nikt.

Wszystkim badanym przed, w trakcie i po teście zmierzono poziom lęku, stężenie adrenaliny i innych hormonów stresowych, puls, ciśnienie krwi w lewym i prawym przedsionku serca, obserwowano także pracę ich płuc. Pacjentom, których odwiedziła psia ekipa, poziom lęku spadł o 24 proc. Tym odwiedzanym przez człowieka tylko o 10 proc. Jak można się było spodziewać, chorzy, których nikt nie wizytował, byli cały czas tak samo zestresowani. Pieski zdołały też obniżyć u chorych stężenie adrenaliny - o 17 proc. Pacjentom, do których przyszli tylko ludzie, poziom tego hormonu spadł zaledwie o 2 proc., a chorym, których nikt nie odwiedził, podniósł się o 7 proc.

Po psiej wizycie pacjentom spadło też ciśnienie krwi w lewym przedsionku serca - średnio o 10 proc. Natomiast chorym odwiedzanym tylko przez obcych ludzi ciśnienie to skoczyło o 3 proc., a chorym samotnym - aż o 5 proc. Pacjenci odwiedzani przez psy mieli też niższe ciśnienie w prawym przedsionku serca, mniejszy poziom noradrenaliny oraz spokojniejszy puls. - Zwierzęta wnoszą w życie hospitalizowanych radość, spokój i miłość. To bardzo dużo dla ludzi, którzy marnie się czują i boją się o swoje zdrowie - podsumowała Kathie Cole, szefowa zespołu badawczego.

Pozytywny wpływ psa na zdrowie człowieka jest oczywisty - twierdzą psycholodzy zajmujący się dogoterapią (psią terapią). W Polsce także są organizacje, np. fundacje Przyjaciel czy Cze-ne-ka, których czworonożni przedstawiciele od lat pomagają dzieciom pokonywać choroby. - Zdecydowaliśmy się na psa rasy golden retriever po rozmowach z innymi rodzicami - powiedziała "Gazecie" pani Magda, mama sześcioletniego Jurka. Oficjalna diagnoza choroby synka brzmi: autyzm dziecięcy. - Suczka, choć nie jest specjalnie szkolona, jest świetnym towarzyszem zabaw dla syna. Może zrobić z nią dosłownie wszystko, a ona nawet nie zawarczy. Oczywiście, chodzi głównie o to, żeby dziecko miało częsty fizyczny kontakt ze zwierzęciem, czuło jego ciepło i ciągłą obecność. Ostatnio Jurek zaczął traktować suczkę jak kolegę i np. czyta jej książki, pokazując palcem postaci. Nasz syn nie miał problemów z poruszaniem się czy z przykurczami, np. dłoni, ale wiem, że tutaj psy potrafią zdziałać cuda. Jeśli wetknie się w zaciśniętą piąstkę dziecka psi chrupek, to ono wykona ogromny wysiłek rozwarcia paluszków tylko po to, by zwierzę nakarmić. Tak samo, gdy poda mu się do ręki smycz, próbuje iść z psem na spacer, by zaspokoić potrzeby czworonoga. Takie kontakty to dla dzieciaków też doskonałe ćwiczenia.

Delfin na depresję

Kolejne badania, tym razem dotyczące delfinów, publikują w najnowszym "British Medical Journal" naukowcy z uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii. Według nich pływanie z delfinami łagodzi objawy depresji.

Delfiny odnoszą się do ludzi przyjacielsko, ponadto są inteligentne i lubią się bawić. Te cechy już jakiś czas temu skłoniły naukowców i lekarzy do podjęcia prób wykorzystania delfinów w walce z niektórymi schorzeniami. Najczęściej dotyczyło to dzieci cierpiących z powodu zaburzeń emocjonalnych lub też przechodzących rehabilitację po różnego typu urazach. Tym razem brytyjscy badacze postanowili sprawdzić, czy delfiny mogą pomóc dorosłym z depresją.

Do eksperymentu przeprowadzonego w Hondurasie zespół kierowany przez profesora Michaela Reveleya wybrał 30 osób. Wszystkim zalecono, aby miesiąc wcześniej odstawili leki i zrobili sobie pauzę w psychoterapii. Następnie podzielono ich na dwie grupy. Jednej zalecono pływanie i nurkowanie (godzinę dziennie przez dwa tygodnie) na rafie koralowej, druga miała robić to samo, lecz w jej pobliżu cały czas znajdowało się stado delfinów z trenerem. Chorzy mogli podpływać do zwierząt, dotykać ich, a nawet bawić się z nimi. Po zakończeniu doświadczenia lekarze sprawdzili stan zdrowia psychicznego jego uczestników. Poprawę zanotowano u wszystkich, jednak znacznie lepiej czuli się ci z drugiej grupy, którzy pływali z delfinami. Dobroczynny efekt tej terapii utrzymywał się jeszcze przez trzy miesiące po jej zakończeniu.

W jaki sposób delfiny pomagają cierpiącym na depresję? Teorii jest kilka, a jedna z nich mówi, że ozdrowieńczy wpływ mają wysyłane przez delfiny ultradźwięki. Reveley uważa, że decydującą rolę odgrywają emocje związane z przebywaniem w pobliżu delfinów. - Te zwierzęta są zdolne do nawiązania bliskich relacji z człowiekiem, co dla chorego może mieć szczególne znaczenie - zauważa naukowiec. - Osoby cierpiące na depresję często mają poważne problemy z komunikowaniem się z innymi ludźmi. Dlatego kontakt ze zwierzęciem może w ich wypadku przynieść nieoczekiwanie dobre rezultaty - mówi Reveley. A inny badacz Iain Ryrie uzupełnia: - Obydwa gatunki mają w głębi mózgu zbliżone budową układy limbiczne związane z powstawaniem emocji.

Autorzy pracy w "BMJ" wpisują ją w nurt biofilii - teorii głoszącej, że zdrowie i samopoczucie człowieka są ściśle uzależnione od naszych związków ze środowiskiem naturalnym. Jedną z implikacji biofilii jest ekoterapia, czyli próby przywracania zdrowia poprzez bliski kontakt z naturą. Delfiny to tylko jeden z przykładów. Podobne eksperymenty przeprowadzono już z wykorzystaniem koni, psów, wiewiórek czy sów.
11:47, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 listopada 2005
Dołki szkoleniowe
   Co to są dołki szkoleniowe? To takie dni, kiedy nic nie wychodzi, kiedy wydaje się, że pies zapomniał wszystko, co do tej pory umiał (a przynajmniej połowę). Zdarzają się z powodów znanych najczęściej tylko psom, czyli z naszego punktu widzenia bez powodu. Mogą się zdarzyć przy ćwiczeniu, które zawsze dla psa było trudne, a mogą i przy takim, które zawsze pies wykonywał bez wahania i precyzyjnie. Sunday kiedyś zapomniała, jak się robi tunel, chociaż na ogół stanowi on jej ulubioną przeszkodę (a zarazem ulubioną okazję do zrobienia dyskwalifikacji na zawodach ).

    Co należy zrobić?
Nie wściekać się.
Wziać kilka głębokich wdechów.
I postępować tak, jakbyśmy uczyli danej rzeczy psa, który jeszcze nigdy tego nie robił. Spokojnie pokazać psu, o co nam chodzi, nagrodzić każdy maleńki krok we właściwym kierunku. Na szczęście przy takim podejściu na ogół udaje się z dołka szybko wyjść i już do niego nie wracać.

    Bywają też dołki szkoleniowe ze strony człowieka. W tym przypadku to człowiek zapomina o podstawowych zasadach szkolenia, zaczyna się złościć, niecierpliwić, wymagać za dużo na raz. Jeśli się na tym przyłapiemy, dajemy sobie i psu spokój. Od idealnie precyzyjnego siad nie zależą losy świata, spokojnie możemy to sobie poćwiczyć jutro. Albo pojutrze.

    Piszę o tym, bo dzisiaj to mnie dopadł dołek szkoleniowy nieco innego rodzaju. Są takie dni, kiedy mamy naprawdę udany trening, Vigo biega szybko, a przy tym zwraca uwagę na mnie, udaje nam się jakaś trudna kombinacja... A są takie dni, jak dziś, kiedy nagle zaczyna mnie razić jego tendencja do robienia dużych łuków, załamuje mnie, że ciągle ma problem z huśtawką (JEDEN MAŁY BŁĄD: Vigo kiedyś sam wlazł na hustawkę i rypnął o ziemię. W efekcie zatrzymuje się na huśtawce za wcześnie, przed strefą, czeka, aż opadnie i dopiero schodzi, albo co gorsza zeskakuje. Chyba, że ktoś mu hustawkę przytrzymuje, ale wystarczy, że opuści ją odrobinę za szybko i cała polka zaczyna się od nowa). Albo leci przed siebie nie patrząc na nic i jeszcze upiera się, że zrobił dobrze i piłka w nagrodę mu się należy tzn. uparcie jej szuka, ignorując moje wołanie w drugim końcu placu. Albo z kolei  patrzy, ale zwalnia niemożebnie... Ech.
     Jutro będzie lepiej oczywiście.

19:20, orvokki , News
Link
poniedziałek, 28 listopada 2005
Kompromis
Wczoraj listopad pokazał, co potrafi. W wyniku niesłabnącego entuzjazmu psów do spacerów oraz równie silnej predylekcji ludzi do pozostawania w pieleszach (najlepiej w pozycji horyzontalnej), wypracowany został kompromis. Odbył się jeden długi spacer (zamiast dwóch), w zamian za co psy spędziły resztę dnia z nami na kanapie oglądając serial "Zagubieni". Kto oglądał, ten oglądał...

Image Hosted by ImageShack.us

A propos oglądania - swego czasu zaskoczyło nas skupienie i uwaga, z jaką Sunday wpatrywała się w odbiornik TV. Czyżby autentycznie zainteresował ją program? Przeprowadzone dochodzenie ujawniło, że na linii pomiędzy mordą Sunday a telewizorem znajdował się stolik, a na stoliku...  ciasteczka
, które Sunday zaklinała wzrokiem.
11:11, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 listopada 2005
Góra do Mahometa
czyli wet do peta. Przybył wczoraj wieczorem, zawezwany do kichających, furkoczących i prychających kotek. Najwyraźniej podłapały infekcję od Vigo. Wet miły był bardzo, fachowo przebadał, jeszcze bardziej fachowo strzelił każdej po dwa zastrzyki (o fachowości niech świadczy fakt, że obyło się bez ofiar w ludziach), po czym nastąpiła przykra część, czyli zapłata za usługi. Oj. Mój zawodowy (czyli na zawody) zaskórniak frrrrrr! No tak to bywa.
Wieczorem za to obu kotworom będę musiała zaserwować tabletkę... już się boję.
08:19, orvokki , News
Link
środa, 23 listopada 2005
Listopad
    No i nadszedł niestety taki prawdziwy ohydny listopad. Szaro, zimno, mokro, to śnieg z deszczem popada, to trochę powieje. Dzisiaj to chciałabym chwilowo zmienić obydwa moje psy w koty, następnie zrobić sobie herbaty z sokiem malinowym, wziąć dobrą książkę (aktualnie na tapecie "Boży wojownicy" Sapkowskiego) i wpełnąć pod ciepły kocyk w towarzystwie wszystkich czterech kotów.
  

    A psy to się najnormalniej w świecie tych spacerów domagają, jakby nigdy nic. A na spacerze, zamiast zrobić co trzeba i wiać do domu, chcą, żeby im rzucać piłeczki. I potem przynoszą takie oblepione błotem, liścmi i oczywiście śliną. I jeszcze usłużnie pańci podają, żeby się nie musiała schylać, prosto do ręki, opierając się przy tym łapami o spodnie (sama ich tego nauczyłam, fakt).
Ech.

Dlaczego wszyscy nie możemy po prostu zapaść w sen zimowy?
15:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 listopada 2005
Nowa sofa, łech łech łech
    Jaśnie państwo zakupili sobie nową sofę. Sofa została wniesiona przez dwóch osiłków w trzech paczkach. Dwie wtargali do pokoju, jedną postawili w przedpokoju. Kwity, pieniądze, zamieszanie... nagle patrzymy, a koło części stojącej w przedpokoju na podłodze uformowała się mała, żółta i śmierdząca kałuża... Nasz SAMIEC oznaczył swój teren (przysięgam, nigdy już nie kupię psa, suczki, suczki, suczki są najlepsze!). Szczęściem sofa wciąż znajdowała się w kartonie i  folii :o))), inaczej chyba bym Kudłatego własnoręcznie ukatrupiła.

    Summa summarum obsikanie sofy okazało się ze strony Vigo posunięciem dość sprytnym w dłuższej perspektywie. Miałam mianowicie plan, żeby psów na nową sofę nie wpuszczać, ale w obliczu żółtej kałuży uznałam, że priorytetem jest przekonanie Vigo, że sofa to nowe legowisko :o).  Psom się bardzo podoba. Nowa sofa jest już cała w kłakach, czyli jest już zadomowiona prawie jak stara sofa.
22:43, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 listopada 2005
Miły dzień ;o)
    Odwiedziliśmy dzisiaj naszych springerkowych przyjaciół. Faaajnie było: psiaki wybiegały się po lesie, właściciele nacieszyli oczy ganiającymi psiakami (czy może być piękniejszy widok od tych fruwających uszu i uśmiechniętych pysków?), a potem skonsumowali pyszności ciacho :o).

Image Hosted by ImageShack.us

A potem w domu, na fali dobrego humoru pańci, dla psiaków była miła niespodzianka:


Image Hosted by ImageShack.us


Image Hosted by ImageShack.us


Image Hosted by ImageShack.us
23:21, orvokki , News
Link
 
1 , 2 , 3