Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
czwartek, 24 lutego 2011
Mięsożerca pełen winy

Od paru dni Polska grzmi: w Warszawie powstanie pierwsza restauracja, gdzie będzie można spożyć danie z psa. Na facebooku oczywiście zawiązała się grupa "Nie dla restauracji z psiną", mnożą się propozycje bojkotowania wszystkich azjatyckich knajp (chociaż autor pomysłu wyraźnie twierdzi, że nie otwiera oficjalnej restauracji, nie będzie się reklamował, a posiłki będzie serwował w przystosowanym do tego mieszkaniu dla wybranych gości).

Przyznam, że mam większy problem z tym protestem niż z samą restauracją.

Polacy są ogólnie rzecz biorąc mięsożerni.

Polacy też ogólnie rzecz biorąc nie traktują psów dobrze, chociaż mają ich więcej niż jakikolwiek inny europejski naród (w przeliczeniu w sztukach na łba) - standard to wciąż ledwie sklecona z desek buda, łańcuch, ciasny kojec i tak dalej. Co tydzień mamy doniesienia o bestialsko zabitych zwierzętach, co roku do schronisk trafia STO TYSIĘCY PSÓW, co roku w okresie wakacyjnym psy wyrzucane są z samochodów, przywiązywane w lesie do drzewa, w nocy do bramy schroniska, topione w workach, mordowane siekierą i tak dalej i tak dalej.

Mało tego, ludowe medykamenty w stylu smalcu z psa czy kociej skórki wciąż znajdują nabywców.

Niemniej jednak nagle następuje wielkie pospolite ruszenie, że serwowanie potrawy z psa to samo zło.

Szczerze mówiąc, dopóki jemy mięso (a pisząca te słowa, mimo moralnych wątpliwości, jednak nie potrafi się oprzeć karkówce z grilla...), nawet często nie mając stuprocentowej pewności co do humanitarnych warunków chowu i uboju zwierzęcia, z którego pochodzi, to jakie mamy prawo do rzucenia kamieniem w tego, kto świadomie chce zjeść psa, z założeniem, że proceder odbywa się bez łamania prawa i humanitarnie?

Nie ma różnicy, w sensie moralnym, pomiędzy zjadaniem świni, a psa. Tylko społeczna i kulturowa umowa stanowi, że jedno jest dla nas kotletem, a drugie ponoć najlepszym przyjacielem człowieka (choć można mieć pewne wątpliwości, czy człowiek jest najlepszym przyjacielem psa).

Widzę problem, w tym, jak ogólnie człowiek traktuje zwierzęta, które zjada - przemysłowy chów zwierząt to coś strasznego. Mam wątpliwości co do zjadania zwierząt w ogóle. Widzę też problem w tym, jak ludzkość traktuje te zwierzęta, których nie zjada.

Ale jeśli akceptujemy zjadanie świń (i tak dalej), trzymanie kur w klatkach o powierzchni kartki A4, karmienie krów mączką kostną z ich pobratymców, tuczenie gęsi na pasztet przez tuby wkładane do gardzieli, trzymanie żywych karpii w wodzie pełnej rybiej krwi, podnoszenie ich za skrzela i wypruwanie wnętrzności na żywca, to dlaczego mamy problem akurat z tym, że ktoś chce zjeść psa?

17:57, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
środa, 23 lutego 2011
No i chora jestem...

Przedszkolak chodzi do przedszkola na zasadzie tydzień chodzi (jak dobrze pójdzie) i tydzień choruje, ostatnio jeszcze obdarzył wiruskiem rodziców na dodatek. Chora jestem obłożnie:

Wierne pyreczki jak widać pełnią z zapałem rolę rozgrzewających kompresów (zwłaszcza proszę zwrócić uwagę na Vigusia, który ogrzewa bolącą gardziel ;).

23:19, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 lutego 2011
Były sobie pyrki trzy ;)

W środę gościliśmy przez parę godzin Lee (już chciałam napisać małą Lee, ale Lee wcale już nie jest mała). Powyżej jedyna fotka na której udało mi się uchwycić trzy pyrki razem - ponieważ Lee cały spacer spędziła na lince na wszelki wypadek (w końcu nie znamy się za dobrze), to moje możliwości focenia było nieco ograniczone). No zupełnie dobrze się takie trzy pyrki komponują, nie? (Moja rodzina w tym momencie drętwieje z przerażenia ;-)).

11:08, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 lutego 2011
Syców (aka Cyców) 2011 - kwalifikacje

Oj, ostatnio aktualizacje tylko przy okazji zawodów ;) Mam nadzieję, że się poprawię, ale czas nabiera jakichś przedziwnych właściwości, coś jakby przyspieszał w nieodpowiednich zgoła momentach :P.

W Sycowie sędziowała jedna z moich dwóch najulubieńszych sędzi na świecie, Mia Laamanen, po tym weekendzie można powiedzieć, że ją kocham jeszcze bardziej za całokształt :). Za tory, które są fajne dla psa i wymagające dla przewodnika, myślenie o dobru psa (na przykład poprzez to, by na trudnych nawierzchniach ułatwić nieco kąty etc), etykę sędziowania oraz bycie strasznie miłą osobą przy tym. No, taka klasa sama w sobie.

Tory Mii mają tajemniczą właściwość wyłapywania moich niedociągnięć szkoleniowych, okazało się na przykład, że stanowczo powinniśmy sobie przypomnieć serpentyny ;), niemniej jednak udało mi się pewne sukcesy odnieść, m.in.

- wygrać ze spanielem sobotni jumping open (a tunel wciągał, oj, wciągał ;)):

Wygrać z Bravą MA1 w sobotę, zdobywając nóżkę nr 2:

Pobiec z Eri całkiem przyzwoity egzamin, w którym Erisia zrobiła coś śmiesznego:

Z Eri miałam też bardzo ładne agility open i drugie miejsce. Gdzieś jest nagrane, kiedyś się wgra może.

W niedzielę byłam kompletnie nieprzytomna, niewyspana i wszyscy witali mnie tekstami w rodzaju: "Dobrze się czujesz?", "Oj, chyba się nie wyspałaś?" etc, co jak wiadomo świetnie wpływa na samopoczucie. W związku z czym trochę się nie mogłam pozbierać z bieganiem, udało mi się zawalić chyba wszystkie openowe jumpingi, za to zdążyłam się pozbierać na agility open i wykosiłam z Bravą bieg zawodów. Najlepszy czas we wszystkich kategoriach. No i w ogóle, piękny był:

Ze spanielem pobiegałam to również przyzwoicie, aczkolwiek spaniel skoczył strefę na kładce, co jej się jakby ostatnio zdarza, więc trochę musimy pocisnąć te strefki :). Potem jeszcze wygrałam MA1 z Bravą, zdobywając nóżkę numer 3, tak więc mamy dwójkową Braveczkę :).

Wrażenia pozostałe zostały w moim mózgu wyparte przez wszechogarniające zmęczenie, jakoś chyba nie jest to najlepszy moment w moim życiu, jeśli chodzi o ogarnianie różnych spraw ;).

12:30, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 lutego 2011
Strefki zbiegane i zatrzymywane

Artykuł Polony Bonac na temat posiadania jednego i drugiego - TUTAJ.

Brava demonstruje, że się da:

Zdecydowanie zatrzymywane jeszcze do dopracowania, ale i tak jestem bardzo zadowolona :).

A dzisiaj w ramach przygotowania do zawodów pośmigaliśmy sobie ten tor. Wyglądał dość niewinnie i faktycznie, był łatwy dla spaniela i Vigo, znaczy dla starych wyjadaczy. Z Bravą i Eri też się udało, ale nie od razu ;). Co i dobrze, przynajmniej taki torek eksponuje jakieś tam słabości treningowe.

21:05, orvokki , News
Link
niedziela, 06 lutego 2011
"I dobrze, niech się nauczy"

Nie wiem skąd i dlaczego wsród niektórych właścicieli psów okropnie rozpowszechniła się pewna bzdura, że jak jeden pies drugiego pogryzie, to temu drugiemu to dobrze zrobi, szczególnie w sytuacji, gdy delikwent jest średnio posłuszny, za to bardzo zainteresowany innymi psami i uwielbia sobie do nich podbiegać. Słyszałam ten bzdet i ja i wielu znanych mi psiarzy miliony razy, dialog przebiega zwykle tak:

Właściciel psa niezbyt przyjaznego do psów, mający swoje zwierzę na smyczy, na widok innego psa zbliżającego się luzem: Proszę złapać psa na smycz.

Właściciel psa idącego luzem: Ale on nic nie zrobi / On chce się tylko przywitać / On chce się tylko pobawić.

Właściciel psa nieprzyjaznego: Ale mój jest agresywny / Ale mój może coś zrobić.

Właściciel "luzaka": I dobrze, niech się nauczy / To mu dobrze zrobi.

Właściciel psa agresywnego w tym momencie dostaje piany na ustach i albo tłumaczy nieco dosadniej, albo przegania psa natręta, albo nie przegania i robi się gorąco.

Zakładam, że Czytelnicy bloga mają więcej rozumu, ale na wypadek zabłąkanych dusz trafiających tu poprzez google oraz znajomych Czytelników:

1. Drodzy właściciele piesków, "chcących się jedynie przywitać" - uszanujcie proszę to, że ktoś mając psa agresywnego stara się po pierwsze pracować nad tym w sposób kontrolowany i nie dopuszczać do sytuacji, w których pies ćwiczy się w zachowaniach agresywnych (agresja jest zachowaniem samonagradzającym, więc to ważne, by pies nie miał okazji do takich zachowań). Naprawdę takie spotkanie może cofnąć pracę z danym zwierzakiem o wiele tygodni. Uszanujcie też to, że najzwyczajniej w świecie ten człowiek stara się zachować odpowiedzialnie i nie dopuścić do tego, by jego pies komuś zrobił krzywdę.

2. Jeszcze nie słyszałam, żeby psu "dobrze zrobiło" pogryzienie przez innego psa. Jedyną sytuacją, która mi przychodzi do głowy, w której psu może dobrze zrobić nieco dyscypliny ze strony drugiego, jest taka, kiedy rozwydrzony szczeniak pozwala sobie na zbyt wiele i dorosły, ZRÓWNOWAŻONY pies go nieco temperuje. Słowo "zrównoważony" jest tu kluczowe, mamy wtedy reakcję adekwantną do sytuacji i skuteczną.

Abstrahując już od problemu agresji, jeśli właściciel drugiego psa prosi nas, by nas pies do nich nie podchodził, to po prostu zwykła grzeczność wymaga, by to uszanować, niezależnie od przyczyny tej prośby.

19:56, orvokki , News
Link Komentarze (5) »