Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
sobota, 27 lutego 2010
Second dog syndrome, historia prawdziwa :)
Czy second dog syndrome istnieje? I czym się objawia? Dosłownie można to przetłumaczyć "syndrom drugiego psa", ale tak naprawdę jest to bardziej coś jak "przekleństwo drugiego psa" :P.

Dla zaistnienia zjawiska potrzebny jest pies numer jeden, który jest psem prawie idealnym, a w każdym razie bardzo fajnym. Ponieważ jest to nasz pierwszy pies, to przeżywamy ten fakt jak stonka wykopki i na pół roku przed jego pojawieniem się w naszym domu (albo w ogóle na świecie) mamy kupioną smycz, obrożę, miskę oraz stos podręczników o szkoleniu (w tym Fishera i Fennel oczywiście :P). Jak już szczeniak przybędzie do nas do domu, niezwłocznie przystępujemy do szkolenia, oraz przejęci rolą posuwamy się do idiotyzmów w rodzaju udawania, że jemy z psiej miski :). Następnie udajemy się na przedszkole dla szczeniąt, gdzie mądry trener wybija nam te pomysły z głowy. Przykładamy się bardzo, kończymy przedszkole i kurs posłuszeństwa, następnie z palcem w nosie zdajemy egzamin PT, bierzemy się za agility, co do którego nie mamy wielkich oczekiwań jeszcze, za to bardzo nas bawi. Pierwsze starty w zawodach, nieoczekiwanie pierwsze zwycięstwa, ale też oczy nam się otwierają na to, że są psy, które biegają szybciej, lepiej etc. Czasem nie wszystko jest idealnie, czasem musimy stawać na uszach, żeby naszego psa zmotywować, ale ogólnie cieszy nas każdy drobiazg, każdy udany bieg i każdy dzień z naszym cudownym psem. 
Lata mijają, a my zaczynamy myśleć o drugim psie. 

Takim, który tym razem będzie przedstawicielem rasy bardziej predysponowanej do sportu. Takim, który jak dorośnie, będzie mistrzem świata i okolic. Szukamy miotów po sportowych rodzicach, znowu niecierpliwimy się i nie możemy już się doczekać, znowu przywozimy do domu rozkoszną kulkę i natychmiast przystępujemy do pracy. 
Ale coś tym razem jest inaczej.

Gniecie nas ciężar wielkich nadziei. Spieszymy się. Zdarza nam się automatycznie stosować te same metody, co z psem numer jeden, chociaż pies numer dwa jest CAŁKIEM, ale to CAŁKIEM inny. Nie wychodzi nam tak jak byśmy chcieli, denerwujemy się, frustrujemy i pies też. Widzimy więcej błędów niż sukcesów, zastanawiamy się, czy z tym psem jest coś nie tak... W końcu robimy rachunek sumienia, zaczynamy rozumieć, że nie wiemy jeszcze wszystkiego, szukamy nowych dróg. Powoli rodzi się nasze porozumienie z tym drugim psem, powoli dostrzegamy, że nasz enfant terrible wiele nas nauczył.

Czy można uniknąć second dog syndrome? Znam takich, którym się udało, więc zapewne można :). Jak? Zachowując otwarty umysł, patrząc na drugiego psa jak na całkiem nową przygodę, nie gniotąc go prasą swoich ambicji, pokornie ucząc się nowych ścieżek, nie zapominając o dobrym zrobieniu podstaw, nim ruszymy z materiałem doktoranckim ;), doceniając siebie i psa za każdy krok wspólnej drogi...
20:56, orvokki , News
Link Komentarze (8) »
czwartek, 25 lutego 2010
Dawno zdjęć nie było. A więc zdjęcia:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Nie mój pyrek:

Image and video hosting by TinyPic

I nie moja pyrka:

Image and video hosting by TinyPic

Towarzystwo mieszane:

Image and video hosting by TinyPic

Kaira:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Odkrycie numer 1: przy 6 psach na wspólnym spacerze mam problemy z doliczeniem się wszystkich.
Odkrycie numer 2: sezon na bażanty się zaczyna. W sensie, że z braku kopnego śniegu spaniel znowu zaczyna je ganiać.
Wniosek: jak najszybciej muszę wrócić do spacerów dzielonych. Forma mi się poprawi, he he.

W temacie kształtowania ściągania skarpetek. Bravę nauczyłam ściągać, Eri nauczyłam obśliniać, z Sunday złożyłam broń i stwierdziłam, że najpierw nauczę ją targetowania czegoś nosem na komendę, bo bez tego nie ruszymy. To, co ona wyprawia przechodzi ludzkie pojęcie i jest nie do zniesienia. 

20:17, orvokki , News
Link
Dlaczego Vigo powinien być na deser :o)
Trochę się ostatnio rozleniwiliśmy klikerowo. A jak się człowiek rozleniwia, to rdzewieje :). Pies chyba podobnie. 
W każdym razie wczoraj postanowiłam sztuka dla sztuki wyklikać psom ściąganie mi skarpetki ze stopy. Ale jako że zardzewiałam, to zaczęłam od Vigusia, czego normalnie nie robię. 
Vigo jest trochę idiot savant. Bywa niesłychanie trudny w życiu codziennym i całkowicie niereformowalny w pewnych kwestiach, ale jeśli chodzi o sesje kształtowania, jest genialny. Jest to pies, który naprawdę myśli i jeśli raz mu się coś kliknie, to on wie, że ma szukać w tym kierunku. W związku z czym po paru klikach zdjął mi jedną skarpetkę, a za chwilę drugą, no i po sprawie.
Potem przyszła kolej na spaniela i tu nastąpiła porażka numer 1. Spaniel jest przeciwieństwem Vigo. Jest psem absolutnie bezproblemowym w życiu codziennym, ale jeśli chodzi o klikanie, to naprowadzanie rządzi. Bez naprowadzania spaniel miota się jak oszalały, skomli, jęczy, wykonuje 1300 ruchów na sekundę i musi co najmniej 10 razy całkowicie przypadkowo zrobić to, o co mi chodzi, żeby zajarzyć, że te kliki i smakołyki były właśnie za to i zrobić to samo celowo. Wczoraj było jeszcze gorzej niż zwykle, bo bardzo szybko się sfrustrowała i zaczęła drzeć gębę, w związku z czym musiałam skończyć sesję bez wymiernych sukcesów.
Następnie wzięłam Bravę. Usiadłam na kanapie, wystawiłam kończynę i czekam. Brava siedzi i gapi się na mnie. Przestawiłam jej stopę pod nos, na co Brava wykonała zgrabny unik (czego mi tu zasłaniasz tą stopą, skoro chcę Ci patrzeć w oczka?) i dalej wpatrywała się we mnie. W końcu po konwulsyjnych drgawkach kończyny dolnej udało mi się nią zainteresować pyrę, która dla odmiany uznała, że chodzi o przytknięcie nosa do stopy i zastygała w tej pozycji (a zawsze mi się wydawało, że nie umiem kształtować zachowań statycznych)... No więc gdzieś w tym momencie skończyłam :).
Z Erisią udało mi się nawet osiągnąć otwieranie gęby, ale już wytłumaczenie jej, że ma pociągnąć za skarpetkę nie. Za to oślinić tę część garderoby udało im się do spółki kompletnie. C.d.n.

A dlaczego nigdy nie ćwiczę z Vigo na początku? No właśnie dlatego. Po nim każdy inny pies wydaje się tępy i ograniczony :P i trudno się ustrzec jakiejś wewnętrznej irytacji, zamiast szukać innych rozwiązań. 
Wniosek nr 2 z wczorajszych bojów jest taki, żeby jednak nie pozwolić sobie rdzewieć. Ani psom. 
10:08, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 lutego 2010
Kalejdoskop psich osobowości
Przeczytałam jakiś czas temu książkę Stanleya Corena Dlaczego twój pies zachowuje się w ten sposób. Przewodnik po osobowości psa. Książka ogólnie jest ciekawa i fajnie się ją czyta, przedstawia bardzo wiele różnych zagadnień, takich jak teoria udomowienia psa, znaczenie rasy dla temperamentu i osobowości, wpływ socjalizacji, omawia też bardzo szczegółowo program wczesnej stymulacji neurologicznej dla szczeniąt i jego efekty, głównie jednak skupia się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy możemy mówić o osobowości u psów. Spora część świata naukowego krzywi się na to określenie, twierdząc, że jest nienaukowe i trąci antropomorfizacją. Z drugiej strony przeciętny właściciel na pytanie o osobowość swojego psa bez większego trudu rozwinie potoczystą opowieść o cechach swojego pupila. Oczywiście, uwielbiamy antropomorfizować, z drugiej strony może jednak ten uniwersalizm pewnych spostrzeżeń o czymś świadczy :).
Coren twierdzi, że wiele z aspektów ludzkich testów osobowości można zaadaptować na potrzeby badania psów. Poprzez osobowość rozumie on skłonność do pewnych typów zachowań, a poznanie jej jest bardzo użyteczne, ponieważ pozwala nam z pewnym prawdopodobieństwem przewidzieć zachowanie psa w różnych sytuacjach. Coren wyodrębnia pięć aspektów psiej osobowości: inteligencja/zdolność uczenia się, towarzyskość, poziom energii, reaktywność emocjonalna, dominacja / terytorializm, a następnie przedstawia opracowany przez siebie test, pozwalający ocenić u swojego psa te cechy. Co prawda, dla kogoś, kto dość dobrze zna swojego psa, wynik tego testu raczej nie będzie zaskoczeniem :), ale pozwala on określić, gdzie pod względem danej cechy plasuje się nasz ulubieniec na tle psiej populacji. 
Mimo że osobowość psa może być nieco mniej złożona niż ludzka, jest jednak wielowymiarowa i chyba nie daje się sprowadzić do jedynie pięciu aspektów, nawet jeśli wystarczają one do stworzenia dość dokładnego obrazu i przewidywania zachowań. Często jednak te cechy, którymi nasze psiaki najbardziej zjednują sobie nasze serca i o których najbardziej lubimy innym opowiadać, nie dają się ująć w żadnych kwestionariuszach zachowań. Jest na przykład taki aspekt osobowości Sunday, który można podsumować słowem: "królewna". Królewna po pierwsze leży na kanapie, nie na przykład na dywanie, czy pod biurkiem, jak to się zdarza innym psom. Po drugie, na tej kanapie królewna przewraca sobie poduszkę, kładzie się na niej i dopiero wtedy jest zadowolona :). Królewna musi mieć cieplutko i mięciutko.
Brava z kolei ma w sobie ten rodzaj cwaniactwa, który nie pozwoli jej w życiu zginąć. Zawsze zdobędzie sobie nie wiadomo jakim sposobem najwięcej miejsca na kanapie, najwygodniejszą miejscówkę samochodzie (Brava oczywiście jeździ... w dziecięcym foteliku Sergiusza), najsmaczniejszy kąsek i najwięcej pogłaskań. 
Vigo jest wyjątkowy pod względem umiejętności wczuwania się w moje nastroje. To właśnie on przyjdzie się przylepić, gdy mi smutno albo rozbawi mnie jakimś swoim pomysłem (na przykład przynosząc "na handel wymienny" coś, co jest prawie niewidoczne i co wzbudza podziw dla jego umiejętności podnoszenia z podłogi różnych przedmiotów). 
Eri za to jest psem bez osobowości :P. Też cecha charakterystyczna. 
15:29, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 lutego 2010
A gdzie Brava?
Brava, jako że miewa głupie pomysły, sypia ciągle w klatce u nas w sypialni. Jednak jako że z Kladna wróciłam o 1, nie chciało mi się tłuc w środku nocy, więc Brava przespała noc z niedzieli na poniedziałek na kocyku (chyba). Wczoraj opanowało mnie zwykłe przymulenie pozawodowe i znowu jakoś nie rozłożyłam tej klatki w dzień, a jak się zorientowałam, to Sergiusz już spał i nie chciałam mu brzęczeć nad uchem. Tak więc Brava wylądowała znowu na kocyku. Budzę się rano i pierwsze co, to się dziwię, że Sergiusz nie przelazł do nas do łóżka, co zwykle czyni. Potem zerkam na kocyk - nie ma Bravy. Zerkam więc na własne wyro, nie ma. Zaglądam do łóżeczka - jest :). Wywalona kółkami do góry i przytulona do Sergiusza, śpi sobie słodko. Jak oduczyć dziecko spania z rodzicami? Dać mu do łóżeczka pieska :). 
23:23, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
13-14.02.2010 Kladno
W Walentynkowy weekend w prawie całkowicie babskim (Irena, Iwona i ja, a to "prawie" to bezjajeczny Vigocki) składzie  pojechałyśmy sobie na zawody do Kladna. Zawody stanowiły pewien organizacyjny eksperyment, mianowicie rano biegały  psy large, a psy z klas small i medium w sobotę zaczynały biegać dopiero o 17 (a nawet później, bo o 17 to było przyjęcie zawodników, ustawianie toru i takie tam). Dobrą stroną było to, że w sobotę mogłyśmy ruszyć z Wrocławia o zupełnie kulturalnej godzinie i całą drogę odbyć w świetle dziennym. Minus za to był taki, że ponieważ na sobotę przewidziano 4 biegi (agility i jumping open, klasy i agility finał, do którego kwalifikowało się 8 najlepszych psów z jumpingu i 8 najlepszych z agility), to finałowy bieg biegłam z Sundayem jakoś tak tuż przed pierwszą w nocy, kiedy to obydwie byłyśmy już w formie nie najlepszej. 
Hala była bardzo ładna, sztuczna trawka niezła, w hali był też bar, wokół jakiś taki laso-park, gdzie można było pójść na dłuższy spacer i pozwolić psom pobiegać, ogólnie bardzo fajnie. W sobotę sędziował Tomasz Glabaźna, który stawiał dzikie torki, w niedzielę Pavol Vakonic, którego tory bardzo mi się podobały i miały fajnie stopniowany stopień trudności. 
Sunday w sobotę wygrała open jumping, zajęła chyba 3 miejsce w klasie, skoczyła strefę na kładce w agility (ups), a w finale się zdetkowałyśmy malowniczo, oczywiście na tunelu :). 
Jumping popylała tak, że aż się sama zdziwiłam, chyba dlatego, że fajna sztuczna trawka porównaniu z ubitym śniegiem stanowi podłoże o doskonałej przyczepności :). W agility jako się rzekło skoczyła strefę na kładce, w związku z czym obiecałam sobie solennie pilnować jej w SA3, ale sędzia Glabazna walnął taki torek, że całkiem o tym zapomniałam, skupiwszy się na rozwiązywaniu straszliwych trudności technicznych :). W związku z czym strefa w tym biegu też była skoczona, trzeba będzie chyba trochę to pocisnąć przed naszymi kwalifikacjami.
W finale strefa była miodzio, cóż stąd, skoro zaraz potem detka :). 

Klub organizatorów nazywał się OSA Jahoda, czyli truskawka i nagrody były tematyczne, a to truskawkowy kompocik, a to owocowa herbatka :) Bardzo mi się to podobało. Dla piesków różne śmierdziuchowe nagrody (w tym takie małe suszone rybki, mega ohydztwo, psy zachwycone bezgranicznie).

Vigo w sobotę pobił swój rekord, inkasując trzy detki w trzech biegach, wszystkie w stylu dość obłędnym. Szczyt szczytów stanowiło skoczenie bez komendy hopki pierwszej i od razu potem ostatniej. Możemy startować w konkurencji na najszybszą detkę wszechczasów. Jeszcze w jednym biegu udało mu się zdetkować na drugiej przeszkodzie, więc ogólnie było strasznie.

Po zawodach w środku nocy zostałyśmy odpilotowane do schroniska, w którym miałyśmy spać, a które było gdzieś hen hen w górach (rano się okazało, że w bardzo ładnej okolicy, ale w nocy się raczej martwiłyśmy o to, żeby auto dało radę pod górkę) i gdzie nie było pościeli, która miała być. Pościel udało nam się w końcu dostać, ale w wyniku tego wszystkiego położyłyśmy się spać jakoś tak koło 3 w nocy.

Przebiegi niedzielne zaczynały się dla nas o 14, teoretycznie więc można by się wyspać, gdyby nie to, że od 6:30 zaczęły się odzywać telefony, a to budzik, a to ktoś sobie wybrał taką porę, żeby zadzwonić akurat. Ostatecznie udało nam się poleżeć do 9, rozpusta. Ogólnie jednak mam wrażenie, że żadna z nas nie była w szczytowej formie :P, jakoś chyba jednak wolę zawody o tradycyjnej formule. W niedzielę były tylko dwa przebiegi, klasy i jumping. Sunday miała czysty bieg SA3 (2. miejsce) i czysty jumping (1. miejsce) oraz 1. miejsce łącznie za agility i jumping z soboty i jumping niedzielny. Wygrałam startowe na następne zawody w Kladnie tym sposobem. Bieg MA2 z Vigo skopałam tym razem ja, Vigo nawet strefy ładnie zaliczył i w ogóle dosyć się starał. W jumpingu miał jedną zrzutkę, ale ogólnie dla niego bilans zawodów słaby: 4 detki na 5 biegów. 

Eksperymentowałam z różnymi wariantami rozgrzewki, typu długi spacer wcześniej albo wyjęcie go z klatki tuż przed biegiem i prosto na start (nie jest to bynajmniej sposób, który bym polecała, ale tonący brzytwy się chwyta). Ogólnie jednak biegało mi się z nim źle, chociaż w niedzielę lepiej niż w sobotę. Bardzo się spinam przed biegami z nim, nigdy nie wiem, czego się mogę spodziewać, pobiegnie normalnie czy też mu odwali kompletnie. Pruje jak szatan, ale wycina numery jak pies początkujący, typu nagłe problemy ze slalomem albo wejściem na strefówki. O zostawaniu na starcie nie wspomnę. W niedzielnym jumpingu zostawiłam go hektary przed startem, żeby w razie czego mieć czas na położenie go z powrotem, chyba się w związku z tym nie zorientował, że zaraz będzie biegł i nawet nie drgnął, tzn. dopóki nie dałam komendy. 

W ogóle przed tym ostatnim biegiem nagle ogarnęło mnie beznadziejne uczucie, że już mi się nie chce z nim biegać i jakoś mnie to nie bawi, więc zastosowałam strategię robienia dobrej miny do złej gry, czyli wyjęłam go z klatki i zaczęłam się cieszyć, że hurra, będziemy biegać, ale będzie fajnie. Jak wiadomo, jak się człowiek zaczyna uśmiechać na siłę, to mu się humor poprawia, więc trochę MNIE to rozluźniło i to był ten nasz jedyny ukończony bieg. Może jest to jakiś sposób na moje nerwy i może chociaż tak będę mogła mu pomóc, bo ogólnie mam wrażenie, że konglomerat mojej nerwowości i jego nerwowości stanowi połączenie dość nieszczęśliwe momentami i trochę sobie nie ułatwiamy wzajemnie życia. 

Z Bravą w wyniku szybkiej akcji dywersyjnej udało mi się w sobotę po zakończeniu zawodów poćwiczyć obcy slalom :) oraz tunel miękki. Na młodej ćwiczenie agility o pierwszej w nocy nie robi żadnego wrażenia, fajnie jest.
13:10, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 lutego 2010
Dziewczynki w wydaniu sweet
Widzimy tu bardzo wyjątkowe zdarzenie, bowiem Brava NIE zajmuje połówki kanapy, wypychając przy tym wszystkich innych, co jest u niej zachowaniem typowym:



Tu jeszcze bardziej nietypowo, wnoszę, że zimno było w chałupie stąd zwiększona skłonność do przytulactwa:



Eri gra w farmę na fejsbuku, własnie sobie kupiła lepszy traktor :P.

Oprócz tego typu sposobów na zabijanie zimowego czasu, Brava wymyśliła też dodatkowy, mianowicie ni stąd ni zowąd stała się pogromcą WSZYSTKIEGO. Wygryzła dziury w mojej legitymacji ZKwP, odgryzła nóżki pluszowemu pieskowi Sergiusza (drastyczne: "Mama, pesek nie ma mugi*") i ogólnie po prostu rąbie wszystko, co jej w zęby wpadnie. Naprawdę nie dajcie się nabrać, jak szczeniak jest w miarę grzeczny. Oznacza to, że rozkręci się później, mając znacznie większe możliwości. Ja już nie wspominam o takich zupełnie zrozumiałych akcjach typu kradzież dwóch naleśników z talerza, wejście z nimi pod suszak z praniem i pożarcie ich bez gryzienia, bo to jeszcze mogę zrozumieć. Ale nóżki? Pieskowi? Ał.

* Według Sergiusza kończyny dzielimy na "boki" (górne) oraz mugi (dolne). Nic nie poradzę. I tak to pikuś w porównaniu z tytułem bajki "Maurycy i Hawranek", który to tytuł brzmi według pana S. "Papage i papage".
23:13, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2