Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Fast'n'furious

Całkiem zapomniałam się tu pochwalić niewątpliwą zarąbistością mojej suki. Pewnego zimowego dnia pojechałyśmy sobie poćwiczyć na wykładzinie pod Decathlonem w Gliwicach ;):

Ogólnie rzecz biorąc dochodzę do wniosku, że moje zwierzątko robi się coraz bardziej zarąbiste z każdym dniem :).

W ten weekend za to pojechałam na zawody VOSA Cup w czeskiej miejscowości Sviadnov. Spóźniona zima akurat w ten weekend postanowiła nadejść, co nam trochę umiliło drogę, zwłaszcza fragment autostrady po wyminięciu pługa śnieżnego. Za to po dotarciu na miejscu mieliśmy ładne śnieżne pagórkowate widoczki :). Zawody były na końskiej hali, dość takie skromnie obsadzone, ale tory Tomasa Glabazny jak zwykle dostarczyły nam dostatecznych wyzwań :).

Od jakiegoś czasu dostrzegam piramidalną zmianę w Eri. Moje malutkie, cichutkie, grzeczne, starające się zwierzątko zmienia się w jakiegoś potwora, który wyrywa rączki na szarpaku, drze ryja na starcie, rozgina pręty w klatce i biega dwa razy szybciej niż zwykle. :) Być może moje marzenie o szybkim large spełni się szybciej niż się spodziewałam :D.

W sobotę w sumie jakichś większych sukcesów nie odniosłam, ale miałyśmy z Bravą piękniutki bieg w A3:

Brava się ostatnio zrobiła tak ponaddźwiękowa, że generalnie mam wybór albo biec albo coś mówić, bo na jedno i drugie płuc mi nie starcza.

Eri podobnie jak w zeszłym roku miała problem ze slalomem tym, jestem całkiem pewna, że go po prostu nie widzi, szary na szarym piasku :/.

Po zawodach w sobotę pojechaliśmy do hotelu, do którego nie mogliśmy trafić ;). GPSy się zbuntowały, hotel jakiś utajniony był i w końcu nie pozostało nic innego jak zapytać miejscowego o drogę. Miejscowy najpierw nas przeindagował na okoliczność tego, czy tam nocujemy, ile nocy, skąd jesteśmy, potem wyjaśnił rzeczowo "400 metrów i do lewa" a potem nagle trafiony świeżą myślą wykrzyknął "Albo nie, pokażę wam! To jest 5 minut piechotą", po czym nie czekając na naszą reakcję ruszył żwawym kłusem w kierunku hotelu... cóż było robić, ruszyliśmy za nim w kolumnie zorganizowanej w 3 samochody, zastanawiając się, czy sobie za tę grzeczność na miejscu policzy 100 koron na flaszkę czy co. Ale nie, okazało się, że to tak z czystej uprzejmości ;).

W niedzielę za to biegało mi się super naprawdę. Z Eri wygrałam agility open i chyba po raz pierwszy miałam z nią tak idealny bieg, kiedy naprawdę czułam, że obie dajemy z siebie wszystko i miałyśmy takie idealne porozumienie :). Nagranie może będzie później :). Brava była na pudle we wszystkich trzech biegach, w jednym sędzia najpierw policzył nam strefę na kładce, a potem się zreflektował, że jednak gdzieś tam paluszkiem zaliczyła ją na samym dole i odwołał :), co było bardzo miłe z jego strony.

Ogólnie fantastyczny wyjazd jak zwykle :).

23:13, orvokki , News
Link
niedziela, 08 stycznia 2012
Psem, dzieckiem i mężem się nie pochwalisz

Jakąś taką ludową mądrość zasłyszałam kiedyś. Jeśli chodzi o psy działa bez zarzutu.

Przykład pierwszy to Vigo, który ogólnie rzecz biorąc ma strusi żołądek i wymiotował wszystkiego trzy razy w życiu, z czego pierwszy raz w samochodzie znajomej w drodze na zawody na baaardzo śmierdząco (niezapomniane wrażenia z prania maty samochodowej w śniegu na trasie na Kudowę...), drugi raz, jak odwiedziła mnie przyjaciółka nie lubiąca psów, przy czym pierwszy paw został idealnie zsynchronizowany z jej wejściem do domu. Trzeci raz był mniej pamiętny, poza tym, że Vigo wykoncypował, że należy rzygać do wanny.

Przykład drugi łączy się z lekcją pokory, więc upokorzenie było tym dotkliwsze. Mianowicie swego czasu w jakiejś internetowej dyskusji wymądrzałam się, że mam psa myśliwskiego, który jest odwoływalny. Jakiś czas później postanowiłyśmy przenieść wirtualną znajomość do reala z jedną z dyskutantek i umówiłyśmy się na wspólny spacer. Traf chciał, że było to wkrótce po mojej przeprowadzce z centrum miasta na mój wygwizdów, a co za tym idzie spaniel właśnie odkrył był istnienie bażantów i przez większą część spaceru stanowił absolutnie ignorującą moje histeryczne wrzaski białą kropkę na horyzoncie.

To jest w ogóle jakiejś mam wrażenie ogólniejsze prawo Murphy'ego, mianowicie jeśli masz psa, który jest generalnie posłuszny, ułożony i raczej nie miewa kretyńskich pomysłów, to niewątpliwie weźmie to wszystko w łeb w momencie, w którym umówisz się z innym psim znajomym na wspólny spacer. Na moje psy działa bez pudła. Zaczyna się nieodmiennie od grupowego oszczekania znajomego i jego psa, a potem niczym u Hitchocka napięcie rośnie i można liczyć na pełen przegląd niepożądanych psich zachowań w stylu zjadanie śmieci, zjadanie kup, tarzanie się w śmierdzących substancjach połączone z natychmiastową ochotą do przytulenia się lub wskoczenia na ręce, szczekanie na ludzi, szczekanie na psy, oddalanie się w swoich sprawach w siną dal plus jeszcze parę nigdy wcześniej nie widzianych i w związku z tym będących nie do przewidzenia zachowań.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której należy pamiętać, mianowicie, że psy nie tylko zawsze są gotowe ośmieszyć nas przed znajomymi, w szczególności tymi, na których opinii nam zależy, ale też wykorzystają każdą naszą najmniejszą słabość bez wahania i bez litości. Swego czasu wywaliłam się na zamarzniętej kałuży i już padając miałam wrażenie, że mi się nóżka jakby pod złym kątem zgięła. Ból, który nastąpił po zetknięciu z podłożem upewnił mnie, że w rzeczy samej, ludzka kończyna w tym miejscu nie powinna się w tej osi poruszać, zajęłam się więc wydawaniem mało cenzuralnych okrzyków mających na celu wezwanie pomocy oraz przyniesienie mi ulgi w cierpieniu. Pieski oceniły sytuację błyskawicznie i jednomyślnie oddaliły się w kierunku najbliższego śmietnika, słusznie wnioskując, że nie jestem w stanie ich powstrzymać. Z podobnym zjawiskiem można się zetknąć przy infekcji górnych dróg oddechowych, która pozbawia nas właściwej nam siły głosu. Ilekroć dopadnie mnie jakieś zapalenie krtani czy cóś, w związku z czym porozumiewam się wysilonym szeptem, moje psy starają się jak najszybciej oddalić z zasięgu tegoż szeptu, gdzie z czystym sumieniem ("nie słyszę, żebyś mnie wołała") zajmują się czynnościami zakazanymi w stylu zjadania kup.

Prowadzi nas to do morału dwojakiego. Po pierwsze nie należy nigdy się chwalić swoim psem. Po drugie pies najlepszym przyjacielem człowieka :D.

18:34, orvokki , News
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Happy New Year :)

10:45, orvokki , News
Link Komentarze (1) »