Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Opsion 14, Hradec Kralove

Weekend na zawodach to jest to, co tygrysy lubią najbardziej ;). Nawet jeśli zawody odbywają się w końskiej hali, gdzie jest zimniej niż na dworze, a na dworze jest mocno minusowo (i ślicznie przy okazji). Nawet jeśli przy okazji wizytuje się pensjonacik z nieco nerwową właścicielką patrzącą ludziom na ręce, a psom na łapy (poniekąd wystrój w stylu białe mebelki z firymuszkami, na każdym serwetka i durnostojka to uzasadniał). To drobiazgi, zupełnie niknące w obliczu wspaniałych wydarzeń typu, uwaga: PIERWSZA nóżka Bravy do A2 :), trzy zaliczone z Bravą openowe biegi w jeden dzień (w tym tylko jeden błąd), przetestowanie naszej nowej zatrzymywanej strefy w warunkach bojowych, bardzo pięknie pociśnięty jumping z Eri (z Bravą też był niezły, ale Eri w jumpingu się zmieściła w pierwszej trójce przy porządnej konkurencji, to jest coś :)).

Ogólnie strasznie jestem zadowolona. Przez ostatnie dwa miesiące pilnie oglądałam webinary Susan Garrett na temat pre-competition routine (czyli takiej bardzo szeroko pojętej rozgrzewki czy też przygotowania mentalnego do zawodów) i staram się teraz opracować jakiś taki swój PLAN. Chodzi między innymi o to, żeby się uniezależnić trochę od warunków zewnętrznych i potrafić pobiec jak najlepiej niezależnie od tego, że na przykład pada deszcz (patrz EO), jest zimno jak czort (patrz przedwczoraj) albo są to naprawdę bardzo ważne zawody (patrz MŚA albo kwalifikacje do tychże), jednym słowem nie dać się stresowi, mieć z tego fun i biec na swoje 100%. Ostatnie zawody były dla mnie niezłą okazją do ćwiczenia tego typu rzeczy z bardzo fajnym skutkiem. Istotną częścią planu jest pozytywne myślenie i wizualizacje (tu czasem moja nowa psychologiczna maszyna natrafiała na wyboje, bo ilekroć sobie zamykałam oczy celem przeprowadzenia wizualizacji to ktoś podchodził, klepał mnie w ramię i zadawał pytanie w rodzaju "Śpiiiisz?"). Połączenie jednego z drugim pozwoliło mi na przykład po zdetkowanym biegu z Bravą zastąpić go w głowie czystym przebiegiem (a że detka była banalna, a reszta toru pobiegnięta miodzio, to nie było to takie trudne). Nie wiem, czy właśnie to pomogło, czy też moje powtarzane w głowie hasełko "Run as one", ale w niedzielę biegało mi się z młodą genialnie. Eri znowu miała trochę problemy ze slalomem i właśnie się zastanawiam, czy znowu przerobić wejścia wg 2x2, czy też dać sobie luz. To drugie wzięło mi się stąd, że ostatnio bardzo dużo z nią tego slalomu ćwiczyłam i może zaczynam mieć jakąś lekką obsesję na temat. W związku z czym może dobrze nam zrobi, jak przez jakiś czas nie będę jej i sobie zawracać głowy tym slalomem szczególnie, tzn. porobimy go sobie w torze przy okazji. Wiem, że to się wydaje nielogiczne, ale jakoś tak intuicyjnie mam ochotę tak postąpić, jak mi się nie sprawdzi, to zawsze mogę zrobić jakiś mały re-training ;). Filmiki mam tylko z niedzieli, bo w sobotę kamera stwierdziła, że w taki mróz to ona nie robi. W niedzielę w związku z tym tuliłam ją czule do łona pod kurtką i zgodziła się nagrać to i owo :).

Pierwszy wpis do A2:

Niepotrzebnie zrobiłam zmianę przed ostatnią hopką, ale bałam się, że jak nie zrobię, to mi ją ominie z drugiej strony :)

Jumping open z Eri - generalnie bardzo mi się ten bieg podoba, udało mi się zrealizować moje założenia w stylu zostawienia jej na slalomie i poprowadzenia sekwencji przed miękkim tunelem. Co prawda zapomniałam, na którą rękę chciałam ją odebrać z pierwszego tunelu i zrobiłam śmieszny piruecik, ale Eri tego nie widziała, a ja się zdążyłam ustawić, zanim wyleciała z tunelu ;).

Ten sam torek z Bravą, która była minimalnie szybsza, mimo łuku przed pierwszym tunelem i trochę zbyt szerokiego poprowadzenia na serpentynie:

Najbardziej się cieszę, że udało mi się na tych zawodach doświadczyć takiego poczucia jedności z psem, jakie jest możliwe tylko przy bardzo udanych biegach - kiedy ten pies reaguje idealnie na każdy nasz ruch, nam się też udaje być tam, gdzie trzeba. Bardzo kocham moje burki :).

20:15, orvokki , News
Link
wtorek, 25 stycznia 2011
Jeden... dwa... trzy... cztery... czyli o rodzinie wielopsiej

Rodzina wielopsia, podobnie jak rodzina wielodzietna, wywołuje rozliczne komentarze, niektóre sympatyczne ("Pani to ma dobre serce!", powiedziała mi pewna miła kobieta, która zapewne uznała, że przygarniam te wszystkie biedactwa kundlowate), inne współczujące ("Jak ty sobie z tym radzisz?"), inne zaciekawione ("A po co to tyle tych psów pani ma?"), inne wprost chamskie (tych cytować nie będziemy).


Na drugiego psa zdecydowałam się bez zastanowienia (tzn. zastanawiania było dużo, ale akurat nie dotyczyło tego czy w ogóle drugi pies, ale jaki), wychodząc z założenia, że to żadna różnica, chodzić na spacer z jednym czy z dwoma. Okazało się nie być tak różowo, tzn. w pierwszym okresie Vigo miał zdecydowanie negatywny wpływ na grzeczność spaniela (tak, Vigo jest charyzmatyczny i zły, przez co negatywnie wpływa na resztę, patrz niżej). I w ogóle jednak jest dość znacząca różnica pomiędzy posiadaniem jednego a dwóch psów, którą daje się streścić w tym, że generalnie jest z nimi cztery razy więcej zachodu.

Potem bardzo mocno zastanawiałam się, czy trzy to już przegięcie, konsultowałam się nawet w tej sprawie z klikerową listą dyskusyjną, gdzie wiele osób twierdziło, że pomiędzy 2 a 3 jest wielka różnica, za to później czy 3 czy 4 to już wszystko jedno (chyba mnie to zainspirowało). U nas się nie sprawdziło, trzeci pies był niemal nieodczuwalny, za to jazda się zaczęła przy czterech. Teraz twierdzę, że idealna liczba psów w domu to trzy :P, przynajmniej dla mnie. Trzy sztuki na spacerze - jak najbardziej ok. Cztery sztuki wymagają już z mojej strony nieustającej czujności, musztry i zamordyzmu, a i tak się zdarza, że na przykład spaniel w lewo myknie ścigać bażanta, a Eri w prawo zjeść kupę w krzakach (albo spaniel w lewo zjeść spleśniały chlebek, a pyra w prawo oszczekać psa przez płot). Nie da się też ukryć, że w naszym stadzie Vigo jest czynnikiem destrukcyjnym, tzn. generalnie on sam jest przeraźliwie wręcz grzeczny na spacerach, w ogóle go nie interesuje zwierzyna, nic nie zjada, trzyma się blisko i wraca na wołanie, za to w niewytłumaczalny sposób cała reszta, zwłaszcza Eri, zachowują się w jego obecności gorzej, niż kiedy go nie ma. Zły wpływ Vigo rozciąga się zresztą na zachowanie w domu, mam wrażenie, że suki w ogóle by się nie odzywały, jakby Vigo nie dawał sygnału do darcia mordy (a daje często niestety). Przy czterech ciężko wynaleźć czas na indywidualne zabawy i szkolenia (z dwoma jest zupełnie ok, jeden odpoczywa, drugi pracuje, trzy jeszcze jako tako, przy czterech czas zarówno sesji, jak i oczekiwania na swoją kolej dla pozostałych psów dramatycznie się wydłuża). Jeden pies przy maniaku szkolenia może być przetrenowany, dwa w sumie też, przegiąć ze szkoleniem przy trzech jest już bardzo trudno, a przy czterech mamy już problem, jak żadnego nie ukrzywdzić :).

A jak wygląda codzienność?

Mnóstwo smyczy na wieszaku, wszędzie jakieś puszki z karmą, miski, psie zabawki, cały przedpokój zajmują legowiska... (a psy zajmują całą kanapę), całkowita niemożność bycia samemu w kuchni i absolutne pandemonium przy każdym wyjściu na spacer (Vigo, na miejsce. Eri siad. Sunday chodź tu, Vigo na miejsce mówię, dobra Bravka siedzi, gdzie trzeba, Sunday siadaj, Eri chodź tu, VIGO NA MIEJSCE... Brava chodź tu, siad, Vigo... Brava nie gryź tej smyczy!).

Dzisiaj na przykład uczesałam dwa pyry, obcięłam w sumie 62 pazury (w tym 18 pazurów spaniela, 2 pazury Eri, 20 pazurów Vigo i 22 pazury Bravy...), zajrzałam w ośmioro uszu, cztery pyski, przycięłam spanielowi czuprynę i sierść na uszach (bezbrzeżny żal spaniela)...

ZAWSZE coś się dzieje. A to jedno kuleje, a to drugie się drapie, a to trzecie ma robaki albo czwarte brzydką sierść. Innymi słowy, trzeba się zaprzyjaźnić z pobliskim weterynarzem ;).

Oczywiście ilość zamieszania, koszty etc są zależne również od przekroju rasowego i wiekowego, w związku z czym dynamicznie kształtują się w czasie ;).

Z minusów posiadania czterech psów trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że takie psy stanowią STADO, które jest czymś więcej niż sumą poszczególnych elementów składowych. Na przykład mamy przyjacielskie do psów Sunday i Eri i raczej średnio przyjacielskie pyry. Wydawać by się mogło: dwa miłe pieski i dwa niemiłe, ale nic z tych rzeczy, ponieważ Eri w stadzie automatycznie przekształca się w niemiłego pieska.

Z plusów: wszystkie są zarąbiste, każdy uczy mnie czegoś nowego, dają możliwość podglądania ich wzajemnych relacji, doskonale grzeją na kanapie i dostarczają nieustającej rozrywki i stymulacji fizycznej i umysłowej. Ilekroć mi się zdarzy wyjść gdzieś na spacer z jednym psem, jest to przeraźliwie nudne doświadczenie. Nie chciałabym wracać do posiadania tylko jednej sztuki - wbrew pozorom przy odrobinie starań wcale nie traci się przy większej liczbie psów osobistej relacji z każdym z nich z osobna, przynajmniej ja nie mam wrażenia, bym miała z Sunday lepszą więź w okresie jej jedynactwa niż mam teraz :).

20:10, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Kciuki za BARFa

Vigo się uczula. Na różne rzeczy, mniej lub bardziej dramatycznie. Od dawna reagował świądem na wszelkie sztuczności typu konserwanty i barwniki (patrz słynny aromat karmelowy w Kalm-Aidzie), podłe parówki, podłe karmy, w których granulki były kolorowe (zielone jak brokuły, pomarańczowe jak marchewki i brązowe jak wołowina, he he), potem uczulił się na royala, potem na purinę i tak mniej więcej od trzech miesięcy trwa poszukiwanie czegoś, co można mu dać do jedzenia i po czym się nie zacznie znowu drapać. Generalnie odgłos drapiącego się Vigo wyrywa mnie ze snu w środku nocy z histerycznym okrzykiem "tylko się nie drap!", bo od razu mi stają przed oczami wydrapane do krwi dziury, weterynarze, sterydy, kąpiele w leczniczych szamponach (praktykujemy 1-2 w tygodniu od grudnia) etc. Kiedy więc Vigo zaczął się drapać po apiać kolejnej karmie reklamowanej jako hipoalergiczna, uznałam, że czas spróbować surowizny. Z myślą o karmieniu BARFem nosiłam się od dawna, ciągle mnie powstrzymywało to, że nie mam w pobliżu dobrego sklepu mięsnego, gdzie możnaby zdobywać różne gatunki mięsa, a z kolei od dostawców  gotowego BARFa trzeba raczej kupować w większych ilościach, co wymaga posiadania zamrażarki. I oto pojawiła się odpowiedź na moje potrzeby, sklep we Wrocławiu, który dostarcza gratis zamówienia powyżej 49 zł, co umożliwia zamówienie takiej ilości BARFa, żeby upchnąć to w jednej szufladzie zamrażarki :). No i teraz tylko mam dziką nadzieję, że ten kudłaty cholernik przestanie się drapać i będzie cacy. Może nawet Eriśkę się uda lekko podpaść, bo przy ostatnich zmianach karm znowu mi schudła i żebra jej widać.

19:38, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
sobota, 22 stycznia 2011
Filmiki Sviadnov

Udało mi się część filmików przepchnąć przez łącza, perfidnie wybieram te ładniejsze :P.

Sunday open jumping sobota, nie taki znowu ładny, bo ją pod tunel wyniosło, ale ujdzie, 2 miejsce:


Sunay open agility niedziela, 1 miejsce:


Vigo open agility niedziela, 1 błąd (co prawda miałam wrażenie, że akurat tę kładkę zaliczył... za to powinna być detka za to miotanie się na starcie):


Sunday SA3 niedziela, 1 miejsce:


Vigo jumping niedziela (z cyklu Viguś król jummpingów, 1 miejsce, 5 m/sec)


21:19, orvokki , News
Link
środa, 19 stycznia 2011
Dlaczego kop z półobrotu w żołądek cieszy?

Jak już wspomniałam, Brava nie pojechała na zawody, bo w piątek zaczęła kuleć. Dodatkowo była jakaś taka smętna, więc małżonek dostał instuktaż, żeby w razie czego, tzn. jakby nie było lepiej, przejść się z pyrą do weta w sobotę. W sobotę było lepiej, pyra mniej kulała, jak również wytargała jakąś butelkę na spacerze i zaczęła się nią bawić, więc do weta nie dotarli. Jak wróciłam w niedzielę, to pyra nie kulała wcale i wydawała się dość dziarska ale jak wyszłam z nimi w poniedziałek na spacer, to jednak doszłam do wniosku, że nie jest to moja zdrowa pyra. Niby wszystko było w porządku, ale: bieg do piłki wygrywa nie pyra, większą część spaceru pyra porusza się kłusem, a nie dzikim galopem, nie usiłuje zeżreć smyczy przy wyjściu z domu, nie wskakuje mi na głowę przy każdej okazji... niedobrze. Poszłam wyliczyć powyższe niepokojące objawy weterynarzowi, który zarządził badania krwi. We wtorek się okazało, że badania krwi wyszły kijowo, tzn. leukocytoza, monocytoza (czytaj stan zapalny jakiś jest) i jeszcze coś z wątrobą nie do końca dobrze. Nastraszył mnie facet, że to może wskazywać na przykład na ropomacicze i że trzeba usg zrobić. Zrobiliśmy na kiepskim aparacie, coś tam niby było widać, ale nie był pewien, więc pojechałam na usg na kliniki, po drodze myśląc sobie ponuro, że widać nie jest mi dane być hodowcą. Na szczęście na usg na klinikach się okazało, że jednak wszystko jest w porządku, a pod wypełnioną płynem macicę prawdopodobnie podszyła się aorta. W związku z czym nie bardzo wiadomo, co pyrze jest, na wszelki wypadek dostała antybiotyk, w przyszłym tygodniu powtórzymy badania krwi, może się czymś podtruła albo coś, stąd ta wątroba.

Dzisiaj na spacerze znienacka dostałam od niej kopa z półobrotu w sam żołądek, z czego wnoszę, że już jej lepiej (kop z półobrotu w wydaniu pyry wygląda tak, że pyra się rozpędza, po czym wbija się przednimi łapami w mój żołądek, odbija się i leci dalej - zwykle zdążałam się jakoś uchylić, albo złapać ją w locie, dzisiaj mnie wzięła z zaskoczenia i aż się zgięłam w pół).

18:40, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Sviadnov Cup

Pierwsze zawody w Nowym Roku za nami - kopnęłyśmy się z Katką do Czech w okolice Frydka Mistka. Niestety w ostatniej chwili nastąpiła mała zmiana planów i w domu musiała zostać Brava, która nagle w piątek po południu dramatycznie zakulała (dzisiaj już nie kulała, ale coś dalej nie w sosie, kopnęłyśmy się do weta i czekamy na wyniki badania krwi). Zawody na końskiej hali, szczęśliwie mróz odpuścił, więc dało się dojechać (pomijając miejscami slalom gigant między dziurami), jak również wytrzymać na tej hali bez dodatkowych dopalaczy ;). Sędzia Petr Dostal się postarał i ustawił szybkie torki na rozgrzewkę, jakby jeszcze komuś było nie dość ciepło :).

Zawody ogólnie były bardzo miłe, poczynając od tego, że organizatorzy zaczekali, aż się z Katką doslalomujemy przez te dziury z lekkim poślizgiem w granicach kwadransa akademickiego :). Jedyny mankament stanowiło to, że przeszkody trochę mało kontrastowe kolory miały w stosunku do podłoża, a samo podłoże stanowił piach, trochę za miękki. Za to tory były ciekawe, atmosfera przyjemna, konkurencja wprawdzie niezbyt duża, ale za to parę fajnych psów się pojawiło, wartych, by na nich oko zawiesić, nagrody bardzo fajne w moim ulubionym stylu posezonowa wyprzedaż (uwielbiam dostawać reklamówkę wypełnioną różnorakimi gadżetami typu spieniacz do mleka, skarpety narciarskie, torebka smakołyków dla psa, kubek do kawy, długopis, notesik etc).

W sobotę spaniel zajął drugie miejsce w jumpingu (trochę straciłyśmy czas, bo ją gdzieś wyniosło w stronę tunelu ;)), drugie miejsce w mega giga trudnym SA3, a w agility niestety skoczyła strefkę. Eri zajęła pierwsze miejsce w LA3 mimo złego wejścia w slalom, co pokazuje, że torek był rzeźnicki ;). Vigo miał dwie detki, bo go cofałam na starcie, ale ogólnie było zupełnie nieźle jak na niego ;), w jumpingu bidulek jakąś tyczkę skosił i jakąś odmowę miał bezsensowną przez to, że wystartował ze zrywu, a ja go nie cofnęłam ;).

Hotel mieliśmy blisko i zupełnie przyjemny, z moim ukochanym czeskim patentem pod tytułem bateria prysznicowa w umywalce i odpływ w podłodze (cóż za praktyczność :o)). Równie niedaleko znajdowało się centrum z przyjemną knajpeczką, gdzie spożyliśmy obiadokolację zaprawianą pysznym piwkiem, w którym to momencie uznałam, że życie jest piękne :). Po powrocie do hotelu gdzieś tak koło godziny 20 nastawiłam budzik na 7 rano i zobaczyłam niezwykły tekst, że "Do włączenia alarmu pozostało 10 godzin i 30 minut" :). O 21 spałam jak niemowlę, więc po prostu wyspałam się jak nigdy :).

Niedziela była jeszcze bardziej udana, słoneczko świeciło, Romek-człowiek-który-ma-wszystko uruchomił opiekacz do grzanek na trybunach, więc mieliśmy własny ciepły posiłek :), Vigo wygrał jumping, spaniel wygrał open agility i SA3 (była nota bene jednym z dwóch psów ze wszystkich kategorii, którym się udało ukończyć ten tor). Eri trochę skwasiła, bo ogólnie na zawodach na 6 biegów 4 razy źle weszła w slalom, a pozostałe dwa razy dobrze weszła, ale wyszła po 10 tyczce. Biorąc pod uwagę, że ostatnio tłukłam z nią slalom na treningach to trochę mnie wkurzyła, ale składam to na karb tego, że slalom był popielaty i na tle piachu sama go ledwie widziałam.

Ogólnie zawody bardzo udane i wróciłam w świetnym humorze, zrelaksowana, wybiegana i z fajnymi nagrodami :).

22:24, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 stycznia 2011
Szpany szkoleniowe oraz nienawidzę kotka :P

Szpanerski filmik slalomowy (dla wtajemniczonych szpanerski, dla niewtajemniczonych: to są trudne wejścia ;)):

A tu filmik z naszymi strefami: 2o2o na desce i na huśtawce, zbiegane na palisadzie i kładce całej. Wydaje mi się, że Brava dobrze już rozumie pozycję, więc muszę się zmobilizować i zrobić 2o2o również na kładce, tylko boję się tego pomieszania, które zapewne trochę nastąpi (zwłaszcza w obliczu licznych zawodów w bliskiej perspektywie):


Tak z innej bajki - czy ktoś ma jakiś świetny sposób, jak ustalić, który z dwóch ohydnych kotów leje po domu gdzie popadnie, ze szczególnym uwzględnieniem świeżego prania?

21:44, orvokki , News
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2