Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Teeter from start to finish
No dobra, przemogę się i napiszę o jednej płytce, którą obejrzałam niedawno - Wendy Pape's Teeter from Start to Finish. Jak sam tytuł wskazuje traktuje ona wyłącznie o nauce huśtawki. Nauka składa się z sześciu elementów:

1. Nabiegu - tego uczymy za pomocą niewielkiej deseczki, mniej więcej wielkości strefy wejściowej i niewielkich ograniczników (takich plotków, których możemy użyć do ogrodzenia grządek). Kładziemy zabawkę na deseczce (pies musi umieć biec do zabawki) i wysyłamy do niej psa, najpierw na wprost, potem pod różnymi kątami naprzemiennie raz z lewej, raz z prawej strony (to ważne, bo w przeciwnym razie możemy niechcący nauczyć psa zaczynania huśtawki zawsze od tej samej przedniej łapy). W przypadku trudniejszych nabiegów możemy pomóc psu smyczą, by nie popełnił błędu (to mi się nie podoba).

2. Hałasu - bardzo prosta rzecz - jedną ręką łupiemy coraz głośniej huśtawką, drugą ręką bawimy się z psem szarpakiem, tak żeby psu się łupanie huśtawki przyjemnie kojarzyło.

3. Przyzwyczajanie do ruchu - potrzebna nam jest do tego spory płaski blat, pod który podkładamy powiedzmy cegłę, tak żeby gdy pies na to wejdzie, wszystko się ruszało mu się pod łapami. I bawimy się z psem szarpakiem na tej bujającej się powierzchni (jest to ćwiczenie, którego różne warianty warto robić już ze szczeniakiem, nawet nie agilitowym).
Etap drugi to bang game, czyli uczenie psa, żeby dobijał końcówkę huśtawki przednimi łapami do ziemi. O bang game jest sporo filmików na youtubie, jest to świetna zabawa, która bardzo podnosi pewność siebie psów na huśtawce, przyzwyczajając je do hałasu i ruchu.

4. Przyzwyczajanie psa do wysokości - podpieramy wyższy koniec huśtawki, tak żeby całość była stabilna, wstawiamy psa na koniec i karmimy z ręki, którą przekładamy pod huśtawką, w taki sposób, że pies nie widzi naszej ręki, tylko same palce z nagrodą przy krawędzi huśtawki. A potem zdejmujemy delikwenta. Pies ma się rozluźnić na wysokości.

5. Pozycja końcowa - pani uczy 2o2o z nose touchem (LOL, nie ma to jak żargonik) z targetem i robi oczywiście masę różnych ćwiczeń, wycofując target, zmieniają swoją pozycję etc.

6. Komenda zwalniająca - tu najważniejszym elementem jest zwalnianie psa do zabawki (która może być na wprost, albo po którejś stronie i wtedy komenda zwalniająca jest łączona z komendą kierunkową), tak żeby pies się na nas nie gapił. Plus różne położenie przewodnika, zmiany etc. Zawsze wymaga NT przed komendą zwalniającą.

A potem się łączy te elementy. Jednym z etapów jest bang game z wskakiwaniem wszystkimi 4 łapami na koniec huśtawki, pani dostawia skrzydło hopki, żeby pies wskakiwał i lądował głową w kierunku końca huśtawki, kładzie na końcu huśtawki zabawkę, co zachęca do takiego "ślizgu" po desce, potem kładzie zabawkę w miejscu targetu tuż za huśtawką, potem dokłada do tego pozycję końcową. Innym ćwiczeniem łączącym elementy jest ćwiczenie różnych nabiegów na huśtawkę (z pomocą tych brameczek), której górny koniec jest podparty (na koniec huśtawki nalepiamy kawałek cyber taśmy i smarujemy pasztetem, dzięki czemu pies dostaje nagrodę na samym końcu, a my nie musimy tam być). Potem ćwiczymy z  huśtawką tak że pies wbiega do pasztetu na końcu, my w tym czasie przydeptujemy huśtawkę, potem bierzemy jej koniec w obie ręce i powoli opuszczamy, następnie idziemy do psa, pomagamy mu przyjąć pozycję końcową i zwalniamy Stopniowo deskę opuszczamy coraz szybciej. Wprowadzamy target na końcu, żeby pies przyjmował pozycję niezależnie od nas.Ćwiczymy z komendą zwalniającą, wypuszczając psa do zabawki.
Dzięki temu wszystkiemu powinniśmy mieć ładne, szybkie, pewne wykonywanie huśtawki.
Ogólnie płyta bardzo mi się podobała, materiał jest sensownie ułożony i przejrzyście przedstawiony. Bardzo podoba mi się rozłożenie nauki na kilka łatwych etapów, dzięki czemu każdy z nich powinien być dla psa łatwy. Przykładowo: zwykle uczy się psa huśtawki tak, że ktoś przytrzymuje deskę, przewodnik karmi na końcu, a pomocnik opuszcza deskę stopniowo coraz szybciej. W takiej sytuacji nie jesteśmy w stanie precyzyjnie kontrolować ani siły opadania huśtawki, ani siły uderzenia na końcu i dla niektórych psów możemy posuwać się zbyt szybko. Dzięki tej metodzie, ponieważ pies jest już przyzwyczajony zarówno do ruchu, jak i do hałasu huśtawki, ten nasz brak precyzji nie powinien zrobić na nim żadnego wrażenia.
Nie podoba mi się to, że na płycie jest bardzo dużo użycia linki i takiego fizycznego wstawiania / przestawiania psa. Dużo psów tego nie lubi i jest do niezależne od przyzwyczajania psa do dotyku. Vigo na przykład jest strasznym pieszczochem, ale i tak nie znosi, żeby go gdzieś wstawiać lub przesuwać, a już tym bardziej, jak jest w trybie pracy. Wydaje mi się też, że jeśli wszystko pozwalamy psu zrobić samodzielnie, to ma on szansę posuwać się w dogodnym dla siebie tempie, przez co zmniejszamy ryzyko, że gdzieś się czegoś wystraszy i zrazi. Druga sprawa, że moim zdaniem, jeśli pies dojdzie do czegoś samodzielnie, to lepiej daną rzecz rozumie i wystarczy, jeśli za pomocą nagród będziemy go informować, kiedy znajduje się na właściwym tropie. Tak więc osobiście do metody wprowadzam kilka poprawek, tak żeby nie musieć fizycznie manipulować psem, ale poza tym naprawdę mi się ona podoba.
11:12, orvokki , News
Link
piątek, 29 stycznia 2010
Codzienność zimowa
Zima napawa mnie chęcią skrycia się w jakiejś mysiej dziurce i przespania do wiosny. Przeczytałam ostatnio ze dwie fajne książki psie, obejrzałam fajne dvd i jakoś się nie mogę zebrać, żeby coś o tym napisać. Szkoleniowo ogólnie rzecz biorąc z z lekka leżymy, bo w śniegu do pasa można jedynie brnąć i cykać fotki, zanim nie odmarzną nam paluszki, jakiejś sensownej sesji szkoleniowej ja w takich warunkach przeprowadzić nie umiem :P.
 
Eri ostatnio musiałam po raz pierwszy obciąć wszystkie pazury (zwykle przycinam tylko dwa u pierwszego palca przy przednich łapach), laska potulnie podała wszystkie cztery łapki, po czym poszła i wtłukła Vigo, który się akurat napatoczył w przejściu.
Rozgoniłam towarzycho, obejrzałam Vigo, zauważyłam jakąś małą dziureczkę na kufie między oczami i zapomniałam o sprawie.
Vigo wieczorem zaczął bardzo okazywać, że go boli łeb z lewej strony, nie wiedziałam, czy chodzi o ucho, czy o coś, znowu niczego nie zauważyłam, zaczęłam mu tylko na spacery zakładać obrożę Sunday zapinaną na klamrę, a nie wciąganą przez głowę jak jego własna. Następnego dnia dalej był obolały, a ja dalej nie mogłam się niczego dopatrzeć, więc uznałam, że pewnie jak go trzepnęła zębami, to mu zrobiła jakiegoś siniaka.
Następnego dnia rano Vigo wyglądał, żeby ująć sprawę opisowo, jakby mu oko miało wypłynąć, bo sierść przy kąciku oka była cała sklejona ropą i krwistą limfą, która się sączyła skądś. Umyłam mu to wszystko, znalazłam wreszcie dwie mini dziureczki pod okiem, z których jedna chyba była po kle, a druga być może stanowiła przetokę, z którego to całe paskudztwo się wysączało. Wet stwierdził, że go nieszczęśliwie trafiła akurat w worek spojówkowy, zapisał kropelki do oka trzy razy dziennie, wycięliśmy futro dookoła tych paskudzących się ranek i na drugi dzień było już cacy, znaczy goi się ślicznie.
Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy taką Erisię, która zwykle zachowuje się jak ostatnia trąba, a potem jak się wreszcie wkurzy, to od razu robi innym dziurki w głowie, dałoby się nauczyć, żeby może jednak jakoś stopniowała te swoje wystąpienia, jednak przeprowadzona na ten temat z mądrymi forumowymi głowami debata zakończyła się wnioskami, że jednak raczej nie, pozostaje mi więc obserwować co się dzieje (na przykład czy Eri nie reaguje w ten sposób po jakimś stresie, którym tutaj jak sądzę mogło być to obcinanie pazurów), zapobiegać konfliktom i natychmiast reagować, gdyby jednak wybuchły.

Na szczęście większość dni mija nam bez tego typu dramatycznych wydarzeń:

Fachowy wślizg po piłkę:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and
video hosting by TinyPic

Viguś sierotka:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Vigo zarył w zaspę:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Kanapowania po wysiłkach w śniegu:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic
17:18, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 stycznia 2010
Dziecko i pies ;)
Brava jest ulubionym psem Sergiusza (ma tę dobrą cechę, że przed nim nie zwiewa). Można więc sobie z nią pogadać.
Z cyklu Sergiusz objaśnia Bravie świat:
- Puppy, to jest papełko (wskazuje paluszkiem na lampę).
- Puppy, to jest misio. (wskazuje na misia).
- Puppy, to jest mama.
Z cyklu praktyczna lekcja anatomii:
(wskazując palcem)
- Puppy ma oko.
- Puppy ma ufo.
- Puppy ma nos.
- Puppy ma ogon.

Bardzo są przy tym dla siebie delikatni.
Inne pieski nazywają się odpowiednio: Sun, Bigo i Eji (z wariantem Ke-y-ku czyli Eryku). 

20:46, orvokki , News
Link Komentarze (1) »
Aby do wiosny
Trenować się nie da, dzisiaj jednak na pociechę przynajmniej wyjrzało słoneczko, więc zdecydowałam się poodmrażać trochę paluszki i porobić zdjęcia. Zabawa ogólnie rzecz biorąc polegała na tym, że ja rzucałam piłkę, wszystkie pieski za nią goniły, potem któryś ją łapał i rzucał się w triumfalną rundkę po ośnieżonym polu, a reszta za nim:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Spaniel cierpliwy jest, ale tylko do czasu:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Oto druga twarzy Sunday:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Tu niestety widać, że na zmrożonym śniegu psy kaleczą łapki:

Image and video hosting by TinyPic

A tu widać, ile tego śniegu jest, bo te badyle są dość wysokie:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

20:35, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 stycznia 2010
Zawody agility o Puchar Burmistrza Radzymina 16-17.01.2010
Zaczęliśmy sezon 2010, jeśli pierwsze zawody w roku mają być jakąś wytyczną na cały rok, to po staremu: spaniel wymiata, Vigo różnie, a Brava rokuje :). Było bardzo fajnie, zawody na cieplutkiej, jasnej i przestronnej hali, w której na dodatek mieściła się też pizzeria, oprócz tego miłe towarzystwo przez dwa wieczory i dwa dni :) i bardzo fajne torki świeżo upieczonego debiutującego polskiego sędziego Leszka Kalisza :). Jedyne, co mi się podobało odrobinę mniej to wykładzina, która była wyjątkowo śliska i w dodatku jakoś tak luźno rozłożona, że przy niektórych zmianach czułam, że mi się przesuwa pod nogami.

W sobotę chyba właśnie przez tę wykładzinę Vigo miał trzy zrzutki w biegu MA2  z zaliczonymi strefami (chyba nigdy nie zdobędziemy tej trzeciej nóżki do A3...) - Vigo zasadniczo chyba do tej pory w swojej karierze agilitowej zrzucił na zawodach mniej niż 10 tyczek, a na tych zawodach łącznie 4, więc na coś trzeba to zrzucić, aczkolwiek zbaboliłam zmianę po 2 hopce.



Sunday SA3, czyli za co lubimy spaniela. Bieg jest specyficzny, bo tuż przed startem pękły mi spodnie na tyłku tak po całości. Trudno o wyraźniejszy sygnał, że czas odstawić chipsy i słodycze oraz ubierać się na zawody w odzież elastyczną. Nota bene po biegu, w którym starałam się nie schylać i zaciskać pośladki, w trybie pilnym wyskoczyłam za róg i zakupiłam gustowne czarne spodnie dresowe, których o dziwo nawet nie muszę skracać.



Sunday agility open sobota:



Nie pamiętam, co Vigo wykręcił w tym biegu :P. W sobotę w każdym razie Vigo miał 3. miejsce za ten szmatławy bieg MA2, Sunday pierwsze za SA3 i pierwsze w łącznej.
W niedzielę demony Vigockiego zaczęły już podnosić łby. W MA2 jeszcze nawet udało mu się zostać na starcie, ale diabli wiedzą dlaczego nie wlazł na kładkę i ze stref już tradycyjnie fruwał:



Z Sunday w SA3 źle się nauczyłam toru, po drugim wykonaniu kładki trzeba było wysłać psa w tunel (który miał numer 13, na pewno dlatego go pominęłam), więc radośnie sobie pobiegłam na hopkę i zainkasowałam detkę:



W agility open Vigo odpłynął totalnie. Trochę sobie źle wyliczyłam moment, w którym trzeba go było wyjąć z klatki, więc się zdążył za bardzo nakręcić i aż się telepał z emocji. Ale i tak nie wiem, dlaczego poleciał w kosmos:



Spaniel za to pobiegł bardzo ładnie:



Na koniec mieliśmy super fajny jumping, który rozgrzał publiczność i zawodników do czerwoności. Z Sunday skopałam serpentine position, co zaskutkowało odmową:



Mimo wszystko udało nam się obronić drugą pozycję w łącznej klasyfikacji i Puchar Burmistrza Radzymina do domu przywieźć :).

Vigo zerwał mi zostawanie konkursowo, a że początek był po prostej, to wyprzedził mnie tak jakoś o 15 metrów. Ale że już sobie zdawałam sprawę z jego stanu umysłu to miałam przygotowany plan B, zakładający wykorzystanie naszej perfekcyjnej komendy left left left :). Ogólnie bieg nieco paniczny, ale i tak ładny i dajacy nam złoto:



Ścieżka dźwiękowa daje pojęcie o atmosferze :).

Z Bravą poćwiczyłam sobie zostawanie, obcy slalom i kawałki torów jumping open z soboty i niedzieli po zawodach. Ze slalomem radziła sobie nieco gorzej niż się spodziewałam, tzn. robiła trochę błędów na wejściach i czasem w środku, ale tempo mnie zadowalało jak najbardziej. Ogólnie bardzo mi się podobało, jak pracowała. Stosunki z innymi psami układały się w myśl zasady: zachowaj odstęp, to nikomu nie stanie się krzywda, a poza tym to była prawie całkiem grzeczna :).
23:26, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
wtorek, 12 stycznia 2010
Tony śniegu
Jak wszyscy wiedzą, Polska tonie pod śniegiem. We Wrocławiu takich ilości nie widziałam już od dawna, dość wspomnieć, że z mojej ulicy właściwie nie da się wyjechać bez pomocy łopaty tudzież paru życzliwych pchaczy. O agilitowaniu mowy nie ma :( (w weekend śmigamy na zawody w ramach eksperymentu: zawody po dwóch tygodniach bez treningu - luzik).

Pieski postanowiły sprawdzić na wszelki wypadek opcję zamieszkania w jamce wykopanej w śniegu - jakby miały mnie już całkiem dosyć.

Image and video hosting by TinyPic

Erisia trochę za duża:

Image and video hosting by TinyPic

A może i nie?

Image and video hosting by TinyPic

Reszta spaceru upłynęła nam pod znakiem patysia:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Viguś od strony... ogonka:

Image and video hosting by TinyPic

Braveczka od strony właściwej:



Badyle pod śniegiem. Badyle fotografuję co roku, bo niezmiennie mi się podoba ich puchatość w zestawieniu z puchatością śniegu:

Image and video hosting by TinyPic

Erisia za to chyba postanowiła przestać być sierotką Erisią, co objawiło się tym, że spuściła łomot Vigo, który usiłował jej odebrać piłkę. Druga oznaka to fakt, że ośmiela się leżeć koło nas na kanapie. Wcześniej wchodziła na specjalne zaproszenie, ale przy najlżejszym naszym poruszeniu się lub spojrzeniu na nią natychmiast zmykała.
21:22, orvokki , News
Link
piątek, 08 stycznia 2010
O wdzięczności
Wiecie jak to jest, czasem natrafia się na znaki. Najpierw przeczytałam ten wpis w Qsławowym blogu. Część wpisu wprawdzie traktuje o kretynach z petardami, ale większa część traktuje o wspaniałości psów autorki :). Potem z kolei natrafiłam na taki wpis u Susan Garrett (nie chcę jej tu kreować na jakąś guru, ALE...). Dla nie władających językiem angielskim szybkie wyjaśnienie - jest to wpis traktujący o tym co zrobić, gdy mamy z jakimś naszym psem problem (my się stresujemy, pies się stresuje, my się stresujemy, że pies się stresuje, pies się stresuje, że my się stresujemy... dobra, zagalopowałam się). Otóż musimy podejść do kwestii z ogromną dozą WDZIĘCZNOŚCI. Siadamy sobie w spokojnym miejscu, zamykamy oczy, kładziemy ręce na sercu (okay, robi się trochę njuejdżowo pojechanie, ale co tam) i:
  • przypominamy sobie moment, kiedy ten pies nas zachwycił po prostu swoim pięknem, gracją etc,
  • wyobrażamy sobie, że robi coś z nami i robi to znakomicie, lepiej niż kiedykolwiek,
  • przypominamy sobie chwilę, w której pies nas rozśmieszył,
  • przypominamy sobie chwilę, kiedy byliśmy z naszego psa niesamowicie dumni, tak że aż nas rozsadzało,
  • przypomnijmy sobie, jak nasz pies zrobił coś tak niesamowicie mądrego, że aż musieliśmy o tym wszystkim opowiedzieć,
  • przypomnijmy sobie chwile, gdy zdecydowaliśmy się na tego psa, jak przywieźliśmy go do domu,jak się nim zachwycaliśmy,
  • wyobraźmy sobie psa śpiącego w swoim ulubionym miejscu, w ulubionej pozycji (zwizualizujmy sobie to dokładnie i ze szczegółami)
  • pomyślmy o tym, jak kochamy tego psa i jak jesteśmy wdzięczni za to, że jest w naszym życiu.
I po tym wszystkim zadajmy pytanie "Jak mogę pomóc temu psu żyć bardziej radośnie i mieć jeszcze głębszą więź ze mną?".

Im więcej wdzięczności wyrazimy za to, co mamy, tym więcej odpowiedzi przyjdzie do nas w trudnych chwilach (a przynajmniej tak twierdzi Susan). Susan dotatkowo pisze, że najlepiej to ćwiczenie przeprowadzić dla wszystkich swoich psów, ale żeby nie robić tego tego samego dnia. Dlaczego? Bo to jej zabawa i tak wymyśliła :).
22:13, orvokki , News
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2