Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

Kategorie: Wszystkie | English | Lektury | News | O Bravie | O Eri | O Sunday | O Vigo | O mnie
RSS
niedziela, 29 stycznia 2006
Jak moje psy doprowadzają mnie do szału
Czasem mam ochotę te moje psy zamordować, udusić własnymi rękami, przerobić na dywaniki i zastanawiam się, dlaczego, u licha, nie poprzestałam na kotach. Takie miłe zwierzątka, spokojne, niekłopotliwe, grzeczne. Gdyby ktoś przypadkiem, czytając tego bloga, odniósł wrażenie, że ja jestem oazą spokoju, przez cały czas się do moich psów mile uśmiecham i entuzjastycznym głosem rozdzielam pochwały, to niestety z bólem serca muszę przyznać, że to wrażenie jest błędne i wynika z rozszalałej autokreacji.
Dzisiaj właśnie taki gorszy dzień: poszliśmy na spacer, a tu Vigo zaczął udawać, że nigdy w życiu nie był na podwórku w wielkim mieście i reagować na wszystkie odgłosy, które przecież u licha słyszy codziennie (typu zapalenie silnika samochodu, pokrzykiwania dzieciarni, trzepanie dywanów). Skupienie na ćwiczeniach bliskie zeru, pies się zawieszał (wygląda to tak, że stoi i się gapi na coś, co tylko on widzi i na polecenia reaguje z opóźnieniem). Biegł po piłkę, brał w dziób, stawał, rozglądał się czujnie, po czym dopiero z nią wracał. Stopień wewnętrznego poirytowania właścicielki (SWPW): 1 (wyrazy powszechnie uznane za obelżywe wypowiadane w myślach). Poprawa ćwiczenia ze zmniejszeniem stopnia trudności, nagrodzenie wersji poprawionej. Spacer trwa dalej. Sunday pobiegła za piłką, po czym po drodze znalazła pyszny suchy chlebek, więc zapomniała o piłce. Odganiam od chlebka, wysyłam po piłkę (Sunday przez dłuższą chwilę stoi i się gapi, jakby nigdy nie słyszała słowa piłka, co jakiś czas rzucając w bok tęskne spojrzenia na chlebek, ale w końcu idzie i przynosi). SWPW: 2 (wyrazy obelżywe mamrotane pod nosem). Idziemy dalej, oczywiście podbiega jakiś obcy pies i kradnie Sunday piłkę. Właścicielka psa nie potrafi psa przywołać i odebrać mu piłki, na szczęście psiak widzi gdzieś dalej jakiś interesujący obiekt, upuszcza piłkę i pędzi przed siebie. Właścicielka za nim. Nic to. Sunday nie może znaleźć piłki, więc w końcu pańcia aportuje ją sama sobie. SWPW: 3 (zaciśnięte ząbki i złośliwie zmrużone oczka). Idziemy dalej. Podbiega jakiś obcy wielki bokser, którego właściciele są 300 metrów dalej i obskakuje moje psy. Sunday na wszelki wypadek piszczy, Vigo panicznie szczeka. Poirytowanie właścicielki zmienia się z wewnętrznego w całkowicie zewnętrzne (stopień 4), wrzeszczę do właścicieli, żeby odwołali psa, co nawet o dziwo im się udaje. Mnie również udaje się dojść do górki i nawet przez dłuższą chwilę pobawić z psami w aportowanie. SWPW trochę spada. Wracamy. Sunday biegnie po piłkę, bierze ją w dziób, po czym zaczyna coś wąchać i gubi piłkę. Upomniana przynosi piłeczkę, dostaje smakołyka, ale wypowiadam przy tym pod nosem groźby karalne, co jej zrobię, jak się nie zacznie zachowywać normalnie (SWPW: znowu 4). Rezygnuję z aportowania i w ogóle dalszych ćwiczeń, bo najwyrażniej ani ja, ani psy nie jesteśmy w odpowiednim mentalnym nastawieniu, pozwalam psom biegać swobodnie. Sunday znajduje jakiś paskudny oślizgły ochłap i łapie go do dzioba. Ryczę: "FEEEEE! Puść! Zamorduję Cię zaraz!". Sunday puszcza. Odchodzimy może z 5 metrów i do ochłapu wraca się Vigo. Interwencja z uwagi na odległość całkowicie bezskuteczna, Vigo pochłania ochłap w mgnieniu oka nie gryząc i bardzo zadowolony wykonuje prawidłowe podejście do nogi. @#$^@@@$***&#^!!!!! Mówię: "Dobry piesek! Biegaj!", po czym odwracam się na pięcie i z wściekłością kieruję się w kierunku domu, warcząc "Mam was dosyć! Nie cierpię psów! Okrrrrrrrropne bydlaki!!!!" i tak dalej. SWPW: poza skalą. Ze złości mam łzy w oczach. W domu zamykam pieski w jednym pokoju, idę do kuchni, wybieram salaterkę, której nigdy nie lubiłam i z całej siły ciskam nią o podłogę. 10 minut zamiatam cholerne maluteńkie skorupki, po czym czuję się znacznie lepiej i mogę patrzeć na moje pieski bez odrazy (aczkolwiek z dużym niepokojem, czy Vigo nie zaszkodzi to, co zeżarł).
(i oczywiście to moja głupota, że nie przewidziałam, że on się po ten ochłap wróci... w ogóle powinnam była świństwo zebrać w worek i wyrzucić, no ale nie myślałam już w tym momencie zbyt jasno...).

Jakby ktoś miał wątpliwości: nie należy się zachowywać tak jak ja dzisiaj.

20:55, orvokki , News
Link Komentarze (12) »
czwartek, 26 stycznia 2006
Ugh
Właśnie przeżyliśmy przygodę z tych, co to się nie powinny zdarzać. Wracałam z psiakami ze spacerku, pieski grzecznie na smyczy. Podbiegła do nas młoda rozbrykana bokserka w nastroju zabawowym, co jak wiadomo u bokserków oznacza: tratowanie, deptanie, młócenie łapami (żeby nie było, ja naprawdę lubię boksery... zdecydowanie jednak najlepszym partnerem do zabawy dla boksera jest drugi bokser). Jakoś niekoniecznie jest to ulubiony sposób zabawy dla moich psów, zwłaszcza Vigo, który w ogóle wszystkie psy większe od siebie traktuje z pewną dozą podejrzliwości. Wysmyknął mi się więc z obroży (ha, właśnie opanował nową umiejętność, potrzeba matką wynalazków) i prysnąl, bokserka za nim, a za bokserką lekko zirytowana właścicielka, która właśnie nadciągnęła z mroku. Psiaki wykonały w kosmicznym tempie okrążenie trawnika, po czym Vigo oprzytomniał i przybiegł wskoczyć mamusi na rączki (z której to bezpiecznej wysokości chwilę się jeszcze odszczekiwał swoim prześladowcom, niestety tuż koło mojego ucha). Bokserka nastroju do zabawy nie straciła w ogóle, w przeciwieństwie do właścicielki, pobiegła sobie na parking siejąc zamęt wśród wracających z pracy sąsiadów, usiłujących znaleźć miejsce do parkowania i ogólnie wesoło brykała tu i tam. Zdążyłam Vigo postawić na ziemi, ubrać mu z powrotem obrożę i podejść do bramy, kiedy bokserka nadciągnęła znowu i tym razem udało mi się ją złapać. I tu następuje clou opowieści, bo do tej pory to ja byłam prawie całkiem spokojna, pomijając lekką irytację z powodu utraty słuchu w lewym uchu na skutek tego, co mi wyemitował wprost do niego Vigo. Mianowicie wlaścicielka podeszła i chlast, chlast, przyłożyła suce smyczą, okrasiwszy to słowną połajanką.
Nie powtrzymałam się od udzielenia pani dobrej rady, co jednak z uwagi na zrozumiałe zirytowanie pani nie zostało przyjęte z należytą uwagą. Nawet pani pewien zapał polemiczny wykazała w tym zakresie. Pozwolę ją sobie jednak powtórzyć również tutaj, mimo tego, że wyczytać można to w każdej książce o psach:

Jasne, że czasami mamy ochotę własnego psa zamordować, zwłaszcza po tym, jak nam zerwał się ze smyczy, uciekł, nastraszył Bogu ducha winnych przechodniów, po czym pozwolił się w końcu złapać zupełnie obcej osobie. Niemniej jednak nawet wtedy obowiązuje żelazna zasada: jak już nam się uda drania złapać, ZAWSZE ale to ZAWSZE musimy go nagrodzić. Myślmy logicznie i powstawmy się w skórze psa (pies myśli bardzo logicznie i jego zachowanie bardzo skutecznie obnaża nasze nielogiczności i niekonsekwencje): czy sami przyszlibyśmy na wołanie do kogoś, kto nie dość, że krzyczy, to jeszcze na dzień dobry daje nam w dziób, jak tylko dopnie swego? Bliskość właściciela MUSI się psu kojarzyć z czymś przyjemnym.

(przepraszam gros czytelników tego bloga, którzy takie rzeczy od dawna wiedzą, stosują i których psy wracają na wołanie radośnie merdając ogonami, powyższe nie jest jednak wiedzą powszechną, jak się okazuje).
19:04, orvokki , News
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 stycznia 2006
Zima zła
    Tłumaczę psiakom, jak komu dobremu, że jest strasznie zimno i nawet w radiu mówili, żeby z psami wychodzić tylko na krótkie spacerki za potrzebą, a one ciągle swoje. Spacer i spacer. Madzia od Lila i Su poradziła, żeby je na chwilę zamknąć w lodówce, ale nie mogę, bo wyjątkowo nawet coś w niej jest oprócz lodu, co na pewno chętnie by skonsumowały, a mnie pozostałaby śmierć głodowa. W każdym razie na spacer poszliśmy, pańcia podśpiewując pod nosem "Jak bardzo zimno jest, bim bom, jak strasznie zimno jest, bim bom, i nie wie zwierz ni człek, bim bom, jak marzną mi paluszki", a pieski wynajdując - te same co zawsze - sposoby na rozgrzewkę:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Po którym to dzikim biegu przez zarośla wygląda się tak:

Image Hosted by ImageShack.us

Z Vigo to się w ogóle chruściarz zrobił, ciągle coś miętoli:

Image Hosted by ImageShack.us
11:50, orvokki , News
Link Komentarze (13) »
niedziela, 22 stycznia 2006
Igła
   Nie tylko psiaki miewają szatańskie pomysły. Dzisiaj rano Fotka popadła w wielkie ożywienie (to chyba z zimna, potrzebowała się rozruszać), coś tam buszowała po półkach, strącała bibeloty... nagle cisza. Patrzę, a Focia siedzi i coś tak manerwuje łapą koło pyszczka jakby jej się coś do wąsów przykleiło. podchodzę, żeby pomóc i widzę, że tuż przy pyszczku wisi jej gruba igła. Taka do szycia. Wisi na nitce wystającej z pyszczka. Focia wygrzebała najwyraźniej z koszyczka na biurku igłę z nitką, nitkę połknęła, a igła szczęśliwie była zbyt duża.
19:55, orvokki , News
Link
sobota, 21 stycznia 2006
Pokazy agility na VII Zimowej Wystawie Psów Rasowych
Jak co roku na wystawie w Głogowie uczestniczyliśmy w pokazach agility. Bardzo ważne było dla mnie zaprezentowanie Vigo: to dla niego kolejne doświadczenie przygotowujące go do halowych zawodów, a dla mnie informacja, nad czym musimy pracować. Próba wypadła pomyślnie. Vigo przebiegł krótki torek wprawdzie nie bez błędów (problem z wejściem na huśtawkę, z wejściem w slalom plus ominięte dwie stacjonatki), ale za to szybko i z aż zbyt wielkim entuzjazmem (stąd błędy na slalomie).

W ogóle mały wyraźnie jest już otrzaskany z halami i tłum ludzi i psów nie robi na nim zbytniego wrażenia. Hurra!
19:31, orvokki , News
Link
Młodzieżowy Champion Polski :o)))
Yesss, udało się! Mamy w domu Młodzieżowego Championa Polski (tzn. oczywiście jeszcze nieformalnie, ale właśnie dzisiaj Vigo zdobył trzeci tytuł Zwycięzcy Młodzieży). Musieliśmy się troszeczkę naczekać, a inni musieli się naczekać na nas, bo Vigo był OSTATNIM ocenianym psem w pierwszym dniu wystawy. Planowo miał wejść na ring o 14:55, ale było ponad godzinne opóźnienie. Organizatorzy czekali na nas z rozpoczęciem BIS-a Juniorów, z którego i tak oczywiście jak zwykle wylecieliśmy po pierwszym okrążeniu. Podobnie zresztą na wyborze Best of Group - ale zainkasowaliśmy ładny pucharek za Best of Breed.



W każdym razie Vigo w ringu pokazał się bardzo ładnie, tym razem wystawiałam go całkowicie swobodnie, stał i patrzył na mnie jak przymurowany
. Sędziowała nas pani Bożena Czempas, dostaliśmy następujący opis:

"Dobra budowa, prawidłowe proporcje, prawidłowa głowa, prawidłowe linie, bardzo dobre kątowanie i ustawienie, dynamiczny ruch".
19:14, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 stycznia 2006
Fachowa pańcia
   Melduję nie bez pewnej dumy, że jako właściciel psa poszerzyłam swoje kwalifikacje o umiejętność mierzenia im temperatury oraz robienia zastrzyków podskórnych. W/w zabiegi zniósł ze stoickim spokojem i bez słowa skargi Vigo.

    BTW, z kaszelkiem lepiej, temperatury nie ma, a ja stwierdziłam, że na ten śnieg to musi się sam jakoś uodpornić. Zimny wychów (dosłownie) będę stosować. W końcu to owczarek pirenejski, doprawdy nie powinien się zaziębiać od naszego lichego polskiego śniegu.
18:23, orvokki , News
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3