Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.
Zakładki:
Konkurs blog roku
Sunday and Vigo in English

Najważniejsze wpisy w blogu

Krewni i znajomi Królika

Adopcje i pomoc zwierzętom

Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa

Hodowle

Owczarek pirenejski

Napisz do mnie

niedziela, 07 lutego 2010
Dziewczynki w wydaniu sweet
Widzimy tu bardzo wyjątkowe zdarzenie, bowiem Brava NIE zajmuje połówki kanapy, wypychając przy tym wszystkich innych, co jest u niej zachowaniem typowym:



Tu jeszcze bardziej nietypowo, wnoszę, że zimno było w chałupie stąd zwiększona skłonność do przytulactwa:



Eri gra w farmę na fejsbuku, własnie sobie kupiła lepszy traktor :P.

Oprócz tego typu sposobów na zabijanie zimowego czasu, Brava wymyśliła też dodatkowy, mianowicie ni stąd ni zowąd stała się pogromcą WSZYSTKIEGO. Wygryzła dziury w mojej legitymacji ZKwP, odgryzła nóżki pluszowemu pieskowi Sergiusza (drastyczne: "Mama, pesek nie ma mugi*") i ogólnie po prostu rąbie wszystko, co jej w zęby wpadnie. Naprawdę nie dajcie się nabrać, jak szczeniak jest w miarę grzeczny. Oznacza to, że rozkręci się później, mając znacznie większe możliwości. Ja już nie wspominam o takich zupełnie zrozumiałych akcjach typu kradzież dwóch naleśników z talerza, wejście z nimi pod suszak z praniem i pożarcie ich bez gryzienia, bo to jeszcze mogę zrozumieć. Ale nóżki? Pieskowi? Ał.

* Według Sergiusza kończyny dzielimy na "boki" (górne) oraz mugi (dolne). Nic nie poradzę. I tak to pikuś w porównaniu z tytułem bajki "Maurycy i Hawranek", który to tytuł brzmi według pana S. "Papage i papage".
środa, 03 lutego 2010
Zalążek słownika agilitowego czyli o żargonie dla niewtajemniczonych
Wtajemniczeni agilitowcy przerzucają się z wdziękiem jakimiś literkami i cyferkami w stylu 2o2o, FC, RC, SP... polski słownik agilitowy niestety wciąż ubogi, większość terminów przejmuje się więc żywcem z angielskiego, tym bardziej, że piękny ten język cechuje też miła skrótowość. Poniżej zarys agilitowego słownika:

2o2o - czyli two on / two off, po naszemu 2 na 2 - pozycja psa na strefie kontaktu, w której przednie łapy stoją na ziemi, a tylne na przeszkodzie. Jest to najpopularniejsza metoda uczenia zatrzymywanych stref, ponieważ ma tę zaletę, że samej pozycji można nauczyć psa poza torem, oraz jest stosunkowo łatwa dla zrozumienia dla psa.

2o2o NT - wariant powyższego. NT to nose touch, czyli pies stojąc w pozycji 2o2o dotyka nosem targetu, którym zwykle jest przeźroczysty kawałek pleksi.

running contacts - tzw. strefy zbiegane, czyli dla odmiany metoda, w której uczy się psa, by całą strefówkę przebiegał, nie zeskakując na końcu i zaliczając strefę.

FC - front cross, czyli zmiana przed psem, zwana również zmianą belgijską. Biegnąc z psem po torze prowadzimy go albo po swojej lewej, albo po prawej stronie, zmiana strony polega na tym, że zmieniamy rękę prowadzącą. W zmianie przed psem robimy to nie tracąc psa z oczu i znajdując się przed nim. Spróbujcie  poprowadzić coś dookoła krzesełka, przekazując to sobie z ręki do ręki i zarazem nie spuszczając z tego oka, to będziecie wiedzieli mniej więcej o co chodzi.

RC - rear cross, czyli zmiana za psem. Pies nas wyprzedza, my przebiegamy za nim.

blind cross - ślepa zmiana, zwana też zmianą francuską - w sumie jest to nieco szybszy wariant zmiany przed psem, różniący się od niej tym, że nie patrzymy na psa, a jedynie przecinamy mu drogę. Dobrze wykonane mogą nam pozwolić na zaoszczędzenie cennych ułamków sekundy, ale ponieważ nie widzimy psa, bywają ryzykowne.

SP - serpentine position. Manewr wykorzystywany przy prowadzeniu psa po serpentynie, polegający na sygnalizowaniu psu zmiany kierunku poprzez unoszenie raz jednej raz drugiej ręki (chwilowo nie potrafię tego czytelniej ująć w słowa).

Serpentyna - ustawienie hopek, które można graficznie przedstawić następująco:

_______                     
_______2                          _______
               1                                                                                   3

(numerki pokazują kolejność i kierunek pokonywania przeszkód).

270 - ustawienie hopek, które tworzą ze sobą kąt zewnętrzny 270o

channel method - metoda tunelowa / metoda korytarza - sposób uczenia psa pokonywania slalomu, polegający na wykorzystaniu dwóch rzędów tyczek,  pomiędzy którymi przebiega pies. Obydwa rzędy stopniowo zbliża się do siebie, tworząc pełny slalom z tyczkami rozstawionymi co 60 cm.

V method - metoda uczenia slalomu z wykorzystaniem tyczek rozchylonych na boki w kształt litery V. Stopniowo tyczki prostuje się.

2x2 - metoda uczenia slalomu według Susan Garrett, w której zaczyna się od 2 tyczek i uczy psa przebiegania między nimi, następnie dostawia się kolejne 2, tworząc "korytarz" z 4 tyczek, następnie dostawia się kolejną 4 i tak dalej.
wtorek, 02 lutego 2010
Urodziny Bravy, czyli wszystkiego najpsiejszego
Brava kończy dzisiaj rok!



Fakt osiągnięcia tak dojrzałego wieku nie przeszkodził jej w próbie zeżarcia banana wraz ze skórką. Skradzionego z mojego biurka banana, dodajmy...
Ech, po psach i dzieciach widzimy, jak się starzejemy ;).
niedziela, 31 stycznia 2010
Rodowód Bravy


Kliknij na obrazek, aby zobaczyć go w pełnym rozmiarze.
Teeter from start to finish
No dobra, przemogę się i napiszę o jednej płytce, którą obejrzałam niedawno - Wendy Pape's Teeter from Start to Finish. Jak sam tytuł wskazuje traktuje ona wyłącznie o nauce huśtawki. Nauka składa się z sześciu elementów:

1. Nabiegu - tego uczymy za pomocą niewielkiej deseczki, mniej więcej wielkości strefy wejściowej i niewielkich ograniczników (takich plotków, których możemy użyć do ogrodzenia grządek). Kładziemy zabawkę na deseczce (pies musi umieć biec do zabawki) i wysyłamy do niej psa, najpierw na wprost, potem pod różnymi kątami naprzemiennie raz z lewej, raz z prawej strony (to ważne, bo w przeciwnym razie możemy niechcący nauczyć psa zaczynania huśtawki zawsze od tej samej przedniej łapy). W przypadku trudniejszych nabiegów możemy pomóc psu smyczą, by nie popełnił błędu (to mi się nie podoba).

2. Hałasu - bardzo prosta rzecz - jedną ręką łupiemy coraz głośniej huśtawką, drugą ręką bawimy się z psem szarpakiem, tak żeby psu się łupanie huśtawki przyjemnie kojarzyło.

3. Przyzwyczajanie do ruchu - potrzebna nam jest do tego spory płaski blat, pod który podkładamy powiedzmy cegłę, tak żeby gdy pies na to wejdzie, wszystko się ruszało mu się pod łapami. I bawimy się z psem szarpakiem na tej bujającej się powierzchni (jest to ćwiczenie, którego różne warianty warto robić już ze szczeniakiem, nawet nie agilitowym).
Etap drugi to bang game, czyli uczenie psa, żeby dobijał końcówkę huśtawki przednimi łapami do ziemi. O bang game jest sporo filmików na youtubie, jest to świetna zabawa, która bardzo podnosi pewność siebie psów na huśtawce, przyzwyczajając je do hałasu i ruchu.

4. Przyzwyczajanie psa do wysokości - podpieramy wyższy koniec huśtawki, tak żeby całość była stabilna, wstawiamy psa na koniec i karmimy z ręki, którą przekładamy pod huśtawką, w taki sposób, że pies nie widzi naszej ręki, tylko same palce z nagrodą przy krawędzi huśtawki. A potem zdejmujemy delikwenta. Pies ma się rozluźnić na wysokości.

5. Pozycja końcowa - pani uczy 2o2o z nose touchem (LOL, nie ma to jak żargonik) z targetem i robi oczywiście masę różnych ćwiczeń, wycofując target, zmieniają swoją pozycję etc.

6. Komenda zwalniająca - tu najważniejszym elementem jest zwalnianie psa do zabawki (która może być na wprost, albo po którejś stronie i wtedy komenda zwalniająca jest łączona z komendą kierunkową), tak żeby pies się na nas nie gapił. Plus różne położenie przewodnika, zmiany etc. Zawsze wymaga NT przed komendą zwalniającą.

A potem się łączy te elementy. Jednym z etapów jest bang game z wskakiwaniem wszystkimi 4 łapami na koniec huśtawki, pani dostawia skrzydło hopki, żeby pies wskakiwał i lądował głową w kierunku końca huśtawki, kładzie na końcu huśtawki zabawkę, co zachęca do takiego "ślizgu" po desce, potem kładzie zabawkę w miejscu targetu tuż za huśtawką, potem dokłada do tego pozycję końcową. Innym ćwiczeniem łączącym elementy jest ćwiczenie różnych nabiegów na huśtawkę (z pomocą tych brameczek), której górny koniec jest podparty (na koniec huśtawki nalepiamy kawałek cyber taśmy i smarujemy pasztetem, dzięki czemu pies dostaje nagrodę na samym końcu, a my nie musimy tam być). Potem ćwiczymy z  huśtawką tak że pies wbiega do pasztetu na końcu, my w tym czasie przydeptujemy huśtawkę, potem bierzemy jej koniec w obie ręce i powoli opuszczamy, następnie idziemy do psa, pomagamy mu przyjąć pozycję końcową i zwalniamy Stopniowo deskę opuszczamy coraz szybciej. Wprowadzamy target na końcu, żeby pies przyjmował pozycję niezależnie od nas.Ćwiczymy z komendą zwalniającą, wypuszczając psa do zabawki.
Dzięki temu wszystkiemu powinniśmy mieć ładne, szybkie, pewne wykonywanie huśtawki.
Ogólnie płyta bardzo mi się podobała, materiał jest sensownie ułożony i przejrzyście przedstawiony. Bardzo podoba mi się rozłożenie nauki na kilka łatwych etapów, dzięki czemu każdy z nich powinien być dla psa łatwy. Przykładowo: zwykle uczy się psa huśtawki tak, że ktoś przytrzymuje deskę, przewodnik karmi na końcu, a pomocnik opuszcza deskę stopniowo coraz szybciej. W takiej sytuacji nie jesteśmy w stanie precyzyjnie kontrolować ani siły opadania huśtawki, ani siły uderzenia na końcu i dla niektórych psów możemy posuwać się zbyt szybko. Dzięki tej metodzie, ponieważ pies jest już przyzwyczajony zarówno do ruchu, jak i do hałasu huśtawki, ten nasz brak precyzji nie powinien zrobić na nim żadnego wrażenia.
Nie podoba mi się to, że na płycie jest bardzo dużo użycia linki i takiego fizycznego wstawiania / przestawiania psa. Dużo psów tego nie lubi i jest do niezależne od przyzwyczajania psa do dotyku. Vigo na przykład jest strasznym pieszczochem, ale i tak nie znosi, żeby go gdzieś wstawiać lub przesuwać, a już tym bardziej, jak jest w trybie pracy. Wydaje mi się też, że jeśli wszystko pozwalamy psu zrobić samodzielnie, to ma on szansę posuwać się w dogodnym dla siebie tempie, przez co zmniejszamy ryzyko, że gdzieś się czegoś wystraszy i zrazi. Druga sprawa, że moim zdaniem, jeśli pies dojdzie do czegoś samodzielnie, to lepiej daną rzecz rozumie i wystarczy, jeśli za pomocą nagród będziemy go informować, kiedy znajduje się na właściwym tropie. Tak więc osobiście do metody wprowadzam kilka poprawek, tak żeby nie musieć fizycznie manipulować psem, ale poza tym naprawdę mi się ona podoba.
piątek, 29 stycznia 2010
Codzienność zimowa
Zima napawa mnie chęcią skrycia się w jakiejś mysiej dziurce i przespania do wiosny. Przeczytałam ostatnio ze dwie fajne książki psie, obejrzałam fajne dvd i jakoś się nie mogę zebrać, żeby coś o tym napisać. Szkoleniowo ogólnie rzecz biorąc z z lekka leżymy, bo w śniegu do pasa można jedynie brnąć i cykać fotki, zanim nie odmarzną nam paluszki, jakiejś sensownej sesji szkoleniowej ja w takich warunkach przeprowadzić nie umiem :P.
 
Eri ostatnio musiałam po raz pierwszy obciąć wszystkie pazury (zwykle przycinam tylko dwa u pierwszego palca przy przednich łapach), laska potulnie podała wszystkie cztery łapki, po czym poszła i wtłukła Vigo, który się akurat napatoczył w przejściu.
Rozgoniłam towarzycho, obejrzałam Vigo, zauważyłam jakąś małą dziureczkę na kufie między oczami i zapomniałam o sprawie.
Vigo wieczorem zaczął bardzo okazywać, że go boli łeb z lewej strony, nie wiedziałam, czy chodzi o ucho, czy o coś, znowu niczego nie zauważyłam, zaczęłam mu tylko na spacery zakładać obrożę Sunday zapinaną na klamrę, a nie wciąganą przez głowę jak jego własna. Następnego dnia dalej był obolały, a ja dalej nie mogłam się niczego dopatrzeć, więc uznałam, że pewnie jak go trzepnęła zębami, to mu zrobiła jakiegoś siniaka.
Następnego dnia rano Vigo wyglądał, żeby ująć sprawę opisowo, jakby mu oko miało wypłynąć, bo sierść przy kąciku oka była cała sklejona ropą i krwistą limfą, która się sączyła skądś. Umyłam mu to wszystko, znalazłam wreszcie dwie mini dziureczki pod okiem, z których jedna chyba była po kle, a druga być może stanowiła przetokę, z którego to całe paskudztwo się wysączało. Wet stwierdził, że go nieszczęśliwie trafiła akurat w worek spojówkowy, zapisał kropelki do oka trzy razy dziennie, wycięliśmy futro dookoła tych paskudzących się ranek i na drugi dzień było już cacy, znaczy goi się ślicznie.
Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, czy taką Erisię, która zwykle zachowuje się jak ostatnia trąba, a potem jak się wreszcie wkurzy, to od razu robi innym dziurki w głowie, dałoby się nauczyć, żeby może jednak jakoś stopniowała te swoje wystąpienia, jednak przeprowadzona na ten temat z mądrymi forumowymi głowami debata zakończyła się wnioskami, że jednak raczej nie, pozostaje mi więc obserwować co się dzieje (na przykład czy Eri nie reaguje w ten sposób po jakimś stresie, którym tutaj jak sądzę mogło być to obcinanie pazurów), zapobiegać konfliktom i natychmiast reagować, gdyby jednak wybuchły.

Na szczęście większość dni mija nam bez tego typu dramatycznych wydarzeń:

Fachowy wślizg po piłkę:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and
video hosting by TinyPic

Viguś sierotka:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Vigo zarył w zaspę:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Kanapowania po wysiłkach w śniegu:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic
sobota, 23 stycznia 2010
Dziecko i pies ;)
Brava jest ulubionym psem Sergiusza (ma tę dobrą cechę, że przed nim nie zwiewa). Można więc sobie z nią pogadać.
Z cyklu Sergiusz objaśnia Bravie świat:
- Puppy, to jest papełko (wskazuje paluszkiem na lampę).
- Puppy, to jest misio. (wskazuje na misia).
- Puppy, to jest mama.
Z cyklu praktyczna lekcja anatomii:
(wskazując palcem)
- Puppy ma oko.
- Puppy ma ufo.
- Puppy ma nos.
- Puppy ma ogon.

Bardzo są przy tym dla siebie delikatni.
Inne pieski nazywają się odpowiednio: Sun, Bigo i Eji (z wariantem Ke-y-ku czyli Eryku). 

Aby do wiosny
Trenować się nie da, dzisiaj jednak na pociechę przynajmniej wyjrzało słoneczko, więc zdecydowałam się poodmrażać trochę paluszki i porobić zdjęcia. Zabawa ogólnie rzecz biorąc polegała na tym, że ja rzucałam piłkę, wszystkie pieski za nią goniły, potem któryś ją łapał i rzucał się w triumfalną rundkę po ośnieżonym polu, a reszta za nim:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Spaniel cierpliwy jest, ale tylko do czasu:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Oto druga twarzy Sunday:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Tu niestety widać, że na zmrożonym śniegu psy kaleczą łapki:

Image and video hosting by TinyPic

A tu widać, ile tego śniegu jest, bo te badyle są dość wysokie:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

wtorek, 19 stycznia 2010
Zawody agility o Puchar Burmistrza Radzymina 16-17.01.2010
Zaczęliśmy sezon 2010, jeśli pierwsze zawody w roku mają być jakąś wytyczną na cały rok, to po staremu: spaniel wymiata, Vigo różnie, a Brava rokuje :). Było bardzo fajnie, zawody na cieplutkiej, jasnej i przestronnej hali, w której na dodatek mieściła się też pizzeria, oprócz tego miłe towarzystwo przez dwa wieczory i dwa dni :) i bardzo fajne torki świeżo upieczonego debiutującego polskiego sędziego Leszka Kalisza :). Jedyne, co mi się podobało odrobinę mniej to wykładzina, która była wyjątkowo śliska i w dodatku jakoś tak luźno rozłożona, że przy niektórych zmianach czułam, że mi się przesuwa pod nogami.

W sobotę chyba właśnie przez tę wykładzinę Vigo miał trzy zrzutki w biegu MA2  z zaliczonymi strefami (chyba nigdy nie zdobędziemy tej trzeciej nóżki do A3...) - Vigo zasadniczo chyba do tej pory w swojej karierze agilitowej zrzucił na zawodach mniej niż 10 tyczek, a na tych zawodach łącznie 4, więc na coś trzeba to zrzucić, aczkolwiek zbaboliłam zmianę po 2 hopce.



Sunday SA3, czyli za co lubimy spaniela. Bieg jest specyficzny, bo tuż przed startem pękły mi spodnie na tyłku tak po całości. Trudno o wyraźniejszy sygnał, że czas odstawić chipsy i słodycze oraz ubierać się na zawody w odzież elastyczną. Nota bene po biegu, w którym starałam się nie schylać i zaciskać pośladki, w trybie pilnym wyskoczyłam za róg i zakupiłam gustowne czarne spodnie dresowe, których o dziwo nawet nie muszę skracać.



Sunday agility open sobota:



Nie pamiętam, co Vigo wykręcił w tym biegu :P. W sobotę w każdym razie Vigo miał 3. miejsce za ten szmatławy bieg MA2, Sunday pierwsze za SA3 i pierwsze w łącznej.
W niedzielę demony Vigockiego zaczęły już podnosić łby. W MA2 jeszcze nawet udało mu się zostać na starcie, ale diabli wiedzą dlaczego nie wlazł na kładkę i ze stref już tradycyjnie fruwał:



Z Sunday w SA3 źle się nauczyłam toru, po drugim wykonaniu kładki trzeba było wysłać psa w tunel (który miał numer 13, na pewno dlatego go pominęłam), więc radośnie sobie pobiegłam na hopkę i zainkasowałam detkę:



W agility open Vigo odpłynął totalnie. Trochę sobie źle wyliczyłam moment, w którym trzeba go było wyjąć z klatki, więc się zdążył za bardzo nakręcić i aż się telepał z emocji. Ale i tak nie wiem, dlaczego poleciał w kosmos:



Spaniel za to pobiegł bardzo ładnie:



Na koniec mieliśmy super fajny jumping, który rozgrzał publiczność i zawodników do czerwoności. Z Sunday skopałam serpentine position, co zaskutkowało odmową:



Mimo wszystko udało nam się obronić drugą pozycję w łącznej klasyfikacji i Puchar Burmistrza Radzymina do domu przywieźć :).

Vigo zerwał mi zostawanie konkursowo, a że początek był po prostej, to wyprzedził mnie tak jakoś o 15 metrów. Ale że już sobie zdawałam sprawę z jego stanu umysłu to miałam przygotowany plan B, zakładający wykorzystanie naszej perfekcyjnej komendy left left left :). Ogólnie bieg nieco paniczny, ale i tak ładny i dajacy nam złoto:



Ścieżka dźwiękowa daje pojęcie o atmosferze :).

Z Bravą poćwiczyłam sobie zostawanie, obcy slalom i kawałki torów jumping open z soboty i niedzieli po zawodach. Ze slalomem radziła sobie nieco gorzej niż się spodziewałam, tzn. robiła trochę błędów na wejściach i czasem w środku, ale tempo mnie zadowalało jak najbardziej. Ogólnie bardzo mi się podobało, jak pracowała. Stosunki z innymi psami układały się w myśl zasady: zachowaj odstęp, to nikomu nie stanie się krzywda, a poza tym to była prawie całkiem grzeczna :).
wtorek, 12 stycznia 2010
Tony śniegu
Jak wszyscy wiedzą, Polska tonie pod śniegiem. We Wrocławiu takich ilości nie widziałam już od dawna, dość wspomnieć, że z mojej ulicy właściwie nie da się wyjechać bez pomocy łopaty tudzież paru życzliwych pchaczy. O agilitowaniu mowy nie ma :( (w weekend śmigamy na zawody w ramach eksperymentu: zawody po dwóch tygodniach bez treningu - luzik).

Pieski postanowiły sprawdzić na wszelki wypadek opcję zamieszkania w jamce wykopanej w śniegu - jakby miały mnie już całkiem dosyć.

Image and video hosting by TinyPic

Erisia trochę za duża:

Image and video hosting by TinyPic

A może i nie?

Image and video hosting by TinyPic

Reszta spaceru upłynęła nam pod znakiem patysia:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Viguś od strony... ogonka:

Image and video hosting by TinyPic

Braveczka od strony właściwej:



Badyle pod śniegiem. Badyle fotografuję co roku, bo niezmiennie mi się podoba ich puchatość w zestawieniu z puchatością śniegu:

Image and video hosting by TinyPic

Erisia za to chyba postanowiła przestać być sierotką Erisią, co objawiło się tym, że spuściła łomot Vigo, który usiłował jej odebrać piłkę. Druga oznaka to fakt, że ośmiela się leżeć koło nas na kanapie. Wcześniej wchodziła na specjalne zaproszenie, ale przy najlżejszym naszym poruszeniu się lub spojrzeniu na nią natychmiast zmykała.
piątek, 08 stycznia 2010
O wdzięczności
Wiecie jak to jest, czasem natrafia się na znaki. Najpierw przeczytałam ten wpis w Qsławowym blogu. Część wpisu wprawdzie traktuje o kretynach z petardami, ale większa część traktuje o wspaniałości psów autorki :). Potem z kolei natrafiłam na taki wpis u Susan Garrett (nie chcę jej tu kreować na jakąś guru, ALE...). Dla nie władających językiem angielskim szybkie wyjaśnienie - jest to wpis traktujący o tym co zrobić, gdy mamy z jakimś naszym psem problem (my się stresujemy, pies się stresuje, my się stresujemy, że pies się stresuje, pies się stresuje, że my się stresujemy... dobra, zagalopowałam się). Otóż musimy podejść do kwestii z ogromną dozą WDZIĘCZNOŚCI. Siadamy sobie w spokojnym miejscu, zamykamy oczy, kładziemy ręce na sercu (okay, robi się trochę njuejdżowo pojechanie, ale co tam) i:
  • przypominamy sobie moment, kiedy ten pies nas zachwycił po prostu swoim pięknem, gracją etc,
  • wyobrażamy sobie, że robi coś z nami i robi to znakomicie, lepiej niż kiedykolwiek,
  • przypominamy sobie chwilę, w której pies nas rozśmieszył,
  • przypominamy sobie chwilę, kiedy byliśmy z naszego psa niesamowicie dumni, tak że aż nas rozsadzało,
  • przypomnijmy sobie, jak nasz pies zrobił coś tak niesamowicie mądrego, że aż musieliśmy o tym wszystkim opowiedzieć,
  • przypomnijmy sobie chwile, gdy zdecydowaliśmy się na tego psa, jak przywieźliśmy go do domu,jak się nim zachwycaliśmy,
  • wyobraźmy sobie psa śpiącego w swoim ulubionym miejscu, w ulubionej pozycji (zwizualizujmy sobie to dokładnie i ze szczegółami)
  • pomyślmy o tym, jak kochamy tego psa i jak jesteśmy wdzięczni za to, że jest w naszym życiu.
I po tym wszystkim zadajmy pytanie "Jak mogę pomóc temu psu żyć bardziej radośnie i mieć jeszcze głębszą więź ze mną?".

Im więcej wdzięczności wyrazimy za to, co mamy, tym więcej odpowiedzi przyjdzie do nas w trudnych chwilach (a przynajmniej tak twierdzi Susan). Susan dotatkowo pisze, że najlepiej to ćwiczenie przeprowadzić dla wszystkich swoich psów, ale żeby nie robić tego tego samego dnia. Dlaczego? Bo to jej zabawa i tak wymyśliła :).
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Być może...
...to efekt mojego zamówienia na psa z wyglądem pyrka i charakterem spaniela, być może kwestia nadania imienia EXTREME BRAVEHEART, a być może ogólnego postrzelenia kudłatego potwora, w każdym razie Brava dzisiaj na spacerze zobaczyła kaczuszki. Kaczuszki pływały sobie po Odrze (w Odrze? taka kaczuszka w sumie chyba bardziej się unosi na powierzchni niż zanurza, nie?), więc Brava niewiele myśląc wykonała swój popisowy skok do wody, zakończony efektowym pluskiem. Kaczuszki uciekły drogą częściowo powietrzną, częściowo wodną, Brava popłynęła kawałek za nimi, po czym chyba temperatura wody dotarła do jej ogonka (gdzie, jak wiemy z przykładu Vigo, mieści się pyrkowy rozumek), bo zawróciła i wylazła na brzeg. Ponieważ Brava zdecydowanie pływała W Odrze, a nie po Odrze, to wylazła cała mokra, otrzepała się i zaczęła radośnie biegać z patysiem. Po chwili cała byla w soplach.
Wpakowałam w nią w domu rutinoscorbin, wapno i tran na dodatek, może się nie zaziębi.
Spaniel za to chyba trochę dojrzał i się ustatkował, bo zupełnie nie miała ochoty wskakiwać za kaczuszkami do Odry, co swego czasu zrobiłaby bez wahania.
sobota, 02 stycznia 2010
Dlaczego musimy podejmować noworoczne postanowienia?
Czasem człowiek jest już taki całkiem zadowolony, pies się przyczaja i przez jakiś czas udaje, że jest grzeczny i w ogóle miodzio. Niemniej jednak oczywiście po okresie utajnienia potwór się budzi, i właśnie obudził się w Nowym Roku w Bravie ze zdwojoną mocą.
Brava niezbyt dobrze dogaduje się z innymi psami. Mam taką domorosłą teorię (stanowiącą zarazem wymówkę, by nic z tym nie robić), że pyry wyhodowane na jakichś pirenejskich wygwizdowach z paroma setkami owiec w charakterze towarzystwa ogóle nie uznają istnienia psów spoza własnego stada za konieczne (wniosek: spróbować zabić). Brava zwykle rozpoczynała od wydarcia japy na inne psy, a potem już było spoko. Nie była to wprawdzie reakcja moich marzeń, ale jako że stosunkowo łatwo było jej to przerwać oraz ponieważ w obecności piłki/szarpaka/żarcia Brava inne psy miała w nosie kompletnie, to się tym zbytnio nie przejmowałam. Dochodzi tu jeszcze oczywiście to, że do Bravy mam stosunek szczególny, czytaj: jest to najmłodszy, rozwydrzony do granic możliwości bachor w rodzinie. Ale przez jakiś czas było jakby lepiej, do tego stopnia, że Brava się bawiła z Bertą i Linuxem. Tymczasem z Nowym Rokiem nastąpiła jakaś dzika eskalacja, nie wiem do końca czy związana z młodzieżową głupawką czy też na przykład wreszcie dostanie tej cieczki, w każdym razie dzisiaj wypyszczyła mi się na dwa psy w sposób absolutnie niedopuszczalny i w ogóle miałam problem, żeby nad towarzystwem zapanować (w stadzie moje cztery psy posiadają do spółki jeden mózg i mieści się on w głowie Sunday, bo Vigo wiele lepszy od Bravy nie jest, a Eri jest psem bez własnego charakteru, jak już kiedyś pisałam, i robi to co większość).

Co prowadzi nas do odpowiedzi na tytułowe pytanie. Postanowienia noworoczne podejmować musimy, bowiem obudzone staroroczne potwory nas do tego zmuszają.
Czas wychować najmłodszego puchatego rozwydrzonego potwora.
W związku z czym muszę wrócić do osobnych spacerów - jak wychodzę z dwoma, to te dwa na spółkę posiadają jeden mózg, co już jest wynikiem statystycznie lepszym :). Oraz znowu przeczytać Leslie McDewitt i wdrożyć jakiś program naprawczy w kwestii stosunku do innych psów. Cytowana przeze mnie dość często Susan Garrett (no ale naprawdę, mądre rzeczy pisze czasem ta kobieta) napisała ostatnio, że jeśli za cel stawiamy sobie doskonałość, to tak naprawdę skazujemy się na porażkę. W związku z czym stawiam sobie cel wymierny: żeby pyra nie wypyszczała się na psy, tylko skupiała się w tym momencie na mnie. Doprawdyż nie wymagam, żeby zaczęła wszystkich kochać, wymagam tylko, żeby w tym momencie była kontrolowalna.
Nota bene, pies zaiste jest odbiciem właściciela, bo jakbym miała sobie postawić taki cel w duchu samodoskonalenia, to też bym chciała siebie lepiej kontrolować i nie wkurzać się na pierdoły.
(inna moja domorosła teoriam, tym razem na temat mojego upodobania do pyr głosi, że po prostu mamy taki sam charakter: maksimum nerwowej energii w niewielkim opakowaniu plus tendencja do darcia gęby).
wtorek, 29 grudnia 2009
Pobudka po świątecznym letargu
Blog chwilowo zasnął: Świąteczne wizyty u rodziny i przyjaciół plus dzikie obżarstwo pochłonęły nam czas.

Tu jeszcze trening przedświąteczny:



Od tego czasu Brava zdążyła opanować normalny slalom, w sensie nie-treningowy. Cała nauka slalomu zajęła nam równo trzy miesiące ćwiczeń mniej więcej dwie sesje w tygodniu :). Zdolna z niej dziewczynka.
Kładeczka też poszła odrobinę w górę, aczkolwiek to jeszcze trochę potrwa... zaczęłam z nią też huśtawkę (bang game). Na palisadę nie do końca mam koncepcję, więc trochę leży odłogiem.

Eri ciągle cieczkuje, w wyniku czego Vigo chodzi nabuzowany do granic możliwości i mimo, że jest bezjajeczny, muszę ich przez większość czasu separować. Eri w ogóle pachnie tak cudnie, że do ogródka zakradają się też inni adoratorzy i jeden mi obsikał narożnik domu tuż pod drzwiami, wstręciuch.
Aniołek podrzucił pod choinką trzy nówki Eurablendy, trochę mi się na razie dziwnie nimi rzuca, ale powoli dochodzimy z Erisią do wprawy :).

Spaniel właściwie całkiem radośnie przyjął opcję lenistwa, bo pogoda nie zachęcała ciepło- i sucholubnej księżniczki do jakichś forsownych spacerów.
środa, 23 grudnia 2009
Image and video hosting by TinyPic

Drodzy Czytelnicy,

Bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście, czytacie, komentujecie, piszecie maile - kiedyś dawno temu zaczęłam czytać tego bloga właściwie dla siebie, jako swoisty dziennik szkoleniowy, ale bardzo się cieszę, że stopniowo nabiera on coraz więcej cech rozmowy.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam przede wszystkim, żeby były one takie, jakie powinny być - pełne autentycznej, cichej radości, rodzinnej miłości, mądrej zadumy, wytchnienia od codzienności.

A Nowy Rok 2010 niech przyniesie Wam radość z planów i spełniania marzeń, trwałe przyjaźnie, nowe odkrycia i pasje i nowe możliwości.
wtorek, 22 grudnia 2009
Korzystając póki możemy z tak nietypowego jak na Wrocław zjawiska, jakim jest śnieg, trzymam się konwencji fotobloga chwilowo. Wczoraj nie dość, że śnieg to jeszcze i słońce, machnęliśmy więc sobie porządny długi spacerek i z jakąś setkę fot, z których oczywiście nie wszystkie się nadają do czegokolwiek. Te, co się nadają:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

To zdjęcie wzbudza mieszane emocje, jedni widzą na nim puchatą misiunię, inni szarżującego potwora:

Image and video hosting by TinyPic

no, ale jak można takie śliczności nazywać potworem (aha, melduję, że przewróciło mi się w głowie do końca i obecnie uważam, że wszystkie moje psy są absolutnie śliczne :P):

Image and video hosting by TinyPic

Uśmiechnięty Eryk (rzadko jej się udaje takie zdjęcie zrobić):

Image and video hosting by TinyPic

Małe chipsy:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Odra częściowo zamarzła i wczoraj musiałam odwoływać pozbawioną instynktu samozachowawczego Eri z lodu:

Image and video hosting by TinyPic

Eri w wersji bardziej typowej, czyli zły wilk:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Nic dodać, nic ująć:

Image and video hosting by TinyPic

Na koniec mrożący krew w żyłach fotoreportaż o polowaniu:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Spaniel to aż sobie uchem oczy zasłonił, nie mogąc na to dłużej patrzeć:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

(zaniepokojonych losem Eri informuję, że przeżyła i miewa się dobrze. Ba, podejrzewam wręcz, że ona to lubi).
niedziela, 20 grudnia 2009
Zima zima zima pada pada śnieg
Ostatnio było dość poważnie (dzięki za głos w dyskusji :)), teraz będzie fotograficznie. Nie za dużo tych fotek, bo mam ostatnio zaniki pamięci i zapomniałam podładować baterię w aparacie, która na mrozie raz dwa padła. Psy w tym roku do tematu śniegu podeszły stosunkowo mało entuzjastycznie, robią im się lodowe kulki między paluchami i generalnie zaraz po wyjściu z domu zaczynają z nimi walczyć. Czasem na chwilę zapominają, że coś je gnębi:

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

To zdjęcie zamierzam przerobić na tabliczkę na furtkę, na razie napisu nie zdradzę:

Image and video hosting by TinyPic

...albo może to:

Image and video hosting by TinyPic

Hiena śmiesznie wygląda z tymi swoimi jasnymi oczami. Łeb jej się zrobił wielki jak ceber, więc wygląda jeszcze groźniej, aczkolwiek rozumu szczególnie nie nabrała :).
piątek, 18 grudnia 2009
Susan Garrett ostatnio zacytowała ładne zdanie, że "each of us is somebody's weirdo", czyli że każdy z nas w czyichś oczach jest dziwakiem.
Lekko w nawiązaniu do poprzedniego wpisu - jak rozpoznać normę, jak znaleźć złoty środek, skąd wiedzieć, czy "ten typ tak ma", czy też dany pies jest nadpobudliwy, a może nadmiernie wyciszony, zgaszony? Czy dla konkretnego psa dana dawka ruchu i zajęcia to za dużo, za mało czy w sam raz? Czy w naszej pracy z psem sprawiamy, że jest on spełniony i szczęśliwy, czy też przeginamy?

Daleka jestem od ferowania jakichkolwiek rozstrzygających wyroków w tej kwestii, mogę się podzielić kilkoma uwagami z własnego doświadczenia. Zanim kupiłam Vigo, wiele czytałam o rasie, kontaktowałam się z hodowcami i właścicielami owczarków pirenejskich i zadawałam im dziesiątki pytań. Wzorzec mówi, że to maksimum NERWOWEJ energii w niewielkim opakowaniu, właściciele i hodowcy, że to wulkan energii, że potrzebuje zajęcia, pracy, swobodnego biegania etc. Nic więc dziwnego, że kiedy pod mój dach trafił mały, puchaty, rozwrzeszczany Viguś, do głowy mi nie przychodziło, że mogłabym przesadzić z ilością zajęć dla niego. Tym bardziej, że jego zachowanie na pozór wydawałoby się to potwierdzać: Vigo sypiał 4 godziny na dobę, nieustannie był w ruchu, gryzł wszystko w swoim zasięgu i ogólnie doprowadzał mnie do obłędu. Z jednej strony byłam przerażona i zastanawiałam się, czy nie popełniłam błędu decydując się na tę rasę, z drugiej jakaś część mnie była zachwycona, no bo przecież chciałam psa do pracy, a tu proszę, jaki temperament! Próbowałam więc zapewnić mu jeszcze więcej ruchu i zajęcia, a on jeszcze bardziej roznosił mi dom. Minęło ładnych parę miesięcy, nim dotarło do mnie, że muszę go nauczyć wyciszania się i samokontroli. Swoją drogą w przypadku Vigo zarówno nadmiar atrakcji, jak i owe zalecane spokojne, stosunkowo krótkie spacery na smyczy miały wpływ zgubny - Vigo swego czasu chodził przez 6 tygodni w gipsie, o czym sobie można poczytać w archiwum bloga, i to co wtedy wyczyniał przechodziło ludzkie pojęcie. Gips miał zresztą zdjęty parę dni wcześniej, niż było to planowane, bo go sobie połamał, wskakując na biurko...

Normalny, zdrowy młody pies jest aktywny i ruchliwy, ale generalnie sporo w ciągu dnia sypia, potrafi też przełączać się między różnymi trybami pracy - tzn. okazuje dużo entuzjazmu przy energicznych ćwiczeniach, kocha biegać i bawić się, ale jest w stanie też skoncentrować się przy spokojniejszych ćwiczeniach typu chodzenie przy nodze czy siad-zostań. Przy zapewnieniu odpowiedniej ilości ruchu taki pies raczej w domu odpoczywa i jest spokojny. Co więc powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym?
- jeśli pies po długim, aktywnym spacerze długo nie potrafi się wyciszyć,
- zachowania autogresywne typu wylizywanie lub gryzienie łap, gonienie za ogonem,
- pies mało sypia, jest w nieustannym ruchu, ciągle czuwa, łatwo szczeka,
- mamy problem z uspokojeniem psa, pies jest często tak pobudzony, że nie jest w stanie wykonywać znanych poleceń, nie chce jeść smakołyków, bo tak go rozpraszają bodźce zewnętrzne, dużo szczeka, ma problemy z przyswajaniem nowych rzeczy etc.

Można się w pewnych środowiskach zetknąć z psami, które są przemęczone, przestymulowane i wykazują różne dziwne zachowania z tego powodu. Niemniej jednak większość psów w Polsce ma ruchu i zajęcia raczej za mało niż za dużo. Zanim więc zaczniemy się doszukiwać w naszym zwierzątku nadpobudliwości, zastanówmy się, czy to co mu zapewniamy, jest dostosowane do jego wymagań. Pamiętajmy, że zdrowe młode zwierzę musi się wybiegać i wyszaleć, nie wystarczą mu jedynie spacery na smyczy, musi mieć też jakieś zajęcie umysłowe.
czwartek, 17 grudnia 2009
Kiedyś czytałam pewien amerykański podręcznik dla lekarzy weterynarii, traktujący o problemach behawioralnych u psów i kotów oraz sposobach na radzenie sobie z nimi. Niczym refren powracała tam porada, by nauczyć psa wykonywania pięciu podstawowych komend i pozwolić mu raz dziennie pobiegać przez pół godziny w parku z innymi psami. Myślałam sobie wtedy, że dla niektórych pies ma być niczym jeszcze jeden gadżet: bawić, nic nie wymagać, nie sprawiać problemów.
Potem zetknęłam się z pewnymi modnymi teoriami, według których szkolenie, zwłaszcza sportowe, aportowanie i inne pobudzające rozrywki są dla psa stresem, a stres jest zły i szkodliwy. Należy się więc, szczególnie w przypadku młodego psa, skupić na socjalizacji i spokojnej eksploracji otoczenia (nota bene jest to dla mnie wyjątkowo niejasne pojęcie, nasuwające myśl, że jego autorka nigdy nie miała do czynienia z psem myśliwskim, którego pierwsze przytknięcie nosa do ziemi przełącza w tryb pracy i zazwyczaj też spore pobudzenie). Dorosłemu psu podobno wystarcza 30-40 minut spokojnego spaceru dziennie, szczeniakowi odpowiednio MNIEJ. Pies pobudzony to pies zestresowany, zatem należy dążyć do tego, żeby pies był wyluzowany i spokojny.
I chociaż pierwsze podejście jak dla mnie wyrasta z lenistwa, wygodnictwa i braku wyobraźni, a drugie podobno ma na myśli dobro psa i uniknięcie sytuacji, w której to jego kosztem realizujemy jakieś własne ambicje, to niepokoi mnie tu jedno: sprowadzanie wszystkich psów do jednego mianownika.
Gdzie miejsce na tak różne u psów, jak u ludzi, temperamenty? Sangwinik czy choleryk nie poczuje się dobrze, jeśli spróbuje się go wtłoczyć w normy zachowania typowe dla flegmatyka. Pies pracujący, pozbawiony jakiegokolwiek sensownego zajęcia, zwariuje lub znajdzie sobie to zajęcie sam. To,co wystarczy do szczęścia mopsowi, nie wystarczy psu myśliwskiemu czy pasterskiemu.
Ja naprawdę nie neguję istnienia psów nadpobudliwych ani sensowności  terapii wyciszającej, opartej na eliminacji pobudzających bodźców, w ich przypadku. Od pięciu lat jestem właścicielką nadpobudliwego psa, który miewa wielkie problemy z wyciszeniem się, samokontrolą itp. Mało tego, długo nie potrafiłam tej jego nadpobudliwości rozpoznać i wydawało mi się, że tak ma być, albo że pies potrzebuje jeszcze więcej ruchu i zajęcia (a im więcej biegał, tym bardziej mi potem w domu roznosił ściany). Nie przeczę też, że każdego psa warto uczyć wyciszania się i samokontroli, że warto pracować z psem w rozmaity sposób, na różnych popędach, czasem podkręcać, czasem wyciszać. Warto też mądrze spojrzeć na swoje zwierzę, bo łatwo popełnić taki błąd, jak ja kiedyś, czyli pomylić popędy z nadpobudliwością.
Ale w mojej głowie bije dzwon alarmowy, gdy każdego psa, który wylewnie się cieszy, okazuje emocje, biega dzikim cwałem lub uchowaj Boże ekscytuje się aportowaniem piłeczki traktuje się jako kandydata do behawioralnej terapii wyciszającej...
c.d. być może nastąpi :)
środa, 16 grudnia 2009
Korki, zimno, śnieg - nic nie jest w stanie nas powstrzymać. Co prawda śnieg mnie trochę zdziwił, bo koło mnie nie ma, a na placyku był, tak więc wczorajszy trening zaczął się od szybkiego odśnieżania strefówek (bardzo rozgrzewające zajęcie), a potem sobie trochę pobiegaliśmy (ostrożnie, bo ślisko). Torek  według pomysłu Elke Benner:



Jest tu kilka ciekawych elementów, przede wszystkim wejście w slalom, tunel po huśtawce (optymalnie byłoby psa do tego tunelu wysłać i pobiec po drugiej stronie palisady, jednak jako że jest ona dużo lepiej widoczna, to pies musi naprawdę nieźle rozróżniać przeszkody na komendę) i fliknięcie do tunelu po kładce na końcu. Jeśli chodzi o wejście w slalom, to wprawdzie układ toru pozwala zdążyć się znaleźć przy wejściu i trochę psa poniańczyć, ale celowo nie skorzystałam z tej możliwości:



Pozostając w temacie slalomowym:



Korytarz jest już całkowicie zsunięty, pięć pierwszych tyczek stoi prosto, kolejne są odchylone na boki, zamierzam teraz tak mniej więcej co trening prostować tyczkę lub dwie :).
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Psie sprawy i sprawki ;o)
Eryk cieczkuje i od razu się zrobiła taka trochę lelowata, co wskazuje na to, że podzieli pewnego dnia los Sundaya (czytaj: ciachu ciachu). Brava natomiast cieczkować nie ma zamiaru, tzn. co chwilę robi mi złudne nadzieje. Jej cieczkowanie jest mi potrzebne do tego, że nie wiem, czy mogę ją zgłosić na jakąś wystawę czy nie, bo akurat wtedy zacieczkuje. Poza tym poziom ogólnego szaleństwa Bravy wzrasta wykładniczo, o czym może zaświadczyć moje przedramię w siniakach... pyra domaga się swojej nagrody za wykonanie agilitowego ćwiczenia rzucając się do mojego rękawa, gdy nie dostanie jej dość szybko albo gdy w ogóle uznam, że się jej nie należy, bo tej strefki nie było, droga pyro. Chyba postanowiła zamiast Eri okazać predyspozycje do IPO.

Vigo z okazji Erykowej cieczki zrobił się nieco nerwowy i znowu jest na Stress oucie, dobrze, że przynajmniej tym razem łatwo się dało ustalić przyczynę. Dowala się zresztą do Eri znacznie intensywniej niż ostatnim razem (mimo braku jajek), co wskazuje na to, że lada dzień mogę się spodziewać adoratorów za płotem.

Spaniel pozostaje spanielem, marudnym, jęczącym, wiecznie nienażartym, postrzelonym i łączącym w cudny sposób mentalność zakichanej księżniczki z osobowością psa pracującego napędzanego piłeczkami.

Księżniczka na przykład na wieczorne spacery na sikundę wychodzić niezbyt jest rada: zimno, mokro i ciemno. Księżniczka wolałaby poleżeć na kanapie i trzeba ją długo namawiać lub wręcz użyć środków przymusu bezpośredniego, by raczyła z kanapy zleźć i udać się na spacer za potrzebą. Potrzeby owe załatwia natychmiast za płotem i chętnie by już wróciła na kanapę, gdyby nie Eri, która pośpiech w takich sprawach uważa za niewskazany i z lubością zajmuje się w ciemnościach węszeniem, wtykaniem kagańca w znalezione kupy ludzkiego pochodzenia i innymi zakazanymi rozrywkami. Uważam, że jest to z jej strony czysta złośliwość wymierzona dokładnie we mnie. Bierna agresja, te sprawy.
środa, 09 grudnia 2009
Dzielny Vigo akrobata
Chyba nad żadną sztuczką jeszcze się tak nie namęczyliśmy. Vigo ogólnie rzecz biorąc jest niezwykle kumaty, dzięki czemu świetnie się nadaje na demo doga przy prezentacji klikera ("a teraz pokażę Wam, jak pies myśli). Niby też miał wszelkie podstawy, żeby tę sztuczkę szybko załapać:
- umiał wskakiwać mi na plecy i na ręce (brak oporów przed łażeniem po przewodniku),
- umiał wchodzić na rożne chwiejne powierzchnie,
- umiał utrzymywać równowagę na małej powierzchni (wchodzenie łapami do miski, włażenie na różne słupki etc).

A tu zonk. Zaczęłam od włażenia z kanapy na moje golenie, co się okazało dla Vigo jakimś okrutnym stresem, do tego stopnia, że w ogóle odłożyłam naukę na jakiś czas. Po dłuższej przerwie usiadłam na podłodze z nogami prosto wyciągniętymi przed siebie i zaczęłam mu klikać łażenie po nich. Potem wróciłam do włażenia na golenie, co w przypadku Vigo raczej przypominało wpełzanie w stylu "jestem na rozpaczliwą ziejącą przepaścią". Potem udało mi się go naprowadzić, żeby na tych moich goleniach usiadł, co zdaje się było momentem przełomowym, w którym Vigo doszedł do wniosku, że jednak się nie zabije spadając z tej zawrotnej wysokości. Potem ćwiczyłam stawianie przednich łap na moich stopach w rozmaitych konfiguracjach przestrzennych (typu ja na podłodze z nogami wyciągniętymi w górę, Vigo włażący z biurka, ja na podłodze, Vigo włażący z kanapy etc). I wreszcie, po naprawdę wielu tygodniach ćwiczeń, obliczeń i wyrzeczeń, TADAM!


wtorek, 08 grudnia 2009
Dzisiejszy trening
Zimno, ciemno i mokro, ale my się nie dajemy. Dałam dzisiaj Eri jeszcze wolne, bo w niedzielę trochę dostała w kość, Sunday i Vigo trzasnęli sobie mediumowe open agility z MŚA:



(łatwizna... to nieprawdopodobne, jak trudność toru wzrasta wraz z rangą zawodów, przy czym nie ma to nic wspólnego z samym torem, a jedynie z nerwami psa i przewodnika). Z Bravą testowałam elektroniczną strefkę, którą co prawda bardziej mi jest potrzebna przy Eri niż przy Bravie, ale byłam ciekawa, czy działa. Plik mi się trochę uszkodził, więc jest nagrana jedna próba, z której można wyciągnąć jasny wniosek, że pipczy trochę za cicho. Poza tym ćwiczyłam z nią sobie różne kombinacje z toru:



I jak Wam się moja pyra podoba?
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Eryk na gościnnych występach
Wczoraj pojechałam z Erykiem pociągiem do Katowic. Zastanawiałam się, czy zabrać pyrę czy Eri, hiena wygrała, bo uznałam, że lepiej się nada na ochroniarza w pociągu, ma dobrze dopasowany kaganiec, w którym umie chodzić (swoją drogą kagańce fizjologiczne to genialny wynalazek!), a poza tym jest GRZECZNA.
W kwestii ochroniarskiej można uznać, że poniekąd się sprawdziła, bo jak stała i wyglądała przez drzwi przedziału na korytarz to nikt się nie chciał dosiadać. W innych kwestiach, hmm.
Taki Eryczek jak się położy to jest prawie tak długi jak przedział szeroki, więc mimo tego, że oprócz nas w przedziale były tylko dwie osoby, to jakoś nam tak ciasno było. Poza tym Eri bardzo chciała wejść na siedzenie, a że jej nie pozwoliłam, to się kręciła, wstawała, próbowała się pakować współpasażerkom na kolana i co chwila musiałam jej kazać kłaść się z powrotem, przez co mój plan przespania całej podróży nie do końca wypalił.
Na placyku w Eri w ogóle diabeł wstąpił, darła mordę, odgryzła się ze smyczy, potem wygięła drzwiczki od pożyczonej klatki (sic!) i generalnie zachowywała się jak nie ona. Na koniec sobie wreszcie trochę pobiegała i jej się zrobiło lepiej.
Podróż powrotną odbywałyśmy częściowo na podłodze w korytarzu, częściowo w przedziale bagażowym, w którym oprócz Eri jechał jeszcze jakiś flat coated retriever, z którym Eri koniecznie się chciała bawić na przestrzeni tych dostępnych trzech metrów kwadratowych, więc znowu było wesoło.
Z jednej strony Eri jest bezproblemowa, bo nie usiłuje nikomu wtłuc, pilnuje się, jest posłuszna, ale z drugiej jest jakaś taka ciągle jeszcze szczeniacko nadmiernie wylewna i - to już nie szczeniacko - mało kompaktowa :). Pyrę można by upchnąć pod pachą albo na kolanach i byłby spokój (chyba, przeprowadzę eksperyment następnym razem).
piątek, 04 grudnia 2009
Sesja slalomowa


Bardzo jestem zadowolona :). Co prawda to robienie na jedną łapę raczej się nie utrzyma przy zwężeniu slalomu, ale i tak jest git :).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29