|
Archiwum
Zakładki:
Najważniejsze wpisy w blogu Adopcje i pomoc zwierzętom Edukacja dla Odpowiedzialnego Właściciela i Szkolenie dla Wspaniałego Psa Hodowle Owczarek pirenejski
|
czwartek, 19 listopada 2009
Mistrzostrzowskie foty mistrzowskich psów
Wymiatacz zerówkowy Erisia:
![]() Vice-mistrzyni, Sunday: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() I śliczny, głupiutki Viguś: ![]() ![]()
poniedziałek, 16 listopada 2009
MISTRZOSTWA POLSKI AGILITY 2009 - Złotoryja, 14-15.11.2009
Po raz pierwszy na Mistrzostwach Polski dopisało mi szczęście i umiejętności: Sunday została vice-mistrzem Polski Agility - pokonały nas obrończynie tytułu, czyli Iwona z Pipi :). Jestem bardzo dumna z Sunday, która miała na tych zawodach 6 bezbłędnych przebiegów (czyli 100%) i 6 drugich miejsc (za Pipi). Sędziował Paolo Meroni, torki były bardzo przyjemne, chociaż powtarzał się na nich motyw zawrotki po palisadzie o 180 stopni, co jest bardzo łatwe dla wszystkich psów oprócz Vigo, który skacząc strefę wybija się tak z pięć metrów do przodu :).
Jestem też super zadowolona z Eri. Tym razem na wykładzinie radziła sobie dużo lepiej, ogólnie biegała naprawdę fajnie i całkiem szybko. Mamy dwa trzecie miejsca w jumpingach zerówkowych i jedno pierwsze miejsce w zerówkowym agility. W pozostałych biegach albo zrzutki, albo skoczona strefka - ale ogólnie naprawdę dobrze mi się z nią biegało. Eryczek się bardzo stara. Chyba też polubiła agility, bo wchodząc na start kwiczy jak przy wychodzeniu na spacer, co jest u niej oznaką skrajnej radości. Za to Vigo... hmm. W sobotę biegał dość przyzwoicie i nawet zaliczał strefy. Co prawda pyr ma taką dziwną przypadłość, że na każdych zawodach ma problem z jakąś przeszkodą. A to nie wchodzi na huśtawkę, a to wychodzi ze slalomu, tym razem miał odmowę na tunelu (sic! niewiarygodne, a jednak). Za to w niedzielę odjęło mu rozum całkowicie, wchodziłam z nim na ring i miałam wrażenie, że w tym momencie ktoś mi podmieniał psa na jakieś dzikie zwierzę. Obłęd w oku, zero zostawania na starcie, histeryczne darcie mordy i w ogóle pożar stepu. Nie mogłam kompletnie się z nim zgrać, ani do niego dotrzeć. Oczywiście o strefach w tych warunkach można było pomarzyć. On się chyba nie zmieni nigdy... Tempo za to miał takie, że wykręcał najlepsze czasy nawet w tych przebiegach, w których miał odmowy :P.
wtorek, 10 listopada 2009
Zdjęcia, zdjęcia :D
Załapałyśmy się z pyrą na super fotki Wind: ![]() Udane overy też były: ![]() ![]() I rollerek (i jak widać pełnia radochy): ![]()
poniedziałek, 09 listopada 2009
Pokazy agility i frisbee w Poznaniu
Właściwie to wystawianie Bravy było związane z tym, że Need4Speed zaprosiło nas do udziału w pokazach agility i frisbee na ringu głównym :o). W pokazach agility wzięły udział moje trzy dorosłe psiaki:
- Sunday jak zwykle niezawodnie pobiegła co pobiec należało i tak jak należało, - Vigo również jak zwykle odjęło rozumek w związku z tym, że chwilę poczekał na swoją kolejkę, a przecież tyle tu ludzi i hałas, hau hau hau. Ale strefa na kładce była niewątpliwie zaliczona :). - Eri straszliwie się ślizgała na wykładzinie. Straszliwie straszliwie. Najpierw poślizgnęła się na zakręcie do tunelu, potem baaardzo ostrożnie wlazła na huśtawkę, potem na kolejnym zakręcie wywaliła się dość dramatycznie, potem optymistycznie próbowała zrobić slalom tak jak zawsze, w związku z czym znowu nastąpiła jakaś katastrofa w okolicach trzeciej tyczki, a potem WPEŁZŁA na kładkę. Ponieważ ona tę kładkę zna i robiła ją wcześniej dobrze, myślę, że uznała, że ponieważ wszystko jest tu potwornie śliskie, slalom bije, a grunt nie daje właściwego oparcia, to kładka pewnie też będzie śliska... Pod koniec filmiku jest dzielny walczący z materią Eryczek: Szczerze mówiąc wyglądało to wszystko razem dość rozpaczliwie, ale biorąc pod uwagę, że za tydzień ma biegać po wykładzinie na zawodach, chciałam, żeby nabrała ogólnego pojęcia, z czym to się je. Swoją drogą to ślizganie się na wykładzinie zależy trochę od warunków fizycznych psa, a trochę od doświadczenia. Sunday kiedyś się ślizgała bardziej, teraz bardzo dobrze nauczyła się biegać po wykładzinie, Vigo nie miał z tym problemów i nie ma, Brava sądząc z tego, co mogłam się z nią pobawić też nie będzie się ślizgać jakoś dramatycznie. Eri niestety może mieć z tym największy problem. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z niej, nie zgasiły jej te problemy, widać było, że strasznie się stara zrobić wszystko jak trzeba. Z Bravą pokazywałam frisbee ze szczeniakiem. Brava była świetna, wlazła na ring główny jakby była u siebie, zero stresu w związku z muzyką, ludźmi, wykładziną czy czymkolwiek. Wykładzina dała jej się we znaki o tyle, że strasznie jej było trudno z niej podnieść dysk, ale się nie poddawała :). Mnóstwo czasu nam na to poszło. Ja niestety straciłam głowę, zapomniałam co chciałam pokazać i w wyniku tego zrobiłam fyfnaście rollerów i kilka nieudanych overów :), a zaplanowane miałam kilka różnych tricków. Ale pierwsze koty za płoty, grunt, że pyra się świetnie bawiła. ![]() Młodzieżowy Zwycięzca Polski :o)
Bezkonkurencyjna Brava pokazała się bardzo ładnie pani sędzi Natalji Nekrosiene i dostała ocenę doskonałą, tytuł Młodzieżowego Zwycięzcy Polski, Najlepszego Juniora w Rasie i Zwycięzcy Rasy (jako że była sama jedna, to trudno, by było inaczej). Jednym słowem dostałam to, na co liczyłam. Zadowolona jestem z tego, że się ładnie wystawiła, bez problemu pozwoliła sobie obejrzeć zębiska, ucieszyła się do sędzi, wytrwała w postawie czas jakiś.
![]() ![]() Opis: "9 miesięczna suka, doskonała głoa, dobra szyja, typowa dla rasy górna linia, dobra na wiek klatka piersiowa, doskonałe kątowanie, ruch, dobra struktura sierści". Słyszałam, że pani sędzia powiedziała jeszcze "excellent temperament", ale z jakiegoś powodu to do opisu nie trafiło, a w końcu jest najważniejsze. Zdanie o górnej linii typowej dla rasy sugeruje, że sędzia przeczytała wzorzec ;o). Z BISów jak to zwykle z pyrkami bywa wyleciałyśmy po pierwszym okrążeniu. Przyznaję samokrytycznie, że jak na występ w świetle reflektorów nie byłam ubrana dostatecznie elegancko, pyra zresztą też nie jest takim szalenie efektownym psem, co by BISy zgarniać. Chciałam ją jednak pokazać ot, tak, coby sędziowie się dowiedzieli, że taka rasa istnieje. Na ringu przygotowawczym podeszła do nas asystentka i zapytała, co to za rasa, a potem widziałam, że podchodzi do sędzi, która nas miała oceniać i z nią rozmawia. Ups.
piątek, 06 listopada 2009
Brava, jak na porządnego pyrka przystało, przyswoiła umiejętność łażenia po drzewach.
![]() ![]() Martwa natura z pyrą: ![]() Martwa natura z pyrą i hieną: ![]() ![]() Dziewczynki: ![]() Szalona Brava: ![]() ![]() Poza tym, że chodzę na miłe, relaksujące jesienne spacery: ![]() to jak zwykle przeżywam schizy przedwystawowe, związane z tym, że pyra za żadne skarby nie chce stać porządnie. Tzn. jak staje sobie sama z siebie luzem w szczerym polu to wygląda przyzwoicie, na ringówce natychmiast robi z siebie pokrakę, przednie łapy wystawia do przodu, tylne rozkracza, grzbiet wygina... to jest jeszcze scenariusz optymistyczny, czyli że w ogóle stoi, a nie próbuje robić slalom tyłem między moimi nogami (syndrom najnowszej sztuczki) albo wskakiwać mi na ręce. Jeśli ktoś chce zobaczyć pokrakę na ringu na żywo, to w najbliższą niedzielę w Poznaniu planowo mamy się wystawiać na ringu 6 o godz. 11:30. Inne moje pokraki będzie można zobaczyć na ringu głównym od godziny 12:45 mniej więcej, ponieważ będziemy brali udział w pokazach agility i frisbee. Kciuki mile widziane.
wtorek, 03 listopada 2009
Brava młodzieżówa
Bravce wczoraj stuknęło 9 miesięcy, oficjalnie przestałą więc być szczeniaczkiem :). Co prawda akurat w jej przypadku mogłaby nim być jeszcze trochę... od samego początku miała nieprzebrane ilości uroku i tak jak ogólnie wolę dorosłe psy od smarkaterii, to jednak jej szczenięctwo wyjątkowo mnie cieszyło. Pozostaje mi się cieszyć, że zapewne jako dorosła będzie jeszcze bardziej słodka, zwariowana, entuzjastyczna i kochana. Mała próbka powyższych cech:
W niedzielę debiut wystawowy w klasie młodzieży. Trzeba będzie chyba tego stwora trochę wykąpać, odrzepić i uczesać :P. Coś czuję, że może jej się to nie spodobać :P.
poniedziałek, 02 listopada 2009
Kilka treningowych filmików
Brava strefowa: Nagradzam też zaliczanie tylnymi łapami, bo widzę po doświadczeniach z Eri, że jednak psom tak bywa wygodniej. Ale za zaliczenie przednimi nagradzam bardziej. Leszek mi podpowiedział, że jak tylko raz mówię "target" to brzmi to jak odwołanie, przez co Brava jeszcze bardziej się na mnie ogląda, więc spróbowałam wydawać komendę kilka razy "target-target-target" i rzeczywiście trochę mniej się oglądała. Palisada: Na palisadzie najpierw spróbowałam z targetem, ale Brava zaczęła wtedy bardzo drobić na rampie zejściowej, więc spróbowałam bez. Na razie wygląda to bardzo ładnie - jeśli będzie taka potrzeba, to wrócę do targetu, ale na razie spróbujemy bez, stopniowo podwyższając palisadę. Na koniec Eri na huśtawce: Na filmiku zobaczyłam, że zdecydowanie trzeba będzie osobno popracować nad strefą wejściową - uroki pracy z duuużym psem. Eri nie zawsze jeszcze przenosi cieżar ciała na tył i czasami zwalnia nieco za wcześnie - ale ponieważ Eri generalnie przyspiesza z czasem, więc myślę, że i tym razem tak będzie i wykombinuje sobie najbardziej optymalny dla siebie sposób robienia tego. Tak czy siak, Eri umie już wszystkie przeszkody, więc teoretycznie openowe tory stoją dla nas otworem :D.
niedziela, 01 listopada 2009
Mazy pirenejsko-katalońskie
...czyli tym razem spacerek z Kasią i Bertą :). Spacerek był bardzo przyjemny, do tego stopnia, że nie wiedzieć kiedy 2,5 godziny minęło, jak z bicza trzasnął. I potem nie miałam siły machnąć drugiego spacerku z Sunday i Vigo, niemniej jednak musiałam... te stwory mnie wykończą. Berta z Bravą nawet sobie podpasowały, tylko Eryk trochę przeszkadzał.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
poniedziałek, 26 października 2009
Potrzebna pomoc dla bokserki Balisi
Potrzebny jest ekspander tkankowy lub pomoc finansowa na zakup takiegoż:
Szczegóły sprawy Kontakt z osobą koordynującą akcję pomocową daratargatis (malpka)interia.pl Coś się w tym roku pogoda nie udała (jak zresztą wiele innych rzeczy, wielką radością napawa mnie fakt, że ten rok zmierza do swojego końca coraz szybciej).
Co prawda brzydka pogoda na zewnątrz ma ten plus, że się pieski rozwijają sztuczkowo. Wytwórnia Psi blog prezentuje PYRKI W GARNKU: W sobotę udało nam się wyrwać na trening, na którym udało nam się zrobić mnóstwo rzeczy, m.in.: - poćwiczyć z Bravą set point i equal distance grid (nie mam koncepcji, jak to drugie w ogóle nagrać, bo z kamerki na statywie to widać ewentualnie taką małą żółtą kropeczkę przemieszczającą się pomiędzy jakimiś niebieskimi cosiami), - poćwiczyć z Bravą slalom. Po zrobieniu początku (jednej i dwóch bramek, czyli w sumie 4 tyczek rozstawionych) z grubsza według Susan Garret 2x2 wróciłam do starej dobrej metody tunelowej (korytarza, czy jak tam zwał), która wydaje mi się jednak najlepsza, pod warunkiem, że się ćwiczy różne wejścia od początku. Filmik mam nagrany w ogródku, ale Brava nie widzi większej różnicy między slalomem wbijanym, a sztywnym (przynajmniej na razie, tak czy siak zamierzam ćwiczyć na jednymi i na drugim, żeby potem nie mieć problemu z przełożeniem na sztywny): - poćwiczyć z Bravą niską kładkę i niską palisadę. Kładkę robimy z targetem, tak jak robiłam z Eri. Co do palisady, mam mieszane uczucia, bo jak dawałam target na rampę zejściową to mi trochę drobiła, a bez targetu na niskiej palisadzie z tunelem zaraz za grzeje bardzo ładnie i na razie bardzo nisko zalicza strefę. Zobaczymy co będzie dalej, jakby się przy podwyższeniu palisady pojawiły problemy, to wprowadzę target też na palisadzie. - Sunday i Vigo trzasnęli torek ![]() Bułka z masłem. - poćwiczyłam strefy z Erykiem - jej musiałam wprowadzić target na palisadzie i trochę ją obniżyć, gdyż nastąpiła jakaś katastrofa strefowo-palisadowa.Wniosek z tego taki, żeby nigdy nie przyjmować stref za pewnik, nawet jeśli pies przez jakiś czas je robi dobrze sam z siebie. Jak z sam z siebie, znaczy przypadkiem, znaczy tak naprawdę nie kuma o co chodzi, więc przy zmianie okoliczności (typu trochę się pieskowi przyspieszyło) może się wszystko posypać. Powoli się robi lepiej. - zrobiłam z Eri większość tego toru co powyżej, z pominięciem huśtawki. - huśtawkę za to mam z Eri zrobioną prawie do końca i w sobotę po raz pierwszy zrobiła ją całą samodzielnie. Proces nauki przebiegał dość dziwnie. Zaczęłam od naszej starej metody: czyli jedna osoba wprowadza psa, druga trzyma huśtawkę. Osoba trzymająca psa nagradza psa na końcu deski, po czym osoba trzymająca huśtawkę powoli ją opuszcza. Ta metoda ma jednak ten minus, że potrzebny jest pomocnik, a poza tym jakoś nie do końca mi się podobało zachowanie Eri na huśtawce. W międzyczasie poczytałam sobie trochę o metodzie z dwoma stołami i zaczęłam ją trochę modyfikować (z konieczności, bo nie mamy dwóch stołów... ale metoda mi się bardzo podoba i chętnie bym ją w przyszłości z Bravą zastosowała wiernie co do litery). Najpierw więc podstawiłam stół pod niższy koniec huśtawki, tak że wyższy koniec był niewiele nad ziemią i porobiłam bang game (pies wskakuje na koniec huśtawki, robi bang i leci dalej za piłeczką). Bang game oswaja psa z ruchem i dźwiękiem opadającej huśtawki. Potem podstawiłam pod wyższy koniec huśtawki stół, tak że huśtawka opuszczała się tylko kawałek i poćwiczyłam z Eri wchodzenie na nią, bang na stole i lecimy dalej. Potem osobno nauczyłam Eri pozycji 2o2o (przednie łapy na ziemi, tylne na podwyższeniu typu schodek) i porobiłam trochę ćwiczeń na schodach (typu ja biegnę z nią, ona staje w pozycji i czeka na komendę zwalniającą, wysyłanie do pozycji etc). Potem poćwiczyłam z nią na huśtawce bang game z przyjmowaniem pozycji 2o2o. Etap przedostatni był taki, że pod niższy koniec huśtawki podstawiłam stół i Eri biegła z tego stołu do końca i robiła 2o2o. Etap ostatni cała huśtawka.Tadam. Teraz jeszcze tylko różne nabiegi, wysyłanie, przywoływanie, huśtawka w sekwencjach i już możemy trzaskać openowe tory :P. Jak widać trening owocny był bardzo.
środa, 21 października 2009
Jakby ktoś się zastanawiał...
to spaniel żyje i miewa się dobrze:
![]() ![]() ![]() A nawet można powiedzieć, że bardzo dobrze: ![]() ![]() Świetnie wręcz: ![]() ![]() Eri z Sunday stanowią też dość zgrany i umiarkowanie bezproblemowy tandem spacerowy. Maniacko aportujący tandem spacerowy, należy dodać. Rzucanie piłek sprawia, że nie usiłują polować na nic innego. Po raz kolejny przekonałam się też, że Eri jest psem bez własnej osobowości na przykładzie jej reakcji wobec innych psów. Przy pyrach Eri albo piszczy z podniecenia usiłując się przywitać, albo naśladuje ich reakcje agresywne. Sunday jest ideałem, jeśli chodzi o kontakty z innymi psami, bo ignoruje je całkowicie... i dzisiaj na spacerze z Sunday Eri zachowywała się tak samo.
wtorek, 20 października 2009
Czuję się oszukana...
...w tym tygodniu miało być ładnie. Wczoraj nawet chwilami było, dzisiaj za to znowu leje :o(.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Pyra uczy się slalomu, po początkach z metodą 2x2 Susan Garrett, które to początki wprawdzie okazały się wysoce użyteczne, jednak potwierdziły moje zastrzeżenia do tej metody, przeszłam do starej dobrej metody tunelowej (czyli szeroko rozstawione tyczki tworzą jakby "tunel" lub też korytarz, przez który pies przebiega). Zaczęłam w ogródku, w niedzielę spróbowałam już na ośrodku na sztywnym slalomie treningowym z podpórkami - pyra się nie przejęła :D. Ćwiczymy wejścia pod różnymi kątami na jedną i na drugą rękę. Poza tym pyra zaliczyła cofkę socjalizacyjną, jeśli chodzi o kontakty z innymi psami i wypyszcza się na nie niemożliwie, a już było jakby lepiej. Wczoraj znowu dwa spotkania ze spuszczonymi ze smyczy, przyjaznymi bokserami nie reagującymi na wołanie właścicieli. Ech. Zaczyna mi się stanowczo odechciewać pracy nad agresją lękową wobec psów u pyrów... W niedzielę Vigo i Brava pomagali w akcji "Pyra", Vigo pokazywał sztuczki i szalał na torze, z pyrą zrobiłam mały pokaz frisbee. Pogoda była mało sprzyjajaca, ale całkiem dużo osób przyszło i wspomogło akcję pieniężnie - dziękuję ofiarodawcom również tutaj.
niedziela, 18 października 2009
Wycieczka :)
Pogoda zrobiła nam psikusa, jednak nie pozwoliliśmy, by dawno planowane plany wycieczkowo-treningowe nam się przez to posypały i pojechaliśmy w piątek w górki, konkretnie w Beskid Śląski. Chcieliśmy wejść na Równicę lub na Wielką Czantorię, niestetyż na miejscu okazało się, że na szlakach leży pół metra śniegu, są kompletnie nieprzetarte, oznaczeń nie widać, bo drzewa też oklejone śniegiem, a pyrki kulkują się po paru minutach. Vigo znowu uktnął w zaspie, a jak się go z niej wyjęło, to właściwie zaspa dalej była do niego przyklejona. W związku z powyższym zdecydowaliśmy się na takie łatwiuteńkie podejście czerwonym szlakiem do schroniska pod Równicą. Widoczki były, śnieg był, góry były, pieski sobie poszalały, znaczy cel osiągnięty, mimo że za starych dobrych czasów, to się trzaskało o wiele dłuższe i bardziej wymagające trasy. Może jeszcze kiedyś te czasy wrócą.
Wieczorem pojechaliśmy do Zabrza w odwiedziny do Magdy, Romka, Evo, Blooma i Tacytka :). Było strasznie miło, Eri się bawiła z Evo, Vigo i Bloom burczeli na resztę, Tacytek spał, a Brava jak to Brava była kompletnie wyluzowana i głównie zajmowała się próbami kradzieży jedzenia, które się przypiekało na takim śmiesznym ustrojstwie. W sobotę prowadziłam trening agility z różnymi fajnymi pieskami, w przerwach trochę ćwiczyłam ze swoimi - Eri ostatnio nakręciła się strasznie, przez co zaczęła zupełnie inaczej biegać, przez co różne zupełnie fajnie wyuczone rzeczy nagle poszły w łeb - na przykład strefy, zwłaszcza na palisadzie. Wczoraj też jakoś zupełnie straszliwie kosiła hopki i generalnie tylko ze slalomu jestem zadowolona... Ogólnie bardzo miły weekend :)
wtorek, 13 października 2009
Wzięłam dzisiaj mój biedny popsuty aparat, który obecnie działa tylko na automacie, bo na manualu nie da się zmienić ustawień (niedoświetlenie -0.7, czas 320...) i tylko przy niektórych ogniskowych (gdzieś w okolicach 120mm i 200mm). Tęskno mi za robieniem zdjęć strasznie, zwłaszcza, że ze wszystkich pór roku najbardziej odpowiada mi jesień, jeśli o kolory i światło chodzi, niestety rozpaczliwa sytuacja finansowa chwilowo (mam nadzieję) uniemożliwia nam naprawę w/w sprzętu, a tym bardziej zakup nowego.
Wzięłam również pyry dwie. Spacer z pyrami, muszę przyznać, nudny był niemożliwie. Co jakiś czas wprawdzie zastanawiałam się, gdzie są pyry, bo ginęły mi z oczu, po czym odkrywałam, że idą pół kroku za mną. Pyry spacerowe idealnie grzecznymi psami są, pod warunkiem, że nie spotykają innych psów, ale przy tak uroczej pogodzie jak dziś szczęśliwie nam się to nie zdarzyło. Mała dygresja: Vigo nienawidzi goldenów i labradorów, do goldenów potrafi wyrwać z dużej odległości celem dziabnięcia ich w tyłek. Ostatnio jednak udało mi się go nawet odwołać (co prawda treść komendy przywołującej nie nadaje się do upublicznienia, grunt, że zawrócił w połowie drogi, a do celu przybliżał się z zawrotną szybkością). Sunday i Eri dostarczają zwykle rozrywek innego rodzaju, Sunday szuka bażantów, a Eri kup. Nawyki higieniczne wędkarzy i spacerowiczów nie każą jej długo szukać, ja się tylko czasem dziwię ludzkiemu brakowi pruderii tudzież elementarnej przyzwoitości. Reasumując, dzisiejsze automatyczne zdjęcia grzecznych pyr: ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
czwartek, 08 października 2009
O bezdrożach szkolenia pozytywnego ;o)
Jak wiadomo, jestem zwolenniczką szkolenia pozytywnego (tj. opartego na pozytywnych wzmocnieniach), a w szczególności klikerowego, ponieważ jest skuteczne, humanitarne oraz stanowi źródło nieustającej frajdy dla psa i właściciela.
Niemniej jednak od czasu do czasu natrafiam na wypowiedzi najczęściej klikerowych neofitów, które wbijają mnie w krzesło. Ostatnio na przykład ktoś na pewnej niepolskiej klikerowej liście dyskusyjnej opisał swój problem i próby jego rozwiązania, niestety nieskuteczne. Problem mianowicie był taki, że szczeniakowi się nie podobało, że domownicy usiłują nosić kapcie i skarpetki, w związku z czym im je ściągał bez ich zgody, szczęściem robił to dość delikatnie. Właścicielka próbowała klikać psu za same patrzenie na skarpetki, bez ich ściągania (lub samo wąchanie skarpetek), niestety bystry psiak wykumał z tego, że jak zacznie ściągać im skarpetki, a potem przestanie, to dostanie nagrodę. W związku z powyższym właściciele chodzą po domu w adidasach. Słyszałam o przykładach jeszcze drastyczniejszych, w stylu pies podgryza po nogach, właściciel próbuje ignorować to zachowanie, co nie działa, więc właściciel zaczyna chodzić po domu w kaloszach. Niestety jak pies go gryzie przez kalosze to też trochę boli, co robić? Łatwo się śmiać, ale rzeczywiście jak ktoś przeczyta, że P+, zwane potocznie karą, jest beee, oraz że pies wszystko co robi, robi po to, by zwrócić na siebie uwagę właściciela (no serio serio, takie zdanie nawet osobiście przetłumaczyłam w pewnym podręczniku szkoleniowym...), ergo zabranie mu naszej uwagi stanowi dostateczną karę, i jeśli na dodatek ta osoba obdarzona jest wyjątkowym zgoła samoopanowaniem (bo jak rany, jakby mnie mój własny pies ugryzł w nogę to bym się nie powtrzymała od reakcji całkowicie odruchowej...), to można zrozumieć, jak ktoś w dobrych intencjach doprowadza do tego, że zwierzak włazi mu na głowę. Warto pamiętać o tym, że cała masa zachowań jest dla psa samonagradzająca. Innymi słowy, niezależnie od tego, czy właściciel te zachowania pochwala, nagradza, całkowicie ignoruje albo nawet próbuje karać, pies i tak będzie je robił, bo sprawia mu to przyjemność. Do zachowań takich można zaliczyć na przykład: leżenie na kanapie, gonienie kotów, szczekanie na ludzi za płotem, zjadanie śmieci, łapanie właściciela za nogawki oraz ściąganie mu skarpetek. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że ignorowanie takich zachowań raczej nie przyniesie nam oczekiwanego rezultatu, tzn. pies nie przestanie tego robić. Druga sprawa, że teza jakoby pies nic ino kombinował, jak zwrócić na siebie naszą uwagę, też do mnie nie przemawia. Jasne, większość psów bardzo lubi, jak się nimi zajmujemy, ale też doskonale potrafi sobie zorganizować czas gdy tego nie robimy. Co więcej, niektóre psy, zwłaszcza te bardziej niezależne z natury, wcale nie uważają, że towarzystwo człowieka jest aż takie zarąbiste, dopóki ich tego nie nauczymy poprzez zabawę, kontrolę bodźców i nagradzanie odpowiednich zachowań. Innymi słowy, znacznej części psów trzeba dopiero pokazać, że w ogóle warto się o uwagę właściciela starać. Oczywiście ignorowanie tego typu psów wcale nie wywołuje u nich refleksji nad własnym niewłaściwym postępowaniem, a jeżeli w ogóle jakieś refleksje wywołuje, to raczej: "Dobra, teraz nikt nie będzie mi przeszkadzał, hulaj dusza!". I wreszcie trzecia sprawa. Pies potrzebuje jasnych komunikatów, co mu wolno, a czego nie wolno. Jest dzięki temu szczęśliwszy, a jego świat ma sens. Psy między sobą się nie certolą i jak jeden smark drugiego smarka ugryzie, to poszkodowany nie ignoruje tego i nie cierpi w milczeniu, tylko jasno daje wyraz swojemu oburzeniu. W związku z czym naprawdę nie musimy się obawiać, że jeśli od czasu do czasu wyraźnie powiemy psu, żeby się odpimpał od naszych skarpetek, to bezpowrotnie zniszczymy naszą kiełkującą przyjaźń lub złamiemy mu psychikę. Bynajmniej nie namawiam nikogo do stosowania w takiej sytuacji (ani w jakiejkolwiek innej, skoro już o tym mowa) kar fizycznych, ale na wszystkie psie ogony na świecie, słuchajmy własnego zdrowego rozsądku!
wtorek, 06 października 2009
Rodzinne szaleństwa pyrkowe
Hienowy portrecik rodzinny, khe khe: ![]() Pyrkowy portrecik rodzinny: ![]() A teraz bawmy się! ![]() No bawmy się!!! JUŻ! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() A dzisiaj nad ranem pyra zachorowała na jakąś podłą infekcję górnych dróg oddechowych, kaszle jak gruźlik, pluje śliną i w ogóle jest biedniutka. Dostała antybiotyk, ale wetka mnie uprzedziła, że zanim się polepszy, to może jeszcze być gorzej, więc musimy odczekać... Przypuszczam, że podłapała tydzień temu na wystawie, grr.
poniedziałek, 05 października 2009
Odpowiedź na komentarz "bezradnej" - czyli o agresji po raz kolejny...
Bardzo dziękuję za zaufanie wszystkim osobom, którym zdarza się do mnie zwracać o porady w zakresie szkolenia psów. Pisałam to jednak już kiedyś i napiszę ponownie - jeśli ktoś z Szanownych Czytelników nie wie, jak poradzić sobie z problemem agresji u swojego psa, to jedynym rozwiązaniem jest jak najszybciej poszukać porady doświadczonego szkoleniowca lub behawiorysty.
Wszelkie porady na odległość, bez obejrzenia psa i przeprowadzenia szczegółowego wywiadu, jak również nie poparte fachową, rzetelną wiedzą, są obarczone ogromnym ryzykiem i mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Nie czuję się kompetentna, by doradzać w takich sprawach. Agresja psa, szczególnie w stosunku do ludzi, jest sprawą zbyt poważną i znacznie przerastającą moje kompetencje. Jedyne co mogę zrobić, to wskazać szkoleniowców we Wrocławiu, którzy mogliby sobie z tym poradzić - osoby zainteresowane proszę o kontakt mailowy (link pod zakładkami). Jeszcze jedno - nie oszczędzajmy w takich sprawach. Gdy ukochany pies choruje, dobry właściciel nie oszczędza na weterynarzu. Potraktujmy agresję jako chorobę duszy i nie wahajmy się szukać fachowej pomocy. Naprawdę wiele przypadków agresji przy odpowiedniej zmianie postępowania przewodnika daje się wyprostować i pies znowu może stać się kochanym domownikiem. Warto też rzecz skonsultować z weterynarzem, ponieważ zdarza się, że agresja spowodowana jest poważną chorobą lub bólem. Finał Pucharu Polski Agility 2009 - Warszawa
Weekend spędziłam z owczarkami w stolicy na zawodach. Spaniel tym razem wyjątkowo został w domu - bo jak upływał termin zgłoszeń na te zawody, to miała problemy z łapą i nie wiedziałam, czy nie będzie kończyć kariery.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Vigo, wiecznie w cieniu wiecznie doskonałego spaniela, błyszczy właśnie na tych zawodach, gdzie spaniela nie ma :). W sobotę szczęście się do nas uśmiechnęło. Sędzia Roman Lukac po kontuzji kolana postanowił nie używać kładki na swoich torach - dzięki czemu Vigo udało się zdobyć tak długo oczekiwaną drugą nóżkę do A3 :). Potem szczęście uśmiechnęło się jeszcze raz i sędzia Iveta Lukacova nie podniosła ręki torze open agility, gdzie Vigo strefę na kładce raczej na pewno przeskoczył. Jumping pobiegliśmy na czysto i tym sposobem Vigo miał trzy czyste przebiegi i trzy drugie miejsca - prześcignęła nas o setne sekundy shelciaczka Grota (gratulacje!). W niedzielę co prawda już tak pięknie nie było, ale mimo wszystko miałam parę powodów do zadowolenia (na przykład bardzo ładne wejście w slalom z dużego rozpędu po palisadzie, piękne zostawanie w jumpingu i wygrana w tymże jumpingu - tym razem my ścignęliśmy Grotę o parę setnych :o). ![]() ![]() Powodów do radości dostarczył mi też nie-mój pies nie-do-agility, który miał ćwiczyć IPO, a w swoim życiu nie widział jeszcze rękawa, za to właśnie zadebiutował w prawdziwych zawodach agility. Eri zadebiutowała moim zdaniem całkiem przyzwoicie - wprawdzie w niektórych biegach zdarzało jej się omijać przeszkody, ale tempo miała przyzwoite, dwa jumpingi zerówkowe zrobiła na czysto, a jeden nawet wygrała. Hiena stanowiła też część złotej sztafety :) - swój kawałek toru podobnie jak reszta naszego wspaniałego zespołu (podziękowania dla Oli z Hexą, Marty z Astro i Asi z Rastą!) wykonała na czysto i tak to zdobyła swój pierwszy pucharek. Niezadowolona jestem tylko z ostatniego jej biegu agility, w którym straszliwie skoczyła strefę na palisadzie i zrzuciła dwie tyczki - ale mam wrażenie, że to już było ze zmęczenia, bo w ogóle miałam problem, żeby ją skoncentrować na starcie przed tym biegiem. ![]() Największy honor spotkał nas jednak w niedzielę - Vigo wygrał Puchar Polski Agility 2009 w kategorii medium! Jest to łączna kwalifikacja na podstawie cyklu zawodów. W ten sposób Vigo raz prześcignął Sunday, która najwyżej w PPA stała na drugim miejscu podium. Zawody ogólnie były naprawdę bardzo fajne, sprawnie zorganizowane, licznie obsadzone, dzięki czemu można było spróbować sił w dużej konkurencji. Dopisali też sponsorzy, tak więc wróciliśmy do domu obsypani rozmaitymi nagrodami :). Jak zwykle spotkaliśmy też wielu znajomych, m.in. braciszka Bravy, czyli Evo, przyszłego czarnego konia polskiego agility czyli małą pyrkę Kairę i wujka Antiego, niebawem krótka fotorelacja z tego spotkania :). Poza tym poćwiczyłam sobie z Bravą trochę na rozgrzewkowej hopce, a raz nawet udało nam się zrobić kawałek zerówkowego jumpingu :), tak więc dla małej pyry ten weekend też nie był zmarnowany.
piątek, 02 października 2009
Slalomki
Ha, dzisiaj filmiki slalomowe całej czwórki
Eri: Vigo i Sunday - ćwiczenia na wejscia i zmiany za psem: I wreszcie Brava :Filmik mi się jakoś dziwacznie pomontował, co jest wynikiem zawieszania się pip pip pip windows movie makera. Pomijając kwestię, o której chyba już tu wspominałam na blogu, mianowicie, że uwielbiam mojego zwariowanego szczeniaka , to chciałam napisać, że uwielbiam również kształtowanie.Jakieś 6 lat temu, a może nawet trochę dawniej, zaczynałam uczyć Sunday slalomu również od przebiegania pomiędzy dwoma tyczkami. Tyle, że wtedy stosowałam głównie naprowadzanie ciałem. Zrozumienie o co chodzi, zajęło Sunday parę treningów, a może nawet naście? w każdym razie trochę to trwało. Bravie, klikanej od szczeniaka, zrozumienie o co chodzi zajęło z minutę. Druga moja uwaga jest taka, że wbrew temu, co twierdzi Susan Garrett samo rzucanie psu nagrody w odpowiednim kierunku nie do końca wystarcza mu do zrozumienia, od której strony ma w tę bramkę wchodzić. To jest moje główne zastrzeżenie do metody 2x2 - że pies nie ma żadnej WIDOCZNEJ wskazówki co do przebiegu slalomu (jak stoi cały slalom, to pies wie, gdzie się on zaczyna i gdzie kończy, a pozycja naszego ciała mówi mu od którego końca ma go zacząć...). Aczkolwiek być może Brava zakuma to w 3 sesji.
środa, 30 września 2009
Brutalny powrót do rzeczywistości
Po MŚA zapadłam w letarg, z którego się powoli wydobywam, mam nadzieję.
Pyra ma już 8 miesięcy i mam nadzieję, że skończyła rosnąć - spróbuję ją zmierzyć w najbliższy weekend w Warszawie (chwila trwogi...), powoli się zaczynam przymierzać do solidniejszej pracy z nią. Na razie odświeżam sobie różne źródła, np. obejrzałam sobie znowu "Success with one jump" Susan Garrett (to jest takie dvd, które w połowie poświęcone jest nauce zostawania :P, a w drugiej połowie temu jak nauczyć psa czytania naszych różnych sygnałów na torze za pomocą ćwiczeń na sucho oraz na jednej hopce. Dość fajne, acz bez rewelacji), chyba też czas znowu obejrzeć Grega Derreta. Zostawanie na starcie niewątpliwie człowiekowi może życie ułatwić i są takie tory, które bez tego trudno zrobić. Poza tym jest to element nauki samokontroli, co też się psu przydaje, ogólnie w życiu, nie tylko w agility. Jeśli chodzi o agility to u Vigo jest taka bardzo wyraźna zależność - jeśli uda nam się obojgu wytrzymać zostawanie na starcie (obojgu, bo mnie się zdarza dać mu komendę zwalniającą zanim dojdę do tego miejsca na torze w którym planowałam się znaleźć), to później bieg jest zwykle ładny, z dobrym kontaktem i vice versa - jeśli Vigo mi zerwie zostawanie to już zwykle leci przed siebie i skacze co popadnie, włącznie ze strefami rzecz jasna. W związku z tym ostatnio ćwiczę z Eri i z pyrą zostawanie i gnębię je różnymi rozproszeniami typu moje dziwne ruchy i dźwięki, rzucanie zabawek, sadystyczne ćwiczenie z jedną, podczas gdy druga ma zostać (pyra tego nie jest w stanie na razie zrobić, co tu kryć... zostawanie nie jest ogólnie najmocniejszą stroną pyr). Jeśli chodzi o kwestie strefowe, to aż do dzisiaj borykałam się z okrutną tendencją Bravy, żeby gapić się na mnie. Ona potrafi biegać z głową odwróconą do tyłu. Robiłam z nią target na desce, deska pod kątem już - wysyłanie okay, przywoływanie okay, a jak tylko zaczynałam się ruszać razem z nią, to Bravie się głowa przekrecała tył naprzód i albo spadała z deski w bok, albo przeskakiwała target. Nieco lepiej było, jak kładłam parę metrów dalej zabawkę na trawie - ale takie rozwiązanie mnie nie zachwycało, bo Brava się sama nagradzała niezależnie od tego, czy zrobiła dobrze, czy nie (niewątpliwie psy Susan Garrett byłyby odwoływalne od zabawki w tej sytuacji, no ale ja nie jestem wybitnym szkoleniowcem, moje psy są rozpuszczone jak dziadowskie bicze i Bravy się nie da odwołać :oP). Niby można nagrodę stopniować - jak zrobi dobrze, to pochwały wylewne plus dodatkowe szarpanie zabawką, ale mimo wszystko ten sposób mi nie leżał. A co się zdarzyło dzisiaj? Dzisiaj pojechałam na trening i zastałam na placu maksymalnie obniżoną kładkę (nooo, mamy nową fikuśną regulowaną), więc pomyślałam sobie "a co tam". Zrobiłam taki szybki backchaining (wskakiwanie na target z boku, wskakiwanie na rampę trochę powyżej targetu i zaliczenie targetu, wskakiwanie trochę wyżej na rampę i jw., wskakiwanie na poziomą rampę i jw. etc) - szybko nam poszło i zaczęłam z nią robić całą kładkę... i nagle zrobiło się dużo dużo lepiej. Nie wiem z czego to wynika - Brava wprawdzie sobie na mnie zerkała (a ja się przyłapałam, że zwalniam albo wręcz się zatrzymuję jak ona dobiega do targetu i musiałam się zmusić, żeby jednak biec tym samym tempem dalej), ale nie sprawiało to, że spadała z kładki albo przeskakiwała target. Biegnie sobie po tej kładce w takim stylu jak Eri, tzn. takim miarowym galopkiem, ale target zaliczała jak trzeba praktycznie za każdym razem. Ciekawa jestem, czy kolejne sesje będą wyglądać równie dobrze, bo w tej chwili jestem pełna entuzjazmu :). Z Vigo natomiast zrezygnowałam z tej metody, bo jemu przy pochyleniu deski od razu włącza się opcja 2o2o lub "grzejemy przed siebie nie pamiętając o targecie" - ewidentnie nie ma więc już co mu mieszać bardziej. Zostajemy przy 2o2o, nagradzanych sowicie na treningach (i muszę jakieś różne wyzwania strefowe dla niego opracować, żeby wzmocnić jego umiejętność robienia tego w różnych rozproszeniach) i bieganiu na zawodach z założeniem, że co będzie to będzie - czyli skupiamy się na innych elementach toru. Eri debiutuje w najbliższy weekend w Warszawie. Za to Sunday nie jedzie, bo nie byłam pewna co będzie z jej łapą i na wszelki wypadek jej nie zgłaszałam. Nie wiem, jak ona to przeżyje. Ale mam nadzieję, że więcej jej tego nie zrobię.
czwartek, 24 września 2009
Mistrzostwa Świata Agility - niedziela, dzień trzeci i ostatni
Niedzielna
pobudka nastąpiła jeszcze wcześniej niż w poprzednie dni, bo przecież
trzeba się było spakować. Śniadaniu towarzyszyła już lekka nutka
nostalgii - czekał nas dzień pełen wrażeń, ale nie dało się uciec od
myśli, że to już ostatni dzień naszej wycieczki.
Niedziela to tradycyjnie biegi indywidualne agility we wszystkich kategoriach i wyłonienie indywidualnych mistrzów świata. Rozpoczynały smalliki, tor ustawił Bernd Huppe - znowu tunel zaraz za zejściem z kładki, na dodatek tunel również pod wejściem na kładkę, przez co ciężko było psa wyprzedzić, by pilnować strefy zejściowej i zakrętu po kładce. Dość nieprzyjemne wejście w slalom i na koniec kuszący miękki tunel (przeszkoda 19) widoczny po przeszkodzie nr 17. Ogólnie jednak tor szybki i dość przyjemny. Z Sunday udało mi się ładnie przebiec początek, niestety nie zatrzymała się na strefie zejściowej na kładce ("zbiegana strefka", khe khe) i oczywiście władowała się w ten tunel - DIS. Ania z Melisą również się zdetkowała, po tunelu 15 Melisa weszła przednimi łapami na kładkę. Kejti pobiegła na czysto, zajmując w ostatecznej klasyfikacji bardzo wysokie 12 miejsce - to najwyższe jak dotąd miejsce zdobyte przez polskiego indywidualnego zawodnika! Z wielkimi nerwami oczekiwaliśmy przebiegu Iwony z Pipi - Pipi ma zbiegane strefy, tak więc najbardziej obawialiśmy się początku, ten jednak dziewczyny pobiegły świetnie, za to potem złe wejście w slalom zakończyło marzenia o wysokiej lokacie. Wielka szkoda, bo była szansa na miejsce w pierwszej dziesiątce, a może i piątce... Jak zwykle wśród zawodników z czołówki nerwy były największe, a przez to duży odsetek błędów i dyskwalifikacji (sprawiedliwość dziejowa nie przestała też nękać Francuzów) i ostatecznie na podium w small stanęli, zaczynając od trzeciego miejsca: Belg Ronald Flemincx z Calimero , Słowenka Ursa Krenk z pudlem Lu i Finka Carolina Pelikka z sheltie Kerttu. ![]() ![]() Przebieg medium odbywał się na torze ustawionym przez Manuela Alffa - znowu mnóstwo hopek skakanych od dziwnej strony i ostra nawrotka po kładce (chociaż akurat ten fragment tory wyglądał nieco przyjemniej w naturze niż na planie) - ogólnie tory raczej nie sprzyjały psom z bieganymi strefami. Zawsze pies, który ma strefę zatrzymywaną jest w stanie zakręcić ciaśniej po strefówce, niż taki, który ją przebiega w pełnym pędzie. Ania Sajkowska z Bezą miała jedną odmowę, ale bieg udało się im ukończyć i znalazły się na 22 pozycji w ogólnej klasyfikacji. Bardzo ładny bieg miał sheltie Nitro z Kanady prowadzony przez Lucie Dessureault (2. miejsce w agility), moje ulubione pyrki dwa zdetkowały się w tym samym miejscu - zarówno La, jak i Alma śmignęły w tunel zamiast na palisadę. Z pierwszej dziesiątki, o dziwo zdominowanej przez rasy inne niż sheltie (a może jest jakieś ziarnko prawdy w tym, że trochę w tych mediumach biega psów większych niż 43 cm i to one wygrywają, bo są większe i szybsze?) Anton Zurcher (nerwy ze stali) z bc Witch pobiegli na czysto, Ashley Deacon wybrał inny niż wszyscy sposób poprowadzenia psa na początku toru, co niestety skończyło się odmową na 2 przeszkodzie. Wszyscy z wielkim napięciem oczekiwali przebiegu Natashy Wise z Dizzy - zawodniczka ta w zeszłym roku otarła się o podium, jednak w agility dostała wątpliwą w opinii niektórych odmowę. Tym razem jednak wszystko było jak trzeba i para ta bezdyskusyjnie wygrała klasę medium (wygrane obydwa biegi!). Na drugim miejscu znalazł się również pies rasy border collie, czyli wspomniana już Witch z Antonem Zurcherem, a na trzecim Johahn Vos i sheltie Birko. I wreszcie przyszedł czas na rywalizację w klasie large - wiadomo było, że walka będzie bardzo zacięta, a na wyłonienie zwycięzcy czekać będziemy do ostatniej sekundy! Konkurencja największa, poziom niezwykle wysoki - jednym słowem wielkie sportowe emocje. Tor ponownie ustawił Bernd Huppe - i znowu mieliśmy tunel naprzeciw kładki, gdzie tymczasem trzeba było ostro zakręcić na koło. Fragment od 7 do 10 wymagał pozostawienia psa na palisadzie (innymi słowy niezależnych stref), po to by móc zrobić zmianę pomiędzy 8 a 9. Niektórym psom trudność sprawiała też bliskość wejścia na huśtawkę i kładki. Obserwowaliśmy dużo zrzutek na murku - być może dlatego, że przewodnicy po wysłaniu psów na tę przeszkodę biegli już, by dobrze poprowadzić je za tunelem na ostatnią przeszkodę. Większość zawodników dobrze poradziła sobie z nawrotką po kładce - nie widzieliśmy tu tylu dyskwalifikacji, jak to miało miejsce przy podobnym układzie w klasie small, zapewne dlatego, że większość largowych psów ma jednak zatrzymywane strefy. Najwięcej trudności sprawiał środkowy fragment toru - wiele psów po przeszkodzie 9 wbiegało do tunelu, źle skakało skok w dal, zrzucało przeszkodę nr 10 lub skakało ją pod prąd (to był jeden z tych momentów, w których nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że psy się przyzwyczaiły do ustawicznego skakania hopek od drugiej strony i skakały tak same z siebie). Maczek Magdy Ziółkowskiej zrzucił murek i znalazł się na 38 miejscu, najwyżej ze wszystkich psów. Marta Kordos z Kryśką zajęły miejsce 48 (czyste agility), a Iwona Kalisz z Cirem 53 z dwoma błędami ogółem. Silvia Trkman z Bu pobiegły na czysto, udało im się dość ładnie poradzić sobie z zakrętem po kładce (a już gotowa byłam się zakładać, że Bu wparuje w tunel), aczkolwiek strefa zaliczona była bardzo wysoko.Świetnie pobiegł Markus Topps z Juice (2. miejsce w agility i 2. miejsce w łącznej klasyfikacji). Encore Susan Garrett zrzuciła hopkę nr 5 i widać było, że w tym momencie przewodniczka sobie odpuściła i przez resztę toru nawet nie starała się dobiec gdzie trzeba , co skończyło się dyskwalifikacją. Bardzo ładny przebieg miał Francuz Gregory Bielle-Biedalot z Cayenne (3. miejsce w agility), jak również Czech Radovan Liska z Lakym (5. miejsce a agility). Zajmujący pierwsze miejsce po jumpingu Hiszpan Ricardo Santolaya Cruz zdołał wprawdzie ukończyć bieg, jednak bieg szalenie nerwowo, przez co stracił wiele czasu na łukach i nie udało mu się obronić podium. Ostatecznie po najwyższe trofeum sięgnęła Austriaczka Lisa Friz i pies Hoss von Firsthemp of Devil, na drugim miejscu znalazł się Markus Topps z Juice (to wielkie osiągnięcie znaleźć się na podium w kategorii large drugi rok z rzędu, a sukces tym większy, że Juice ma już 9 lat!), a na trzecim również przedstawicielka gospodarzy o swojsko brzmiącym nazwisku Novak z suczką Minn. Po radosnych tańcach, śpiewach i wymienianiu się koszulkami przyszła kolej na oficjalną ceremonię zakończenia. Stanowczo organizatorzy kolejnych mistrzostw (które nota bene nie wiadomo, gdzie się odbędą... ) powinni przemyśleć formułę zakończenia. Rokrocznie wygląda to tak, że poza samą dekoracją zwycięzców nic nie da się zrozumieć, co jakiś czas do mikrofonu podchodzi jakiś oficjel i coś tam niewyraźnie gada po niemiecku, angielsku lub francusku, co nigdy nie jest tłumaczone na którykolwiek z pozostałych języków. W tym czasie zgromadzeni wokół ringu zawodnicy usiłują ustać na nogach (wyraźna prośba organizatorów, by nie rozsiadać się na wykładzinie) i nie zasnąć, psy szczekają z nudów lub zaczynają się kłócić i w ogóle jest smętnie i męcząco. A
potem jeszcze ostatnie pożegnania i wsiadamy do busika, by wyruszyć w
długą i męczącą podróż do Polski. Po drodze zgarnia nas policja i prosi
o dokumenty. Okazuje się, że jedna osoba ich nie posiada... chwila
zgrozy, ale po chwili gorączkowo wymienianych uwag okazuje się, że nie
ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wśród dowiezionych nam do
busika książeczek pracy znalazł się też paszport córki zapominalskich.
Szybki instruktaż po polsku "Nazywasz się teraz tak i tak"... i jakoś
udaje się wszystkim przejść kontrolę i możemy jechać dalej.Rano jestem już we Wrocławiu...
Jakie były te mistrzostwa? Jak zwykle świetne, jeśli chodzi o wrażenia, poziom zawodników, zawierane znajomości. Dla mnie osobiście, jeśli chodzi o starty, niestety niezbyt udane - ale przynajmniej mam motywację, żeby znowu starać się zakwafilikować za rok (o ile nie okaże się, że MŚA 2010 odbędą się na przykład w jakiejś Brazylii...). Organizacyjnie takie sobie, choć mimo wszystko chyba mniej rzeczy mi doskwierało, niż w zeszłym roku w Helsinkach. Naładowałam trochę baterie, popodglądalam najlepszych i znowu jestem pełna zapału do pracy nad swoimi psami i prowadzeniem ich po torze. Za zdjęcia jeszcze raz dziękuję Iztokowi Noc - jego album z MŚ można obejrzeć TUTAJ. Fantastyczne zdjęcia Ursuli Urban oraz wszystkie plany parkurów można znaleźć na TEJ STRONIE. Szczegółowe wyniki TUTAJ.
środa, 23 września 2009
Mistrzostwa Świata Agility - sobota, dzień drugi
Znowu
o szóstej rozdzwoniły się budziki, nieco niemrawo wygrzebaliśmy się z
łóżek (nocne pogaduchy nie nastrajają do wczesnych pobudek zbyt
życzliwie) znowu zjedliśmy pyszne śniadanie i znowu granatowy busik
powiózł nas o tej nieludzkiej porze na halę.
W sobotę czekało nas aż pięć przebiegów, indywidualne jumpingi we wszystkich kategoriach i rozstrzygnięcie rozgrywek drużynowych w kategoriach medium i small. Zaczęło się od jumpingu indywidualnego dla smalików. Tor ułożył Manuel Alff. Jak dla mnie największą trudność stanowiła przeszkoda numer 4, zupełnie niewidoczna dla psa wychodzącego ze slalomu i ustawiona w niewielkiej odległości od przeszkody numer 7. Pół kroku za daleko w którąkolwiek stronę i pies albo skakał ją od złej strony, albo lądował na przeszkodzie numer 7. Nieprzyjemna była też kombinacja 10-12 z uwagi na niewielkie odległości między przeszkodami, za to końcówka stanowiła "prostą do domu", czyli coś, na czym szybkie psy mogły się wykazać. Miałam trochę pecha z Sunday na tych MŚ, bo jakoś tak zawsze przed naszym przebiegiem następowała awaria fotokomórki, przez co albo musiałyśmy schodzić ze startu, albo sterczałyśmy na nim strasznie długo przy akompaniamencie ryków widowni, co spaniela strasznie nakręcało. W każdym razie w tym przebiegu zdetkowałyśmy się na 4, którą Sunday skoczyła od niewłaściwej strony i reszta przebiegu oczywiście już cacy. Iwonie z Pipi miała czysty przebieg i 21 miejsce, Ania z Kejti również na czysto i 34. miejsce, Melisa miała jedną zrzutkę i wylądowała na 41. miejscu. Ubiegłoroczna mistrzyni świata Marcy Mantell również miała dyskwalifikację (zawsze to jakaś pociecha, że jest się w dobrym towarzystwie). Wielokrotnie stający na podium Martin Eberle z Pebbles tym razem wylądowali na miejscu 13, za nim uplasował się Belg Ronald Vlemincx (bardzo charakterystyczny, bo kieruje psem gwiżdżąc) z sheltie Calimero, Słowenka Urska Krenk z pudliczką Lu (czyżby imię sugerowało, w jakiej stajni biega?) zajęła miejsce 16, a pierwsze trzy pozycje obsadzili odpowiednio: Włoszka Nicola Giraudi z PRT Twisterem, Brazylijczyk Alexander Schcolnik z sheltie Skipperem i Angielka Nicola Garrett z sheltie Indianą. Czwarte miejsce zajął Francuz Christophe Dalmat z pudlem Theo. Przebiegi mediumowe rozgrywały się na torze Bernarda Huppego, który wydawał się dość przyjemny, jednak miał parę pułapek. Sporo psów po trzeciej przeszkodzie namierzało tunel, a po przeszkodzie nr 15 (tenże prosty tunel) biegło na wprost, miast skręcić na 16. Dla mnie przebiegi mediumowe są bardzo emocjonujące, bo w tej kategorii biegają owczarki pirenejskie, które generalnie mnie nie zawiodły: Luka prowadzona przez Amerykanina Ashleya Deacona miała ładny bieg i zajęła w jumpingu 4. miejsce (a jeszcze niektóre łuki można by jej ścieśnić). Fajnie też pobiegła hiszpańska ALMA de Loubajac, zajmując miejsce 12. Silvia niestety zbyt mocno odwołała La po tunelu, przez co ta wbiegła jej pomiędzy 16 i 17, zarabiając odmowę. Przebieg wygrała Natasha Wise z bc Dizzy po świetnym przebiegu, bardzo ładnie i spokojnie poprowadzonym (ale i tak wolałabym, żeby bordery biegały wyłącznie w large), drugie miejsce zajęła mudiczka Safi z Czech, prowadzona przez Barę Sajdokovą, a trzecie również mudiczka, tym razem ze Szwajcarii, z przewodniczką Letizią Pellegrini. Ania Sajkowska z Bezą miały czysty przebieg i zajęły w nim 34. miejsce. Na mistrzostwach świata wszystko dzieje się szybko i emocje stale rosną, wkrótce przyszedł więc czas na przebieg jumping individual large. Ta kategoria zdecydowanie zdominowana jest przez bordery. Główne trudności toru Manuela Alffa to slalom kuszący psy po przeszkodzie nr 7 i dość nieprzyjemna końcówka. Sporo psów miało też problemy ze skokiem w dal i albo skakało go po skosie, albo przewracało elementy, próbując zaraz za nim ciasno zakręcić. Ogólnie jednak poziom był szalenie wysoki, tor ukończyło aż 90 zawodników, z czego 65 na czysto. Widać więc było, że ostateczna rozgrywka rozegra się pomiędzy najszybszymi - nie można było mieć nadziei, że pies "wolny, lecz dokładny" wywalczy cokolwiek w pierwszej dwudziestce. Obejrzeliśmy wiele fenomenalnych przebiegów i generalnie nie zawiedli faworyci: Susan Garrett z Encore zajęła drugie miejsce z doskonałym czasem, pokonał ją jedynie Hiszpan Ricardo Santolaya Cruz z Topazem. Trzecie miejsce zajął Szwajcar Luigi Cavallo z Wayą. Świetnie pobiegł też ubiegłoroczny mistrz świata Markus Topps z Juice, zajmujac 9. miejsce. Bardzo podobały mi się przebiegi Francuzów: na 7. miejscu znalazł się Jacquemin Sylvain z Van's, ale na mnie większe wrażenie zrobił chyba Gregory Bielle-Bidalot, który jako przewodnik sprawiał wrażenie, że biega na przycisku fast forward. Czysty bieg miała Magda Ziółkowska z Maczkiem, zajmując po jumpingu 25. pozycję. Iwona z Cirem miała odmowę, Marta z Kryśką i Agnieszka z Tolą po jednym błędzie. Silvia Trkman z Bu zapomniała toru (jak widać zdarza się nawet najlepszym), co zaskutkowało odmową (ciekawe, że jedne psy w takiej sytuacji grzeją przed siebie i skaczą co bądź, a inne czekają jednak na wskazówki...) - wielka szkoda, bo przebieg do tego momentu był ładny, a Bu wyraźnie jest psem, który nawet na poziomie mistrzowskim może walczyć o pudło. Ledwo chwilkę odsapnęliśmy, a już zaczęły się przebiegi agility drużynowe, najpierw medium, potem small. Tor dla mediumów ustawił Bernd Huppe: tunel na wprost po kładce (sporo detek), potem podwójna na zakręcie (tu z kolei dużo zrzutek) i nieprzyjemna kombinacja po miękkim tunelu (wiele psów po 16 skakało 3 pod prąd). Ku mojej radości ładnie pobiegli Amerykanie (a wśród nich Ashley Deacon i Luka, zajmując ostatecznie drugie miejsce, ładnie też Słowenki, chociaż La skoczyła strefę na palisadzie - trzecie miejsce drużynowo (i tym sposobem na podium ogółem znalazły się trzy pyrki... Pyrki górą!). Prowadzących po jumpingu Francuzów dosięgła sprawiedliwość dziejowa (nie żebyśmy im źle życzyli, ale symbole narodowe jak również cudze mienie należy szanować) - dwie detki i spadek na 18. pozycję. Finowie wytrzymali presję i w rezultacie z trzeciego miejsca wskoczyli na pierwsze. Nasza drużyna nieco podskoczyła w rankingu (Beza czysty przebieg, Ziutek jeden błąd, Oxa detka) zajmując ostatecznie 23 miejsce /26. Chwila radości dla zwycięzców i wreszcie ostatni przebieg tego dnia - agility team small, ustawiane przez Manuela Alffa. Pomijając karkołomną zawrotkę po kładce i ciasno ustawione przeszkody po palisadzie tor całkiem, całkiem. Sunday przeskoczyła strefę na kładce (no, ogółem jakoś się nie popisała na tych MŚ), ale jak dotarłam do slalomu, to stwierdziłam, że teraz już z górki i faktycznie resztę biegu miałyśmy na czysto. Iwona z Pipi i Ania z Melisą miały czyste przebiegi, co pozwoliło nam zająć 6. miejsce w drużynowym agility i wskoczyć z 21. pozycji zajmowanej po jumpingu na 11. ogółem. Dość przyzwoicie, ale męczy mnie to, że jakby nie ta moja detka w jumpingu, to byłoby jeszcze fajniej... ![]() ![]() Utkwił mi w pamięci taki bloopersik: jeden zawodnik zostawił psa na stole, odczekał te przepisowe 5 sekund, po czym pobiegł dalej i dopiero przy następnej przeszkodzie zorientował się, że pies nie biegnie za nim, tylko dalej siedzi na tym stole :). W ogólnej klasyfikacji na trzecim miejscu znaleźli się Włosi, na drugim Szwedzi, na pierwszym Rosjanie, którzy wskoczyli tam z trzeciej pozycji. Pierwsi po jumpingu Francuzi nie uniknęli dyskwalifikacji ("To za flagę" popłynął mściwy głos z polskich trybun) i spadli na czwartą pozycję. Sobota zakończyła się tańcami na ringu - Mistrzostwa Świata mają swoje stałe przeboje, wśród których nie może zabraknąć Macareny i YMCA. Organizatorzy zapewnili trzy panie wodzirejki, które pokazywały kroki, a reszta je naśladowała - wyszaleliśmy się i było ekstra :). O, coś w tym stylu - tylko na filmiku są balety w przerwie na ustawianie toru, a po zakończeniu przebiegów przeniosły się na całą płytę: W dobrych humorach wróciliśmy do hotelu, a po drodze busik rozbrzmiewał repertuarem biesiadno-turystycznym (Hej, sokoły!). Mistrzostwa Świata Agility - piątek, dzień pierwszy
W piątek o szóstej rano zadzwoniły budziki, zawodnicy wdziali gustowne, acz mega sztuczne i potliwe dresiki w barwach narodowych, o szóstej trzydzieści raźno zbiegliśmy wszyscy na śniadanko, a tuż po siódmej ruszyliśmy busikiem, by zdążyć na ceremonię rozpoczęcia MŚ.
![]() ![]() ![]() Zawodnicy z psami zbierali się na środku hali, gdzie były boksy dla psów, grupując się przy osobie trzymającej tabliczkę z nazwą danego kraju. W kluczowym momencie okazało się, że w tym roku organizator nie zapewnił drzewca do flagi, oczekując zdaje się, że każdy ze sobą przywiezie trzymetrowy drąg. Jako że Polak potrafi, zostałam wydelegowana na ochotnika do pobliskiego supermarketu celem zakupienia odpowiedniej długości kija do szczotki. Kije zakupiłam nawet dwa na wszelki wypadek, ale i tak na wejście naszej drużyny się spóźniłam i ceremonię oglądałam sobie z trybun wraz z polskimi kibicami, którzy jeszcze nie mogli się pozbierać po nieprzyjemnym incydencie z Francuzami. I uwaga, teraz publicznie obsmaruję kibiców francuskich. Mianowicie w czwartek zajęliśmy sobie parę ławeczek na trybunach. Zawiesiliśmy polską flagę, a same ławeczki zostały oznaczone kartkami z napisem "Poland". W piątek rano z owych ławeczek brutalnie wysiudali nas (oraz jeszcze inne dość nielicznie reprezentowane nacje) kibice francuscy, którzy posunęli się do aktów bezpośredniej przemocy typu zerwanie flagi, zrzucenie torby z aparatem z ławki, darcie się do uszu naszym kibicom usiłującym rozpocząć pertraktacje, wymachiwanie im przed twarzami różnymi przedmiotami etc. Dzięki interwencji organizatorów dostaliśmy miejsca w sektorze austriackim, ale niesmak pozostał. I tak, wiem, że za ten niemiły epizod odpowiadało parę czarnych owiec, a nie wszyscy Francuzi jako naród, niemniej jednak do tej pory na MŚ bywało tak, że kibice bawili się wszyscy razem i dopingowali zarówno swoich, jak i zawodników z innych krajów i przykro, że najwyraźniej te czasy już się skończyły. Aczkolwiek oliwa sprawiedliwa, o czym jeszcze będzie. Ceremonia jak to ceremonia, nudna była i dużo ple ple, którego i tak nie dało się zrozumieć, ale MŚ zostały oficjalnie otwarte i zaraz potem rozpoczęło się ustawianie toru jumping team large. Wszystkie drużyny otrzymywały chwilę wcześniej plan parkuru, tak więc zawodnicy wraz z kapitanami drużyn wisieli nad ringiem na barierkach planując sposób prowadzenia psa i obserwując na ile to, co powstaje na parkurze różni się od tego, co mają na kartkach. Potem nastąpiło zapoznanie z torem odbywające się w trzech turach. Gwoli informacji - na zapoznaniu z torem na Mistrzostwach Świata można sobie podreptać w dzikim tłumie od przeszkody do przeszkody i tyle. Absolutnie nie da się całego toru na raz przebiec, co sprawia, że elementy toru ma się wprawdzie przećwiczone, ale fragmentarycznie i w nieco innym tempie, niż to się potem odbywa podczas biegu. Niektórym to przeszkadza, na przykład mnie :P. Niestety strona organizatora nieco lipna jest i póki co nie ma na niej planów parkurów, co mam nadzieję niebawem się zmieni. Zdjęcie planu parkuru. Wydaje się w miarę przyjemny, ale dużo psów się detkowało przede wszystkim na kombinacji 8-9, po której skakały 18, sporo psów miało problemy z trafieniem w hopkę po miękkim tunelu, o dziwo też całkiem sporo wysypało się na niewinnie wyglądającym układzie12-13, a po prostym tunelu 15 wiele psów zahaczało o skok w dal pod prąd. Detki sypały się gęsto. Z polskiej drużyny Maczek ominął tunel miękki, Kryśka zdetkowała się skacząc przeszkodę nr 2 drugi raz po zawrotce, Cirek miał jedną zrzutkę. Niecierpliwie czekałam na przebieg Silvii z Bu - i nie zawiodłam się, przebieg był bardzo ładny, czysty, płynny, zakręty miodzio i ostatecznie ze wszystkich psów biegnących w tej konkurencji Bu zajęła 2 miejsce, za ubiegłorocznym indywidualnym mistrzem świata Markusem Toppsem z Juice. Najlepszy czas miała wprawdzie Anna Eifert z Nevian, ale za to dwa błędy. Jeśli chodzi o wyniki drużynowe to pierwsze miejsce zajęli Niemcy, drugie Rosjanie, a trzecie Hiszpanie. Polska po jumpingu uplasowała się na 21. miejscu na 28 drużyn. Potem jumping drużynowy medium i straszny torek Manuela Alfa. Ogólnie mistrzostwa mistrzostwami, ale trochę facet przesadzał z tym skakaniem hopek od drugiej strony, na trzeci dzień widać było, że psy się przyzwyczaiły i miały tendencję, żeby same z siebie skakać hopki pod prąd. W polskiej drużynie niestety dwie detki, czysty przebieg Sajko z Bezą i ostatecznie przedostatnie miejsce. Jeśli chodzi o pojedyncze przebiegi, to tym razem Silvia i La nie zawiodły i wykręciły najlepszy czas. W klasyfikacji drużynowej na prowadzenie wyszli Francuzi, na drugim miejscu Szwajcaria, na trzecim Finlandia. Jumping drużynowy small - tor ustawiał Bernard Huppe, więc było dość przyjemnie, pomijając kawałki po tunelach. Bałam się, że Sunday po 8 skoczy mi 18, bo ostatnio na treningach miewała takie tendencję. W efekcie odwołałam ją za mocno, weszła pomiędzy 8 i 9 i skoczyła 9 od złej strony :(. Reszta biegu zupełnie przyjemna. Melisa miała jedną zrzutkę, Pipi błąd na slalomie i punkty karne za czas - ostatecznie smallikowa drużyna znalazła się na 21. miejscu / 27. Wygrali Francuzi, na drugim miejscu Szwajcaria, na trzecim Rosja. ![]() ![]() W piątek rozstrzygały się wyniki drużynowe large. Tor ustawił Manuel Alff, więc znowu było wesoło. Znakomita większość psów po 4 wpadała do tunelu (12), a te, które dały się odwołać, albo wbiegały na palisadę, albo potem wpadały w ten tunel po palisadzie, miast iść na slalom. Tym, co przetrwali te dwa zdradliwe miejsca, zwykle udawało się już jakoś dotrzeć do końca. Znowu ładny bieg miała Silvia z Bu, chociaż Bu zrzuciła przedostatnią tyczkę, jednak miała najlepszy czas ze wszystkich psów. Z polskiej drużyny Cir dał się odwołać za pierwszym razem od tunelu (chociaż dyskutował zawzięcie), za to potem zrobił go po palisadzie. Maczek i Kryśka miały po jednym błędzie, ale ogólnie polska drużyna wwindowała się z 21. miejsca na 13. Zajmującym pierwszą pozycję po jumpingu Niemcom nie udało się jej utrzymać, i ostatecznie w klasyfikacji drużynowej wygrali Rosjanie (trzeba przyznać, że sposób, w jaki Svetlana Tumanowa rozwiązała fragment 4-5-6 zasługiwał na oklaski, wysłała psa na tunel z dużej odległości najwyraźniej zupełnie nie obawiając się, że omyłkowo wejdzie na palisadę, po czym spokojniutko zrobiła sobie ślepą zmianę przy wyjściu z tegoż tunelu. Mniodzio), na drugim miejscu znaleźli się Włosi, na trzecim Anglicy. Po przebiegach przyszedł czas na chwilę radości, piosenkę "Stand up for the champions", owacje na stojąco i inne balety i tak to pierwszy pełen emocji dzień Mistrzostw Świata dobiegł końca. Za zdjęcia z toru dziękuję przemiłemu Iztokowi Noc :).
wtorek, 22 września 2009
Relacja
Muszę przyznać, że domaganie się przez Czytelników bloga relacji jest dla mnie bardzo miłe :o).
Zasiadam więc do pisania... W podróż na MŚ wyruszyliśmy busikiem w środę nad ranem. Zaraz jak ruszyliśmy, okazało się, że ktoś zapomniał książeczek pracy i trzeba poczekać, aż je miły inny ktoś dowiezie (szczęściem zapomniane książeczki znajdowały się we Wrocławiu, a nie w Warszawie, skąd busik wyruszał). Podróż tak całkiem szczerze była koszmarna: ![]() dojechałam na miejsce wygnieciona, połamana, zgrzana i spocona, za to widok, który się ukazał moim oczom po opuszczeniu niewygodnego pojazdu wiele mi wynagrodził, a krótki spacer pozwolił zregenerować nerwy i siły: ![]() W środę miało miejsce zebranie dla kapitanów, tak więc wieczorem zgromadziliśmy się w hotelowym holu, by posłuchać o zasadach, jakie miały panować na treningu i podczas przebiegów (na treningu nie można było nagradzać żarciem na wykładzinie, ale można było poza nią na betonie, można oczywiście było mieć zabawki, przy starcie zostawiało się zabawki i smakołyki w specjalnym kubełku, ale można było się szarpać smyczą podczas oczekiwania na start i można było mieć smycz uplecioną z polaru, czyli de facto taki szarpaczek z karabińczykiem. Podczas startów przed pierwszą hopką stał steward, który odsłaniał ją dopiero po gwizdku sędziego, pozwalającym na start). Następnego dnia w hotelu zjedliśmy pyszne śniadanko (hotelik w ogóle full wypas, widok z okna, jedzonko i internet w recepcji ;o) i wyruszyliśmy, by już od rana oglądać inne trenujące drużyny. Nasza kontrola weterynaryjna zaczynała się przed pierwszą, trening godzinę potem, jednak byliśmy w hali już od ósmej. W tym roku organizatorzy zapewnili osobną halę na trzymanie psów, podzieloną na boksy dla poszczególnych krajów. Dzięki temu psy miały ciszę i spokój, a wejścia do hali od piątku czujnie strzegli ochroniarze, którzy nie pozwalali tam wejść nikomu poza osobami z identyfikatorami. Sama hala, w której toczyć się miały zawody, nieco nas rozczarowała. Po pierwsze była niezbyt duża. Po drugie za siedzenia służyły tam drewniane ławki bez oparć - a że spędzaliśmy na nich około 10-12 godzin dziennie, to mój kręgosłup cierpi do dziś. Po trzecie nie była zwentylowana i z każdym dniem było w niej bardziej duszno i gorąco. Po czwarte była mizernie oświetlona, co niestety utrudniło życie fotografom. Za to znajdowała się w bardzo przyjemnej okolicy, dzięki czemu jadący na MŚ towarzysko Viguś nie spędził czterech dni wyłącznie w klatce i na smyczy, ale mógł sobie trochę pobiegać. ![]() ![]() ![]() Obserwacja treningów innych drużyn pozwoliła nam na jakiś czas zapomnieć o niewygodach i stresie przed naszą kontrolą weterynaryjną. Chwilami wprawdzie człowiek dostawał zeza rozbieżnego, bo tacy na przykład Hiszpanie mieli w mediumach zarąbistą pyrę (ALMA de Loubajac) i largach równie zarąbistą borderkę Angie, zwaną przez nas czule "Glistą" (kto ją widział, wie, dlaczego). Ring treningowy podzielony był na trzy części i na każdej części ćwiczyła inna wielkość psów i jakoś Alma z Angie zawsze równocześnie. Poza tym obserwowaliśmy znanych i lubianych, takich jak Silvia Trkman (która startowała w tym roku z La i borderką Bu, debiutującą na MŚ), Susan Garrett czy Marcus Topps. Ja jak zwykle starałam się wyławiać pirenejczyki, poza wspomnianą już suczką z Hiszpanii było ich jeszcze kilka, m.in. dwa z RPA, jeden z Francji, który niestety był tylko rezerwowy i w samych zawodach nie startował, w reprezentacji USA świetna Luka de la Brise, która w zeszłym roku była trzecia w indywidualnym jumpingu (i biega z roku na rok szybciej, strach się bać, co będzie jak skończy 10 lat), jednym słowem uczta dla oczu. Nie sposób tu wymienić wszystkich psów, które mi się spodobały. Zabawne było to, że sporo psów przebiegało przez kartonowe trójkątne "tunele", którymi poprzedzialny był ring. Wreszcie przyszedł czas na naszą kontrolę weterynaryjną, która była dość zabawna, bo psom zaglądano w uszy, w zęby i pod ogon, jak również przeczesywano sierść grzebykiem w poszukiwaniu pcheł, ale w ogóle nie sprawdzano psów w ruchu. Szczęśliwie wszystkie polskie psy kontrolę przeszły, podobnie jak mierzenie. Mierzenie też było zabawne, bo sędziowie ustawili sobie miarki na maksymalną wysokość small i maksymalną wysokość medium, a potem sprawdzali, czy pies przypisany do danej kategorii się pod odpowiednią miarką mieści. Na trening mieliśmy 13 minut, które miały pozwolić psom zapoznać się z przeszkodami i wykładziną. Spaniel na treningu ćwiczył fajnie, Sunday bardzo lubi strefówki ze Smarta i taką na przykład palisadę zawsze robi lepiej niż naszą klubową. Raz mi tylko smyknęła z kładki bez zatrzymywania się do miękkiego tunelu - poprawiłam to, ale jakoś nie pomogło, jak się okazało w niedzielę :o(. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Ogólnie po treningu wszyscy zeszli w niezłych humorach, chociaż niektórzy żałowali, że jednak czasu nie było jeszcze więcej. Powróciliśmy zatem do podziwiania innych. Ja jeszcze zrobiłam szybką rundkę po stoiskach przed halą, okazało się bowiem, że z pewnych względów moje psy pilnie potrzebują nowego posłania do klatki - na szczęście udało mi się znaleźć coś w granicach moich niewielkich zasobów finansowych. Spotkałam też paru znajomych z poprzednich lat, co było szalenie sympatyczne.Treningi dzielnie oglądaliśmy do końca, do hotelu wróciliśmy więc tuż przed 19. c.d.n. |