Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.

Napisz do mnie

Blog > Komentarze do wpisu
Zimne Brno :).

W piątek pojechaliśmy w składzie pyrkowo-rodzinnym (Nina z Eytem, Romek z Evo i ja z Bravą) na trening u Martiny Klimesovej, którą lubię strasznie. Jako zawodniczkę, jako osobę i jako trenerkę już też. Martina zaczęła od tekstu: "Sukces w agility wykuwa się poza torem", co już mi się spodobało, potem zapodała nam trochę teorii na temat tego, co poza tym torem robić, pokazała parę gier, w których Brava sobie ładnie poradziła :), a potem w 5 minut nas zmasakrowała na prostej sekwencji, każąc biegać po cichu. I nagle się okazało, że moje psy nie reagują na mój handling i to do tego stopnia, że jak robiłam zmianę nie odzywając się, to Eri trzy razy z rzędu pruła sobie dziarsko na wprost nie bacząc na mnie :P.

Dostaliśmy trochę zadań domowych i mamy plan powrócić znowu, lepsi silniejsi i nie do zagięcia :P. (lubimy kusić los takimi tekstami, lubimy).

Po pysznym obiadku przygotowanym przez Carla poszliśmy na spacer wykonać dubel zeszłorocznej fotki pyrków na cebińskim kamyku (będzie, będzie, jeszcze się nie wzięłam za obrabianie, ale mam plan zrobić to wieczorem) i wyruszyliśmy do naszego hotelu, który znajdował się w niewielkiej miejscowości pod Brnem. Dotarcie do niego nie było takie proste (niedługo będę mogła napisać książkę o przygodach w znajdowaniu czeskich hoteli na uboczu :P), ponieważ rzeczona miejscowość miała może z 7 ulic, które podobno miały jakieś nazwy, ale nikt nie wiedział jakie ;) i numerowane były fantazyjnie w stylu 128, następny dom 19, kolejny za to 70. Zjeździliśmy chyba wszystkie te uliczki, niektóre nawet dwa razy przodem i tyłem, zapytaliśmy też o drogę parę osób, które co do sztuki okazywały się nietamtejsze i nie miały pojęcia, po czym wreszcie jeden życzliwy nie-tubylec skonsultował telefonicznie tubylca i wyrysował nam piękną mapkę, która umożliwiła nam dotarcie do celu. Okazało się przy tym, że jedyny w mieścince drogowskaz do hotelu wskazywał w niewłaściwym kierunku :D. Właściciel hotelu przeraził się strasznie, że psów jest więcej niż 1, tak więc zrobiliśmy mały nieładny szwindelek i oficjalnie przyznaliśmy się do posiadania 4, a nie 7 (wszystkie 4 płowe pyrki były tak naprawdę jednym pyrkiem), co wymagało pewnych zabiegów w kwestiach spacerowych, ale daliśmy radę :P.

Dalszą część weekendu spędziliśmy na zawodach Jarni Brno. Sędziował Kees Stoel, który z kolei nam przypomniał, że dawno nie ćwiczyliśmy serpentyn w 1000 odmian :). Dodatkowo na zmianę było zimno strasznie, albo przeraźliwie i wiało bardzo albo potwornie, za to nieustająco wiatrem prosto z lodowca. Poza tym na zmianę padał śnieg, grad albo deszcz. Na szczęście było gdzie się schować w ciepełku i można było w kanciapie spożyć całkiem zjadliwy rosół z wkładką mięsną o wyglądzie kozich bobków (a że koza tam chodziła, to kto wie, może rosół był tak naprawdę stosowny dla wegetarian). Eri poschizowała trochę, nie wiem na co, ale chyba na wiatr i łopoczące taśmy, biegała wolno, rozproszona bardzo była i ogólnie jakoś tak nie bardzo.

Z Bravą fajnie się biegało. Jumping open, 2 miejsce, zadowolona ze slalomu jestem i w ogólnie z całości za wyjatkiem mega łuku po 8, na którym straciłam strasznie dużo czasu. Początek filmiku jest śmiechowy, ponieważ posadziłam Bravę przed hopką nr 6, zamiast nr 1 (tak to jest, jak człowiek sobie wybiera punkt orientacyjny w postaci dwóch strączków na ziemi jako oznaczenie miejsca, gdzie trzeba posadzić psa) i Kees mnie poprawił :D. Lubimy życzliwych sędziów :D.

Agility z ładną detką (bo zapomniałam toru, tzn. wydawało mi się, że jestem hopkę dalej :P):

Drugi jumping w ekstremalnych warunkach pogodowych, czyli mój pies nie reaguje na mój handling:

Przyzwoite agility open Erisi:

W niedzielę było jeszcze zimniej :P, ale biegało się bardzo dobrze, nawet Eri się ogarnęła. Zaczęła od bardzo ładnego agility z bardzo głupią detką na ostatniej przeszkodzie:

Potem był za to bardzo ładny jumping z 1 miejscem, więc full wypas, bo konkurencja była liczna:

I bardzo przyzwoite agility ze zrzutką niestety:

Brava miała pierwsze miejsce w jumpingu:

Pierwsze miejsce w agility (i nie jestem zachwycona jej kładką tutaj i tym, że ją zwolniłam trochę za wcześnie, ale cały bieg bardzo ładny):

I potem głupie dis w drugim agility, przez lenistwo pańci, której się zachciało layerować hopkę nie wiadomo po co :P. 

Ogólnie po tym weekendzie mam dużo przemyśleń i mega plan nad czym jeszcze trzeba popracować, w paru rzeczach muszę się trochę cofnąć do poprzednich etapów pracy, jednym słowem owocnie bardzo było :).

wtorek, 03 kwietnia 2012, orvokki

Polecane wpisy

  • Tyyyyyleeee się działo :)

    Blog ledwie dycha (o ile dycha), tymczasem życie pędzi sobie z zawrotną prędkością. Od ostatniego czasu zaliczyliśmy podróże do Luksemburga, do Berlina, nad mor

  • Blogowo filmowo

    Mam niezłe opóźnienie, bo prawie tygodniowe... W miniony weekend odbyły się drugie kwalifikacje do MŚA. Zawody poprzedziła mała aferka pt. ile właściwie w tym r

  • 1% dla Przyjaciela

    Jeśli ktoś z szanownych Czytelników jeszcze nie rozporządził 1% swoich podatków, to serdecznie zachęcam do wsparcia Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym Przy