Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.

Napisz do mnie

Blog > Komentarze do wpisu
CSI 2011 - Motesice

Pojechaliśmy sobie w weekend na zawody na Słowację organizowane przez skiperową ekipę - byliśmy tam w listopadzie i nam się spodobało, więc znowu przemierzyliśmy jakąś straszną liczbę kilometrów byle sobie pobiegać w miłym miejscu i wśród miłej ekipy :). Na tę szczególną okazję nawet reaktywowałam Vigusia, co jednakowoż nie było chyba najlepszym pomysłem :P. Vigo jeszcze w sobotę coś tam kontaktował i nawet strefy zaliczał przez dwa pierwsze biegi, bo w trzecim nastąpił powrót Vigo, jakiego znamy i teges, kochamy? Freexy co prawda twierdziły, że to moja wina, bo macham łapami, jakbym chciała płoszyć wrony z pola (tak, agility jest sportem dla neurotyków, jedną z głównych zasad jest bowiem to, że to niemal zawsze Twoja wina ;)), niemniej jednak ośmielę się twierdzić, że fakt nie nawiązania przez Vigo łączności z własnym rozumem (co zresztą nie udało mu się mimo starań już do końca pobytu, pewnie słaby zasięg był ;)) odegrał pewną rolę w naszej klęsce.

Spaniel się jakby trochę od niego zaraził, może przez to, że siedzieli w jednej klatce, bo co prawda biegał mega szybko, za to kaszanił strefy równo. Moja teoria na ten temat głosi, że próbuje mi dać w ten sposób do zrozumienia, że potrzebuje równie dużo treningów, co smarkateria.

A Brava... no cóż, Brava generalnie była bardzo blisko ideału cały czas, w sobotę miała drugie miejsce w jumpingu open, w niedzielę bardzo przyzwoity bieg MA2 z dwiema zrzutkami, prawie perfekcyjny bieg agility open z ominiętą ostatnią hopką i prawie idealny bieg jumping open z jedną małą dyskwalifikacją ;). Oj tam, oj tam.

Ja jakoś ogólnie chyba faktycznie nie byłam w najlepszej formie, z racji długiego terminu oczekiwania na wizytę u laryngologa samozdiagnozowałam u siebie zapalenie zatok (i jeśli ktoś myśli, że jak mu leci z nosa to jest strasznie, to zapewniam, że katar w formie ciekłej to przyjemność w porównaniu z glutem w postaci stałej...), każdego ranka czułam się z lekka jakby mnie walec przejechał i budziłam się gdzieś tak po trzech biegach mniej więcej. Mimo wszystko udało mi się parę razy władować na podium, w tym ze spanielem za jakąś kwalifikację ze wszystkich możliwych biegów w ciągu weekendu :). Tak więc nagrody przywieźlim na pocieszenie.

Dość ładny jumping Bravy z soboty:

Owo (prawie) idealne agility (i tego się trzymajmy: strefunie? Miodzio. Slalom? Miodzio. Zmiana za slalomem? Miodzio. Ogólnie bieg do przeszkody nr 19 włącznie? Miodzio. No). Nota bene znajoma na fejsie podsunęła mi idealne zgoła wytłumaczenie babola na przeszkodzie 20, mianowicie sędzia wrednie to ustawił.

Również prawie idealny bieg jumpingowy spaniela:

W ogóle to na zawodach się spotkało całe biegające rodzeństwo z Bravy miotu :D, tzn. jeszcze był Evoczek i Eytek. Nawet już się prawie podium udało zapchać w niedzielnym jumpingu open, niestety Brava się zdetkowała :P

poniedziałek, 14 marca 2011, orvokki

Polecane wpisy

  • Tyyyyyleeee się działo :)

    Blog ledwie dycha (o ile dycha), tymczasem życie pędzi sobie z zawrotną prędkością. Od ostatniego czasu zaliczyliśmy podróże do Luksemburga, do Berlina, nad mor

  • Blogowo filmowo

    Mam niezłe opóźnienie, bo prawie tygodniowe... W miniony weekend odbyły się drugie kwalifikacje do MŚA. Zawody poprzedziła mała aferka pt. ile właściwie w tym r

  • A year has passed :).

    A year has passed, weather has changed, but the Pyrsheps are just as funny and crazy :).

Komentarze
Gość: Asia i Tajga, *.171.196.244.static.crowley.pl
2011/03/16 10:46:44
Slaby zasieg, nie moge :))))
-
Gość: Asia i Tajga, *.171.196.244.static.crowley.pl
2011/03/16 10:47:04
Slaby zasieg, nie moge :)))