Proszę o nie kopiowanie zdjęć ani tekstów z bloga. Tworzenie go wymaga czasu i wysiłku z mojej strony - kopiowanie czegokolwiek i publikowanie na innych stronach czy forach internetowych bez mojej wiedzy i zgody jest po prostu kradzieżą.

Napisz do mnie

Blog > Komentarze do wpisu
Wielka debata na temat dominacji
    Kupiłam sobie w Empiku gazetkę pt. Dog's Monthly, angielski miesięcznik poświęcony psim sprawom. Cena trochę odstrasza (29,90), ale zawartość dość ciekawa: dość obszerne sprawozdania z najważniejszej wystawy świata czyli Cruft's, omówienie ras: dalmatyńczyk i czarny terier rosyjski, a w tematach najbardziej mnie interesujących wkładka poświęcona dyskusji na temat dominacji. Temat ważny, bowiem początkujący Odpowiedzialny Właściciel, gnany słusznym głodem wiedzy, dostaje rychło oczopląsu i ogólnego pomieszania z poplątaniem. Na rynku mamy dostępnych kilkadziesiąt (a może i więcej?) pozycji na temat szkolenia, plus kilka psich periodyków, plus niepoliczone mrowie forów i stron internetowych poświęconych szkoleniu psów. Jedna bardzo znana książka przeczy drugiej równie znanej, obie przy tym twierdzą, że oto właśnie odkryły sekret idealnego porozumienia z psem. "Psie" czasopisma, stojące zresztą na bardzo różnym poziomie merytorycznym dokładają się do ogólnego bigosu, zamieszczając całkowicie sprzeczne ze sobą tezy czasem nawet w ramach jednego numeru, a Internet dopełnia dzieła, produkują się w nim bowiem z równą pewnoscią siebie zarówno fachowcy, jak i laicy (vide niniejszy blog :o))). Tu i ówdzie dowiedzieć się można, że niezależnie od tego, czy problemem jest ogólny brak posłuszeństwa, agresja czy nadmierna lękliwość - odpowiedzią bez wątpienia jest źle ustawiona hierarchia w domu. Pies mianowicie jest dominantem, hierarchię wystarczy przebudować za pomocą paru prostych sztuczek i wszyscy, z psem na czele będą szcześliwi. Z innej strony znowu usłyszymy, że pies to nie wilk i hierarchii nie tworzy, a już na pewno nie z człowiekiem, który wszak do innego gatunku należy, jednak zwierzę inteligentne, czyli pies, doskonale potrafi zrozumieć, co mu się opłaca. Ergo, jeśli jakieś zachowanie jest nagradzane, to będzie się ono pojawiać, jeśli nie jest, wygaśnie, łatwo więc przyjdzie nam przekonać naszego czworonoga do zachowywania się w określony sposób. Słowo dominacja zaś jest przestarzałe i politycznie niepoprawne.

    Dog's monthly przedstawia stanowiska jednej i drugiej strony, daleki przy tym będąc od ostatecznych rozstrzygnięć. Poniżej kilka uwag, które mnie osobiście się spodobały:
    Teoria dominacji wzięła się z obserwacji nie psów, a wilków, i to w dodatku w niewoli. Obserwacje zarówno psów, jak i wilków w naturalnym środowisku, wielu zjawisk nie potwierdziły. Na przykład słynna kolejność jedzenia: nie jest prawdą, jakoby para alfa pożywiała się zawsze i wszędzie pierwsza. Pierwsze są karmione szczeniaki, ponieważ od ich przeżycia zależy przyszłość stada.

    John Fisher, bodaj najbardziej popularny zwolennik ustanawiania hierarchii w stadzie ludzko-psim, w swojej ostatniej książce, napisanej przed przedwczesną śmiercią "Diary of a Dotty Dog Doctor" ("Dziennik postrzelonego psiego doktora" :o)) umieścił takie oto zdanie:

"The purpose of all these mental and physical gymnastics is to try and establish a dominance/submissive relationship between us and our dogs, with us being the more dominant. This is all fine, if this is how you want to live with your dogs, but I have news that is going to disappoint a lot of people who have striven to reach this Alpha status - all this means diddly squat to your dog".

"Celem tych wszystkich intelektualnych i fizycznych wygibasów jest ustalenie relacji dominacja/podporządkowanie pomiędzy nami i naszymi psami, przy czym my mamy być tymi dominującymi. Wszystko ładnie pięknie, jeśli tak właśnie wyobrażasz sobie swoje życie z psem, ale mam tu wiadomość, która rozczaruje całą masę ludzi, którzy walczyli o osiągnięcie tego słynnego statusu ALFA - wszystko to nie znaczy absolutnie nic dla Twojego psa".

    I wreszcie, odkładając na bok teoretyczne dywagacje: czy naprawdę mamy ochotę wygłupiać się, udając, że jemy z psiej miski, zanim mu ją podamy? Czy naprawdę chcemy zbierać milion kłaków, siadając na psim posłaniu, tylko po to, by udowodnić, że możemy? Czy naprawdę chcemy się pozbawić widoku psa, szalejącego z radości na nasz widok po powrocie do domu?

    Od siebie mogę powiedzieć tyle: kupując Sunday, byliśmy zafascynowani książkami Fishera i Fennel, jednak ponieważ marzyliśmy o szkoleniu i sporcie, od razu zaczęliśmy z nią pracować i ją szkolić. Trochę głupot wyperswadował nam z głowy szkoleniowiec "No przecież piesek musi wygrywać szarpanie się zabawką, jak inaczej go przekonać, że to fajna zabawa?", trochę nam się te zasady rozmyły, bo tak naprawdę to chociaż niby proste, to są one dość upierdliwe. Jeśli Sunday jest psem ogólnie uroczym i posłusznym, to w wyniku pracy szkoleniowej, a nie "ustalania hierarchii stada". Z Vigo skorzystaliśmy z rady nie żegnaniania się i nie witania się z psem, kiedy wystąpiły problemy z jego samotnym pozostawaniem w domu. Pomogło, w tej chwili witamy się z psami normalnie.*

    Człowiek, nie zawracając sobie głowy wydumanymi teoriami, powinien być w stanie uzyskać od swojego psa zachowanie, o jakie mu w danej chwili chodzi, tak samo jak powinien być w stanie zachowanie, które mu się nie podoba, przerwać. I do tego w praktyce sprowadza się bycie szefem dla swojego psa, niezależnie od tego, czy pies wchodzi na kanapę, czy nie wchodzi, czy wygrywa zabawę w przeciąganie i kiedy i jak przechodzi przez drzwi.

*Mała dygresja: Zofia Mrzewińska stanowczo odradza stosowanie tej metody, uważając, że szczenię ignorowane przez wracających z polowania członków stada, zapewne padło by z głodu. Zauważyła też, że psy, z którymi do tej pory normalnie się witano, po wprowadzeniu tej zasady popadają w depresję, nie chcą pracować z właścicielem, nie chcą się bawić. U nas rzeczywiście zjawisko takie wystąpiło i to u Sunday (siłą rzeczy nie witając się z Vigo, nie mogliśmy witać się również z Sunday). Jako, że problem zostawania w domu był zdecydowanie priorytetowy, kontynuowaliśmy przez kolejne dni. Gdzieś na trzeci dzień Sunday uznała nasze nowe zachowanie za normalne i przestała się nim przejmować, a Vigo nauczył się zostawać w ciszy.
piątek, 26 maja 2006, orvokki

Polecane wpisy

  • Tyyyyyleeee się działo :)

    Blog ledwie dycha (o ile dycha), tymczasem życie pędzi sobie z zawrotną prędkością. Od ostatniego czasu zaliczyliśmy podróże do Luksemburga, do Berlina, nad mor

  • Blogowo filmowo

    Mam niezłe opóźnienie, bo prawie tygodniowe... W miniony weekend odbyły się drugie kwalifikacje do MŚA. Zawody poprzedziła mała aferka pt. ile właściwie w tym r

  • A year has passed :).

    A year has passed, weather has changed, but the Pyrsheps are just as funny and crazy :).

Komentarze
Gość: Ewelina KLUM, Bytom, 77.236.26.*
2011/05/13 21:36:35
24.TEMAT. PSY I KOTY, RÓWNIEŻ KONIE. Zobacz też to:
sandrarecho.pinger.pl/m/6170982

ENGLISH VERSION_______: www.instytutirl.com.pl/index9.php